Jestem sobie na diecie pudełkowej. Bez laktozy i glutenu. Jem co mi dają grzecznie, nie podjadam, chociaż mimo wcześniejszego 3 dniowego detoksu, mój żołądek woła o więcej.
Niestety stety dostawca bazuje na śniadaniach mocno węglowodanowych - jakieś słodkie żele, owocowe sosy, słodkie placuszki, granola i inne słodkie rzeczy, których ja nie jem.
Normalnie moje śniadanie to przeważnie jaja w różnej postaci albo twaróg (bez laktozy) i warzywa - głównie sałaty.
Na obiad zresztą podobnie - najczęściej mam mieszankę mięsa + ryż, albo kasza. A z pewnych doświadczeń dietowych wiem, że nie łączy się węgli typu pieczywo / ziemniaki / ryż / kasza z białkiem.
W każdym razie, zauważyłam, że po każdym z posiłków, opartych na tych słodkich i nie tylko wynalazkach, odczuwam po jakiś 5-10 minutach straszną senność.
Tak straszną, że nie mam siły na nic.
To chyba nie jest normalny objaw.
Poproszę o diagnozę i zlecenie badań.
Ps. Obliczyłam sobie na podstawie podawanego tu, w którymś z dietetycznych wątków wzoru, swoją PPM i wyszła mi na poziomie 1500 kcal.
Czy to oznacza, że żeby schuść, przy braku ćwiczeń (bo mi się nie chce, poza tym nawet Chodakowska mówi, że 70% to dieta, 30% ćwiczenia), powinnam odżywiać się tymi 1500 kcal, przy umiarkowanie aktywnym trybie życia (dwa spacery dziennie z psem, krzątanina po domu i praca głównie siedząca, czy mam jeszcze bardziej te kcal ograniczać, co nie bardzo sobie wyobrażam

.