ukulele129
20.05.22, 15:02
Sytuacja z mojego bloku - nikt mi bliski ale jednak sasiedzi.
Malzenstwo lat okolo 50 dostało zaproszenie na wesele. On chory na gruźlicę ale po szpitalu - juz niepradkujacy lecz nadal na lekach. Leki, ktore bierze sporadycznie powodują u niego kilkudniową biegunkę. Odstawia wtedy leki- dochodzi do siebie i wraca do lekow. No i stało sie to niestety w dzien wesela. On - rano biegunka, temperatura, tachykardia... O udziale w weselu nie bylo mowy. W tej sytuacji jego zona poszla do kosciola, dala mlodym kwiaty i kopertę, przeprosila i wrocila do domu. Wydawaloby się, ze wszystko zostalo załatwione. Od ślubu minęly 2 miesiace. Mlodzi odwiedzajac niedawno sasiadow napomknęli, ze na ich talerzykach stracili 650 zl. Oczywiscie znali powod ich nieobecnosci i co wiecej jeszcze przed weselem zostali poinformowani, ze w najgorszej opcji tak się moze zdarzyc.
Co byscie zrobiły? Jak zareagować na taką uwagę? Sasiedzi sa tak oburzeni, ze rozwazaja oddanie im tych pieniędzy (choc przypominam w dniu slubu zona kopertę wreczyła).