manala
06.12.23, 23:03
Nie sądziłam, że coś takiego napiszę.
Pomijam przygotowania - zakupy, sprzątanie, gotowanie - które w większości spadają na mnie. Kiedyś jednak była jakaś motywacja . Zapraszałam mamę, była kolacja, wychodzenie w poszukiwaniu Mikołaja i radość z otwierania prezentów. Z rozżewnieniem patrzę na filmik gdzie młoda klaszcze i podskakuje na widok lalki z Biedronki, którą dostała od babci.
Babci już nie ma. Za to mam nastolatki. Prezentów raczej nie kupuję już w ciemno (przynajmniej w przypadku starszej). A ta już w wakacje oznajmiła co chce na święta. Przełknęłam, choć wybór mnie nie zachwyca. Natomiast wiem, że chce to od dłuższego czasu, a święta to czas spełniania marzeń...
Tyle, że mąż dość głośno wyraża swoje niezadowolenie z kosztów prezentu (tak, młóda też słyszy). Dziś młody (lat 11) oznajmił mi co chce. Z dwoma z tych rzeczy nie mam większego problemu...ale trzecia mi się zwyczajnie nie podoba (chodzi o dres tech fleece) i tak też mu powiedziałam. Nie uważam, że w wieku 11 lat trzeba nosić bluzy za 300zł). No i się zaczęło. Bo jej to kupujesz..itd...
Bardzo mnie to zabolało. Młody ma co chce, w tym markowe ciuchy i buty (te jednak kupuję okazyjnie, zwykle za ułamek ceny pierwotnej).
I zastanawiam się - jaki to wszystko ma sens? Do wigilii jeszcze daleko, a już jakieś zgrzyty o prezenty są.
Marzą mi się święta bez świąt. Gdzieś w innym kraju, bez gotowania i żarcia, bez tych cholernych prezentów, które coraz trudniej jest kupić. Z butelką dobrego wina, gdzieś na samotnej plaży.