c_reczka
09.12.20, 19:45
Nick na potrzeby wątku.
W skrócie postaram się naświetlić zarys. Rodzice się rozwiedli jak byłam wczesną nastolatką, wychowanie w patologii i to takiej, że momentami terapeucie łezka się w oku zakręciła. Z ojcem stosunki rozluźniły się bardzo szybko, z matką trwały jeszcze wiele lat zanim zdecydowałam się odciąć całkiem. Na terapii zwróciłam uwagę , że do ojca mam mniejszy żal, ale to chyba wynikało z tego, że właśnie szybciej mnie olał i nie sączył jadu przez tyle lat jak matka. Nawet, jak się parę razy przez te lata spotkaliśmy, to całkiem normalnie potrafiłam z nim rozmawiać, bez zbędnych emocji. Kontakt tak jak pisałam, kilka razy przez dwadzieścia parę lat. I ostatnio zaczął się odzywać częściej, zawsze z prośbą o kasę. Nie są to zawrotne kwoty, ale średnio raz na kwartał dzwoni, a ja nie umiem odmówić. Zła jestem na siebie, bo wiem, że ta kasa, to zabranie sobie i swoim dzieciom, ale jest mi go żal, zwłaszcza, że w ciągu roku zmarła jego siostra i brat i został całkiem sam. Jak pójdzie gdzieś do pracy, to zaraz ja traci przez alkohol, ale o dziwo stara się płacić rachunki, bo chyba boi się stracić też mieszkania, i zawsze twierdzi, że właśnie na to potrzebuje.
A ja jestem zła, bo on się mną tyle lat nie interesował, wręcz przeciwnie. I zawsze jak mi się słabo robi jak widzę, że dzwoni i nie odbieram, to pisze SMS ''oddzwoń", a ja już wiem po co. Ja wiem, między innymi dzięki niemu jak to jest być głodnym i nie mieć grosza na podstawowe potrzeby, stracić dach nad głową i to, jaki się wtedy człowiek czuje, to właśnie, że o tym wiem sprawia, że nie potrafię tego zrobić drugiej osobie, bądź co bądź własnemu rodzicowi. Już myślę o tym, że będzie sam na święta i aż mnie skręca, a jednocześnie nie widzę go u siebie w domu, zresztą mój mąż też nie, a dzieci to go nawet nie znają. Poradzicie coś, czy to patowa sytuacja?