ajr27
10.08.20, 20:01
Moje dziecko 3 letnie wróciło z wakacji niedawno z zaliczonymi co najmniej pięcioma atakami histerii na basenie. A było tak: za pierwszym razem przez przypadek zamoczył głowę, za drugim razem chlapnęło mu na twarz, za trzecim- dzieci wbrew jego woli włączyły fontannę z tzw. grzybka w brodziku, następnie się poślizgnął, a na koniec wzięłam go na rękach do głębszego basenu. Jednym słowem- woda fuj. Nawet w wannie ostatnio nie chce się kąpać i jest ryk, bo woda mu nie odpowiada. Martwi mnie to, bo choć nie jesteśmy rodziną bardzo pływającą ( ja uwielbiam wodę i świetnie pływam, mąż niespecjalnie), to nie stało się w życiu młodego nic, co mogłoby uzasadniać takie fobie. Mały lubi się bawić w wodzie, ale wyłącznie na własnych, bardzo ostrożnych zasadach, np. siada na brzegu brodzika i chlapie nóżkami, albo w kole brodzi po dnie.
Czy jest się czym martwić, czy to tylko taki etap? Szczerze mówiąc, nie widziałam nigdy na basenie dzieci, które by tak bardzo się bały. Dodam, że chodziliśmy na basen odkąd miał rok i nigdy nie wykazywał żadnego lęku. Czy to znaczy, że on już nie będzie mógł normalnie uczyć się pływania? Zostawić go, czy oswajać mimo wszystko? Jak Wasze doświadczenia w temacie?