Dodaj do ulubionych

Tak mi strasznie źle... :(((((((((((

03.11.04, 08:08
Dziewczyny, jestem tu pierwszy raz. Do tej pory siedzialam przez calą ciążę
na Forum Ciąża i Poród, potem przenioslam sie na Niemowlę... Ostatnio coraz
częśćiej jestem na CHore Dziecko, strata dziecka... To jakaś paranoja,
zważywszy ze moj synek jest zdrowy i jest moją pierwszą ciążą.

Mój synek ma 5 miesięcy. Jest wynikiem "wpadki". Technicznie zdarzyl sie w
dobrym momencie mojego zycia, kiedy mam mozliwosc wszystko ladnie ułozyc,
kiedy finansowo pomagają nam rodzice (studiuję na ostatnim roku, minimum
zajęć itd.)

Tylko że psychicznie nie bylam na to gotowa. Zawsze myslalam ze KIEDYŚ będę
mieć dziecko, ale to byla mysle ze bedę a nie że chcę. Gdy dowiedzialam sie
ze jestemw 3. miesiącu, wpadlam w panikę. Poczulam sie osaczona jak
zwierzątko. Nagle stalo sie nieodwolalne - bede matką. Bede z tym a nie innym
facetem (chociaz bynajmniej nie zamierzalam go zmieniac - ale czulam zawsze
ze moge odejsc w kazdej chwili, teraz nagle to juz nie byloby takie proste).

Mój mąż to najwspanialszy smile facet we Wszechświecie - studiuje, pracuje,
zajmuje się dzieckiem, gotuje.... Powinnam być wniebowzięta, a ja - po prostu
płaczę i jest mi coraz bardziej źle sad

Boję się własnego dziecka. Od początku panicznie balam sie z nim zostac sama,
balam się wyjsc z nim na spacer. Teraz zamykam się w domu i do 17:00 moje
życie polega glownie na tym zeby uspokoic malego, zeby nie plakal, a
najlepiej przespal, poki mąż nie wróci. Żyję patrząc na zegarek. Gdy mąż
dzwoni ze bedzie pozniej bo szef go zatrzymal ja płaczę, rzcam sluchawką,
wrzeszczę na niego jakby to byla największa tragedia.

Nie rozumiem swojego dziecka, nie wiem o co mu chodzi, czemu placze. To moj
mąż mówi zawsze "O, teraz jest śpiący", "Chyba zglodnial, chociaz to jeszcze
nie jego pora", "Chyba chce piłeczkę, ale nie tą tylko tamtą - to jego
ulubiona". Ja nigdy tego nie wiem sad Jestem z malym caly czas, on go widzi po
pracy 2 godziny i przed pracą 30 min.

Jestem nerwowa, placze, wrzeszcze. Wsciekam się na małego, który przecież nic
mi nie zrobil. Skoro placze to widac ma jakis powod - ale ja czuje sie winna
bo nie wiem jaki. I ta bezsilnosc. sad Kiedy przychodzi mąż jest lepiej, bo
zrzucam na niego cala odpowiedzialnosc za dziecko. Owszem zajmuję sie malym
itd ale jakgdyby pod jego kierunkiem, slucham poleceń męża i je wykonuję. I
jest mi latwiej.

I z dnia na dzień coraz bardziej mi smutno... Przecież miało być pieknie.

Karmilam malego piersia tylko 3 miesiace (i chyba tylko dla wlasnego
samopoczucia, bo maly i tak od poczatku byl na butli a cycka traktowal
rekreacyjnie). Mialam za malo pokarmu, ale robilam wszystko co mozliwe by
pobudzic laktacje. Nie chcialam zeby ktos mi zarzucil ze czegos mi sie nie
chce dla dziecka. Nie udalo się. Bardzo przezylam odstawienie malego od
piersi,a Maly nawet nie zauwazyl różnicy - nawet do tego nie bylam mu
potrzebna skoro mial butle sad

Mój mąż jest wspanialy, od porodu wciaz powtarza ze jestem wspanialą mamą, że
dobrze sobie radzę, że dla malego jestem calym swiatem - ale ja tego nie
czuję i nie chcę sluchac. Najbardziej zabolalo mnie gdy na chrzcinach
uslyszalam placz malenstwa kuzynki (niby wiedzialam, ze to nie moje ale
wolalam sie upewnic), a tesc powiedzial "Co z ciebie za matka, skoro nie
potrafisz odroznic placzu wlasnego dziecka". Powiedzial to zartem i nie w
zlej wierze, to wiem na pewno, ale zabolalo - bo na prawdę NIE POTRAFIĘ.

Nie wiem czy kocham swoje dziecko. Strasznie to brzmi, ale tak jest.
Zrobilabym dla niego wszystko: oddala zycie gdyby bylo trzeba, ale nie czuję
miłości, tylko taką... powinność, czy ja wiem jak to nazwać. Nie jestem dobrą
matką i mówię to obiektywnie. Mój syn praktycznie mnie nie zauwaza. Czasami
patrzy na mnie jak na mebel w pokoju. Bardziej cieszy się nawet gdy zagaduje
go ktos obcy na spacerze, nie mówiąc o tym co wyrabia jak mąż wraca z pracy.
Ja w tym momencie przestaję dla niego istnieć po prostu. Mąż to widzi i wie
ze mi przykro, ale tlumaczy się, że dla malego jest atrakcją a ja jestem caly
czas i maly to czuje. Tylko ze kiedy wychodze na zajecia i wracam po 4-5
godzinach jest tak samo - owszem czasem jakis zdawkowy usmiech, ale zwykle po
prostu nie patrzy na mnie, chociaz do męża mógłby gruchac godzinami.

Zamknęlam sie w domu, malo wychodze z synkiem, bo boje sie ze np. zacznie
plakac na ulicy a ja go nie uspokoje i wszystcy zobacza ze jestem zlą matką.
Boję sie juz nawet wyjazdow do rodziny - ale tam jest mąż ze mną i wiem ze ON
go uspokoi na pewno. Maly mial dlugo kolki, teraz jeszcze po 5 mies. czasem
sie zdarzaja, a ja caly czas wmawiam sobie i innym ze kazdy placz to pewnie
kolka - bo z tym nic się nie da zrobic i nie będą może mysleli ze to moja
wina.

Chcialam byc dobrą matką, dlaczego nie potrafię??? Wszystko robię
automatycznie, nauczylam się zajmowac dzieckiem na podstawie jego planu dnia.
Teraz placze - to pewnie glodny bo to 9-ta, a teraz pewnie chce spac, bo juz
11-ta... Ale maly nie zawsze wszystko musi robic wg tego rozkladu - jest
zywym czlowiekiem, a gdy tylko coś zmienia ja wpadam w panikę i zaczynam wyć
z nim.

I ciągle drże o jego zdrowie, życie. Budze sie w nocy po kilkanaście,
kilkadziesiąt razy - slucham czy oddycha, patrze czy kolderka faluje. Mój mąż
kiedy probowalam z nim o tym pogadac, stwierdzil ze gdyby cos sie zlego
dzialo, to poczulabym, instynkt mi wtedy podpowie, obudzi... To bzdura - jaki
instynkt?! Boję się ze gdyby cos sie stalo ktoś powie: to twoja wina, ty
zaniedbalas, bylas za malo czujna.

Czemu ciąglesię boję, co powiedzą inni? Nigdy się tym az tak nie
przejmowalam, dopoki chodzilo o mnie i moje zycie. Czemu teraz...?

Przepraszam was, że to takie dłuuuuuuugie, ale tyle sie we mnie tego bolu i
strachu zebralo przez te wszystkie miesiące. Może powinnam pokazac to męzowi,
on niby coś widzi, ale nie wie co się dzieje bo nie mogę o tym mówić. Ale
pewnie się nie zdobędę na to. A przecież pewnie by zrozumiał.

Tak strasznie mo potrzeba siły. Dziękuję ze moglam się wyżalić, nawet jeśli
nikomu nie będzie się chciało brnąć przez tyle linijek aż do końca
Obserwuj wątek
    • mamadwojga Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 08:20
      Oj wygląda mi to na depresję poporodową.
      Spróbuj może znaleźć jakiegoś lekarza zanim dopadnie Cię tak że trudno Ci się
      będzie z tego wyrwać.
      Objawy które opisałaś są typowe ale może nie tak nasilone i nie trwają tak
      długo jak u Ciebie.
      To wszystko wina HORMONÓW.
      Idź do lekarza i trzymaj się cieplutko. Wszystko w końcu minie i wrócisz do
      źycia.
      Pozdrawiam
    • gagunia Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 08:21
      lilyth, nie jestes zla matka. jestes poprostu zestresowana cala sytuacja,
      zmeczona... nawet kobiety planujace dziecko miewaja takie stany.
      nie moge pisac, bo mi kacper wali w klawiature, wiec szybciutko doradze ci
      tylko zebys skontaktowala sie z ginekologiem albo chocby pediatra. skieruja cie
      do odpowiedniej osoby, gdzie uzyskasz pomoc psychologiczna.
      pozdrawiam
      gaga
    • nanuk24 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 08:33
      Droga lilyth!

