Dodaj do ulubionych

Takie sobie refleksje (trochę zakręcone)

03.05.20, 15:14
Natrafiłam przypadkowo na dwa artykuły, które rzuciły nowe światło na pewne moje wątpliwości.

1) O poczuciu winy w związku z tym, że ludziom wali się świat, a nam nadal żyje się dobrze. Artykuł odnoszący się do tego tematu w kontekście buddyzmu.
Streszczając jednym zdaniem: Poczucie winy to dodatkowy cios w obliczu złych wieści, nawet dotyczących innych, który zadajemy sobie sami i lepiej przejąć nad nim kontrolę, np. przechodząc do działania - tu najprostszym rozwiązaniem byłby wolontariat lub finansowe wsparcie dla organizacji walczących z pandemią.
Miał ktoś podobne przemyślenia? Mnie przeszło przez głowę, ale jakoś nie zastanawiałam się nad tym głębiej. Mimo to fajnie było przeczytać, że to nie jest jakieś zupełnie niespotykane zjawisko.
www.vox.com/future-perfect/2020/5/1/21242047/coronavirus-pandemic-guilt-buddhism
2) O C-PTSD. Kobieta opisuje swoje doświadczenia, jak złożony syndrom stresu pourazowego oraz droga jaką przeszła, pomaga jej w obecnej sytuacji. Pisze, że teraz wielu ludzi czuje to, co latami było jej rzeczywistością oraz że teraz to ona, dzięki swoim doświadczeniom, jest wsparciem dla innych.
I tak się zastanawiam, czy takie i inne problemy, które już wcześniej zmusiły ludzi do pracy nad sobą, faktycznie sprawiają, że oni łatwiej przechodzą tę pandemię? Możliwe? Czy raczej to kolejny cios, który trudniej im znieść, czyli inaczej niż pisze ta pani)?
www.vox.com/the-highlight/2020/4/23/21231596/coronavirus-covid-19-mental-health-ptsd-anxiety-depression
Co sądzicie o tych dwóch tematach?
A może jakieś zupełnie inne kwestie Was zastanawiają? Ciekawe jakie smile
Obserwuj wątek
    • grrruu Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 15:42
      Ad 2. Istotnie mam wrażenie, że w porównaniu z wieloma rzeczami, z jakimi musiałam sobie poradzić to ta pandemia to jest pikuś, szczególnie, że wszyscy jesteśmy zdrowi. Ot, trochę drobnych niedogodności i tyle.
      Ad 1. Poczucia winy dlatego, że komuś jest gorzej nie rozumiem zupełnie.
    • chabry.polne Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 15:58
      1) Jedną z zasad buddyzmu jest: ''Nie unikaj cierpienia i nie zamykaj oczu na cierpienie. Nie trać świadomości jego istnienia w życiu świata. Szukaj sposobów, by być z tymi, którzy cierpią, włączając w to osobisty kontakt, wizyty...''
      A zatem wspieranie, pomoc - tak. Nie wiem tylko czy poczucie winy jest związane z filozofią buddyzmu...

      2) Sprawa bardzo indywidualna. Jednych wzmocni, innych załamie.
    • asfiksja Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 16:10
      Poczucie winy, że ktoś ma gorzej to głupie porównywactwo. Podejrzewam nawet, że u części ludzi to jakaś masochistyczna przyjemność z odrobiną Schadenfreude, bo gdyby to było tak przykre jak prawdziwe poczucie winy to ludzie ochoczo by je redukowali pomagając innym.
      • bi_scotti Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 16:36
        Z ograniczeniami radze sobie no problem dokladnie zgodnie z cytowanym "co mnie kiedys nie zabilo, teraz pokazuje, ze mnie wzmocnilo" wink W guilt trip sie nie wpedzam dzieki byciu lucky - zawodowo wspieram & pomagam, wiec mam poczucie bycia aktywna i potrzebna. Moge sobie jednak wyobrazic, ze siedzac w domu i czekajac na koniec lockdown mozna miec poczucie odstawki na boczny tor przy jednoczesnej swiadomosci, ze inni maja bez porownania gorzej wiec [teoretycznie] nie ma sie prawa narzekac gdy narzekac ma sie potrzebe nonstop uncertain
        Mam inne "zakrecone reflections" - zapewne w kazdej z nas obecna sytuacja jakies indywidualne reflection prowokuje smile No wiec dla mnie rosnacy problem wewnetrzny to kwestia zaufania "po". Przez wiekszosc zycia jestem trusting, naïve individual - lubie ludzi, lubie z nimi byc, ocierac sie o nich w miejscach publicznych, podawac im reke na przywitanie/pozegnanie, hug gdy czas na to, lzy wycierac, okrywac swoim swetrem i dawac sie okryc czyims … Nie jestem germaphobe, nie mam problemu w posprzataniu po kims kto zwymiotowal, zsiusial sie etc. No a jak to bedzie "po"? Bedziemy utrzymywac te 2 metry odstepu od siebie? Nie bedziemy sobie podawac rak? Never ever? Bedziemy sie wzajemnie postrzegac jako zagrozenie - bomba wirusowa na 2 nogach? Z taka wizja sie zmagam i taka przyszlosc dla society [i dla mnie osobiscie!] mi sie nie podoba. Moze dlatego, ze tego nie przezylam wiec sie na takie reality nie umocnilam … jeszcze wink Cheers.
            • bi_scotti Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 17:00
              sumire napisała:

