Dziewczyny, nie wiem, czy pamiętacie mój wątek z hardkorową przeprowadzką, ale bardzo chcę się wam pochwalić, że jest wielka szansa, że wychodzę na prostą

Do końca tygodnia będę mieć zamontowaną i złożoną kuchnię i będę funkcjonować jak człowiek! Mega się cieszę, bo od końcówki lipca do października mieszkałam z dwójką małych dzieci (4.5 lat i 5mcy) w stuletnim domu gdzie:
1. nie było łazienki ani ubikacji (był za to wychodek za stodołą i studnia);
2. nie było czynnej kuchni (był kredens z przekrojem naczyń stuletnim, niektóre śliczne; stół, lodówka i kran z (tylko) zimną wodą. Bez zlewu, wodę lało się do wiaderka i trzeba było kilka/kilkanaście razy dziennie wynosić i wylewać;
3. nie było ogrzewania
4. był za to olbrzymi grzyb na drewnianej podłodze i trzeba ją było na koniec zrywać
5. wszystko pokrywały warstwy geologiczne brudu, to co mi się udało doszorować to doszorowałam, ale w dużej mierze kurz był już zaskorupiały
6. mogłabym otworzyć muzeum trupków much i robali
7. przez pierwsze półtora miesiąca nie miałam samochodu (rozwaliły nam się 2 automatyczne skrzynie biegów w ciagu mca), później mama pożyczyła mi trzydziestoletnią mazdę, dokładnie taką:

8. w ogrodzie miałam węże (na szczęście zaskrońce), nietoperze, kuny, tabuny myszy i nornic, ropuchy i wielkiego psa sąsiadów, który zwiewał z ich posesji i nas obszczekiwał

Jak nastały mrozy to przeprowadziłam się do drugiego domu, w którym ciągle trwa remont i:
1. nie miałam łazienki

po trzech tygodniach zamontowali mi prysznic i umywalkę, po dwóch dniach od tego radosnego zdarzenia okazało się, że płytki w prysznicu są źle położone, więc trzeba było je skuć i prysznic mam od przedwczoraj
2. nie mam kuchni (ale będę miała zaraz!)
3. przez pierwszy tydzień nie miałam ogrzewania bo komin był zapchany (jak się okazało - martwymi ptakami)
4. miałam za to hałdy kartonów - jak się w nocy wywaliłam raz o nie to myślałam, że się nie pozbieram, kolano i łokieć miałam czarne przez tydzień
5. przygarnęłam małego kota z zapaleniem płuc (właściwie to wzięłam dwa, ale kotka umarła po kilku godzinach od otrzymania antybiotyku

) który mieszkał wcześniej w oborze i miał przewlekłą biegunkę, która objawiała się często i w różnych miejscach
I to wszystko działo się, jak byłam prawie cały czas sama z dzieciakami,mój mąż pracuje 5 dni w tygodniu w Warszawie i przyjeżdża na weekendy, ale czasami w ogóle nie przyjeżdża bo wykłada też na kilku uczelniach i ma zaocznych, albo robi jakieś projekty dla miast i też nie przyjeżdża.
MEGA PODZIWIAM SAMOTNE MATKI!
Nie miałam czasu nawet czytać ematki, tu jest miliard rzeczy do załatwienia - odtematów remontowych po logistyki, zakupy, zmiany opon, naprawy samochodów, skręcanie mebli, przywożenie kartonów z rzeczami ze stuletniego domu etc.
Ale dotrwałam!