      Prawdopodobnie, a raczej na pewno cierpisz na depresje poporodowa.Powinnas udac
      sie do specjalisty, poniewaz problem sie sam nie rozwiaze, a co gorsze, moze sie
      nasilic.Nie obwiniaj siebie, ze jestes zla matka.To nie Twoja wina, tylko
      niestety hormonow.Dla dziecka napewno jestes najwazniejsza i najukochansza
      osoba, a placze przy Tobie, bo wyczuwa u Ciebie strach i bezsilnosc wobec
      niego.Nie skazuj siebie na katusze. Zobaczysz, wyleczysz depresje, a szybko
      poznasz uroki macierzynstwa.
      Trzymaj sie mocno!smile)

      Joanna
      • nanuk24 POprawiam sie... 03.11.04, 08:39
        ...napisalam: nie obwiniaj sie, ze jestes zla matka.
        POWINNO BYC: nie obwiniaj sie NIe jestes zla matka...
        Z gory przepraszam.Blad niezamierzony....
    • katka7 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 08:45
      Lilyth, nie prawdą jest, że jesteś złą matką. Moim zdaniem jesteś osłabiona
      psychicznie, bo masz depresję poporodową. Musisz przyjać to do swojej
      wiadomości, ze to jest choroba, którą można i trzeba jak najszybciej leczyć.
      Mam dwoje dzieci, gdy urodziła mi się Małgosia-pierwsza córeczka, to po
      powrocie ze szpitala do domu wpadłamw rozpacz. W dniu powrotu do domu, gdy
      zostałam sam na sam z płaczącą córką, bo miała mokro, wpadłam w panikę. Od
      samego poczatku byliśmy zdani tylko na siebie. Powiem jeszcze, że obie ciążę
      były planowane i wyczekiwane. Mąż poszedł po mleko do sklapu, a ja nie
      wiedziałam co mam począć, położyłam Małgonię na przwijarce i się rozpłakałam,
      nie wiedziałam co mam zrobić. Popatrzyłam na tę malutką kruszynkę i pomyślałam
      sobie, że ona jest zdana na mnie, że przecież nie pójdzie do kuchni i nie
      weżmie sobie nic do jedzenia. Dostałam wtedy takiego kopa, że to ja muszę
      wszystkigo jej nauczyć w swoim czasie, ale teraz to odemnie zależy, czy będzie
      uśmiechnięta, czy płaczliwa. Niestety i tak wpadłam w depresję poporodową,
      którą zbagatelizowałam. Stwierdziłam, że to zwykłe przemęczenie i że jak
      wypocznę będzie lepiej. Mijały dni, postanowiliśmy, że nadeszła pora na
      drugiego dzidziusia, Ewelinka urodziła się 2 latka po Małgosi. I od razu
      jeszcze w szpitalu dąła o sobie znać depresja. A ja znowu bagatelizowałam
      sprawę przez kolejny rok, aż w końcu osiągnęłam chyba już dno, bo dotarło do
      mnie, że nie jestem złą matką, tylko chorą matką. Z duszą na ramieniu poszłam
      do lekarza, później życie zaczęło się układać i teraz wyszłam na prostą.
      Proszę, nie zadręczaj się tylko udaj sie do lekarza, nawet lekarz pierwszego
      kontaktu odpowiednio Cię powinien pokierować. Jeśli chcesz pogadać, to podaję
      Ci mój email, katka7@gazeta.pl. Pamiętaj, że nie jesteś sama. A jak chcesz to
      napisz. Pozdrawiam Renia.
    • mana76 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 09:38
      Zwyklę ni piszę nic, tylko sobie poczytuję. głównie z tego powodu, że wydaję się sobie za mało doświadczona, żeby cokolwiek radzić. tobie pewnie też nic odkrywczego nie powiem, ale naprawdę poruszyło mnie to, co napisałaś. Nie wiem, czy może to stanowić pocieszenie, ale nie ty jedna tak masz. w wielu twoich słowach odnajdywałam siebie. ja też najlepiej czuję się, gdy jestem z mężem, może nie martwię się, że dla mojego dziecka on jest ważniejszy (i u ciebie tak też nie jest, ty to tak widzisz - wydaje ci się, że twoje dziecko "oddaje" ci za twój stosunek do niego). Ja dodatkowo, gdy czytam wpisy na tym forum opowiadające o tym, że dziewczyny chciałyby ze swoimi dziećmi siedzieć jak najdłużej, czuję ogromne wyrzuty, bo odliczam dni do pójścia do pracy, nie znosiłam też karmienia piersią. Tak więc nie ty jedna czujesz w sobie jakiś defekt. Choć im dłużej moje dziecko jest na świecie, im bardziej staję się doświadczona, tym skłonniejsza jestem twierdzić, że są różne i niekoniecznie gorsze od siebie typy macierzyństwa i coraz mniej obwiniam siebie, a zapewniam cię, że w samoudręczaniu byłam lepsza od ciebie.i mimo że niektórzy patrzą na mnie dziwnie, kiedy mówię, że uwielbiam podrzucić dziecko mężowi i wyjść na 2 godziny (a robię to codziennie)i że nie znoszę karmienia piersią i nudzi mnie, że mój świat kręci się wokół jedzenia, karmienia itd, to przecież wiem, że kocham je na taki właśnie pokręcony sposób. Na koniec powiem ci, ze ja nawet kiedy nie jestem z kubą a słyszę płacz, zrywam się i jestem gotowa lecieć, po czym z ulgą uświadamiam sobie, że nie muszę, że to nie mój, że nie jestem za to akurat dziecko odpowiedzialna...Życzę ci powodzenia, domyślam się jak ci trudno
      • mana76 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 09:42
        A zapomniałam Ci dopisać, że faktycznie to wygląda na depresję, więc tym bardziej nie obwiniaj się, tylko idź do mądrego lekarza, a będzie lepiej, trzymam kciuki
    • merlott Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 09:50
      dziewczyny maja racje. to wyglada na depresje poporodowa i musisz koniecznie
      udac sie z tym do lekarza. Nie lekcewaz tego!!

      ja tylko sciskam Cie goraco i dodam, ze jestes najwspanialsza Matka dla swego
      syneczka, niezastapiona, jedyna. On Cie na pewno bardzo, bardzo kocha i bardzo
      potrzebuje. i na pewno chcialby widziec Cie usmiechnieta i radosna. wiec glowka
      do gory, bedzie dobrze!!! smile))
    • lilyth Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 10:09
      No i znów to samo sad Maly wył od godziny. Wladowalam w niego 2 butle herbatki,
      Infacol na kolki, w koncu nawe Panadol. Przewinelam. Probowalam nakarmic. A on
      WYŁ po prostu, a ja razem z nim. Teraz zasnął, a ja nawet nie wiem, czy zasnął
      zmęczony płaczem, czy płakał dlatego że chciał spać sad
      Tak mi go żal czasami.

      Może to nie jest tak że uważam siebie za złą matkę. Robię to co mogę, co wydaje
      mi się ze powinnam zrobic. Ale jednego jestem pewna: mój instynkt macierzyński
      jest zerowy jeśli nie ujemny a bez niego jest bardzo ciężko. Moj mąż twierdzi
      patetycznie trochę, że matka zawsze wie kiedy z dzieckiem dzieje sie cos zlego.
      A ja - ja caly czas mysle ze dzieje sie cos zlego, a przecież się nie dzieje.

      Pojde dzis do pediatry, mamy szczepienie. Ale nie wiem czy odważę się tę
      kobietę poprosić o pomoc. To starsza babka, która raczej nie lubi
      takich "histerii i fanaberii", nie wiem nawet czy mi kogos poleci.
      Nie wiem nawet jak powiedzieć własnemu mężowi ze potrzebna mi pomoc, lekarz...
      a co dopiero obcej osobie.

