anvalley
23.06.22, 11:40
Pisałam już kiedyś o matce, która współuzależniona zdecydowała się zostać z ojcem alkoholikiem. W konsekwencji kontakty bardzo ostygły, nie odwiedzam rodzinnego domu od 10 lat, z matką z racji odległości (ponad 300km) utrzymuję kontakt telefoniczny, a i to nie za często i niezbyt chętnie, bo bywa bardzo męczący. Do matki niestety nic nie dociera - ani moje stanowcze odmowy odwiedzin, ani tłumaczenia, generalnie nic. Ostatnio zdrowie ojca się konkretnie posypało (marskość wątroby - czemu mnie to nie dziwi) i matka w rozmowie z moim mężem i teściową napomknęła im, że ona go przecież nie zostawi, bo on jest taki sam, nikogo nie ma itd. potem jeszcze gdy moja córka pojechała do teściowej na kilka dni (mieszkają z matką w tym samym mieście) to powiedziała, że nie może być z nimi na spotkaniu za długo "bo musi się opiekować chorym mężem" (córka przyjechała po raz pierwszy od 2 lat).
Meritum: dzisiaj dzwoni do mnie że ma prośbę, bo ona tyle rzeczy dla mnie zrobiła i chciałaby teraz żebym coś ja zrobiła: żebym zadzwoniła do ojca z życzeniami na Dzień Ojca (a ja od 10 lat go nie widziałam i nie rozmawiałam), stanowczo odmówiłam, powiedziałam że skoro wybrała żeby z nim być, to niech sobie będzie, ale mnie ma w to nie mieszać, a ona uderza w tony, żebym zrobiła to dla niej, bo jej tak bardzo zależy itd... Ręce mi opadły. Wkurzyłam się i pomyślałam że chyba nadszedł czas żeby bardziej ograniczyć kontakty bo już zaczynam mieć dość. Zamiast matka coś zrozumieć przez te lata, to zaczyna być coraz gorzej. Stwierdziłam, że ten "kontakt" jest tylko dla mnie problemem, że dosłownie się duszę, że dosyć tego i że lepiej już raczej niestety nie będzie - i napisałam w krótkich słowach, że przesadziła, że wystarczy i żeby po prostu już dała mi i mojej rodzinie spokój. Wygadałam się. Pewnie część z was pomyśli: no co ty, przecież to matka, ona nie chce źle, itd. ale może znajdzie się też ktoś to mnie rozumie.