triss_merigold6
06.03.19, 11:06
Kumulacja błędnych decyzji i wizji w odniesieniu do edukacji i systemu oświaty z ostatnich 30 lat, to materiał na przynajmniej kilka doktoratów, ale chcę wskazać 2 duże obszary, wyjątkowo dotkliwe dla uczniów i rodziców. Nauczyciele niespecjalnie często się do owych obszarów odnoszą, o czym niżej. Zaznaczam, struktura systemu i rozważania czy gimnazja, czy podstawówka ośmioklasowa, to inny temat.
1. Podstawy programowe do każdego przedmiotu poza matematyką wymagają radykalnego ograniczenia. Od 30 lat każdy akademik, który miał coś do powiedzenia, forsowal wciskanie do podręczników i syllabusow jak najbardziej rozbudowany materiał ze swojej dziedziny, czego efektem jest np. kompletnie od czapy zakres teorii literatury w podstawowce czy rozbuchana siatka pojeciowa na biologii.
Jak czytam o kolejnych pomysłach na to, czym jeszcze uszczęśliwić uczniów - a może filozofia? historią sztuki? warsztatami ze wszystkiego? obowiazkowym wolontariatem? może nauką tańca? edukacją obywatelską oprócz WOS? - to mi słabo.
Czyli postulat, żeby decydenci w obszarze odwalili się od uczniów i realizowali swoje fantazje na temat ważności danego przedmiotu/idei gdzie indziej.
Płynnie przechodzimy do obszaru nr 2.
2. Dydaktyka i metodyka. Zaangażowanym w oświatę po 1990 r. generalnie odklepało na punkcie innowacyjności, kreatywności, multimediów w nauczaniu, cudów wiankow etc. Teraz na topie są projekty, najlepiej grupowe, międzyklasowe, zespołowe i wuj wie jakie jeszcze. Bo szkoła ma rozwijać, zachęcać, kształtować kompetencje takie i owakie, uprawiać współpracę etc. Metodyka leży.
Nie, qzwa, szkoła ma przede wszystkim uczyć, czyli przekazywać wiedzę w sposób klarowny, zwięzły i przystępny odpowiednio do poziomu edukacji, a potem sprawdzać i oceniać. Nie musi być super innowacyjn czy projektowo wystarczy skutecznie. Efekty zresztą widać w necie, nawet tu na ematce, z nadreprezentacją kobiet po studiach, przynajmniej jedna trzecia pisze nieporadnie jak półanalfabetki.