Moja mama już 2 tygodnie przed świętami dzwoniła do mnie żeby mi powiedzieć że dostanę super perfumy w prezencie, bardzo drogie - podkreśliła to kilkukrotnie, 550 zł!
Podziękowalam, powiedziałam że niepotrzebnie takie drogie... ona na to, że kupiła mi takie drogie bo wie że sama bym sobie takich nie kupiła. To fakt. Moje kosztują koło 300.
No i dostałam wczoraj perfumy, piękne, luksusowe, w maleńkiej buteleczce, ale serio, półka najwyższa, mąż dziś rano mówił że jeszcze pachne. Oczywiście kolejny raz zostałam poinformowana o ich cenie.
Dzis sprzątam opakowania, patrzę paragon. Na paragonie cena 290 zł. Dodatkowo na paragonie szminka, pewnie dla mamy. Łącznie 450 zł.
Pytam: czemu mówiłaś że kosztowały 550 skoro na paragonie jest 290?
Dostałam odpowiedź : bezczelny jesteś, nie powinnaś o to pytać, paragon był w torebce przez nieuwagę zostawiony, mialaś go nie zobaczyć... Masakra.
Moja matka potrafi mojej 4letniej córce kupić spódnicę lub buty za 300 zł i wszystkim o tym opowiadać. Wczoraj opowiadała o okularach które kupiła za 3200 i biletach na koncert za niewiarygodne pieniądze (przeplacone 4krotnie bo od konika).
I najgorsze jest to przechwalanie się ile kasy na to wydała

Czy to się leczy? Mówiłam już żeby przestała gadać o pieniądzach, ale jak grochem o ścianę.