      Mana76, dziekuje za Twoj post. Moze masz racje, na sile probuje sie wbic w taka
      wersje macierzynstwa, której nie jestem w stanie podolac. Bo nie jest moją
      wersją. Ale przynajmniej na razie nie mam w sobie dość siły, by coś zmienić.
      Nie zrozum mnie źle, ale wciąż myślę w kategoriach porażki - nie umiem wychować
      własnego dziecka, wiec oddam je do zlobka, a sama pojde do pracy... A jesli
      cokolwiek mu sie stanie, ktos go nie dopilnuje, cos przeoczy - nigdy sobie nie
      wybacze. Przeciez moglabym byc z malym 24 h na dobe i sama go pilnowac. I kiedy
      pozniej nie bede miec z nim dobrego kontaktu to bedzie przez to ze teraz go
      zostawilam symbolicznie (zreszta wiesz jak by to odebralo otoczenie: ide do
      pracy chociaz moglabym zostac w domu z malym - no wyrodna matka i tyle,
      zwlaszcza ze zarobilabym pewnie tyle co na zlobek więc pieniądze niczego nie
      tlumaczą)
      Chcialabym jakos umiec sie wyzbyc poczucia winy. Ale masz racje: dla mnie
      najlepsze godziny to ten czas 2 razy w tygodniu, kiedy jestem na uczelni, a
      maly jest z mężem. Wiem ze ma dobrą opiekę, zaczynam na swój sposób tęsknić za
      nim, ale w końcu czuję się wolna i szczęśliwa sad

      Dziekuje Wam wszystkim za wsparcie, za samo to że przeczytałyście. Jesteście
      kochane. Odezwę się jeszcze jak się choć trochę pozbieram, bo póki co jestem w
      strasznym dołku

      • betty_julcia Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 10:57
        Witaj lilyth smile
        Myślę że nie jesteś osamotniona w swoich odczuciach. Każda z nas przez to
        przechodzi tylko ze jedna w mniejszym a druga w wiekszym stopniu. Wiele się od
        kobiet w dzisiejszych czasach wymaga. Mówi się że mamy być we wszystkim dobre,
        a żeby być dobre musimy być lepsze... i wciąż lepsze. Musimy być świetnymi
        matkami, świetnymi kochankami, żonami, udowadniać w pracy że jesteśmy świetne
        zawodowo, a wdomu wyprasować, ugotować, posprzątać i jeszcze super wyglądać a
        do tego mieć maximum cierpliwości i mieć uśmiech przyklejony do twarzy. no i
        właśnie, jak nie dajemy sobie ze wszystkimi lub niektórymi z wymienionych
        czynnikami to już czujemy się gorsze a jak nie daj Boże mąż się za coś zabierze
        np za dziecko albo za ugotowanie albo posprzątanie to przyjmuje się że za nas
        to robi !!! że to nasz obowiązek a on nas wyręcza i jest taaaki wspaniały, ma
        tyyyyle cierpliwości itp itd.
        A to nieprawda, jest podział obowiązków i każdy robi to w czym czuje się
        lepiej, czemu lepiej podoła, na co ma więcej cierpliwości.
        Grunt to nie zwariowac i nie dać się innym.

        Dziewczyny mają rację, jest to stan depresji poporodowej, grunt to zdać sobie z
        tego sprawę i sobie z nią poradzić. Wiele z nas przez to przechodzi i nie
        powinnaś czuć się winna. Tym bardziej że trudno jest być radosnym i
        uśmiechniętym jak dziecko cały czas płacze, nie śpi, ma kolki, boli je coś.
        jesteś mamą, martwisz się o nie , bardzo je kochasz, najbardziej na swiecie
        tylko na razie czujesz sie winna że nie umiesz mu pomóc i że jesteś zmęczona a
        nie powinnaś być, że chcesz żeby spał a powinnaś chcieć się bawić, że nie wiesz
        jak pomóc a powinnaś mieć intuicję i wiedzieć wszystko, że powinnaś jeszcze 100
        innych rzeczy zrobić a na nic nie masz czasu ani ochoty, ze najchętniej byś
        zamknęła drzwi i wyszła a nie możesz, że zatkałabyś uszy ale serce boli, że
        jesteś wściekła na dziecko, męza na cały świat a nie tak miało być!!!!!!!!!!
        Znam to z autopsji choć wierz mi moje dziecko było i jest aniołkiem, nie miała
        kolek, ładnie śpi w nocy, tylko jeść nie chcesad Tak to już jest, cały świat
        wywraca się do góry nogami a my musimy nauczyć się żyć inaczej, być kochającymi
        mamusiami i realizować swoje marzenia, tylko troszkę w innym tempie, wolniej
        ale też konsekwentnie.
        Nie obwiniaj się, pomyśl też o sobie, uwolnij się troszkę. To jest trudne ale
        pomaga. Ja mam nianię 2 razy w tyg i chodzę wtedy na uczelnię, jestem na
        studiach doktoranckich i prowadzę zajęcia ze studentami. I jak nie mam zajęć to
        też idę, spędzam tam cały dzień, poplotkuję sobie albo wyskoczę do fryzjera,
        kosmetyczki, kupię jakiś ciuch. Nie ma mnie w domu 8 godzin, robię co chcę,
        czasami nic konkretnego ale uwalniam się, przynajmniej moje mysli od małej. A z
        jaką przyjemnością do niej wracam...

        Aha. Co do rozumienia dziecka przez męża. To jest właśnie to, on ma wolne
        myśli, cały dzień jest poza domem, patrzy inaczej, nie jest osaczony wiecznym
        myśleniem o dziecku więc ma inną cierpliwośc. Tatusiowie są od zabawy a my od
        martwienia się, zmieniania pieluch itp itd. Moja Julka ma 16 miesięcy i dopiero
        od ok 2 miesięcy widzi we mnie kochaną mamusię, do tej pory istniał tylko
        tatuś, jak przychodził do domu atmosfera była ciężka bo ona chciała tylko do
        niego a on chciał popracować. Ja próbowałam podejść do niej albo ją zabrać to
        był krzyk, wręcz tragedia. Nic przyjemnego. Ale na szczęście się zmieniło.
        Też pisałam o tym na forum DLACZEGO TAK JEST????
        Dobrze że mamy to forumsmile
        Trzymaj się cieplutko, sorry za rozpisanie się ale przejęłam się tym co
        napisałaś.
        O właśnie dziś mam ten dzień wolny dlatego mogę popisać sobiesmile


        -------------------------------------------------------
        Betty to mama a to jestem ja:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11383787
        • atlantis75 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 05.11.04, 19:41
          betty_julcia napisała:

          > a jak nie daj Boże mąż się za coś zabierze
          > np za dziecko albo za ugotowanie albo posprzątanie to przyjmuje się że za nas
          > to robi !!! że to nasz obowiązek a on nas wyręcza i jest taaaki wspaniały, ma
          > tyyyyle cierpliwości itp itd.

          Rety, jak dobrze to ujęłaś! smile
      • wieczna-gosia Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 11:51
        lillyth,
        Poatrz na swojego syna.
        Zajrzyj mu gleboko w oczy.
        On cie kocha. Nie dlatego ze jestes super matka, nie dlatego ze go karmisz i
        przewijasz. Dlategop ze jestes. Bezwarunkowo. Nawet jak nie wiesz o co mu
        chodzi. On cie kocha tak, jak nikt i nigdy przedtem ani potem nie bedzie cie
        kochal. Ufa ci chociaz nic o tobie nie wie.
        Niewazne jaka nominalnie bedziesz matka, za jaka bedziesz sama siebie uwazac-
        dla niego bedziessz najlepsza.
        Dostalas od dziecka kredyt zaufania. Nieograniczony. Sprobuj go polubic.
        Zrozumiec. Wyjdzcie na spacer- na spacerach dzieci zesto spia. Delektuj sie
        cisza. Delektuj sie swymi godzinami na uczelni.
        Rozumiem ze jestes pogubiona, bo nie wiesz dlaczego on placze. On tez na ogol
        nie wie- jest was wiec dwoje. Nie boj sie jego placzu- ty tez przeciez czasem
        placzesz i nie wiesz dlaczego wink Badz z nim po prostu. Pokaz slonce przez
        szybe, daj drewniana lyzke z kuchni- niech sobie popuka. Przeczytaj jakas
        ksiazke o dieciach, ale nie zaglebiajac sie zbytnio w normy- ot tak po prostu-
        zego sie mozesz spodziewac.
        Moim zdaniem tez to depresja poporodowa i to pare miesiecy pohodowana. Byc moze
        potrzebna ci fachowa pomoc. A kolezanki jakies dzieciate to ty masz? Jak nie
        masz to moze warto sie z kims zaczac spotykac? Sluchaj tak naprawde podobne
        uczucie sa udzialem kazdej z nas- kazda z nas miewa momenty bezradnosci.
        astanawia sie czy jest dobra matka. Znosi ponury wzrok spoleczenstwa kiedy
        dziecko wyje i nie mozna go uspokoic.
        Ale widzisz lilith stalo sie. JESTES matka. Faktycznie jesli dziecku sie cos
        stanie- nie wybaczysz sobie tego nigdy. Ale niby dlaczego ma sie cos stac?
        Myslisz ze taka jests niezwykla? Zezaslugujesz na specjalne dary od losu? O nie
        kochana- jestes taka sama szara mamusia jak my wszystkie. Nikt ie umie wychowac
        wlasnego dziecka. Nikt nie ma instrukcji obslugi. To ciezka praca, pelna
        czarnej roboty bez gwarancji na sukces. nawet jesli oddasz dziecko do zlobka-
        to oni za ciebie dziecka nie wychowaja. Owszem nakarmia je i naucza piosenek.
        naucza chodzic w kolko. Ale to TY nadal bedziesz je wychowywac.
        • cytrynka3 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 17:22
          Gosiu
          Mądre słowa. Cieszę się, że mogłam je przeczytać. Są takie prawdziwe.
          Cytrynka
    • lilyth Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 10:29
      Ale mi się trochę poprawiło od jednego - samo to że weszłam na to forum i w
      koncu czytam cokolwiek innego niz tylko dzieci, dzieci. Boze, naprawdę jest
      jescze cos innego w zyciu??? smile
    • iwles Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 10:34
      lilyth
      Ja myślę, że ty po prostu boisz się swojego dziecka.
      Więcej pewności siebie, więcej spokoju wewnętrznego, więcej odwagi.
      Bierz dzidzię na ręce, kołysz, przytulaj, ale bądź przy tym opanowana i
      spokojna.
      Dziecko czuje twoją niepewność, wahania, strach i własnie na nie w ten sposób
      reaguje.
      Jeśli sama nie dasz sobie rady - skorzystaj z pomocy specjalisty, lekkie środki
      uspokajające na pewno nie zaszkodzą a mogą pomóc ci się wyciszyć.

