irma223
13.03.22, 17:01
Tak czy siak robi się nerwowo.
Zbombardowano Międzynarodowe Centrum Operacji Pokojowych i Bezpieczeństwa, zaledwie - jedni piszą 27, inni piszą 17 - km od granicy z Polską. Wybuchy było widać w Polsce, na Polskim nocnym niebie.
W czwartek wieczorem, o ok. godz. 23-ciej w Zagrzebiu, czyli w stolicy Chorwacji rozbił się bezzałogowy odrzutowiec produkcji ZSRR TU-141, długości ponad 14 m, rozpiętości skrzydeł ponad 3 m, zdolny do maksymalnej prędkości 1100 km/h.
Ukraina podobno używała podobnych w 2014 r, ale teraz się nie przyznaje, że to miałoby być ich. Rosja też się nie przyznaje. Wleciało to coś sobie z Ukrainy nad Rumunię, potem nad Węgry, a potem nad Chorwację. A potem się rozbiło w odległości 570 km od granicy z Ukrainą.
Powstał lej o głębokości 1 m, średnicy 3 m. Ponoć spadło z braku paliwa.
Piszą, że znaleziono przy szczątkach tego samolotu bezzałogowego także 2 spadochrony oraz szczątki pocisku.
I nikt niczego nie zauważył. Po prostu mieszkańcy okolicy w czwartek wieczorem usłyszeli huk, a w piątek rano przechodnie mogli zobaczyć przyczynę huku.
To jak tak sobie tam wszystko dookoła lata, jak chce, to ja się pytam, dlaczego nie można zrobić czegoś, o co prosi prawny, formalny i faktyczny prezydent samodzielnego i niepodległego kraju?
Ukraina nie jest w stanie wojny z nikim, z Rosją też nie, o czym słyszeliśmy od samego ministra spraw zagranicznych Rosji, Ławrowa. Rosja Ukrainie nie wypowiedziała wojny. Ani państwom NATO.
Prezydent Ukrainy zauważa, że jacyś nieokreśleni terroryści latają mu nad głową i wyrządzają straty, w ludziach i substancji materialnej. Prosi, by mu podesłać samoloty lub pomóc przypilnować jego przestrzeni powietrznej.
Czemu tego by nie zrobić?
570 km od granicy z Ukrainą, to tyle, co z Przemyśla do Legnicy.
Albo z Przemyśla do Poznania i dalej.
Albo z Przemyśla do Bydgoszczy i dalej.
Putin nie pierwszy raz wygraża Polsce.
Gdybyśmy się bali jego gróźb w 1998 czy w 1999 roku, to byśmy do tego NATO wcale wtedy nie weszli. A przecież na ostatnim etapie przed naszym wstąpieniem do NATO też ostro Polsce wygrażał.
Też szło o to, że zbyt blisko NATO podchodzi po jego granice i Rosja się na to nie godzi i "adekwatnie odpowie", bo to "stan zagrożenia dla Rosji".
Gdybyśmy wtedy do NATO nie weszli, to moglibyśmy być w takiej samej sytuacji, jak obecnie Ukraina.