andaba
24.09.21, 10:33
Wiem, że internet to teraz podstawa, korzystam wyłącznie rozrywkowo, nic innego nie robię, ale może gdybym musiała to byłabym w stanie się nauczyć. Ale to ja. Tysiące ludzi nie korzysta z internetu, niektórych przerasta logowanie się do dziennika elektronicznego - to co mówić o ludziach, którzy nie mają nastoletnich dzieci, mieszkają same.
Musiałam zastrzec kartę do bankomatu - pin mogę uzyskać tylko przez konto internetowe. Nie mam konta. Dostaję wskazówki jak się zalogować. Nie da rady, powinnam dostać sms z hasłem - nie dostaję. Nie wiadomo czemu, numer podany dobrze. Nie mam pinu, nie mam karty, po pieniądze jeżdżę do banku. No dobra, dawniej tak było i się żyło.
Wyprawka - zawsze się załatwiało tam gdzie rodzinne, teraz trzeba przez ZUS. Kolejka - patrz wyżej. Przez internet - świetnie, wypełniasz wniosek, wszystko wygląda dobrze - do momentu, gdy okazuje się, że trzeba mieć jakiś podpis, jakiś profil, jakieś cholera wie co. No dobra, olewamy wyprawkę, przeżyjemy bez tych 6 stów.
Żeby zarejestrować auto trzeba było się zapisać przez telefon. Termin przyjęcia przychodzi na maila. No tak, trzeba mieć. Trzeba mieć go na czym przeczytać. Posiadanie auta nie jest jednoznaczne z posiadaniem telefonu z bajerami i/lub komputera.
ZUS - mąż wchodzi przez internet żeby sprawdzić jak ubezpieczyć, wychodzi na to, że jestem ubezpieczona, bo w zakładce "osoby zgłoszone do ubezpieczenia" widnieję. Świetnie. Tyle że podczas wizyty u dentysty okazuje sie, że jednak jestem nieubezpieczona. No dobra, fajnie, że wyszło przy usłudze za stówę. Tyle, że dostać się do ZUS-u nie jest łatwo. Jeden telefon na całą Polskę. Numerki w środku. Kolejka na pół osiedla. Kolejka ludzka rzecz, tyle że wtedy, gdy wiadomo za kim stoisz...
Pozostaje współczuć ludziom, którzy nie mają wiedzy, sprzętu, wsparcia.