Dodaj do ulubionych

Warszawska bieda…

06.12.24, 07:54
Zawsze szokują mnie podobne artykuły, gdzie broni się zostawianie dzieci w ruderach, bez wody, łazienki, pod opieką rodziców którzy mają na papierosy, ale nie na jedzenie.
XXI wiek. Centrum Warszawy. Słabo mi, jak to czytam.

“ Dlaczego tak bronimy dzieci przed domem dziecka? Wielu ludzi uważa, że skoro rodzina jest dysfunkcyjna, to dzieci należy zabrać do placówki.
Badania, statystyki i nasze doświadczenia mówią co innego. Lepiej jest pracować z niewydolną rodziną i utrzymać w niej dziecko, niż je rodzicom odebrać. Więzi z najbliższymi są głównym atrybutem, dzięki któremu dziecko się rozwija. Nawet jeśli relacje są pokraczne, ważne, żeby nie zostały zerwane. Najlepiej dla rozwoju dziecka jest, kiedy ono pozostaje w swojej rodzinie, szkole i środowisku lokalnym.”

Dalej jest jeszcze ciekawiej - dziecko nie rozumie co mówi nauczyciel, bo w domu się nie rozmawia, ale nie, zostawmy dzieci z takimi rodzicami, bo “więź” najważniejsza.
Reszta artykułu:
Tekst linku
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:05
      Mnie to zaproponowała gazeta na fb. Bardzo fajne komentarze były.
    • andaba Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:12
      A mnie szokuje, że można być tak bezmyślnym, żeby uważać że własne łóżko, czyste portki i trzy posiłki więcej znaczą dla przeciętnego dziecka niż rodzina, nawet mocno dysfunkcyjna.

      Znasz tak dużo osób dobrze funkcjonujących i szczęśliwych, wychowanych w domach dziecka?

      • marta.graca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:16
        Nie no, po co dziecku ubranie, łóżko i jedzenie? Naje się dysfunkcjami i zrytą będzie miało głowę na zawsze, ale co tam, to tylko dziecko.
        • ichi51e Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:23
          Możnaby założyć że dom dziecka lepszy gdybyśmy mieli pewność że tam nie ma patologii - niestety często bywa i dzieciak wpada z deszczu pod runne
          • andaba Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:30
            Nie, to nawet nie to, domy dziecka są coraz lepiej prowadzone, kontrolowane i nadzorowane. Prawdopodobieństwo, że się tam dziecku będzie działa krzywda (nie licząc prześladowania ze strony rówieśników, bo to jest trudne do wypełnienia w każdym środowisku) jest niewielka.
        • andaba Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:25
          Nie "tylko dziecko", ale "dziecko". Dla dziecka posiadanie matki, czy innej osoby bliskiej jest ważniejsze od powyższych.

          Ktoś kto tego nie rozumie albo wychował się w warunkach cieplarnianych i uważa, że wszystko co poniżej to krzywda, albo w rodzinie tak dysfunkcyjnej i krzywdzącej, że wolał, żeby go wzięli.

          I tak, zgadzam się z tym, żeby takie rodziny monitorować, nadzorować, wspierać, ale żeby dziecko zostało w domu, bo w domach dziecka nie ma szczęśliwych dzieci.
          A adopcja nie jest prostą sprawą, bo nawet gdyby sądownie zabierać wszystkim niewydolnym rodzicom prawa rodzicielskie, to ludzie się nie Rea do brania kilkulatków z bagażem doświadczeń, a nawet jak biorą to się to różnie kończy.
          • thank_you Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:43
            Ty w ogóle czytałaś ten artykuł? Ja czytałam, dwa lata temu, a pamiętam jego fragmenty do dziś. On opisuje dzieci, które są brudne, śmierdzące, takie, które nie widziały widelca w swoim 7-letnim życiu, skrajnie zaniedbane zdrowotnie, edukacyjnie i emocjonalnie. Co ty chcesz tu nadzorować? Przy takiej patologii asystent rodziny 24h/d to za mało.
            • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:50
              Ja sie zastanawiam - dlaczego, jeżeli jest to taka patologia - te dzieci są tam kilka czy więcej lat. Bo jak jest tylko bieda i niewydolność - trzeba pomóc rodzinie. Ale z patologii już zabierać.
              Tylko czy my mamy alternatywę? Dzieci z takiej patologii nie są targetem osób chcących adoptować. Tam masz w pakiecie FAS/RAD i inne upośledzenia. A u nas niestety jest problem z opieką nad takimi dziećmi. Specjalistycznych RZ jest bardzo mało. A swego czasu ( nie wiem czy coś się zmieniło ) jak zgłaszała się taka rodzina a była z innego województwa niż dziecko - to nie dawali.
              • thank_you Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:55
                Arwena, masz niedaleko - 10 minut drogi i jesteś na Podchorążych. Zabłądź kiedyś w jedno z tych podwórek, to przekonasz się czy to „tylko” bieda czy totalna patologia.
                • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:02
                  Ale ja piszę ogólnie. Wiesz ja tam bywam, chociaż teraz rzadko akurat. Niedaleko siedzibę ma Fundacja SwK. I w okolicznych blokach mają swoich podopiecznych też. Tam różni ludzie mieszkają. Chyba sporo lokali socjalnych jest
              • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:34
                > Ja sie zastanawiam - dlaczego, jeżeli jest to taka patologia - te dzieci są tam kilka czy więcej lat.

                Bo się "pracuje". Dwa lata, cztery, pięć, sześć... Jeśli nie ma zagrożenia życia dziecka, nagłego kryzysu, a jest "tylko" przewlekła patologia odebranie trwa długie lata. Bo odebranie to "ostateczność" (a poza tym nie ma rodzin zastępczych - a czemu nie ma? A bo system pracuje na to, by ich nie było), a poza tym powinno się skończyć "reintegracją". No i jest reintegracja. Bywa ich nawet kilka.

                Problem w tym, że dziecko w tym czasie nie jest zamrożone, tylko z niedożywionego, brudnego, niemówiącego kilkulatka stało się dziesięciolatkiem z głębokimi dysfunkcjami, być może też zaburzeniami więzi i może być już nie do odratowania.
                • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:37
                  Tak zgadzam sie - tylko u nas się wylewa dziecko z kąpielą. Albo odbierać wszystkim jak leci albo nikomu.
                  I nawet jak się odbierze - to patologii daje się szanse, bo może mamusia czy tatuś raz na rok zechce dziecko odwiedzić.
                  • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:03
                    arwena_111 napisała:

                    > Tak zgadzam sie - tylko u nas się wylewa dziecko z kąpielą. Albo odbierać wszys
                    > tkim jak leci

                    Ale którym "wszystkim jak leci" dotąd odebrano? W sensie gdzie te tłumy niezasadnie odebranych dzieci?
                    • turzyca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 13:13
                      >Ale którym "wszystkim jak leci" dotąd odebrano? W sensie gdzie te tłumy niezasadnie odebranych dzieci?

                      Statystycznie rzecz biorąc odbieramy dzieci częściej niż europejskie państwa słynące z tego procederu jak Szwecja, Norwegia czy Niemcy.

                      Jednocześnie niestety odbieramy je na pół gwizdka, nie traktujemy tego jak rozwiązania ostatecznego, od którego nie ma już odwrotu, tylko co i rusz dajemy szansę, kierujemy się opinią biorodziców jeśli chodzi o pieczę. Państwo z rozmiękłej tektury.
                      • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 13:45
                        Z postu Arweny tak to brzmi, jakby dzieci były odbierane bezpodstawnie ("wszystkim jak leci"). No i z tym to się jednak zgodzić nie mogę. Nie są.
                      • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:12
                        Bo to tylko statystyka. W szwecji rodzina, która ma problemy dostaje znak, ze jak się nie poprawi to dziecko zostanie odebrane. Tam się działa na poczatku drogi....
                        U nas się odbiera jak taki dzieciak np. zostanie bardzo pobity (po latach bicia) albo zostawiony sam i sąsiedzi zareagują, że Wojtek od 3 tygodni sam w domu.
                        Dzieci spędzają w Domach Dziecka lata swojego dzieciństwa i wiekszosc z nich nie ma uregulowanej sytuacji.
                      • pseudo_stokrotka Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:20
                        turzyca napisała:

                        >
                        > Statystycznie rzecz biorąc odbieramy dzieci częściej niż europejskie państwa sł
                        > ynące z tego procederu jak Szwecja, Norwegia czy Niemcy.

