Dodaj do ulubionych

Odporność- taka historia

11.12.19, 12:51
Moja była zawsze do niczego. Chorowita za dziecka. Syn po urodzeniu od momentu pójścia do przedszkola to samo. Szukając pomocy na ematce , z resztą nie tylko ciągle słyszałam o hartowaniu, diecie i sporcie. Chyba najgorzej przeżyłam zimy po tym jak miałam najlepsze wyniki , świetnie wyglądałam i uprawiałam sport. O synu nie wspomnę . Zmierzam do tego, że byłam ostatnio na konsultacji u imunologa i zasugeriwalam jej ,że po włączeniu leków neurologicznych ( i u mnie i u syna tylko przez różnych specjalistów i z różnych powodów) nasza odporność jest znacznie lepsza. Lekarz potwierdził, że jest taka grupa pacjentów. Którzy dopiero po takim leczeniu przestają łapać ciągle infekcje . Dla mnie to duZe zaskoczenie.
Obserwuj wątek
    • asfiksja Re: Odporność- taka historia 11.12.19, 17:33
      Też mam w rodzinie przykład, że leczenie choroby "matki" może sprawić, że inne problemy rozwiązują się same. Widać człowiek to jedna całośćwink
    • gryfna-frelka Re: Odporność- taka historia 11.12.19, 18:19
      Wow! Czy mozesz napisac cos wiecej jak kwestie neurologiczne przekladaja sie na odpornosc? Jakich slow-kluczy szukac moze? Cokolwiek? Dzieki!!
      • takamania Re: Odporność- taka historia 12.12.19, 08:32
        W jaki sposób układ nerwowy i odporność są powiązane to nie wiem. Lekarz powiedział,że osoby leczone na depresję u psychiatry czy inne schorzenia u neurologów to właśnie tA grupa o której pisałam wyżej. Lekarka tylko potwierdziła,że ma całkiem sporą grupę takich pacjentów. Wiecznie przeziębionych po masie badań i próbach poprawienia odporności, które nie działają. Dopiero leczenie układu nerwowego przynoszą taki " skutek uboczny".

        • gryfna-frelka Re: Odporność- taka historia 12.12.19, 19:16
          OK, dziekuje za odpowiedz!.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka