Spokojnie, nie weszłam w żaden romans

Sprawa w gruncie rzeczy dotyczy pracy i powiedziałabym, że jest absurdalna. Otóż dwa miesiące temu rozpoczęłam pracę. Zostałam przyjęta na stanowisko już obsadzone przez chłopaka zatrudnionego tylko na sezon i który w kwietniu powinien wrócić do siebie (chodzi o sektor turystyczny, chłopak jest z zupełnie innej części Włoch i jako że u niego teraz jest teraz martwy sezon, dyrekcja postanowiła wysłać go w moje strony). Założeniem dyrekcji było, że on wdraża mnie do pracy, a po jego wyjeździe ja obejmuję jego stanowisko już jako osoba samodzielna.
Chłopak ten jakiś czas temu poznał dziewczynę (która współpracuje z naszą strukturą, ale nie jest w niej bezpośrednio zatrudniona). Dziewczyna na początku była wobec mnie neutralna, jednak po ostatniej wizycie dyrekcji i ogólnym przypomnieniu dyrektora, że zbliża się kwiecień i muszę stawać się coraz bardziej autonomiczna, bo niedługo zostanę sama na tym stanowisku, zaczęła się zachowywać bardzo niemiło plus utrudniać życie zawodowo. np. nie informować o wszystkim co zrobiła (a to jej obowiązek), zostawiać rzeczy nie na swoim miejscu itp...widząc co się dzieje postanowiłam nie wchodzić z nią zbytnio w interakcje i do wszelkich komunikacji wysyłać głównie tego chłopaka, ewentualnie inną osobę będącą ze mną na zmianie. Poporosiłam też by robić więcej zmian popołudniowych (wtedy się na nią nie napotykam), jakkolwiek kierowniczka zdecydowała, że zmioany poranne też są ważne i dziś wylądowałam na zmianie porannej. Siedzę w biurze i stukam w komputer gdy zjawia się ona i mi mówi, że musimy porozmawiać. I prosi mnie bym zrezygnowała ze stanowiska, bo wtedy dyrekcja zaproponuje jemu, by został i wtedy on zostanie na miejscu. Powiedziałam jej wprost, że chyba coś się jej pomyliło, sytuacja od początku była jasna, mi zależy na tej pracy i jestem tu po to, by nauczyć się i móc pracować, a nie by wspierać czyjąś miłość. Jak chcą być razem, to niech chłopak na własną rękę szuka pracy (w okolicy jest sporo hoteli). No i dziewczyna w płacz, że ja niszczę ich miłość, jestem niedobra i popamiętam.
I teraz tak: bezposrednio ona niewiele może mi zrobić, ale może utrudniać życie zawodowo. Z jednej strony sytuacja komiczna, z drugiej trochę mnie stresuje, bo w mojej pracy współpraca i dobre stosunki są bardzo ważne. Co śmieszne ten chłopak uczy mnie bardzo chętnie, jest pomocny, nigdy nie dał mi odczuć, że mogę być jego konkurencją czy coś w tym stylu.
Co wy byście radziły?