No to w ostatnich dniach tak: prawie potrąciłam staruszkę; prawie ukradłam zakupy w markecie; utopiłam 2-miesięcznego smartfona; zniszczyłam w praniu odświętną sukienkę córki (nową, raz założoną); otrzymałam pismo o prawie półrocznych zaległościach czynszowych (już wyjaśniłam, ale to średnia przyjemność tak czy owak); pół niedzieli spędziłam szukając polisy na dom, bo wszystko wskazywało na to, że ona nie istnieje, choć powinna - znalazłam, istniała; pensję otrzymałam z kilkudniowym poślizgiem; popsuł nam się samochód, być może skutecznie i docelowo, nie wiemy, bo mechanik od trzech dni ma go zdiagnozować i od trzech dni nie ma czasu, przez co musiałam odwołać stomatologa i ginekologa.
Zaczynam się bać kolejnych dni!
Odczarujcie, wiedźmy

Ładnie proszę