marcelina4
03.09.18, 18:27
jechałam dzisiaj SKM do stacji Sródmieście, kolejka podjechała na stację, stałam bezposrednio przy drzwiach z zamiarem wysiadania, na peronie po drugiej stronie drzwi czekali ludzie na otwarcie drzwi, między innymi kobieta a chłopcem około 15 lat
po otwarciu drzwi zrobiła krok do przodu, żeby wyjść i w tym momencie zostałam dosłownie staranowana przez tego chłopca, uderzył mnie ciałem i pchnął do tyłu, wpadłam na jakiegoś człowieka za mną
okazało się, że chłopiec jest niepełnosprawny intelektualnie, kobieta, która z nim była nawet mnie nie przeprosiła, na zwróconą uwagę dosyć gwałtownie zareagowała mówiac "przecież widzi pani, że dziecko niepełnosprawne, chore trzeba mu ustąpić, bo on nie rozumie, a bardzo chce pierwszy wejść"
no kurcze, wkurzyłam się, ja rozumiem, że chore dziecko, ale chyba po to porusza się po mieście w towarzystwie opiekuna, żeby ten opiekun sprawował nad nim kontrolę, asekurował go, żeby ani sobie, ani innym nie zrobił krzywdy
wywiązała się niemiła dyskusja, miałam ochotę wezwać straż ochrony kolei, albo policję, ale odpuściłam, nic mi się nie stało, nie przewróciłam się, ale zastanawiam się, co by było gdybym jechała z dzieckiem, które walniete przez tego chłopca raczej zaliczyłoby glebę?
niby nic wielkiego się nie stało, ale uważam, że opiekunka dziecka ( nie wiem czy to matka ) zachowała się fatalnie, nie dość, że nie panuje nad w sumie duzym już chłopcem, to nawet słowa przepraszam nie powiedziała, przykra sytuacja