                        Jakieś źródło można prosić?

                        > Jednocześnie niestety odbieramy je na pół gwizdka, nie traktujemy tego jak rozw
                        > iązania ostatecznego, od którego nie ma już odwrotu

                        Nie wiem jak w Szwecji i Norwegii, ale w Niemczech też nie jest to rozwiązanie ostateczne. Mam w swoich klasach trójkę dzieci, które są w niemieckim domu dziecka, od czasu do czasu wracają do rodziców, po kolejnym pobiciu lub innym incydencie wracają "do siebie", do DD.
                        System może być inny, ludzie są w większości tacy sami.
                  • sanciasancia Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 14:28
                    W Polsce się właściwie nie odbiera dzieci. Nawet patologii.
                  • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:09
                    A kto pisze o odbieraniu wszystkim jak leci? Na głowe upadłaś?
                    W PL nie odbiera się prawie wcale dzieci!!!
                    Jakbyś miała ochotę dowiedzieć się jak jest realnie....to byś się dowiedziała, ze nawet te dzieci w DD nie są dziecmi, które moga isc do adopcji. Ich rodzice nie mają całkowiecie odebranych praw.
                    I często trafiają do DD nie dlatego, ze wyrwano jej z objec mamusi...ale np dlatego, ze rodzice poszli w tanko i zostawili 7latka samego na 3 tygodnie.
                    A jak wrócili i się okazało ze dziecka nie ma (trafił do pieczy zastępczej) to się nawet nie przejęli. Dzisiaj chłopak ma 15 lat, mieszka w DD i rodzice nie mają odebranych praw...czyli do 18 bedzie w DD. NIkt mu nie dał szansy
              • szpil1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:49
                arwena_111 napisała:

                > Ja sie zastanawiam - dlaczego, jeżeli jest to taka patologia - te dzieci są tam
                > kilka czy więcej lat.

                Bo takie andaby uważają, że rodzina najważniejsza, a nie jakieś tam fanaberie jak czysta pościel, posiłki i spokój w domu. Mnóstwo jest takich andab.
                • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:09
                  Niestety w domach dziecka też bywa patologia.
                  Ale jest jeszcze jedno - taki dzieciak w wieku 18/19 lat lub do 25 roku życia, jeżeli się uczy - dostaje jakąś kasę i opuszcza dom dziecka/pieczę zastępczą. Nie ma mieszkania/pracy nie umie sam gospodarować pieniędzmi - i co? Idzie w jedyne miejsce które zna - czyli do domu rodzinnego.
                  Mieszkań treningowych jest mało - o wiele za mało.
            • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:48
              Ona chce pilnować zeby tatuś pijak chodził do AA. Samo chodzenia do AA (siłą zaciągany ten tatuś) jak wiadomo cudownie leczy z alkoholizmu...
            • pupu111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 23:46
              Ale co takiego strasznego w byciu brudnym? Ja tez znaczną czesc dzieciństwa byłam brudna, nie było komputerów, biegałam po ogrodzie większosc dnia, nieraz w kałuzy się taplałysmy dla zabawy. Pies przybiegł, oparł sie łapami, żyjemy w chorych czasach, kiedys ludzie byli znacznie bardziej szczęsliwi i normalni, a to wyszukiwanie "patologii" to jest na zasadzie, ze ludzie lubią się poczuc lepsi od drugiego. Nie wiem co oznacza zaniedbanie zdrowotne, ale niejeden by uznał pewnie brak jakiegos szczepienia albo niedawanie antybiotyku na wszystko. Ja jestem pewna, ze mozna byc bardzo szczęsliwym nawet w całkiem biednej rodzinie, bo znam wiele takich osób i one często sa lepszymi ludzmi w dorosłym zyciu bo mają bagaz różnych doświadczeń. Domy dziecka to jest dopiero zbiorowisko patologii i to do potęgi entej. Trzeba w ogóle nie miec wyobrazni zeby tak pisac.
              • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 07:38
                No cóż, nawet nie wiem jak skomentować twoje "mądrości".
              • memphis90 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:16
                >Nie wiem co oznacza zaniedbanie >zdrowotne, ale niejeden by uznał >pewnie brak jakiegos szczepienia albo >niedawanie antybiotyku na wszystko
                Być może dla Ciebie zaniedbanie zdrowotne oznacza „brak antybiotyku na wszystko”, ale bynajmniej nie jest to definicja, którą posługuje sie MOPS.
              • elinborg Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 10:15
                Nie wiesz, co to patologia, tak? Bicie, znęcanie się, głodzenie, brak opieki, wykorzystywanie seksualne- to pierwsze z brzegu. Nigdy nie słyszałaś, nic o tym nie wiesz?
                Co innego bawić się w kałuży z psem, co innego w głodzie i chłodzie siedzieć na podwórku, bo tatko zachlał i tłucze matkę, wiec mu się schodzi z drogi, zeby samemu nie zarobić.
            • lillyinchains Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 19:22
              Racja, thank_you
              I tak wymieniłaś tylko kosmetyczne bolączki i oznaki tego, że większość takich dzieci z tak scharakteryzowanych domów, zaznaje przemocy z molestowaniem włącznie.

              napisała:

              > Ty w ogóle czytałaś ten artykuł? Ja czytałam, dwa lata temu, a pamiętam jego fr
              > agmenty do dziś. On opisuje dzieci, które są brudne, śmierdzące, takie, które n
              > ie widziały widelca w swoim 7-letnim życiu, skrajnie zaniedbane zdrowotnie, edu
              > kacyjnie i emocjonalnie. Co ty chcesz tu nadzorować? Przy takiej patologii asys
              > tent rodziny 24h/d to za mało.
          • nick_z_desperacji Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:55
            Gdyby os wiecznie nachlanych rodziców zabierać kilkumiesięczne a nie kilkulatnie, to i na adopcję by się chętni znaleźli i bagażu doświadczeń by nie było.
            • thank_you Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:57
              👍
            • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:03
              Chyba żartujesz. Wiecznie nachlany rodzic = dziecko z FAS/RAD i innymi zaburzeniami. No kolejki się po takie dzieci ustawiają.
          • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:06
            >Dla dziecka posiadanie matki, czy innej >osoby bliskiej jest ważniejsze od >powyższych.
            Dziecko może nawet nie mieć świadomości, że można inaczej… Że ojciec nie musi rzygac do garnka z obiadem dla całej rodziny. Że można nie być kopanym w nerki albo że nie każdy rodzic gasi papierosy na ręce własnego dziecka. Że matka nie musi stręczyć własnego dziecka kumplom za wódkę i fajki. I tak dalej…

            >żeby dziecko zostało w domu, bo w >domach dziecka nie ma szczęśliwych >dzieci.
            Ja wspieram Wioski Dziecięce i dzieci wyglądają na szczęśliwe i zadbane… 🤔
            • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:14
              A widziałaś tam dzieci z FAS/RAD - bo raczej takie tam nie są kierowane.
              • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:49
                Ja widziałam. Podpowiem, w jednym DD jest 4 braci, kązdy ma FAS, kolejna 5 tej samej pijaczki mamusi w innych DD. Ona pije, rodzi....i traci dzieci. I rodzi dalej...
                • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:02
                  Czyli pozostaje tylko przymusowa sterylizacja. Tego zabrania prawo i etyka. I pytanie czy tylko alkoholików? Czy upośledzonych też itd.
                  Zdaje się, że Szwecja próbowała tego w latach 70?
                  • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:37
                    Ale te dzieci odebrane bardzo wczesnie miałaby lepsze rokowania. A tu odbierane były mając 7,8, 9 lat....kolejne też tak póxno, mimo ze wiadomo, że rodzina niewydolna, alkoholowa i przemocowa.
                  • turzyca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:43
                    >Czyli pozostaje tylko przymusowa sterylizacja. Tego zabrania prawo i etyka. I pytanie czy tylko alkoholików?