      Nie jesteś zła mamą, tylko za bardzo chcesz być perfekcyjną mamą (jak każda z
      nas z resztą). Lilyth - spokojnie, powoli - na pewno będzie dobrze...

      Tak niestety działa presja, że przestajemy wsłuchiwac się w dziecko a chcemy
      być zgodne z panująca modą, zasadami...
      Karmienie piersią nie wychodzi? - mi też nie wyszło - dopadła mnie depresja
      straszna - i oczywiście wg mnie winne było dziecko, bo nie chciało ssać.
      Zamiast cieszyć się, że mam zdrowego synka - rozpaczałam i szukałam dziury w
      całym.

      Masz zdrowe udane dziecko !!
      I to jest podstawa !!!!

      Spokój, spokój i jeszcze raz spokój i opanowanie.....

      a wszystko będzie dobrze........

      Życzę Wam tego
      Iwona
    • merlott Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 10:48
      jescze raz ja. tak bardzo zaszedl mi Twoj post w glowe, bardzo bym chciala bys
      potrafila otrzasnac sie z tej depresji jak najszyicej, gdyz macierzynstwo to
      piekan sprawa i potrafi dac wiele sil i milosci (mowi ci to mama wcale nie
      zwariowana na punkcie swego dziecka, ktora dziecka nie planowala i nigdy przed
      porodem nie czula zadnych instynktow macierzynskich).

      wyszperalam pare linkow o depresji poporodowej. Moze sobie poczytasz? Moze
      dojdzisz do jakis wnioskow?:

      o depresji bardziej psychologicznie:
      serwisy.gazeta.pl/zdrowie/1,51208,1400005.html
      tu mozesz znalezc pomoc:
      www.rodzicpoludzku.pl/poradnia/index.html
      www.kobiety.com/podstrony/19/index16.html
      tu punkt widzenia medyczny:
      www.forumginekologiczne.pl/md.php?name=mtxt&file=article&sid=154&m=0
      to kilka pierwszych linkow, ktore mi sie nasunely. poszukaj w necie, jest tego
      sporo.

      i mimo, ze piszesz, ze ciezko ci o tym porozmawiac nawet z mezem, to mysle, ze
      powinnas to zrobic. Piszesz, ze to wspanialy czlowiek, na pewno cie wesprze, a
      tego Ci potrzeba.

      zycze powodzenia!!
    • mib28 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 10:54
      slonce blagam ci idz do lekarza, moja walka z hormonami po poradzie trwala
      wiecej niz 1,5 roku, teraz zaluje ze nie poszlam do lekarza ... dziecko jest
      jak sejsmograf on wyczuwa twoj niepokuj zdenerwowanie, zeby sie uspokoil i
      przestal plakac musisz zaczac najpierw od siebie..... powodzenia
      • betty_julcia Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 10:58
        Ojejku, zanim napisałam list to 5 nowych postów doszło!!! Ale numer. Aż tak
        długo pisałam??????
        -------------------------------------------------------
        Betty to mama a to jestem ja:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11383787
        • malgosia87 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 11:07
          Witaj,
          no tak nie napiszęnic odkrywczego, bo dla mnie to też wyglada na depersję
          poporodową. Odniosłam także wrażenie, że Twój mąz nie chce (nie potrafi)
          dostrzeć problemu i własciwie sam zwieksza Twoje poczucie zbywając Cię słowami
          o magicznym aspkecie macierzyństwa (matka zawsze wie.., zawsze potrafi....
          itd.). Być może to po częsci Twoja wina, bo ukrywasz przed nim swój stan w
          obawie przed posądzeniem o fanaberie czy coś w tym stylu. To źle, że organiczasz
          wychodzenie z dzieckiem, pamiętam, że spacery stanowiły dla mnie przynajmniej,
          główne źrodło wymiany praktycznych rad, tyle znajmości na ulicy nie zawrę juz
          chyba nigdy wink. Ot taka osiedlowa, okresowa grupa wsparcia młodych matek.
          Myśle, ze powinnaś poczytać co nieco o objawach depresji poporodowej np. tu
          www.latona.odi.pl/art09b.html , ile z nich i w jakim nasileniu występuje
          u Ciebie, a potem podejmij decyzję czy probujesz radzić sobie sama czy szukasz
          fachowej pomocy. Niezależnie od tego jaka będzie Twoja decyzja, porozmawiaj o
          swoich rozterkach z mężem.

          Pozdrawiam
          Małgosia

    • szpiczak Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 11:30
      a moze trzeba wam troszke spokoju,przytulania,czytania bajek? sprobuj byc
      troszke spokojniejsza,polezec z malym,przytulic go,nawet sobie nie zdajemy
      sprawy jak naszym malenstwom jest porzebny bardzo bliski kontakt z mamusia.Nie
      jestes zla matka i nawet tak nie mysl.
      • procesor Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 11:40
        A może jej trzeba własnie codziennego oddechu od dziecka?
        I uświadamiania że fakt zostania matka nie zamienia nas w istoty idealne. Że
        nadal pozostaje sobą - a nie prefekcyjna maszynką do opieki nad dzieckiem.

        Kontakt z lekarzem nie zaszkodzi (byle trafiłą na porzadnego). Skoro piersią
        nie karmi, może zastosowac terapie lekami. To na poczatek, bo może i
        psychoterapia albo po prostu kilkakrotne spotkanie z psychologiem też by się
        przydało, by trochę ustawić we właściwych miejscach elementy życia.

        Nie dla każdej kobiety dziecko stanowi cały świat i nie jest to nic
        karygodnego! Myślę że ta presja bycia supermatką nie jednej kobiecie zdrowia
        troche zabrała..
    • linkaa3 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 13:01
      Teraz szybko i krotko, bo musze do lekarza.

      2 lata temu przezywalam to samo, a jeszcze najblizszi nie dawali mi prawa do
      swobodnego wyrazania uczuc. Mialam byc usmiechnieta i zadowolona, bo przeciez
      mam sliczne zdrowe dziecko. Tylko maz rozumial.

      A maly kolkowal i kolkowal, wyl na potege.

      Nie jestes sama, jak chcesz pisz na priva. To sie da przezyc. To nie bedzie
      trwalo cala wiecznosc, nawet jesli Ci sie tak teraz wydaje.

