kropkaa
27.03.20, 13:31
Na Insta profil ma pani, która podobno jest lekarką na stażu w szpitalu uniwersyteckim. Miała niby propagować i przemycać wiedzę medyczną, dlatego się do niej zapisałam, ale głównie przemyca swoje dzieci, mieszkanie, gotowanie, wakacje, męża no i firmę. Nie wiem, kiedy znajduje czas na pracę lekarza w tym wszystkim. Kilka dni temu opublikowała filmik że starszym synem (4 lata), w którym ten coś powtarza po mamie. Faktycznie, od razu rzuca się, że dziecko ma fatalną wymowę, na co ludzie zaczęli zerwać uwagę. A wczoraj pani, pośród zdjęć z dziećmi w domu, opublikowała radośnie, że od 13 dni z nikim (oprócz męża i dzieci) się nie widziała. No i powiem Wam, że trochę mnie to zdziwiło jednak. Oczywiście pani tłumaczy, że ma małe dzieci, że młodszy syn to wcześniak, etc. Wybiło szambo, fala hejtu ją ponoć zalewa (opublikowała screen jednej z wiadomości, faktycznie grubo). Nie byłam w stanie przeczytać wszystkich komentarzy (dość sporo wyznawczyń ma, obok tych, co się nie patyczkują), ale mówiąc szczerze, gdyby to była moja pracownica, to nie wiem, czy bym chciała mieć kogoś takiego w zespole. Jednak większość lekarzy pracuje, ma dzieci, boi się o zdrowie, ale nie ma firmy, która sprzedaje jakieś piżamki i segregatory dla ciężarnych i po prostu musi pracować. Pani, skoro nie musi, to chyba jednak powinna darować sobie obrazki z dzieciaczkami, jak to rozpkowuje pączki od lokalnego rolnika z ekologiczną wołowinką i rybkami oraz pysznym serkiem, podczas gdy jej pacjentki są pod opieką jej koleżanek i kolegów, którzy mają inne zmartwienia niż co zrobić z tych niesamowitych grzybów.
Jednak nie bardzo ten lans w takich czasach.