                    Ale antykoncepcja jest czymś innym niż trwałe ubezpłodnienie. Dołóżmy do tego przekupstwo typu "200 złotych miesięcznie przez trzy miesiące po zastrzyku* antykoncepcyjnym".
                    Tylko że zastrzyk musi być za darmo i realistycznie dostępny, co w Polsce powiatowej jest śmieszną mrzonką. A poza tym jest sprzeczne z całym podejściem do antykoncpecji.


                    *) Zastrzyk nie implant lub spirala, bo zastrzyku nie da się wyciągnąć na własną rekę.
                • spirit_of_africa Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 16:41
                  w liceum byłam wolontariuszka w Domu Małego Dziecka (taka placówka dla dzieci w wieku 0-6 lat, szczęśliwie zlikwidowali ten typ DD) i tam była matka która co roku niemalże „zasila” grono podopiecznych swoim kolejnym dzieckiem. Wszystkie miały FAS. Jak kończyłam ten wolontariat to w była tam 6 jej dzieci, na kolejne czekali, a 2 była przeniesiona do innego DD
              • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:49
                27% dzieci będących pod opieką Wiosek Dziecięcych ma zdiagnozowany FAS.
                media.wioskisos.org/108265-w-swiatowy-dzien-fas-stowarzyszenie-sos-wioski-dzieciece-przestrzega-kobiety-w-ciazy-przed-nieuleczalnymi-skutkami-picia-alkoholu
        • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:34
          O bosze...miłośc najważniejza. Taka chlająca mamusia i kolejny jej partenr albo rodzony ajciec bijący i pijący dają tyyyyyyyyyyyyyyle miłości dziecku, że ono już głodu nawet nie czuje
      • vasaro Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:23
        Znam. Nawet bardzo dobrze znam.
        I znam też te z drugiego bieguna. I mogę porównać. I tak. Spodnie, czyste łóżko, ba w ogóle łóżko i brak głodu wygrało.
        • andaba Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:28
          A ja nie znam.
          Natomiast znam dużo ludzi, którzy wychowali się w warunkach, z których ematki by ich zabrały, a jednak funkcjonują, mają rodziny, dziś już wnuki, i nawet nie mają nałogów, może poza papierosami (podobnie jak sporo wąskich specjalistek z dobrych domów).
          • madame_edith Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:34
            Ale tu chyba nie chodzi o warunki tylko i wyłącznie, ale priorytety takich rodziców, którzy na fajki i browary mają, a na jedzenie dla dzieci nie. Kochający rodzice choćby i najbiedniejsi są zawsze dla dziecka lepsi niż DD, ale założenie, że każdy pijak i patol jest kochającym rodzicem jest bzdurą.
            • andaba Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:39
              Wiesz, cudowna, ale biedna rodzina to mit, zawsze tam gdzie nie ma kasy na nic jest albo nałóg, albo niepełnosprawność umysłowa rodziców. Ale dla dziecka taka rodzina to wszystko i jeżeli nie ma skrajnej patologii czyli maltretowania, molestowania, prowadzenia meliny, a "jedynie" picie ważniejsze od obiadu to z pomocą opieki społecznej da się coś z tym zrobić.
              • marta.graca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:42
                Przecież nałóg czy niepełnosprawność umysłowa rodziców to jest własnie patologia, a taka rodzina to nie miejsce dla dziecka. "Jedynie" picie ważniejsze od obiadu, co to za problem?
                • andaba Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:50
                  Jest problem, który można spróbować rozwiązać nie zabierając dziecka. Tylko trzeba zaangażowania, na pewno łatwiej zabrać dzieciaka, starzy niech się zapiją, a co za problem, że dziecko nieszczęśliwe? Czyste, nakarmione, niech nie marudzi!
                  • marta.graca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:52
                    A z rodzicami pijakami, którzy często się znęcają psychicznie i fizycznie, będzie taakie szczęsliwe...
                    • andaba Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:57
                      Zależy jak bardzo się znęcają. Czy jest to maltretowanie, czy klaps w złości.

                      Może jesteś z tych, których nikt nigdy palcem nie tknął, a ja, jak zresztą większość rówieśników lanie nieraz dostałam i absolutnie nie byłabym szczęśliwa, jakby mnie z tego powodu rodzicom zabrali.
                      • marta.graca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:08
                        Błagam, sam fakt posiadania rodzica pijaka już się odbija na dziecku. A jak do tego jest przemoc, to już w ogóle dramat dla dziecka.
                      • chicarica Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:13
                        Nikt nikomu nie zabiera dzieci za klapsa. Rzewne opowieści meneli o miłości do dzieci też można sobie między bajki włożyć. W większości przypadków cała ta walka o dzieci sprowadza się do walki o 800+.
                      • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:17
                        >Zależy jak bardzo się
                        >znęcają
                        Jak się znęca tylko troszeczkę, to dziecko wytrzyma, prawda…? 🤦‍♀️
                      • natalia.nat Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 15:41
                        andaba napisała:

                        > Zależy jak bardzo się znęcają. Czy jest to maltretowanie, czy klaps w złości.

                        A co to za brednie? Widocznie sama jesteś rodzicem, który stosował przemoc fizyczną i dlatego bagatelizujesz "klapsy w złości". Od 2010 r. w Polsce obowiązuje prawny zakaz stosowania wobec dzieci kar cielesnych, w tym także klapsów. Znęcanie nad słabszym zależnym od siebie dzieckiem, bo ktoś nie radzi sobie z emocjami, jest złe i nie ma usprawiedliwienia.

                      • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:18
                        Oho kolejna fanka klapsów...chłop ci moze strzelić klapsa w złości?
                    • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:11
                      Wiesz, pamiętam mojego kolegę z podstawówki. W sumie był z nami tylko rok - bo w 8 klasie, ale mieszkał w bloku obok - więc widywaliśmy się i później.
                      Nikt nie wiedział co się tam dzieje, dopóki nie przyjechała policja, karetka. Mieliśmy już chyba wtedy po 17 lat. Okazało się, że ojciec chlał i bił matkę. Pewnego dnia, mój kolega stanął w obronie matki - dostał kosę w brzuch. Policja ojca zabrała i chyba już nigdy nie wrócił. On przeżył, skończył studia.
                      Dlaczego matka nie odeszła od oprawcy? Pewnie nie miała gdzie, dlaczego policja i opieka nic nie zrobiły? Nie wiem czy wiedzieli. Sąsiedzi? Podobno nikt nic nie słyszał.
                      A tam bieda aż piszczała - ale po nim nie było tego widać w szkole. Trenował coś, jeździł na obozy sportowe. To był początek lat 90 - w szkole nie wyróżniał się ubraniem czy zachowaniem.
                      Po tej akcji, sąsiedzi bardzo pomogli - ktoś dał firanki, ktoś dał pościel itd. Pamiętam, że ta kobieta była bardzo zawstydzona sytuacją, ale pomoc po początkowych oporach przyjmowała.
                      Jeżeli w domu jest choć jeden rodzic dbający o dzieci - to dzieci powinny być z nim. Agresor powinien zostać usunięty - nawet na bruk. Nie mam z tym problemu. A pomoc powinna być systemowa - praca z całą rodziną. Bo zabranie agresora i zostawienie osoby, która bez pomocy sama nie da rady - to bez sensu.
                      • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:03
                        > Jeżeli w domu jest choć jeden rodzic dbający o dzieci - to dzieci powinny być z nim.

