joanekjoanek
12.01.21, 13:14
Postaram się streszczać.
Jest tak: ja mam choroby, z powodu których jak się zarażę covidem, to umrę. Tak mi bez ogródek mówią lekarze. Że dla mnie covid to jak wpaść pod ciężarówkę.
Gdy jesienią przez moment była szkoła stacjonarna, moja córka nie chodziła, to było bodaj 5 czy 6 tygodni i uzgodnione zostało ze szkołą na zasadzie dobrej woli. Po prostu usprawiedliwiono jej te nieobecności, a ona pracowała ze mną w domu.
Teraz natomiast wygląda na to, że młodsze dzieci będą do tych szkół chodzić jednak przez większość semestru. Ja się chcę izolować, dopóki się nie zaszczepię, więc na pewno to nie będzie przed końcem roku szkolnego.
Ustaliłam z dyrekcją, że najlepsze by było nauczanie indywidualne, zdalnie.
Do tego trzeba mieć kwit z poradni psycholo-pedago. Żeby kwit uzyskać, potrzebne jest zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia dziecka.
Dziecko jest zdrowe jak koń i nigdy na nic nie chorowało.
Pytanie:
co byście zrobiły?