      Pozdrawiam goraco,
      Kalinka
    • betty_julcia Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 13:14
      Hej. to jeszcze raz ja. Też mi zalazłaś w głowę i myślę i myślę... pewnie
      właśnie dlatego że i ja i moje koleżanki, wszystkie po części tak się czujemy.
      Poczytałąm sobie odpowiedzi na twój post i widzę że wszystkie dziewczyny mają
      rację. Ale myślę też że zanim pójdziesz do lekarza i zanim przepisze ci jakieś
      leki spróbuj tak jak piszemy z jednej strony troszkę z dystansem podejść do
      siebie w roli supermamy, miej do siebie więcej zaufania, to ze dziecko płacze
      to nie twoja wina ani nie wynik żadnych zaniedbań z twojej strony. Dzieci tak
      mają, czasami w ten sposób odreagowują nadmiar różnych nowych wrażeń jakich
      dostarcza im nawet dla nas zwykły, zwyczajny dzień. I wyjdź, wyjdź do ludzi, na
      spacer, do parku nawet do hipermarketu, gdzie chcesz, ale wyjdź. Ja dopiero
      wychodząc z Juliż zauważyłam jak dużo wózków jeździ po parku smile Ile nowych
      znajomości się zawiera, inne mamusie są bardzo otwarte a tak przyjemnie sobie
      czasami posiedzieć na ławeczce i pogadać o bzdurach. W domu zwariować można,
      trochę powietrza przyda się tobie i dziecku. A jak małego powozisz w wózku,
      pośpi sobie, wypocznie i tez może będzie spokojniejszy.
      Jak jesteście razem bądźcie tylko dla siebie, na spokojnie, przytul go,
      pocałuj, pobaw się z nim.
      Z drugiej strony jak tylko masz możliwość odpocznij troszkę od małego. Jak
      możesz zostaw go z mężem, na pewno się zgodzi. Zrób wtedy coś dla siebie. I nie
      miej wyrzutów że wychodzisz, że chcesz się urwać. Ja dałabym sobie za moją
      Julkę głowę urwać, kocham ją baaaardzo i wydaje mi się że już bardziej kochać
      się nie da, uwielbiam spędzać z nią czas ale własnie napisałam na gg koleżance
      że przyjemnie jest z Julką ale jeszcze przyjemniejsze są chwile jak Julka
      śpi...smile I nie ma to nic wspólnego z miłością
      -------------------------------------------------------
      Betty to mama a to jestem ja:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11383787
      • akseinga Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 17:12
        Mam wrażenie, że obecnie wszystko co się dzieje złego z kobietą po porodzie
        nawet 5 m-cy po nim tłumaczy się depresją poporodową. I tak kobiety zamiast
        zebrać się w sobie stanąc na nogi i zjąć się jak należy swoim dzieckiem
        rozczulają się nad sobą a wszyscy dookoła utwierdzają je w tym ,że są takie
        biedne i uciśnione bo maja depresję i wogóle są biedne i chore i są wspaniałymi
        matkami nawet jak cały dzień nie wyjdą z dzieckiem na pole i ciągle przy nim
        płaczą. I zauważam taką prawidłowość, że im kobieta ma mniej problemów to tym
        większa depresja ją dopada, bo jeżeli miałaby złego męża, kłopoty finansowe
        albo tym podobne to "nie miałaby czasu" popadać w depresje .
        No ale w Polsce to chba niedługo tak jak w USA każdy będzie miał swojego
        psychoanalityka.
        • wieczna-gosia Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 05.11.04, 08:24
          aksenigo,
          po pierwsze wiekszosc kobiet tuz po porodzie nie zalicza depresji tylko baby
          bluesa spowodowanego glownie hormonami. Pobeczy czlowiek i juz wink) Natomiast
          depresja jest stanem dlugotrwalym, na pewno jest wiekszy sens w mowieniu o niej
          5 miesiecy po porodzie niz 3 tygodnie. A ze jest po porodzie- nazywa sie ja
          popularnie poporodowa.
          Po drugie.
          To ze sie o czyms nie mowi to nie znaczy ze tego nie bylo. Wezmy taka
          naprzyklad alergie. Ile z nas mialo policzki jak tarke w dziecisttwie? U ilu z
          nas po zdrowotnym wyjezdzie na wies zaczynalo sie kichania, zapalenia oskrzeli
          itp? Nikt tego oczywiscie alergia nie nazywal, rabalismy mleko az milo i
          gluteny. I zyjemy. Fakt.
          Po trzecie.
          Jest roznieca pomiedzy wzieciem sie w garsc bo nie ma czasu- bo maz zly i pracy
          nie ma. Faktycznie czlowiek wtedy dziala jak automat i koniec. Trzeba. I pod
          tym wzgledem masz racje. Natomiast mysle ze w zyciu nie chodzi tylko o to zeby
          na wierzchu byc OK. Dziewczyna ma klopot z uczuciami do wlasnego dziecka. CO z
          tego z z nim wyjdzie na pole? Co z tego ze je ubierze, umyje, da jesc i nie
          stlucze i w dzienniku o niej nie przeczytamy? Problem uczuc nie zniknie.
    • bazylea1 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 13:18
      bardzo mnie poruszył Twoj post bo odnalazłam w nim swoje odczucia po
      porodzie.żyłam jak za grubą szklaną szybą która oddzielała mnie od normalnego
      świata. również dziecko znajdowało się za tą szybą, nie umiałam ocenić dlaczego
      płacze, nie wiedziałam jaki nosi rozmiar ubran. podobnie jak inne dziewczyny
      uważam że masz depresję i powinnaś poszukac pomocy u lekarza lub psychologa. na
      teraz pragnę tylko Cię pocieszyc: TO MINIE. pokochasz swoje dziecko tak że aż
      będzie Cię bolało. tyle że nie zawsze dzieje się to od razu. ale na pewno się
      stanie. kolorowe pisma dają przesłodzony obraz macierzynstwa, który często nie
      pokrywa się z prawdą. nie jestes gorsza. dla niektórych kobiet zmiana życia na
      życie matki jest po prostu trudniejsza. jeszcze raz apeluję, zwróc się po
      fachową pomoc a jesli chcesz pogadac napisz do mnie na adres
      cleopazdra@poczta.onet.pl
    • ania.silenter_exunruzanka Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 13:43
      Miałam podobnie, może nie aż w takim natężeniu.
      1. Dziewczyny mają rację - to depresja.
      2. Mnie pomogło jak obserwowałam jak radzi sobie z małą moja teściwa (położna z
      zawodu) i moja mama. Wiesz co zobaczyłam? SPOKÓJ I OPANOWANIE. Kiedy ja
      szalałam kiedy mała wydawała z siebie najmniejsze mruknięcie, biegłam aby nie
      zaczęła - broń Boże - płakać, one spokojnie i łagodnie ją kołysały i uspokajały
      całym sobą i dziecko przez to naprawdę szybciej się uspokajało. Nawet jak Ola
      troszkę popłakała to nie robiły z tego tragedii.
      3. przyjmij do wiadomości, że to małe dziecko - płacze od czasu do czasusmile.
      4. kiedy jesteś zdenerwowana on to wyczuwa i płacze jeszcze bardziej.
      5. nie uważaj się za złą matkę tak nie jest, po prostu potrzebujesz pomocy a to
      nic złego.
      6. Z tego co piszesz Twój mąż jest spokojny i rzeczowy i to właśnie lubi Wasz
      maluch (mój mąż też dobrze działa na Olcię - uwielbiają sięsmile),
      7. może ktoś mógłby Ci pomóc - mama, teściowa?
      8. Nie miej wyrzutów sumienia odnośnie żłobka - moja Ola uczęszczała w 8
      miesiącu życia (była 9 dni, ponieważ okazało się, że babcia może się nią zająć
      zrezygnowaliśmy),
      9. Niech Ci się nie wydaje, że uczucie osaczenia w takiej sytuacji dopada tylko
      Ciebie, ja po prostu poszłam do pracysmile.

      Trzymam kciuki, będzie dobrze, zobaczyszsmile.
      pozdrawiam
      • olimama Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 14:50
        Hej, no to ja też się włączę. Mnie zabrało prawie 2 lata (a więc od porodu do
        teraz) dojście do siebie. Nie miałam depresji, ale odczuwałam tak silną presję
        bycia matką i nikim innym, że gdzieś zgubiłam siebie. Bardzo mnie to męczyło,
        ale nie umiałam wyluzować. Bałam się, że zawiodę, że nie umiem, ale
        jednocześnie, że tylko ja jedna jestem w stanie opiekować się moim dzieckiem
        (chyba inaczej niż u Ciebie). I najbliższa rodzina oczywiście nie widziała
        problemu, bo przecież wszyscy przez to przechodzą, i na dodatek taka jest rola
        kobietywink Do tej pory moje wyjście z domu to "święto". Ale nauczyłam się
        jednego: dla mnie bardzo ważny jest mój luz i mój odpoczynek (oraz moje
        zainteresowania, choćby to było czytanie forum!). I okazało się, że jeśli ja
        odpuszczam, to moje dziecko też. Jeśli natomiast ja się pieklę, to moje dziecko
        jest nieznośne. Ale dopiero teraz jestem taka mądra. Parę miesięcy temu jeszcze
        nie byłam... Ściskam mocno. Będzie dobrzesmile))
        Aśka
    • odalie Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 17:39
      > Karmilam malego piersia tylko 3 miesiace (i chyba tylko dla wlasnego
      > samopoczucia, bo maly i tak od poczatku byl na butli a cycka traktowal
      > rekreacyjnie). Mialam za malo pokarmu, ale robilam wszystko co mozliwe by
      > pobudzic laktacje. Nie chcialam zeby ktos mi zarzucil ze czegos mi sie nie
      > chce dla dziecka. Nie udalo się. Bardzo przezylam odstawienie malego od
      > piersi,a Maly nawet nie zauwazyl różnicy - nawet do tego nie bylam mu
      > potrzebna skoro mial butle sad

      Lilith, nie bierz odpowiedzialności za wszystko co się paskudzi.

      Chciałaś dobrze, ale jak widać nikt nie pomógł i dał wskazówek, jak. Z tego co
      piszesz (dlatego wkleiłam cytat) szansę na karmieni piersią miałas jak 1 do
      100. Dziecko na butli "i tak od początku" raczej nie będzie ssało na tyle
      intensywnie, aby pobudzić produkcję pokarmu. Chodzi o zwyczajną hudraulikę smile
      plus trochę fizjologii.

      Jeśli piszesz tak jak piszesz o próbach z laktacją, to zaryzykuję stwierdzenie,
      że nikt nie pomógł i poprowadził tych prób, że błądziłaś po omacku. Nie piszesz
      czemu mały był z marszu na butli. Ale tak wyszło - no i już, co z tego? Ile
      kobitek po prostu z wyboru nie karmi piersią. Powiedz sobie i innym (co zresztą
      za ich interes?), że tak miało być, że tak wybrałaś i tyle.