                        Pod warunkiem, że dziecko nie jest w domu zagrożone. A jeśli w domu oprócz tego rodzica dbającego jest przemocowiec, zagrożone jest. Co jasno wynika z twojego opowiadania. "Dostał kosę w brzuch, przeżył, skończył studia" - no a jakby nie przeżył? Zatem jeśli ten "rodzic dbający" (matka w praktyce) nie umie odejść od tego, który stwarza zagrożenie, dziecka w takim domu być nie powinno.
                        • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:13
                          No a gdzie miała iść? Pod most? Pamiętaj, że mówimy o roku mniej więcej 92?
                          To agresora trzeba usunąć. A wtedy albo mieszkanie było na 99% spółdzielcze lokatorskie - na jedną osobę, mógł to być ojciec.
                          Teraz chyba jest ustawa, ze oprawcę sie wyprowadza, nawet jak jego mieszkanie. wtedy takiej nie było.
                          • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:21
                            Ale tu nie chodzi o tę matkę, chodzi o DZIECKO. Irak, masz rację, system powinien jej pomóc wyjść z tego przemocowego gówna. Ale nie pomógł. Ani jej ani dziecku.
                            • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:26
                              Tylko widzisz, ja z tym kolegą potem rozmawiałam - już byliśmy po studiach. Nawet się pytałam czy nie wolałby zostać zabrany - mówił, że nie.
                              Na pewno rozdzieliliby go wtedy z bratem ( ponad 10 lat różnicy ). On matkę bardzo kochał.
                              Pewnie tyle historii ile dzieci.
                              • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:45
                                Nie chcial „zostać zabrany” (ciekawe, że użyłaś takiego właśnie określenia zamiast np „uratowany” albo „odizolowany od potencjalnego mordercy”) , bo miał nieadekwatne do swojego wieku (za to bardzo znamienne) poczucie głębokiej odpowiedzialności za dobrostan młodszego rodzeństwa i bezpieczeństwo matki, które doprowadziło go do przyjęcia za tę matkę kosy w brzuch… Nie dlatego, że uważał, że ma cuuuuuudowny dom i jest otoczony miłością i bezpieczeństwem, a za tatkę to dałby się żywcem pokroić…
                                • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:59
                                  Pamiętaj, że mówimy o początku lat 90 a nie czasach obecnych. Wtedy nie było rodzinnych domów dziecka, były molochy - tam dzieci nie miały żadnych praw. Tam była przemoc/mobbing itd.
                                  • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:28
                                    Były molochy i molochy, to czy w nich była przemoc i jakie dzieci miały prawa zależało od wychowawców. Miałam w klasie dwie koleżanki z DD. Zaręczam ci, miały wiele praw i nie wspominały nic o stosowanej wobec nich przemocy. Wiem, wiem, pewnie się bały. A w ogóle to o co ci chodzi? Przecież patola nie abortowała, powinnaś być zachwycona. A co się dzieje z dziećmi w patoli, zostaje w patoli, nieprawdaż?
                              • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:47
                                Gdyby nie przeżył to już byś z nim jednakowoż nie rozmawiała...
                                Nie wszystkie dzieci przeżyją. Niektórym "kosa w brzuch" trafi gorzej i nie da się odratowac.
                                Oczywiście, można zawsze powiedzieć, że "jest to ofiara, którą jesteśmy gotowi ponieść."

                                I tu jest cały problem takich przypadków. Bo jeśli "znęcają się tylko trochę" to co jeśli za którymś razem znęcą się trochę bardziej i będzie trup?
                                Albo ci, którzy się nie znęcają przecież, tylko piją i zaniedbują - co jeśli tym razem pijana mama wykąpie (stara się! Chce umyć dziecko!) dziecko we wrzątku? Zdaje się mieliśmy taki przypadek nie tak bardzo dawno temu.
                                Albo co jeśli "trochę zaniedbuje" oznacza że dziecko wyjdzie w zimie beż kurtki i zamarznie, bo zanim pijany rodzic się zorientuje że wyszło, to już będzie za późno.
                                Prawie każda z historii opisywanych w mediach, tych które zakończyły się śmiercią lub kalectwem dziecka, zaczyna się od tego, że rodzic lub inny opiekun znęca się tylko troszkę. Albo zaniedbuje tylko troszkę. Rzadko przemocowiec zaczyna od razu od rzucania na rozgrzany piec
                                • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:56
                                  daniela34 napisała:
                                  > Albo ci, którzy się nie znęcają przecież, tylko piją i zaniedbują - co jeśli ty
                                  > m razem pijana mama wykąpie (stara się! Chce umyć dziecko!) dziecko we wrzątku?
                                  > Zdaje się mieliśmy taki przypadek nie tak bardzo dawno temu.


                                  'Nie tak bardzo dawno temu' mieliśmy przypadek śmierci 3-letniej Hani w Kłodzku, którą za karę makta polewała zimną wodą. Takiego sposobu 'karania' nauczyła się w domu dziecka.
                                  • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:59
                                    Akurat Hania zmarła od kopnięcia w brzuch zadanego przez konkubenta matki.
                                    tvn24.pl/wroclaw/swidnica-smierc-trzyletniej-hani-z-klodzka-matka-i-konkubent-prawomocnie-skazani-st7134240
                                    • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:03
                                      I nawiasem mówiąc, z matką Hani też "pracowano."
                                    • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:04
                                      daniela34 napisała:
                                      > Akurat Hania zmarła od kopnięcia w brzuch zadanego przez konkubenta matki.

                                      Czyli jak zmarła od kopnięcia to już sposób jej traktowania się nie liczy?

                                      Jakoś DD nie wychował matki ani do niepatologicznego wychowywania dziecka ani do nie wchodzenia w patologiczny związek...
                                      • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:08
                                        Byla tak traktowana przez długi czas, ponieważ matce MOPS "dawal szansę" I z nią "pracował" tłumacząc właśnie że stosuje karu fizyczne, bo tego nauczyła się w DD. Tymczasem wobec Hani nie stosowano kar fizycznych tylko regularnie się nad nią znęcanie, czego MOPS nie zauważył, bo "dawal szansę" I "pracował."
                                        Zresztą zdaje się, zw dyrektor MOPS miała w związku z tym również zarzuty.
                                        • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:10
                                          daniela34 napisała:
                                          > Byla tak traktowana przez długi czas, ponieważ matce MOPS "dawal szansę" I z ni
                                          > ą "pracował" tłumacząc

                                          Ale dlaczego miał w ogóle z nią "pracować" skoro wyszła z DD?

                                          Dla jematek sprawa prosta - dziecko z patologii do DD i happy end.
                                          • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:14
                                            Nigdzie tego nie napisałam, że DD to happy end. Natomiast jedno jest jednak pewne, z matką Hani można było "pracować" bo żyje. Z Hanią po pobycie w rodzinie biologicznej nikt już pracować nie da rady
                                            • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:40
                                              Poza tym porównywanie DD sprzed 20-30 lat a dzisiejszych też nieporozumienie....
                                              To tak jakby mowić, ze w przedszkolu dzisiaj dzieci cierpią...bo kiedyś cierpiały w ochronkach tygodniowych
                                          • black.emma Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 13:05
                                            evening.vibes napisała:


                                            >
                                            > Dla jematek sprawa prosta - dziecko z patologii do DD i happy end.
                                            >
                                            Jak widać jak innych jematek sprawa jeszcze prostsza - dzieci z patologii do domu rodzinnego, na pastwę losu, jak przeżyją to przeżyją, nie to nie. I happy end.
                                            • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 13:13
                                              black.emma napisał:
                                              > evening.vibes napisała:
                                              > > Dla jematek sprawa prosta - dziecko z patologii do DD i happy end.
                                              > Jak widać jak innych jematek sprawa jeszcze prostsza

                                              Nie - wręcz przeciwnie - to BARDZO trudny temat. Zaczynając od tego, że głównym problemem nie jest jak się wydaje mundralińskim 'świętość' rodziny a prozaiczny fakt, że dzieci, które powinno się z patologicznych rodzin zabierać nie ma gdzie umieszczać. To są dziesiątki jak nie setki tysięcy dzieci. Któraś chętna na zostanie rodziną zastępczą?
                                              • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 14:50
                                                > Zaczynając od tego, że głównym problemem nie jest jak się wydaje mundralińskim 'świętość' rodziny a prozaiczny fakt, że dzieci, które powinno się z patologicznych rodzin zabierać nie ma gdzie umieszczać. To są dziesiątki jak nie setki tysięcy dzieci. Któraś chętna na zostanie rodziną zastępczą?

