norra.a
06.11.18, 18:46
Jak to u Was jest czy w relacjach ze znajomymi równowaga w wizytowaniu się jest zachowana, czy nie jest to konieczne dla utrzymania znajomości? Ja trochę się ostatnio frustruję, mam paczkę znajomych, widujemy się niemal tylko u mnie, wystarczy, że szepnę słówko to przybywają całymi rodzinami, uwielbiam te spotkania, ale czasem chciałabym po prostu beztrosko iść sobie w gości. Co prawda u nas jest najwygodniej, bo mamy duży dom, a znajomi mieszkają w blokach, ale czy to ma jakieś znaczenie? Nawet jeśli nie spotykamy się całymi rodzinami, a tylko same dziewczyny, to też u mnie, choć owszem chętnie proponują też spotkania na mieście albo na spacerze.
Ostatnio spotkałam koleżankę na ulicy, a ona do mnie mówi "nie zabijaj, że tak długo się u Ciebie nie pojawiałam, jutro wpadnę z ciastem!", nie wiem czemu po prostu nie zaprosiła mnie do siebie. O co chodzi, czy to czyjaś wygoda? Zależy mi na tych znajomościach, ale nie koniecznie chce mi się być za każdym razem gospodynią. Jestę frajerę?