ja_wdolku
05.08.23, 13:53
Piszę bo jestem w totalnym dołku. Mam 36 lat, jestem w drugiej ciąży z mężem. Starsza córka ma 11 lat. Małżeństwo to raczej jednostronna relacja, w której od początku dostaje po dupie. Brak zaangażowania meza to jak sądzę brak jego uczuć do mnie. Traktuje mnie raczej jak wroga. Nie jestem aniołem ale przez te ponad 11 lat zawsze byłam lojalna i uczciwa. Maz zdradził mnie jak starsza córka miala pol roku. Kłóciliśmy się strasznie i nie mogliśmy znaleźć wspólnej drogi. W ogole nie umiemy ze sobą rozmawiać do dziś. Jakos przeszłam tamten okres. W międzyczasie maz wyjeżdżał za granicę do pracy. Nie ufałam mu. Sprawdzalam tel, rozmowy. Niestety zawsze coś znalazlam. Jakieś flirty, zdjęcia, szukanie atrakcji. Jestem glupia bo za każdym razem przełykałam żal i jakoś to trwało. Wrocil na stałe do Polski. Poczułam jakas chwilowa stabilizację, chociaż w domu bywał wyłącznie na weekendy i średnio raz w tygodniu na wieczor. Bywało lepiej i gorzej. Te lepsze momenty chyba to wszystko dźwigały. Maz sie nie angażuje w życie rodzinne. Nie pomaga mi, nie wykazuje w sumie zainteresowania. Mam wrażenie, a właściwie jestem pewna, że unika domu bo unika mnie. Jakimś cudem zaszłam w ciążę, chociaż ani tego nie planowałam ani nie chciałam. Od samego początku czuje się odtrącona. Wszystko jest ważniejsze. Począwszy od pracy, na kolegach kończąc. Telefonu nie sprawdzałam już od jakiegoś czasu. Nie dlatego ze zaufałam ale dlatego, że balam sie ze znów cos znajdę. Dzis mój maz odpalił Fb. Leżeliśmy obok siebie więc nie trudno bylo zobaczyć zdjecie roznegliżowanej pani. I takie obrazki widywałam, ale dziś wyrwałam ten tel i zobaczylam, że mój mąż jest członkiem grupy anonsów towarzyskich. Cos we mnie pękło, bo tego juz przypadkiem nie da się zrobić. Do takiej grupy trzeba intencjonalnie dołączyć, wysłać zaproszenie a nawet odpowiedzieć na pytania z ankiety. Nie chcę już z nim być. Czuję się doslownie jak gowno. Jakbym na siłę go zmuszała do tkwienia w tym "malzenstwie". Gdybym miała dokąd to jeszcze dziś bym się spakowała i poszla. Chcę się rozwiezc i nic nawet od niego juz nie oczekiwać. Boje się tylko, że nie dostanę rozwodu bo jestem w ciazy I nie mam formalnie żadnego dochodu. Pracuje "na czarno" . Nie chcę, żeby decyzja o rozwodzie obróciła się przeciwko mnie i żeby córka byla zmuszona zostać z ojcem, bo od samego początku to ja się nią zajmuje i nie wyobrazam sobie żeby to się zmieniło. Nie chcę nawet wywlekać brudów. Chcę jak najszybciej to przerwać, bo czuje ze te wszystkie lata mnie zniszczyły doszczętnie. Przestaje się cieszyć z czegokolwiek. Przestaje mi się chcieć żyć. Błagam doradźcie mi jak to rozwiązać. Wiem ze jestem glupia i powinnam byla dawno to zakończyć, ale to chyba brak sił mi na to nie pozwolił.