                                                No to może by tak na przykład zacząć płacić rodzinom zastępczym lepiej (czy też płacić w ogóle, bo większość pracuje bez wynagrodzenia)? Fundować dodatkowe rzeczy (remont domu, samochodu, terapię dzieci, takie sprawy)? I tak będą wielokrotnie tańsze od placówek.

                                                Jest w Polsce miasto (Gdynia konkretnie), gdzie rodziny zastępcze są i dzieci nie trafiają do placówek. Nie jest to raczej zjawisko nadprzyrodzone, tylko efekt konkretnej polityki samorządu. Może warto się takiej domagać także np. w Warszawie? (Gdzie statystyki jeśli chodzi o pieczę zastępczą są gówniane).
                                                • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 15:09
                                                  Niedawno Karol Modzelewski udostępniał zrzutkę na samochód. Kobieta prowadzi właśnie rodzinę zastępcza dla maluchów. Niemowląt. I to chorych. Jakieś skurwiele, odpady ludzie, ukradli jej samochód, którym woziła te dzieciaki na wszelkie rachabilitacje itp. Ukradli i zdemolowali. Na samochód zrzucili się ludzie no bo przecież nie samorząd.
                                                • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 15:45
                                                  Oraz nie oddawać dzieci zaopiekowanych w rodzinach zastępczych czy rodzinnych domach dziecka...jak tylko mamusia sobie przypomnie, ze ma potomstwo.
                                                  Bo znam przykład, gdzie oddano tak dzieci. W rodzinnym domu dziecka dziewczynki były uczone jesc szcztućcami, długo sie moczyły w nocy. Włożono masę uczucia, czasu i kasy w te dzieci i sąd od tak...oddał mamusi.
                                                  Mysmy wtedy pomagali w remoncie tego rodzinnego domu. Mieliśmy nie ruszać jednego pokoju, bo było wrecz pewne ze te dzieci wrócą. A fakt, ze wracają do swojego pokoju był ważny.
                                                  Wróciły, młodsza znowu zaczęła się moczyć i jąkać.
                                        • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:12
                                          No ale jak widać takiego karania nauczyła się w DD. Czyli przeniosła na swoje dziecko to, czego ją nauczyli opiekunowie. Do DD trafiła z patologii a w DD natknęła się na kolejną. Pytanie czy jej opiekunowie ponieśli jakieś kary?
                                          • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:16
                                            arwena_111 napisała:

                                            > No ale jak widać takiego karania nauczyła się w DD.

                                            Ona jej tak nie karała. To była linia obrony.

                                            Czyli przeniosła na swoje d
                                            > ziecko to, czego ją nauczyli opiekunowie.
                                            > nęła się na kolejną.

                                            W takim razie można cynicznie stwierdzić, że dobrze, że na Hani historia się kończy.
                                            Tylko chyba miała jeszcze rodzeństwo
                                            • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:19
                                              daniela34 napisała:
                                              > Ona jej tak nie karała. To była linia obrony.

                                              Zdecyduj się - nie karała i to była linia obrony czy karała a MOPS z nią "pracował" tłumacząc, że tak nie można?


                                              > W takim razie można cynicznie stwierdzić, że dobrze, że na Hani historia się kończy.

                                              A to zniknęły w Polsce Domy Dziecka?
                                              • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:23
                                                evening.vibes napisała:

                                                > daniela34 napisała:
                                                > > Ona jej tak nie karała. To była linia obrony.
                                                >
                                                > Zdecyduj się - nie karała


                                                Nie karała tylko się znęcała.
                                                Reszta była linia obrony zarówno jej jak i MOPS. Że nie znęcanie tylko taka forma kar fizycznych i że trzeba pracować
                                                >
                                                > A to zniknęły w Polsce Domy Dziecka?

                                                Nie udawaj, ze nie zrozumiałas..Tragiczna historia przekazywania przemocy w tej rodzinie się kończy, Hania już nikomu nie przekażę tych złych wzorców.
                                                No i nie nabierze gorszych w DD. W zasadzie happy end.
                                                • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:25
                                                  daniela34 napisała:
                                                  > Nie karała tylko się znęcała.

                                                  A w DD ją karano a nie znęcano się? Aha...

                                                  > rodzinie się kończy, Hania już nikomu nie przekażę tych złych wzorców.
                                                  > No i nie nabierze gorszych w DD. W zasadzie happy end.

                                                  Hania nie - inne dzieci tak. Zero refleksji, po prostu DD i po problemie.
                                                  • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:30
                                                    A gdzie napisałam "po prostu DD"?
                                                    Zacytujesz?
                                                  • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:33
                                                    daniela34 napisała:
                                                    > A gdzie napisałam "po prostu DD"?


                                                    Odnoszę się do całości dyskusji - nie tylko do ciebie.
                                                  • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:35
                                                    evening.vibes

                                                    > Odnoszę się do całości dyskusji - nie tylko do ciebie.


                                                    Ale jakoś dziwnie pod moimi postami, w których niczego takiego nie piszę. Tym samym kończę dyskusję z kimś, kto mi wkłada w posty coś, czego nigdy nie napisałam i usiłuje manipulować moimi wypowiedziami. Szkoda czasu.
                                                  • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:39
                                                    daniela34 napisała:
                                                    > Ale jakoś dziwnie pod moimi postami,

                                                    Bo wspominałaś o czymś co mi się skojarzyło z tamtą sprawą.
                                                  • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:44
                                                    Ach, i to dlatego cytując akurat mnie napisałaś byłaś "zero refleksji." Tak ci przypadkowo wyszło?

                                                    Szkoda gadać, araceli.
                                                  • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:49
                                                    daniela34 napisała:
                                                    > Ach, i to dlatego cytując akurat mnie napisałaś byłaś "zero refleksji." Tak ci
                                                    > przypadkowo wyszło?

                                                    A to akurat do twojego twierdzenia "na tym historia się kończy".
                                                  • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:50
                                                    Szkoda gadać
                                                  • spirit_of_africa Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 16:53
                                                    A skąd wiesz ze znęcania nauczyła sie w DD? Bez powodu do DD nie trafiła. Prawdopodobnie znęcano się nad nią już w biorodzinie
                                            • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:23
                                              Nie, nie dobrze - ale widać że odebranie dziecka rodzinie nie daje gwarancji, że ono nie będzie kolejną patologią. Bo właśnie może trafić równie źle. I to myślę, że jest temat do debaty i potrzebne są zmiany.
                                              Przypominam o RZ, zaprzyjaźnionej z dyrektorką PCPR ( jeśli dobrze pamiętam ), która zabiła dwoje dzieci, odebrane matce i przekazane do RZ. Matka walczyła o nie, mówiła że tam jest źle - nikt nie brał jej słów na poważnie.
                                              • daniela34 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:29
                                                arwena_111 napisała:

                                                > Nie, nie dobrze - ale widać że odebranie dziecka rodzinie nie daje gwarancji, ż
                                                > e ono nie będzie kolejną patologią.


                                                Gwarancji nie ma. Ale w Polsce nadal zbyt często odebranie dziecka następuje za późno (czyli właśnie nie ma już szans na adopcję lub jest na tyle duże, zw trafia do dużego DD zamiast do małej rodziny zastępczej lub rodzinnego DD). Albo w ogóle zamiast odbioru dziecka przez służby socjalne mamy odbiór zwłok przez zakład pogrzebowy.
                                                Praca z rodziną, jasne, owszem. Tylko nadal w Polsce pod płaszczem pracy z rodziną mamy utrzymywanie latami sytuacji, w której rodzice się nad dzieckiem znęcają, a nie "są tylko trochę niewydolni."
                                          • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:39
                                            Arwena jesteś wręcz nierealna.
                                  • iwles Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:12
                                    evening.vibes napisała:

                                    > 'Nie tak bardzo dawno temu' mieliśmy przypadek śmierci 3-letniej Hani w Kłodzku
                                    > , którą za karę makta polewała zimną wodą. Takiego sposobu 'karania' nauczyła s
                                    > ię w domu dziecka.