              > Toż to nierealne. A jak ludzie będą randkować i wchodzić w związki, nie dotykaj
              > ąc się?... Będą siedzieć na osobnych ławkach w parku aż do ślubu? Nope smile Życie
              > znajdzie sposób, jak mawiał doktor Malcolm.

              smile I hope so! Wiesz, ja jestem z pokolenia pre-AIDS - balysmy sie ciazy, definitely not HIV. Ale juz moja Najstarsza zanim weszla w "powazny" zwiazek wymieniala z potencjalnym … lover … info o byciu HIV free. Inne pokolenie, inne zagrozenia, inne kryteria (nie)pokerowego "sprawdzam". Moze jest takie prawdopodobienstwo, ze gdyby sie pojawily testy na nabyta odpornosc przeciwko Covid, potencjalni (responsible!) randkowicze/lovers beda od siebie wzajemnie oczekiwac takowych jeszcze przed pierwszym podaniem reki, pocalunkiem, objeciem sie … Signum temporis?
              Wraca nowe big_grin Cheers.
        • chococaffe Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 16:57
          Ja akurat tutaj nie będę miała problemu bo nie jestem naturalnym "ocieraczem" - nawet nie chodzi o bakterie, tylko mam takie granice bliskości fizycznej dla obcych osób. I mam nadzieję, że to zostanie w ludziach, że nie będą się na mnie rzucać wink big_grin Dlatego zawsze bardziej mnie pociągała północ niż południe.

    • sumire Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 17:10
      Co do tego drugiego - czytałam kiedyś artykuł, w którym opisywano ludzi z PTSD i nerwicą lękową jako urodzonych specjalistów od disaster recovery smile A to dlatego, że oni całe życie czekają, aż coś złego się wydarzy i mają w głowie milion gotowych scenariuszy na tę okoliczność. I gdy naprawdę się wydarza coś złego - często jako jedyni lub jedni z nielicznych w otoczeniu zachowują zimną krew, a nawet przejmują kontrolę. Dlatego tak, absolutnie mogę w to uwierzyć. Tacy ludzie po prostu są przyzwyczajeni do emocji, które dla innych są nowe i wiedzą też, - lepiej lub gorzej - jak je wziąć za mordę.
      • pani_tau Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 18:05
        Mam taką kuzynkę. Nie da się z nią żyć na co dzień, bo wszystko wzbudza w niej panikę, ale w sytuacjach kryzysowych jest nie do zastąpienia - emanuje spokojem a jednocześnie błyskawicznie reaguje, ocenia sytuację i planuje w sposób mega zorganizowany i logiczny.
        • pade Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 20:27
          To ja tak mam bez paniki na co dzieńsmile Ale raz się rozsypałam. Mimo, iż wcześniej przeżyłam dużo, dużo trudniejsze sytuacje. Kiedy psu wszedł do ucha kłos i błyskawicznie zaczął słabnąć. Dowiozłam do weterynarza, ale potem płakałam jak dziecko i nie mogłam się pozbierać.
          Może to była ta przysłowiowa kropla przelewająca czarę.
    • kermicia Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 18:09
      ad 1. Wieczne poczucie winy jest wpisane w charakter niektórych ludzi, inni natomiast nie mają go za grosz nawet wówczas, gdy zasadniczo by się przydało. Pandemia nie ma tu nic do rzeczy, po prostu jesteśmy różni.
      ad 2. Bliżej mi do tego, że osoba, która przeżyła już ileś tam katastrof osobistych i jakoś się po nich pozbierała, dziś w obliczu utraty pracy, mieszkania i np. śmierci rodzica na covid może po prostu poddać się i przestać dalej walczyć.
    • wapaha Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 21:35
      Buddyzm i poczucie winy ?

      Ja bym prędzej podejrzewała że ja mam buddyjską postawę wobec całej sytuacji- bo jestem spokojna , nie mam poczucia winy (?? w ogóle nie ogarniam ale przyjmuje że ktos tak ma) -nie buntuję się, nie złorzeczę, nie panikuję i histeryzuję, nie wściekam - zawsze w jakiś sposób byłam w coś zaangażowana i teraz też jestem ( szyję maseczki)

      Pisałam już w innym wątku, że mój stan ducha mogę opisać jako "nienośna lekkość bytu"-metaforycznie oczywiscie i w odniesieniu do trudnych sytuacji ( na które i tak nie mam wpływu więc sie na nie nie denerwuje ). Płynę z prądem
    • lily_evans11 Re: Takie sobie refleksje (trochę zakręcone) 03.05.20, 22:12
      Doświadczyłam wielu problemów i smutków. I wiesz co, wcale mnie to nie wzmocniło, nie jestem ani silniejsza, ani lepsza, a nawet trochę zazdroszczę ludziom z lepszym startem życiowym i osobom o innej konstrukcji psychicznej, takim bardziej beztroskim i optymistycznym.
      To chyba więc zależy od człowieka i jego osobowości, a nie od przeżyć.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka