(Nick zmieniony na użytek wątku, żeby się nie wdawać w osobiste przepychanki).
Dziewczyny, mam zagwozdkę zawodową. Pracuję na obecnym (menadżerskim) stanowisku od 3.5 roku. Praca super, dużo okazji do uczenia się nowych rzeczy, kasa b. dobra i mocno przekraczająca średnią na tego typu stanowiskach w innych firmach. Czuję się doceniana, moje wynagrodzenie wzrosło w tym czasie o prawie 70%. Szefostwo (i ogólnie atmosfera) bardzo w porządku. Nie planuję zmiany pracy w ciągu najbliższych 2-3 lat, ale wiadomo, że różnie może się zdarzyć.
I teraz do rzeczy: upraszczając i przykładając korporacyjne kategorie, mam poczucie, że ugrzęzłam gdzieś między stanowiskiem regulara a seniora; formalnie wciąż pracując na tym pierwszym, ale tak naprawdę mając zakres obowiązków i kompetencje bliższe temu drugiemu. Firma jest na tyle nieduża, że awans na seniora wyczerpuje możliwości wspinania się po drabince.
Wiązałoby się to ze sporo wyższymi pieniędzmi, ale to ma znaczenie drugorzędne; zależy mi na awansie przede wszystkim z powodów ambicjonalnych i dlatego, że to lepiej wyglądałoby w CV przy staraniu o następną pracę. Nie zmieniłoby to raczej znacząco mojego zakresu obowiązków i nie poszerzyłoby bezpośrednio możliwości rozwoju.
Jest sens o tym rozmawiać? Nie chcę popsuć korzystnego układu, w którym teraz jestem. Jak podejść przychylnego szefa, który jednak sam z siebie tego nie proponuje i chyba uważa, że motywowanie pracownika podwyżkami jest bardziej skuteczne? Kopnijcie mnie, proszę, jeśli błądzę i zbyt daję się ponieść ambicji.