                                    Nie manipuluj, to nie polewanie wodą było przyczyną śmierci dziewczynki.
                                    Być może, gdyby w porę została rodzicom odebrana, żyłaby do dziś.

                                    "Łukasz B. powiedział przed sądem, że często bił dziewczynkę, potwierdził również, że w dniu zabójstwa kopnął ją w brzuch. Dodawał, że dziecko było niegrzeczne i mu przeszkadzało. Denerwowało go również, że jego konkubina - matka dziecka - poświęca zbyt wiele uwagi Hani."


                                    Facet nie był wychowankiem domu dziecka.

                                    • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:15
                                      iwles napisała:
                                      > Nie manipuluj, to nie polewanie wodą było przyczyną śmierci dziewczynki.

                                      Gdzieś napisałam, że było przyczyną śmierci? Zanim zaatakujesz naucz się czytać.

                                      > Być może, gdyby w porę została rodzicom odebrana, żyłaby do dziś.

                                      Odebrana i oddana do DD (jak jej matka) - jematka dalej nie składa, że to jakoś nie działa?


                                      > Facet nie był wychowankiem domu dziecka.

                                      Był przebojowcem, z którym związała się wychowanka DD. Nowe! Nie znałam.
                                      • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:15
                                        evening.vibes napisała:
                                        > Był przebojowcem

                                        * przemocowcem
                                      • iwles Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:18

                                        tak, tak.
                                        To, że facet zabił dziecko, to wina DD.
                                        Na pewno, gdyby matka została w swojej rodzinie, nigdy nie związałaby się z przemocowcem.
                                        • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:20
                                          iwles napisała:
                                          > To, że facet zabił dziecko, to wina DD.

                                          Jak pisałam - chęć ataku ponad umiejętności czytania.
                                • pupu111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 00:33
                                  W rodzinach zastępczych tez bywało że dzieci nie przezyły. Pamiętam przypadek jednej rodziny, i dopiero jak drugie dziecko zmarło, bo tak sie znęcali, sprawa wyszła na jaw.
                                  Ja mam wrażenie, ze jest jakaś szczególna nagonka na biedne rodziny. Przemoc moze byc w kazdej, nawet u tzw eility, czyli najlepiej zarabiających. Ilu lekarzy ma problemy alkoholowe, ilu zaniedbuje dzieci, i dlaczego do nich zaraz nie biega mops czy kurator? Pewnie dlatego, ze ich stac na adwokata.
                            • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:12
                              A prosiła o tą pomoc? Nie sadzę, przecież się "wstydziła". Dziś też wiele kobiet nie prosi. Dla mnie taka "dbająca mamusia" jest tak samo odpowiedzialna za krzywdę dziecka jak niemniej "kochający", choć wyrywny tatuś
                            • lillyinchains Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 19:37
                              I teraz takich matek i ojców z przemocowo- menelskich domów będzie więcej - jak każda potrafi zostawić w domu dziecka po dwoje sześcioro ośmioro dzieci i płodzić nadal dzieci z FAS.
                              Później wiele z takich dzieci, NIE ODEBRANYCH W PORĘ, daje początek kolejnej takiej menelskiej niewydolnej współuzależnieniej uzależnionej najmniejszej jednostce społeczeństwa….

                              Nie można zostawiać dzieci w rodzinach przemocowych z nałogiem narkotykowym/ alkoholowym na pastwę losu.



                              paskudek1 napisała:

                              > Ale tu nie chodzi o tę matkę, chodzi o DZIECKO. Irak, masz rację, system powini
                              > en jej pomóc wyjść z tego przemocowego gówna. Ale nie pomógł. Ani jej ani dziec
                              > ku.
                              >
                          • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:23
                            Ale dzisiaj już nie mamy ’92 i standardy również są inne niż andabowe „ojtam, ojtam, to tylko głodzenie i chlanie, a znęcanie się to tak tylko troszeczkę” .

                            A dziecko będące świadkiem przemocy w rodzinie uznawane jest obecnie za ofiarę przemocy na równi z tłuczoną matką i obydwoje mają zakładane niebieskie karty.
                          • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:37
                            Ale chyba przytaczałaś tę historię w kontekście dzisiejszym? Kiedy agresora można usunąć (przynajmniej w teorii), a rodzeństwa się nie rozdziela.
                      • szarmszejk123 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 13:17
                        Mój kolega w podobnej sytuacji wbił ojcu siekierę w czerep. Wyszedł z więzienia po chyba 5 latach.
                      • pupu111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 00:15
                        Ja dlatego się ciesze z tego programu 500 plus, tylko najlepiej jakby on nie był adresowany dla najbogatszych osób. W naszym kraju kobiety miały zawsze przes.rane, bo będac z dziecmi, jeśli nie miały pomocy rodzicow, to w razie jak w małżeństwie się nie układa, byly w tragicznej sytuacji. W ogóle nie powinno byc czegos takiego, a jeśli się nie układa, to kobieta powinna miec srodki żeby móc sie utrzymac sama. Chyba to lepsze i bardziej normalne, że jak się nie układa, kobieta ma srodki na ułozenie sobie zycia, niz robic akcje z policją (wiadomo jak to skuteczne), sądami czy opieką społeczną.
                        • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:16
                          Najlepiej, żeby 800+ dostawała patologia i pupu, ci, którzy pracują na to świadczenie niech się gonią.
                  • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:16
                    >Tylko trzeba zaangażowania,
                    No to niech się ten rodzic zaangażuje, pójdzie na odwyk, rzuci nałogi - to dziecko odzyska.🤷‍♀️
                  • lauren6 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 16:40
                    > Jest problem, który można spróbować rozwiązać nie zabierając dziecka.

