Nie, nie chodzi o kawały o blondynkach, a o samodzielnym rozjaśnianiu włosów w domu.

Robiłam coś takiego w życiu tylko raz. Było to jakieś 30 lat temu, kupiłam pudełko w drogerii, farba miała rozjaśnić o 5-7 odcieni, wyszło mi bardzo jasno. Nie było mi z tym do twarzy, dlatego po kilku dniach przefarbowałam na mój naturalny blond. Z wiekiem jednak mój miodowy blond zaczyna ciemnieć. Bardziej mu już prawie do rudego, co jest ok, bo to ciekawy, mniej spotykany kolor, ale czasem chce mi się jaśniejszych refleksów wokół twarzy. Te wszystkie spraje go blond do tego nie bardzo się nadają, bo nie chcę rozjaśniać wszystkiego, więc zaczesuję sobie trochę z przodu grzebieniem, ale ten płyn jest nieprzewidywalny, efekt bardzo przypadkowy, czasem nie widać niczego. Kupiłam więc najsłabszy jaki mogłam dostać zestaw do pasemek, taki 3-5 odcieni jaśniej. I nie bardzo wiem jak się za to zabrać. Youtube mnie załamał, tam dziewczyn pracują z folią i robią coś, co nie jest moim celem, czyli mocne kontrasty, ombre itd. Nawet te babylights, które najbardziej pasują do tego co chcę, to też mazianie całych partii farbą. A jak chcę tylko naturalny efekt włosów lekko rozjaśnionych przez słońce, z przodu trochę, może kilka smug w reszcie. Dlatego może któraś z was sama robi sobie pasemka i może podzielić się doświadczeniami? Na przykład:
1.Czy jak polecany czas to 20 minut (dla mojego koloru włosów), to jak skrócę go do połowy, to efekt będzie mniej silny? Nie chcę w żadnym wypadku 5 odcieni mniej, raczej 2-3.
2. Co uwzględnić przy nakładaniu? Do zestawu dołączony jest grzebyk do nakładania farby, ale może czymyś innym jest łatwiej i naturalniej? Od razu pędzlem? Albo szczoteczką do zębów?
3. Jakieś inne pomysły, jak nałożyć rozjaśniacz, by były tylko naturalne jaśniejsze smugi, ale nie nieregularne białe plamy?
4. Umyć włosy szamponem przed rozjaśnieniem, a jak nie, to kiedy? Po?
5. Coś, czegoś nie przewidziałam? Do fryzjera nie pójdę, bo w tej sprawie nie ufam fryzjerkom.
Wszystkim z góry dziękuję.