nangaparbat3
11.05.21, 21:35
Byłam umówiona z panią X u niej w pracy między 12 a 13, że wpadną i coś odbiorę. Ale u niej w związku z covidem zamknęli dotychczasowe wejście, trzeba było od podwórka, ne było wskazówek, dosyć zirytowana dotarłam do portiera i mówię: Jestem umówiona z panią X, gdzie ją znajdę? Portier wstał, prowadzi mnie do drzwi (a raczej on sunie, ja za nim), wchodzi do pani X i mówi: Ta pani prawdopodobnie jest z panią umówiona.
Więc ja na to: Dlaczego pan sugeruje, że może nie mówię prawdy? On coś tam zamruczał po nosem, jak powtórzyłam powiedział: pierwszy raz w życiu panią widzę - spokojnie to powiedział, więc już nie kontynuowałam, odebrałam co trzeba i poszłam sobie.
I teraz się zastanawiam - czy mi już nerwy puszczają, czy nie należy się na takie "prawdopodobnie" godzić? Czy doszliśmy już może do takiego poziomu braku zaufania, że to się stało normą?