                    No pewnie, po co zabierać dziecko pijakom? Jeszcze by uniknęło DDA.
                  • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:00
                    Może zaangażuj się w rozwiązywanie "takich" problemów i opisz efekty. Udowodnij reszcie forum, że jest w błędzie. Dopóki będą ludzie tak myślący jak ty, dopóty tysiące dzieci będzie tkwiło w patolskich rodzinach. Twoja gorliwość w usprawiedliwianiu patoli brzmi (dla mnie) dość osobiście.
              • chicarica Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:44
                Mamy zdecydowanie inną definicję skrajnej patologii.
              • elinborg Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:51
                Z piciem da się coś zrobić? I monitorować przez opiekę spoleczná? Niby jak?
                Picie pociąga za sobą straszne skutki, nie tylko brak obiadu.
                • andaba Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:03
                  Nie pracuję w opiece społecznej, spytaj tych, którzy wypowiadali się do artykułu. Można przypilnować obiadów w szkole, sprawdzać czy w domu jest jedzenie, wymagać zgłaszania się na spotkania AA. Tylko trzeba chęci, odpowiednich procedur i kasy.
                  • profes79 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:10
                    Przede wszystkim kasy. Poczytaj sobie co piszą kuratorzy (których i tak jest za mało) odwiedzający takie rodziny. Ale to właśnie kwintesencja polskiego podejścia do dzieci. Ma być rodzina. Może być patologiczna, ale to rodzina. Nie ważne że piją, nie ważne że biją.
                    • profes79 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:11
                      Dodam jeszcze, że te problemy bardzo mocno wybiły w okresie pandemii i edukacji zdalnej bo dla takich dzieciaków szkoła to często był jedyny azyl i miejsce jednego ciepłego posiłku w ciągu dnia.
                    • koronka2012 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:25
                      Jasne, dajmy więcej… W klasie wnuka jest dzieciak z takiej rodziny. Matka na zwróconą uwagę że dziecko nie powinno w zimie chodzić w tenisówkach, powiedziała żeby szkoła kupiła mu buty.
                      Wręczanie takich rodziców w ich obowiązkach do niczego nie prowadzi poza większą patologią
                      • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:37
                        Akurat kupienie ciepłych butów dla dziecka nie traktowałabym w kategoriach wyręczania kogoś. Liczy się, że dziecko nie marznie. Zadbałabym o to aby rodzic dokładnie zrozumiał, że jak buty nagle znikną - to on będzie pierwszym podejrzanym o kradzież i zostanie zawiadomiona policja.
                        Dziewczyny, które kiedyś przejęły ode mnie robienie akcji gwiazdkowych na Pomocnych, przeniosły się lata temu na FB. Tam do akcji gwiazdkowych są zgłaszane też dzieci z domów dziecka. Głównie starsze - czy kupowanie im wymarzonych prezentów to wyręczanie/państwa/opiekunów? Czy skoro dzieci zostały zabrane z rodzin i umieszczone w instytucji - to ona nie powinna zadbać o te dzieci?
                        • nick_z_desperacji Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:02
                          A kasa z mopsów i dodatków nadal będzie szła na alko i fajki. Te buty dziecko powinno dostać, ale rodzic nie powinien widzieć gotówki, nie tylko z mops, ale i z plusów. Kupowanie wszystkiego ekstra, to pozwalanie na tą patologię.
                          • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:06
                            Akurat z tym się zgadzam. Niestety mam też przykłady patologii w MOPS-ie. Do jednego na południu weszła prokuratura - dawne lata. Tam pomagała jedna z dziewczyn z pomocnych. Panie z MOPS-u podrabiały podpisy podopiecznych, kasę dawały pijaczkom - na zasadzie, podpisz papier że dostałeś 300 zł to się podzielimy kasą.
                          • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:19
                            Taki rodzic sprzeda buty i kupi alko.
                            Dlatego dzieci z takich domów nalezy zabierać
                        • koronka2012 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:46
                          Na tej zasadzie ta matka nigdy mi ich nie kupi, bo po co miałby to robić skoro ktoś inny to załatwi? Więcej jej zostanie na flaszkę.
                          Może byś się zastanowiła gdyby opieka społeczna mogła odebrać jej świadczenie bo nie jest przeznaczane na potrzeby dziecka
                    • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:47
                      Ale sama andaba tak przeciez pisze. Oj, tam oj tam...tatuś tylko pije, a dziecko tylko głodne i bite chodzi. Ale jest rodzina!!! To najważniejsze.
                      • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:14
                        Z tym się nie zgadzam. Patologii powinno się odbierać dzieci - tylko co zrobić, żeby nie było kolejnych. I nie edukacja tam nie pomoże, dostęp do antykoncepcji również. Dożywocia im nie dasz.
                  • zyciemniekocha2000 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:56
                    Ja akurat pracuje w opiece spolecznej .Czasami trudno podjac decyzje ,ze to juz ten moment sytuace nie sa zero jedynkowe .No I brak alternatyw osrodki nie sa najlepszym rozwiazaniem i powinny byc czasowe, dobrych rodzin zastepczych jak na lekarstwo
                    o adopcji nie ma co marzyc ( wczesniej dziecko stanie sie dorosle niz pozbawi sie rodzicow prawa) a nawet jesli ma uregulowana sytuacje na takiego 4 lata z trudnego domu nie
                    ma kolejki chetnych.Smutne to wszystko
                    • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:46
                      "wczesniej dziecko stanie sie dorosle niz pozbawi sie rodzicow prawa" tu jest pies pogrzebany
                  • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:45
                    NIe zmusisz do leczenia lkoholizmu.
                    10% alkolików cyhodzi z nałogu....tylko ci któzy bardzo sami chcą.
                  • elinborg Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 11:26
                    Andaba, wyjście z alkoholizmu to jest bardzo ciężka rzecz, większość nie wychodzi.
                    Chodzenie na spotkania AA pod przymusem nic nie da. Chęć walki z nałogiem musi od nałogowca wyjść.
                    Możesz sobie sprawdzać do upojenia jedzenie w domu- ile razy dzienie? Trzy? Też będzie za mało, jak tatuś wyleje, wyniesie itd. Jakby to w ogóle miało wygladać- leży ser i masło i już ok?
                    Tak to piszesz, jakbyś żadnego życiowego doświadczenia nie miała, jakbyś uważała, że rodzice nie zrobia świadomie krzywdy dziecku a to picie to cos jak nałogowe ogladanie seriali- taka niewielka niedoskonałość, łatwa do usunięcia.
                    Dom z alkoholikiem to nie miejsce dla dziecka.
              • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:13
                >„jedynie" picie ważniejsze >od obiadu
                😱😱😱
                Już wiadomo, dlaczego dzieci umierają w patologicznych rodzinach… Bo dobra pańcia mówi „ojtam, ojtam, to tylko głodzenie dzieci i chlanie wódy, a nie żadna prawdziwa patologia, moi znajomi też tak mieli i wyszli na ludzi!”
                • szarmszejk123 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 15:14
                  memphis90 napisała:

                  > >„jedynie" picie ważniejsze >od obiadu
                  > 😱😱😱
                  > Już wiadomo, dlaczego dzieci umierają w patologicznych rodzinach… Bo dobra pańc
                  > ia mówi „ojtam, ojtam, to tylko głodzenie dzieci i chlanie wódy, a nie żadna pr
                  > awdziwa patologia, moi znajomi też tak mieli i wyszli na ludzi!”
                  >

                  Ano.
                  Ja pochodzę z takiego domu gdzie się "tylko chlało" i dzieci olewało a wyszłam na ludzi chyba tylko dlatego, że trafiłam na cudownych wychowawców w MOW , gdzie trafiłam krótko przed 15 urodzinami.
                  • memphis90 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 15:02
                    🫂
              • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:44
                Ja proponuję udać się do jakiegoś DD, zapytać czy nie potrzebują pomocy. Np w odrabianiu lekcji...zobaczysz jak pięknie te dzieci zostały przez tych rodziców zniszczone.
                Alkoholika nie wyleczysz jak sam tego nie chce. Zostawienie dzieci w rodzinie alkoholików....powoduje, ze te dzieci same będą alkoholikami.
                Niepojęte jak można być tak naiwnym a jednoczęsnie niby dorosłym....
                • riki_i Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 18:05
                  hanusinamama napisała:

                  > Alkoholika nie wyleczysz jak sam tego nie chce.

                  Zgoda.

                  > Zostawienie dzieci w rodzinie a
                  > lkoholików....powoduje, ze te dzieci same będą alkoholikami.

                  Nie no, jednak nie zawsze. Wielu fanatycznych abstynentów (tzn. takich którzy nie tolerują picia w swoim otoczeniu w wymiarze tak wielkim jak u 'suchych alkoholików ') pochodzi z rodzin alkoholików.
                  • lauren6 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 18:17
                    riki_i napisał:

                    > Nie no, jednak nie zawsze. Wielu fanatycznych abstynentów (tzn. takich którzy n
                    > ie tolerują picia w swoim otoczeniu w wymiarze tak wielkim jak u 'suchych alko
                    > holików ') pochodzi z rodzin alkoholików.

                    Co nie zmienia faktu, że wiele z tych dzieci zacznie chlać razem z rodzicami, kiedy podrosną.
                    • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 22:51
                      Albo zwiąże się z alkoholikiem...
                  • elinborg Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 11:29
                    Czyli, tak czy tak, maja problem z alkoholem.
                • zyciemniekocha2000 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 18:09
                  hanusinamama napisała:

                  > Zostawienie dzieci w rodzinie a
                  > lkoholików....powoduje, ze te dzieci same będą alkoholikami.

                  To bzdura nie ma takiej zaleznosci
                  > Niepojęte jak można być tak naiwnym a jednoczęsnie niby dorosłym....
                  >
                  • memphis90 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:30
                    Dziwne, badania mówią, że ryzyko choroby alkoholowej u dziecka wychowanego w domu alkoholików jest 4x wyższe niż u tych niemających rodziców alkoholików…
                    • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:30
                      Tak samo związanie się z alkoholikiem...
          • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:11
            Czyli mówisz, że gdyby Kamilkowi dać wybór i zaproponować rodzinę zastępczą z czystym łóżkiem, jedzeniem i czułą empatyczną opieką osob dorosłych, to nadal wybrałby wrzucanie na wrzący piec i śmieć…?

