Borze jak mnie wszystko wk...rwia.
Najbliżsi doprowadzają swoimi zaniedbaniami do pożarów i dzwonią, ale dopiero jak jest już bardzo zła sytuacja. Partner wali focha, że im "nie umiem odmówić" (umiem, ale nie chcę) że wykorzystuję przy tym jego rodzinę i znajomości.
A mnie się rzygać chce od tego wszystkiego - ciągle między młotem a kowadłem. Każdy ma potrzeby, roszczenia i pretensje, a mnie mają tak naprawdę wszyscy w dooopie.
Co zrobić dla siebie miłego?
Trening odpada, mam po tym tygodniu zakwasy na zakwasach.
A wy jak spędzacie sobotę?