      Skoro synek najadał się bez wysiłku, jeszcze pewnie w ramionach mamy pachnącej
      mamą, po co się miał wysilać? A na cycu się świat nie kończy, jest ten mamowy
      zapach, spojrzenie, rytm serca, głos.
    • pola777 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 18:02
      prosze nie wchodz na forum chore dziecko strata dziecka. Kobieto nakrecasz
      tylko ta bezpodstawna panike. Uspokuj sie. Nie czytaj tego. Twoj synek jest
      zdrowy, czarne mysli wyslij w odstawke. Zdajesz sobie sprawe iz on urodzil sie
      nie po to abys caly czas myslala o tym ze cos mu sie stanie. On ma cel w zyciu.
      Bedzie ZDROWY. A ty potrzasnij mocno glowa i wytrzep te durne mysli z glowy.
      Ani ty ani on nie jestescie epicentrum swiata zeby czyhaly na was chorobska i
      nieszczescia bardziej niz na innych.

      Odnajduje siebie w twoich slowach. Dopiero niedawno zaczelam naprade sie
      odnajdywac w macierzynstwie, a i tak mimo iz syna kocham nad zycie i od
      jakiegos czasu uwielbiam wrecz z nim spedzac czas ( na poczatku tez chcialam
      zeby ktos zaufany sie nim zajmowal a ja wtedy moglam sie realizowac i powracac
      do formy i zycia ) to i tak lubie byc sama i duzo radosci sprawia mi praca itp..
      Tylko ze tez musialam tlumaczyc krewnym i znajomym dlaczego juz wrocilam do
      pracy. Bo juz i nie wasz interes. Czulam sie winna a jak. Ale juz jest ok, wiem
      ze chce pracowac. I mama bede lepsza bedac soba i majac czas dla siebie.

      sluchaj- musisz zdac sobie sprawe ze NIE JEST TAK ZLE JAK MYSLISZ!! ZLE SA
      TYLKO I WYLACZNIE TWOJE MYSLI I STAN UMYSLU. a sytuacja Twoja jest godna
      pozazdroszczenia. Powiedz szczerze...jak czytasz to forum strata dziecka to nie
      wstyd ci chociaz troszke ze wymyslasz sobie problemy...?
      Nabierz troszke dystansu do wyimaginowanych chorobsk etc...A terapeuta moze ci
      tylko pomoc, nie zaszkodzi. Bedzie dobrze, zobaczysz.
    • ethomas Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 03.11.04, 23:43
      Lilyth, czy ja dobrze pamiętam, że jesteś z Poznania? Jeśli tak, a masz ochotę
      spotkać się z nieco "starszą" (Tonio ma 9 m-cy) mamą, to napisz. Nie chcę Ci się
      narzucać, ale jeśli masz ochotę to będę czekać. Pamiętam Cię z Ciąży i porodu i
      bardzo czekałam aż urodzisz. Nawet gdzieś wtedy mi umknęła ta chwila. Jeśli
      tylko masz ochotę porozmawiać lub cokolwiek, napisz. Mnie osobiście bardzo
      pomogła obecność bliskiej sąsiadki dlatego ośmielam Ci się to proponować smile)

      Pozdrawiam Cię serdecznie
    • evee1 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 04.11.04, 03:37
      akseinga napisała:
      > Mam wrażenie, że obecnie wszystko co się dzieje złego z kobietą po porodzie
      > nawet 5 m-cy po nim tłumaczy się depresją poporodową. I tak kobiety zamiast
      > zebrać się w sobie stanąc na nogi i zjąć się jak należy swoim dzieckiem
      > rozczulają się nad sobą a wszyscy dookoła utwierdzają je w tym ,że są takie
      > biedne i uciśnione bo maja depresję i wogóle są biedne i chore i są
      wspaniałymi
      > matkami nawet jak cały dzień nie wyjdą z dzieckiem na pole i ciągle przy nim
      > płaczą. I zauważam taką prawidłowość, że im kobieta ma mniej problemów to tym
      > większa depresja ją dopada, bo jeżeli miałaby złego męża, kłopoty finansowe
      > albo tym podobne to "nie miałaby czasu" popadać w depresje .
      > No ale w Polsce to chba niedługo tak jak w USA każdy będzie miał swojego
      > psychoanalityka.
      Wiesz co, bzdury totalne wypisujesz!!! Wlasnie przez takie podejscie jak u
      Ciebie ludzie latami tkwia w depresji, bo dookola slysza, ze to
      takie "fanaberie". Jak czlowiek takie rzeczy slyszy, to po pierwsze trudno mu
      samemu przed soba przyznac, ze cos z nim nie tak. Bo przeciez problemow
      finansowych nie ma, maz kochany, dziecko zdrowe i przyszlosc swietlana. To co
      jest nie tak? A jak juz zaakceptuje, ze cos jest nie tak, to jeszcze trzeba sie
      przelamac, zeby komus z bliskich o tym powiedziec (bo moze beda myslec, ze sie
      widzi problemy tam gdzie ich nie ma), a potem jeszcze lekarzowi, obcemu (a on
      moze stwierdzic, ze glupia baba, nic jej nie jest)...
      Ja w ten sposob stracilam 13 lat zycia (co prawda nie dokladnie przez depresje
      poporodowa, ale roznica jest tylko taka, ze w depresji poporodowej czynnikiem
      wywolujacym jest porod i troche wieksza wage ma gra hormonow), bo przeciez
      wszystko bylo cacy i "inni maja gorsze problemy" i "trzeba wziac sie w garsc",
      i strasznie wnerwia mnie jak ktos stosuje taka argumentacje. Moze inni maja
      gorsze problemy, ale maja tez taka konstytucje psychiczna, ze daja sobie rade.
      A inni nie daja rady i musza szukac fachowej pomocy. Niektorzy nawet mimo
      fachowej pomocy i brania lekow szukaja i szukaja wyjscia z tej choroby.
      Lilith ma klasyczne objawy depresji poporodowej i nie sadze aby wizyta u
      kosmetyczki, fryzjera czy jakiekolwiek "branie sie w garsc" jej pomoglo. Moim
      zdaniem musi szybko znalezc lekarza, ktory ja zrozumie i zacznie dzialac, bo
      nie ma sensu tracic zycia na walke z dniem dzisiajszym, kiedy mozna sie nim
      cieszyc.
      • akseinga Re: Do evee1 04.11.04, 17:41
        Droga evee ośmieliłam sie tylko wyrazic swoje zdanie na ten temat bo chyba od
        tego jest forum, aby wymieniac sie poglądami a nie przytakiwać sobie nawzajem.
        Poza tym w dalszym ciągu uważam, że do niedawna przypadki depresji poporodowej
        były bardzo sporadyczne a teraz to już wszyscy maja depresję nie koniecznie
        poporodową bo zaczęła sie jesień, bo dziecko płacze, koleżanka nie zadzwoniła
        mąż nie pocałował itp. To podobnie jak z modną ostatnio desleksją i dysgrafią
        nagle 80% dzieci w szkołach ją ma bo po co czytać książki, uczyć sę ortografii
        jak można mieć zaświadczenie i luz. Nie twierdzę, że problem depresji nie
        istnieje, wręcz przeciwnie napewno gro ludzi potrzebuje fachowej opieki, ale to
        zaczyna byc zjawisko masowe.
        • evee1 Re: Do evee1 05.11.04, 03:47
          akseinga napisała:
          > Droga evee ośmieliłam sie tylko wyrazic swoje zdanie na ten temat bo chyba od
          > tego jest forum, aby wymieniac sie poglądami a nie przytakiwać sobie nawzajem.
          A ja sie nie zgodzilam (nawet bardzo) z Toba i tez to napisalam smile).
          Przepraszam, ze troche agresywnie, ale w "tym temacie" ja tak reaguje.

          > Poza tym w dalszym ciągu uważam, że do niedawna przypadki depresji
          poporodowej
          > były bardzo sporadyczne a teraz to już wszyscy maja depresję nie koniecznie
          > poporodową bo zaczęła sie jesień, bo dziecko płacze, koleżanka nie zadzwoniła
          > mąż nie pocałował itp.
          Bo do niedawna wszystko zwalano na niedospanie i nieprzystosowanie do nowej
          roli. I tak bylo wygodniej, bo "wine" zrzucano na kobiete, ktora przeciez
          powinna "naturalnie" dostosowac sie do roli matki. Nie rezygnujac oczywiscie z
          roli zony, kochanki i innych rol, ktore do tej pory sprawowala.
          A dla niektorych kobiet taka sytuacja moze byc elementem inicjujacym depresje.
          Prawdopodobnie sa to kobiety, ktore maja taka sklonnosc i niewykluczone, ze
          jakby sobie daly rade z ta sytuacja, to depresje mogloby u nich wywolac (tak
          jak u innych ludzi) jakies inne zdarzenie zyciowe.

