Albo sie sypie, albo mam alergie na zakupy

Za kazdym razem jak jedziemy do sklepow, to mam te same objawy - zatkane uszy, tak ze nie slysze otoczenia, za to siebie i wlasne echo + mam problemy z utrzymaniem sie w pozycji wyprostowanej (cos jak spadek cisnienia). Sklepy (centrum handlowe w naszej wsi) polozone sa <10km od domu, mniej wiecej na tym samym poziomie NPM, wiec nie ma co tlumaczyc zmiana cisnienia, polozeniem geografocznym czy dluga jazda. Faktem jest, ze zakupow nie lubie, ale czasem cos zalatwic musze i te dodatkowe atrakcje wcale mi nie pomagaja

Stoje przed sprzedawca i grzebie palcem w uchu, albo przechylam glowe (jakbym chciala wode z ucha wylac), co wyglada idiotycznie. Albo gorzej, bo jak sprzedawce mam za plecami, to go po prostu nie slysze, a nie widzac to niechcacy ignoruje kompletnie

A jak juz nawiaze kontakt i mi jakas oferte tlumacza, to musze prosic o powtorzenie, i tlumaczyc ze ja jezyk rozumiem, tylko jak czesci slow nie uslysze, to sensu nie lapie.
Ma ktos pomysl co to jest? Nigdzie indziej mnie to nei lapie, do kina moge chodzic, i do restauracji, chodzic po miescie i wogole wszystko moge, a jak pojade na zakupy, to zawsze to samo