leia33
20.05.21, 12:04
Przez całe zdalne nauczanie pan od wuefu był bardzo sfrustrowany. Nie potrafił prowadzić lekcji, nie miał pomysłu. Dzieciaki podpowiadały, co można zrobić, szykowały rozgrzewki. Potem pan wpadł jednak na pomysł robienia testów z zasad różnych dyscyplin sportowych. Ok, dzieciaki się uczyły. Potem znowu pan zadawał tematy, rozprawki, dzieciaki robiły, referowały. Ok. Pod koniec zdalnego miały jednak serdecznie dosyć, zmęczenie materiału. I przez kilka ostatnich lekcji nie były zbyt aktywne na lekcjach, odzywały się niezbyt często, co wprawiało nauczyciela w kiepski nastrój, bo musiał sam kombinować. Zapowiedział, że w takim razie on im pokaże, jak wrócą do szkoły. No i pokazał. Wczoraj klasa miała trzy lekcje wychowania fizycznego pod rząd. Pan wyżywał się na dzieciakach, każąc im biegać, skakać, robić pompki, skłony, skrócił przerwy między lekcjami. Darł się, robił chamskie uwagi. Mój syn, chociaż jest wysportowany, bo trenuje, wrócił cały mokry i ledwo żywy, dziś ledwie wstał, tak go bolały mięśnie. Jeden z jego kolegów źle się poczuł na lekcji, usiadł na chwilę, został zwymyślany przez pana od leni, że udaje. Po lekcji kolega dalej się źle czuł, dobrze, że odbiera go matka ze szkoły. Na przyszły tydzień pan zapowiedział, że będą "dużo biegać". I tak sobie myślę, czy interweniować? Jak uważacie? Przesadzam?