nangaparbat3
25.11.18, 21:59
Ostatnio śnią mi się krowy. Są jasne, mleko z orodbiną neski, i trochę puchate.
Pierwszej nocy krowy brykały, podskakiwały na przystanku autobusowym na wysokość najpierw paru metrów a potem kilku pięter. Ludzie się bali, że je stratują, ale one omijały ludzi, lądowały tuż obok. Jednak potem był to cały zastęp latających krów, posuwały się tyralierą i zrujnowały wielki dziesięciopiętrowy blok - wyjęły z niego jedno piętro i rzuciły na ziemię.
Drugi sen był zupełnie inny. To była matka-krowa, leżała zwinięta jak kot, a obok jej dziecko, maleńkie, puszyste, takie połączenie miniaturowego cielęcia i kota perskiego. Krowa lizała je, karmiła, tuliła.
Widziałam kiedyś prawdziwą krowę, która stała po jednej stronie obory, po drugiej leżało jej parę godzin wcześniej urodzone dziecko, a ona, uwiązana tyłem do niego, odwracała głowę i rozpaczliwie ryczała. Więc w tym śnie były też jakieś cienie tamtej prawdziwej sytuacji sprzed 25 lat. Opowieści pani Sumińskiej i poczucie winy, że wciąż jem mięso.