          Co do konkretnej wypowiedzi lilyth. Roznica miedzy nia a kobietami, ktore
          opisalas jest taka, ze lilyth nie napisala, ze od paru dni jest smutna i
          maz sie krzywo usmiechnal. Opisala swoj stan dosyc dokladnie i jezeli
          faktycznie cos na temat depresji czytalas, to nie wiem jak nazwac Twoja
          wypowiedz w tym watku. Ignorancja? Ja wiem, ze moze pisalas ogolnie o
          tendencji, ale niestety zabrzmialo to tak jakbys uwazala Lilyth za jakas
          rozczulajaca sie nad soba kobiete, ktora sama nie wie czego chce, a powinna byc
          zadowolona z zycia, bo nie ma wikeszych problemow. A to absolutnie nie pomaga.

          > To podobnie jak z modną ostatnio desleksją i dysgrafią
          > nagle 80% dzieci w szkołach ją ma bo po co czytać książki, uczyć sę
          ortografii
          > jak można mieć zaświadczenie i luz. Nie twierdzę, że problem depresji nie
          > istnieje, wręcz przeciwnie napewno gro ludzi potrzebuje fachowej opieki, ale
          to
          > zaczyna byc zjawisko masowe.
          Bo srednio okolo 10% populacji ma tego typu problemy. Nie wiem czy to juz mozna
          nazwac problemem masowym, ale malo to nie jest.
          Widzisz, jak ja zaczelam miec problemy, to informacji na ten temat bylo
          niewiele (no, nie bylo wtedy internetu smile), lekarze nie potrafili mnie
          zdiagnozowac i zwyczajnie mnie ignorowali, dopiero po paru ladnych latach udalo
          mi sie z tym poradzic, to znaczy sama dotarlam do informacji i wszystko zaczelo
          sie ukladac w calosc. Udalam sie po pomoc i jestem teraz w stanie
          kontrolowanym, ale wiem, ze z tego sie calkiem nie wyleczylam, bo w moim
          przypadku sie nie da. I co ciekawe u swojego syna widze pewne zachowania, ktore
          swiadcza o tym, ze w przyszlosci on moze miec podobne problemy. To nie chodzi o
          to, ze mam w niego wmawiac chorobe, ale jezeli ona jest, to udawanie, ze jej
          nie ma nic dobrego nie przyniesie. A wydaje mi sie, ze wlasnie wiele ludzi
          udaje, ze sa zdrowi zamiast sobie pomoc, bo depresja zamiast byc uznana za
          normalna chorobe, jak na przyklad grypa czy swinka nadal kwalifikuje sie jako
          jakas tajemnicza choroba psychiczna, a od takich ludzi najlepiej z daleka, wiec
          choremu najlepiej sie do tego nie przyznawac, nawet przed soba samym.
          Rany, ale sie rozpisalam, ale jak sie latwo domyslec ten temat jest mi dosyc
          bliski smile).
        • evee1 Dysleksja/dysgrafia 05.11.04, 04:04
          Ha, tak sie rozpedzilam, ze zapomnialam napisac o tej dysleksji. Na ten temat
          niestety nic nie napisze smile)), bo tematem sie nie interesowalam i nie wiem za
          wiele. Ale nie zrzucalabym tego tak od razu na niechec do nauki.
          Ja z ortografia nigdy nie mialam problemu. Ja sie jej nawet nie musialam uczyc,
          wystarczylo mi, ze zobaczylam slowo i juz pamietalam jak sie je pisze (poza
          jednym slowem "napewno", ktore nie wiem i nie jestem w stanie zapamietac czy
          pisze sie razem czy osobno smile)). Ale mialam kolezake w liceum, ktora byla
          kompletna noga z ortografii. A ze summienna dziewczyna byla, to uczyla i i
          uczyla i ... nic. Ciagle dostawala dwoje za ortografie.
          • iwles Do evee1:..........na pewno, naprawdę :):):) n/t 05.11.04, 07:32

    • mama_wiktora Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 04.11.04, 07:09
      Lilyth - ze spraw praktycznych, jak to zwał tak to zwał, może być depresja, tak
      czy inaczej musisz znaleźć dobrego psychologa, spróbuj linków podanych przez
      kogoś wyżej, spróbuj wejść na stronę Polskiego Towarzystwa Psychologicznego,
      tam podobno są zatwierdzeni psychoterapeuci, spytaj o psychologa kogoś komu
      ufasz: męża, ginekologa, kogokolwiek innego (ja znam fajną panią w Katowicach).
      Najlepsze wyniki osiąga się przeważnie stosując leczenie farmakologiczne w
      połączeniu z psychoterapią. Sama brałam jakiś czas coaxil. Teraz nazywam
      to "białą tabletką na szczęście"smile

      Muszę ci powiedzieć, że mnie też zapomnieli dodać do dzieci instrukcję
      obsługismile Przy Wiktorze było ciężko, nigdy nie wiedziałam o co mu chodzi, więc
      standardowo zmieniałam mu pieluchę, starałam się nakarmić itp itd. Doszło do
      tego, że rzeczywiście się bałam go, a on wyczuwał mój stan psychiczny i
      płakał... To że boisz się o swoje dziecko aż w takim stopniu, że boisz się
      wyjść z domu nazywa się fachowo stanami lękowymi, ja sama stałam nad leżaczkiem
      i bałam się synka pogłaskać żeby nie dotknąć i nie uszkodzić mu ciemiączka,
      zasypiałam a w głowie tłoczyły się czarne myśli. Tak się nie da funkcjonować,
      naprawdę...

      Zacznij się leczyć, a potem stopniowo korzystaj też z naszej pomocy, każda z
      nas opisze ci jak sobie radziła z różnymi rzeczami na różnych etapach rozwoju
      dziecka, będziesz mogła na tym forum znaleźć tysiące sposobów na kolki, bunt
      dwulatka i inne, a sama byś na nie nie wpadła, no i je wypróbować i znaleźć ten
      który działa na twoje dziecko. To forum stosuj również jako terapięsmile

      Czy możesz sobie pozwolić finansowo albo rodzinnie na jakąś opiekę nad
      dzieckiem powiedzmy trzy razy w tygodniu po trzy, cztery godziny? Mogłabyś
      znaleźć sobie coś innego interesującego w tym czasie do zrobienia, a potem z
      radością na skrzydłach wracać do dziecka.

      Poczytaj trochę książek o dzieciach, jeśli chcesz wyślę ci listę moich na
      priva. Ale tak jak napisała wieczna_gosia nie traktuj ich jako jedyną
      wyrocznię, po prostu poczytaj i naucz się trochę o etapach rozwoju dzieci, jak
      one odbierają świat, to pomoże ci odkryć i nauczyś się twojego synkasmile

      Z rzeczy praktycznych raz jeszcze: twoje dziecko ma już pięć miesięcy, tak? To
      chyba czas na rozszerzenie diety jeśli tego nie zrobiłaś. Niedługo
      ustabilizujesz mu posiłki tak, że właściwie nie będziesz musiała się
      zastanawiać czy jest głodny. Jeśli nie przepadasz za swoją pediatrą, znajdź
      inną, z którą będziesz mogła szczerze pogadać, również na temat dziecka. Może
      to nie kolki? Jest tyle rzeczy które się z tym myli... Mnie wmawiano kolki, a
      dziecko było głodne, potem karmiłam, dziecko nie chciało jeść, a okazało się że
      miał skazę białkową...

      Dzieci płaczą ze zmęczęnia również, nie denerwuj się, że on płacze, bądź z nim
      i przytul, znajdź w sobie siłę, pewność siebie, nawet jeśli nie zareaguje na
      twoje kołysanie przez pierwsze dziesięć minut, wkrótce poczuje, że jesteś z nim
      i rozumiesz jego złość, smutek i zmęczenie, mów do niego cicho i łagodnie. W
      końcu zadziała.

      Przy drugim dziecku mam inaczej. Teraz już wiem o co chodzi Julci, to po trosze
      moje doświadczenie, jestem inna, bardziej otwarta, bardziej zauważająca, no i
      zdrowszasmile

      Głowa do góry, będzie dobrze!!!


      ps do wiecznej_gosi - i tym razem nie mogę wyjść spod wrażenia tego co
      napisałaś, po raz kolejny żałuję, że szybciej nie trafiłam na to forumsmile
    • critter_maz_lilyth Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 04.11.04, 16:22
      przez przypadek (lub chciala zebym to przeczytal, niewiem) zona zostawila te
      strone, ja zreszta nigdy nie czytalem tego forum, ale tym razem zajrzalem coz
      takiego ona czyta...
      czytam i lzy mi po policzku plynal....
      i z jednej strony jestem wam niezmiernie wdzieczny za wsparcie jakie udzielacie
      mojej zonie a z drugiej strony nienawidze tego forum!!!! za to ze wolala
      zwierzyc sie wam niz porozmawiac ze mna!!!
      ...
      ...
      ...
      ...
      reszta jest milczeniem...
      • mama_wiktora Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 04.11.04, 17:50
        W takiej sytuacji twojej żonie najtrudniej było porozmawiać właśnie z Tobą.
        Łatwiej powiedzieć obcej osobie. Ciężko przyznać się ukochanej osobie do
        takiego stanu ducha. Tu jest anonimowa...
      • linkaa3 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 04.11.04, 18:12
        Pewnie, ze powinna najpierw z Toba porozmawiac, ale wierz mi, czasem latwiej
        anonimowo i innym kobietom.
        Przeciez Ona chce byc idealna mama dla Waszego dziecka. Wg mnie to znaczy, ze
        baardzo Cie i Syna kocha, choc moze milosci do Synka sobie nie uswiadamia
        jeszcze. Jestem jednak przekonana, ze go mocno kocha, inaczej tak by sie nie
        przejmowala.

