apstolunia
06.12.19, 09:15
Chyba przyszłam się wyżalić, a może przy okazji poprosić o spojrzenie z boku. Mam 37 lat, samotnie wychowuję córkę w wieku wczesnoszkolnym. Od 5 lat jestem rozwiedziona (bez orzekania o winie), natomiast były mąż robi mi problemy, gdzie tylko może. Ma problemy z agresją oraz alkoholem, był w zakładzie karnym, w małżeństwie dochodziło do przemocy, zgodziłam się na rozwód bez orzekania, żeby go przekonać (i jego adwokata) i mieć to szybko za sobą. To człowiek nieprzewidywalny, mógłby mi w tamtym czasie realnie zrobić krzywdę, mojemu (i swojemu) dziecku też. W żadne sądy, policje czy inne służby już dawno wiarę straciłam, teoretycznie powinny być po stronie osoby krzywdzonej, w praktyce działają zawsze po fakcie, co mi z tego, że poszedłby znowu wtedy do więzienia, gdyby np. mnie czy dziecko okaleczył... W sumie z czasem się uspokoiło. Mam zasądzone niewielkie alimenty, które on płaci, z dzieckiem może spotykać się co 2 tygodnie, ale tego nie praktycznie nie robi, niekiedy nie widuje go przez 2 miesiące - co właściwie bardzo mnie cieszy. Czasami jak wypije przychodzi pod moje mieszkanie i wydziera się, że "zniszczyłam mu życie", zwykle w nocy, jak się domyślacie nie mam wśród sąsiadów najlepszej opinii. Oczywiście go nie wpuszczam, zwykle mu przechodzi po kilkunastu minutach. Nie jestem osobą głupią, mam wykształcenie wyższe, pracuję w finansach, radzę sobie. Ale ja nie o tym. Od nieco ponad roku spotykam się z facetem 2 lata młodszym. Jest bardzo dobry, ciepły, na poziomie, poznaliśmy się przez internet. W przeciwieństwie dobrze nie ma żadnych nawisów przeszłości. Akceptuje moje dziecko i darzy je (odwzajemnioną) sympatią. We trójkę fajnie spędzamy weekendy. On regularnie przychodzi do nas, niekiedy pomieszkuje po parę dni. Ma swoje nowe mieszkanie, które pomagam mu urządzać (w sensie doradzania co do wystroju wnętrz). Jest naprawdę fajnie, ale martwi mnie trochę brak jakiejś wizji co dalej i jego dystansowanie się wobec mnie, wobec nas. Gdy spędzamy wspólnie i we dwójkę czas jest po prostu idealnie. Potrafi jednak przez 2 tygodnie nie odwiedzać nas, tylko wysyła zdawkowo sms'a, że ma nawał pracy (jest tłumaczem, ma własną działalność, a więc nienormowany czas pracy). Później dzwoni i umawia się jak gdyby nigdy nic i np. zostaje z nami 3-5 dni i znowu tydzień - dwa przerwy. Jak go o to pytam, to mówi, że robi to z wielkiego szacunku do mnie i do mojego dziecka, żeby dać nam przestrzeń, żeby nas nie tłamsić, chociaż tłumaczę mu, że wcale tego tak nie odbieram. I kolejna rzecz. Gdy dwa razy zdarzyło się, że mój były mąż pijany przyszedł w sobotę wieczór wrzeszczeć pod mieszkanie, a on akurat był z nami, prosiłam go, żeby wezwał może policję czy straż miejską, na co on mi odpowiedział, że nie chce się mieszać w moją przeszłość ze względu na głęboki szacunek jaki darzy mnie i moją córkę. O cokolwiek poważniejszego czy wymagającego jakichś deklaracji albo bardziej zaangażowanych działań go proszę, on odmawia i zawsze mówi o tym szacunku, dawaniu mi przestrzeni, możliwości samorealizacji i że robi to dla mnie i dla dziecka. Nie rozumiem jego argumentacji, jak rozmawiam z nim o tym, on zawsze potrafi to wytłumaczyć, że niby wiem o co mu chodzi, że chce dla nas jak najlepiej, ale w gruncie rzeczy nie rozumiem. I trwa sobie taka sytuacja i trwa, a ja nie wiem co dalej. Zależy mi na związku, na nowej rodzinie. On twierdzi, że również, ale jest mu teraz dobrze, bo jak mi powiedział, przyzwyczaja się do funkcjonowania w rodzinie dzięki nam, a jednocześnie wszyscy mamy przestrzeń. Niepokoi mnie też, że nie skasował konta w portalu randkowym, gdzie się spotkaliśmy i na kolejny rok je opłacił, przedłużył abonament. Jak go zapytałam czemu (ja skasowałam), znowu powiedział, że z szacunku do mnie, żeby mi udowodnić, że zależy mu na mnie i że nie jest ze mną z desperacji, tylko dla prawdziwego uczucia i budowaniu solidnych filarów przyszłości. A ja znowu nie rozumiem co ma na myśli i tak w kółko. Mam mętlik w głowie, czuję że coś tu nie gra. Przepraszam za chaotyczną formę, zbliżają się święta, on już zapowiedział, że ze względu na nas spędzimy je oddzielnie, spotkamy się dopiero no Nowym Roku (teraz z nami znowu pomieszkuje do połowy przyszłego tygodnia). Jak to wszystko wygląda z boku?