bisztalina
19.02.19, 12:58
W tematach dotyczących pracy, przekwalifikowania się, poszukiwania nowej ścieżki kariery czy planowania jej (także w kontekście własnych dzieci), pojawia się co jakiś czas naiwna sugestia, ale wygłaszana ze śmiertelną powagą, że najlepiej nauczyć się programować (w wersji light zostać administratorem systemów, webmasterem, grafikiem itp.). Wystarczy pojechać na jakiś bootcamp, 2-3 miesiące, pouczyć się, no wszystkiego maks. pół roku i już stajemy się najbardziej rozchwytywaną (wąską) specjalistką na rynku pracy i zmorą rekruterów. Wczoraj rozmawiałam z panią (35), która cały rok wcześniej postanowiła skorzystać z tego typu cudownych rad. Pani uczciwa, niegłupia, komputerowo całkiem ogarnięta. Wnioski:
1. Opanowanie składni danego języka programowania - maks. 2 tygodnie, ogólnie banał.
2. Opanowanie podstawowych algorytmów - maks. 2 miesiące.
3. Umiejętność stworzenia pierwszego realnego, użytecznego skryptu (czyli nie "Hello world") - ok. 3-4 miesiące.
No pięknie. Każdy to może opanować. Ale za Chiny nie każdy opanuje zaawansowaną algorytmikę, a to jest podstawą pracy każdego programisty. Czyli można się nauczyć programować, w sensie opanować dany język i podstawy tworzenia programów, ale nie da się nauczyć programować w praktyce, podobnie jak nie da się nauczyć matematyki od pewnego poziomu, czy np. operować. W sensie: nie każdy, a nawet mało kto się do tego nadaje.
Także wszystkie rady ematek, żeby zostać programistką można sobie równo o kant d* potłuc. Nikt nie nauczy programować, jeśli nie ma się ku temu predyspozycji. Każdego można nauczyć podstaw gry na pianinie, ale nie każdy będzie z tego żył i na tym zarabiał.
Ku przestrodze co naiwniejszych, poważniej myślących o sobie "bendem programistkom".