W nawiązaniu do wątku obok...
Zacznę od tego, że dla mnie osobiście uznanie za wyrodną było kiedyś czymś, co wręcz nie mieściło się w głowie, że można do tego dopuścić. Że muszę robić wszystko, by "wyrodną" nie być. To tytułem wstępu
A zastanawiam się nad takimi kwestiami:
- czy mężczyźni również tak boją się etykietki "wyrodnego"
- czy ta obawa rzeczywiście występuje na dużą skalę
- czy to wynik presji społecznej czy wychowania, a może jednego i drugiego (ale np. bez "odpowiedniego" wychowania czy presja społeczna byłaby skuteczna)
- czy naturalnym i zdrowym jest, że ma się tę etykietkę gdzieś, czy do tego trzeba jednak dojść, sobie to wypracować
- czy Polska różni się tu od innych państw, czy to ponadnarodowy problem
Jak sądzicie?