        Sorki za wtracanie sie w Wasze sprawy.
        Powodzenia i naprawde mocna trzymam kciuki za Wasza Trojke.
        Lilyth, jesli chcesz pogadac o tym co i jak sie czujesz mozesz do mnie pisac na
        priva.
        • kali_jj Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 04.11.04, 18:46
          Lilyth..
          rozumiem Cie.. sama mam takie dni.. może nie w takim stopniu jak Ty.. ale mam
          takie momenty..jestem praiwe osiem miesięcy po porodzie..i kiedy przychodzą
          takie dni.. patrzę na niego-Igo..i wiem,że musze stawić czoła
          wszsytkiemu..także sobie samej!

          I rozmawiaj z mężem, Critter gadaj z żonką! nie koniecznie o tym własnie.. ale
          żeby wiedziała, ze jesteś i zawsze ją wesprzesz..
          ja też czasemnie daję psychiucznie rady..czasem spisuję się na straty..
          ale potem.. z któejś strony nadchodzi pomoc..
          bardzo często ze strony dziewczyn z forum.. mimo tej na pół anonimowości-bo
          jakiś czas uczestniczę w forum.. pomoc ich jest przeogromna.. nie zapomnę że mi
          pomogły w wielu moich "niehumorach"

          pójście do lekarza faktycznie może byc bardzo dobrym wyjściem..
    • olaart Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 04.11.04, 20:57
      Nie jesteś sama. Naprawdę.
      W tym co piszesz widzę siebie sprzed dwóch lat.
      Było okropnie.

      Teraz jest zupełnie inaczejwink

      Acha, zaczęłam w końcu rozumieć o co chodzi mojemu dziecku, gdy .........
      zaczęło mówić wink

      • allga Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 05.11.04, 07:47
        Dobrze, że "się wydało" wink Trzymamy za Waszą Trójkę mocne kciukasy!

        A tak wogle - jesteście wspaniałe, dziewczyny! Że też ja znalazłam forum
        dopiero po urodzeniu dziecka, a nie jeszcze w czasie ciąży... Ale całą ciążę
        nie wierzyłam, że urodzę żywe, zdrowe dziecko, więc lepiej było nie angażować
        się emocjonalnie zbyt wcześnie... Koszmar! Koszmar do n-tej potęgi!
    • lilyth Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 05.11.04, 08:32
      Dziewczyny, czytam wasze odpowiedzi na bieżąco tylko strasznie ciężko mi się
      zebrać i coś napisać.

      Już widziałyście, że czytał to mój mąż. Zostawiłam tę stronkę otwartą, jakoś
      nie miałam odwagi żeby mu powiedzieć "Przeczytaj, proszę". Ale bardzo tego
      chciałam... Przeczytał, chyba coś zrozumiał. Nie mówiliśmy już o tym wiele.
      Powiedział tylko, ze widzial juz dawno co się dzieje, że jest nie tak, tylko
      nie wiedzial jak mi zasugerować że chyba potrzebuję pomocy. Podpowiedział mi że
      najlepiej byloby zadzwonić do naszej poloznej środowiskowej. Pierwszy miesiąc
      po porodzie była u nas prawie codziennie i jest najwspanialszą kobitką na jaką
      mogliśmy trafić. Może będzie znala kogoś, kto się tym zajmuje.

      Powiem wam jeszcze jedno - może to będzie dla was dziwne: ja też jestem czy
      zaraz bedę psychologiem... I nie wiem czy takiej pomocy mi potrzeba. To
      wszystko co mogę od psychologa (który znając żaycie okaze się kimś mniej czy
      bardziej znajomym) usłyszeć - sama wiem. Moze ktos wymysli psychologa dla
      psychologów?
      Samej rozmowy też mi za bardzo nie potrzeba - wolę wygadać się tu na forum z
      kimś kto wiem na 100% że zrozumie. A wielu psychologów jest zbyt zajętych na to
      by zalozyc rodzinę...
      Pytalyscie czy mam jakies dzieciate kolezanki. W ciągu ostatniego roku 4 moje
      bliskie kumpele urodzily dzieci. Ale rozmawiając z nimi dołuję się jeszcze
      bardziej, bo widzę że one wlasciwie swietnie sobie radzą. A moze po prostu
      zadna z nas nie chce sie przyznac ze nie wszystko jest takie rozowe sad
      Juz wolę gadac z moimi bezdzieciatymi przyjaciolkami od serca. Nawet jesli one
      nie zrozumieją. Ale są przy mnie i boli je to, że jest mi źle.

      Chcę wam wsztsrkim tutaj podziękować. Nawet nie sądzialam ze tyle z Was bedzie
      chcialo to przeczytac i tyle sprobuje mi pomóc. Jesteście wspaniałe.
      Nawet nie wiecie, ile dla mnie znaczy uslyszec, ze TAK NIE BĘDZIE ZAWSZE. Ze za
      jakis czas wszystko się ulozy i bede sie potrafila znów cieszyć.
      Dzieki wieczna-gosiu i betty_julcia i wszystkim pozostalym smile

      Aha ethomas, tak jestem z Poznania. Pewnie jak trochę się pozbieram, to będzie
      mi bardzo milo umowic sie na jakieś pogaduchy smile a poki co, czy moglabys
      polecic jakiegos dobrego pediatre tu u nas? Chcialabym pojsc, prywatnie do
      kogos, kto poswieci trochę czasu, obejrzy małego, sprawdzi to co powinno być
      sprawdzone - mam wrażenie że moja lekarka ma za malo czasu i wszystko robi na
      odwal. W gabinecie na kontroli spędziłam ostatnio cale 2 minuty.

      Uciekam - do mojego szczęscia, które mnie przeraża wink
      Trzeba mi czasu zeby wszystko sobie poukładać. Dzieki Wam chyba jakoś troszkę
      uwierzyłam że jeszcze kiedyś będzie dobrze. Z tego wynika że jesteście lepszymi
      psychologami niż ja sama dla siebie smile
      Odezwę się niedługo.



      • goch007 Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 05.11.04, 09:49
        Ja jestem młodą mamą i lekarzem i też mam doła, z którym nie mogę sobie
        poradzić. Boję się go nazwać depresją. Wiem,że brakuje mi kontaktów z ludźmi,
        prawie nigdzie nie wychodzę bez małej, mój mąz (też lekarz) ciągle w pracy, a
        ja wiecznie smutna i zrzędząca, za co siebie nienawidzę. Wiem, że nie mam
        powodów do zmartwień - córeczka jak marzenie, zdrowa, grzeczna, ale nie mam
        prawie żadnych znajomych i samotność mnie dobija...
      • ethomas Re: Tak mi strasznie źle... :((((((((((( 05.11.04, 12:42
        lilyth napisała:


        > Aha ethomas, tak jestem z Poznania. Pewnie jak trochę się pozbieram, to będzie
        > mi bardzo milo umowic sie na jakieś pogaduchy smile a poki co, czy moglabys
        > polecic jakiegos dobrego pediatre tu u nas? Chcialabym pojsc, prywatnie do
        > kogos, kto poswieci trochę czasu, obejrzy małego, sprawdzi to co powinno być
        > sprawdzone - mam wrażenie że moja lekarka ma za malo czasu i wszystko robi na
        > odwal. W gabinecie na kontroli spędziłam ostatnio cale 2 minuty.

        Napiszę tutaj, bo nie wiem czy odbierasz pocztę smile)

        Mam takiego jednego lekarza... jest dość specyficzny w obejściu, ale do tego
        trzeba się przyzwyczaić. To człowiek starej daty, były ordynator w szpitalu
        dziecięcym na Krysiewicza. Przyjmuje w poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki w
        godz. 17-19, w Poznaniu, Na Stoku 5 (to przy Cytadeli, wjeżdża się za budynkiem
        Alianz). Nazywa się Eugeniusz Błaszczyk, tel. 852-42-75

        Ma taki system. Do roku chce widzieć dziecko co miesiąc, niezależnie czy coś się
        dzieje czy nie, a po roku już tylko w razie potrzeby. Wizyta kosztuje 40zł.

        Polecam Ci do niego zajrzeć. Musisz sama ocenić czy będzie Wam odpowiadał. Na
        pewno nie można mu zarzucić braku dbałości o nasze pociechy.

        A! Jeszcze jedno. Z reguły jest wrogiem antybiotyków. Na dzień dzisiejszy gdzie
        większość woli go zapisać i mieć spokój, on zaczyna od łagodniejszych środków.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka