ycowych....
To, że wysokie ryzyko wystąpienia cukrzycy u mnie istnieje - wiedziałam od dawna. W ciąży miałam galopującą cukrzycę ciązową, w rodzinnym wywiadzie tez ta choroba istnieje

W sumie i tak dostałam 8 lat wolności .
Ale teraz mnie dopadła.
I co zauważyłam. Po węglowodanach (praktycznie kazdych) cukier mi mocno skacze ( okolice 300).
Od dwóch tygodni wyeliminowałam je. Nie jem produktów zbożowych (chlip, chlip) chociaż znajdują się blisko podstawy piramidy żywieniowej

Cukier też poszedł w odstawkę (nie nawidzę gorzkiej herbaty!!!! Kawa - owszem).
Jem prodkty niskoglikemiczne i choroba, ciągle głodna chodzę!
No nie mogę...
Cukier ustabilizowałam na poziomie 140-150.
Z pozytywów - chudnę i mam więcej energii życiowej. Ale ciągle głodna chodzę
Za dwa tygodnie idę do diabetologa. Żeby nie było, że się sama leczę. I tak znalazłam krótki termin oczekiwana.
Dodatkowym problemem jest, że śa produkty, których spożywać nie mogę. Np chleb żytni, nibyindeks glikemiczny w miarę niski, ale mój zołądek odmawia współpracy...
Makarozy razowe - nawet po nich cukier mi mocna skacze. Może nie tak, jak po ryzu (na szczęście nie porzepadam) - ale jednak.
Moge jeść makaron "sojowy", czyli z fasoli mung w rzeczywistości.
Macie pomysły co jeszcze, by się nasycic? Same warzywa mi nie wystarczają

. Z drugiej strony mięso, ryby, sery i jajka - no ile można by sie nie "przebiałkowić" ?
Ech....