            A to dziecko, które samo zgłosiło się na komisariat, bo ojczym czy ojciec kazał mu spać na podłodze w kuchni tudzież klęczeć całą noc z rękami w górze…? Ten też wolał być w domciu z rodzicami…?
            • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:42
              Przestań, szkalujesz Polską Rodzinę.
              • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:59
                To dobry chłopak był i maaaloooo piiiiiiił…
                • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:37
                  Kto nie pije ten donosi...
                • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:39
                  I jako żywo "dzień dobry" mówił, dobra, porządna, katolicka rodzina z "arrasem" wizualizującym pana bozie na ścianie.
            • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:34
              Szymon, Dawid i ofiara pani nauczycielki, która zakatowała pasierba przy milczącej aprobacie tatusia, też pewnie chcieli. Pani nauczycielka twierdziła, że takie wzorce wychowawcze wyniosła z domu, polskiego, katolickiego, pewnie i narodowego.
          • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:42
            Nikt w PL nie zabiera dzieci za biedę!!!!
      • chicarica Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:43
        Dom dziecka to nie jest jedyna alternatywna, ba, w ogóle się odchodzi od domów dziecka.
        Jest np. piecza zastępcza.
        • andaba Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:47
          Akurat piecza zastępcza to wcale nie jest taki raj. Bo to znacznie trudniejsze do nadzoru, a wiele osób robi to po prostu dla kasy.

          Oczywiście jest wiele wspaniałych rodzin zastępczych, ale prawdopodobieństwo trafienia do takiej to jakieś 50%.
          • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:54
            "Dla kasy"? Masz pojęcie, jak małe to są pieniądze? (Zwłaszcza że to rodzin zastępczych często trafiają dzieci wymagające opieki wykluczającej pracę zawodową).

            > Oczywiście jest wiele wspaniałych rodzin zastępczych, ale prawdopodobieństwo trafienia do takiej to jakieś 50%.

            Urocze. Właśnie powiedziałaś każdej osobie prowadzącej rodzinę zastępczą: "jest 50% szansy, ze jesteś patologią". A później wielkie zdziwienie, że tak mało osób decyduje się na bycie rodziną zastępczą...
            • pupu111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 01:58
              Chyba nie takie małe. Sprawdziałam, i na jedno dziecko w opiece zastępczej dawali rok temu 3100 zł. Do tego jest ryczałt w wys. 1000 zł, na utrzymanie dziecka i jeszcze jakies dodatki motywacyjne.
              Słyszałam kiedys od kierownika internatu w specjalnym osrodku wychowawczym dla niepełnosprawnych, ze mieli w internacie sporo osób z rodzin zastępczych. Czyli taka rodzina zastępcza brała dziecko, pobierała kase, a wychowanek był cały tydzien w szkole z internatem. Niezły pomysł na biznes.
              • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 04:32
                > Sprawdziałam, i na jedno dziecko w opiece zastępczej dawali rok temu 3100 zł

                Nie wiem gdzie sprawdzałaś, ale nie ma czegoś takiego, jak wynagrodzenie " na jedno dziecko w opiece zastępczej". Rodzina zastępcza zawodowa (których jest zdecydowana mniejszość) dostaje (od bardzo niedawna, przedtem było mniej) wynagrodzenie nieco ponad 4 tysiące złotych brutto. W przypadku większej liczby dzieci, dzieci niepełnosprawnych, lub prowadzenia pogotowia rodzinnego przysługują dodatki, ale bynajmniej nie "3100 zł na dziecko". Mowa o kwotach kilkuset złotych.

                A, i to wszystko w formie umowy cywilno-prawnej, czyli śmieciówki.

                > Do tego jest ryczałt w wys. 1000 zł, na utrzymanie dziecka

                I to jest jedna kwota, która dostaje w Polsce znakomita większość rodzin zastępczych. Tych niezawodowych. Twoim zdaniem jest to dużo? Ile wydajesz na swoje dziecko?

                > Czyli taka rodzina zastępcza brała dziecko, pobierała kase, a wychowanek był cały tydzien w szkole z internatem. Niezły pomysł na biznes.

                Tak, biznes życia. Zgłoś się jako rodzina zastępcza dziecka niepełnosprawnego, też możesz robić ten "biznes" (BTW, w przypadku, gdy dziecko przebywa w placówce, kwota ulega obniżeniu).

                Jak ci się zdaje, czemu w Polsce jest tak dramatyczny brak rodzin zastępczych, skoro to takie miody?

                sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/wspieranie-rodziny-i-system-pieczy-zastepczej-17720793/art-85
                • pupu111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 06:36
                  3100 dostaje rodzina w przypadku jednego dziecka, w przypadku dwóch było 3800, ale na każde jest też te 1000 ryczałtu i 800 plus też, oraz dodatki motywacyjne. Czyli w przypadku tylko dwójki dzieci jest ponad 7 tyś. Dla wielu ludzi to bardzo duże pieniądze. Zależy gdzie się mieszka, czy stolica czy biedne rejony gdzie nie ma pracy albo każdy zarabia minimalną.
                  • alicia033 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 07:17
                    pupu111 napisał(a):

                    > 3100 dostaje rodzina w przypadku jednego dziecka,


                    pomijając, że 4100, to nadal jest poniżej wynagrodzenia miminalnego. Za całodobową pracę.

                    > Czyli w przypadku tylko dwójki dzieci jest ponad 7 tyś.

                    czyli "oszałamiające" 1750 na głowę (o ile te 4100 nie jest ozusowane, a podejrzewam, że jednak jest, czyli z 4100 robi się circa 3000).

                    > Dla wielu ludzi to bardzo duże pieniądze.

                    rili? to gdzie ci wszyscy chętni na bycie rodzinami zastępczymi? Ojej, nie ma? No przecież taka kupa pieniędzy leży i czeka na wzięcie! Czy może jednak w twoim "rozumowaniu" są jednak jakieś luki...
                  • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:45
                    aktualne stawki
                    Art. 85. [Wynagrodzenie rodziny zastępczej zawodowej i prowadzącego rodzinny dom dziecka]
                    1. Rodzinie zastępczej zawodowej oraz prowadzącemu rodzinny dom dziecka przysługuje miesięczne wynagrodzenie nie niższe niż kwota 4100 zł.
                    2. Rodzinie zastępczej zawodowej pełniącej funkcję pogotowia rodzinnego przysługuje miesięczne wynagrodzenie nie niższe niż 124% kwoty, o której mowa w ust. 1.
                    3. Ustalając wysokość wynagrodzenia, o którym mowa w ust. 1 i 2, bierze się pod uwagę w szczególności kwalifikacje, szkolenia i oceny rodziny zastępczej zawodowej oraz prowadzącego rodzinny dom dziecka.
                    4. W przypadku gdy rodzina zastępcza zawodowa lub prowadzący rodzinny dom dziecka nie sprawuje opieki nad dzieckiem z powodu umieszczenia dziecka w jednostce, o której mowa w art. 87 ust. 2, albo opuszczenia rodziny zastępczej zawodowej lub rodzinnego domu dziecka przez ostatnie powierzone dziecko, osobę, która osiągnęła pełnoletność przebywając w pieczy zastępczej, o której mowa w art. 37 ust. 2-4 i 6, lub osobę opuszczającą rodzinną pieczę zastępczą jako niepełnoletnia, o której mowa w art. 37 ust. 5 i 6, nad którymi była sprawowana piecza zastępcza, rodzina zastępcza zawodowa oraz prowadzący rodzinny dom dziecka za okres pozostawania w gotowości do czasu powrotu dziecka z jednostki, o której mowa w art. 87 ust. 2, lub przyjęcia kolejnego dziecka otrzymują wynagrodzenie w wysokości 80% dotychczas otrzymywanego wynagrodzenia.
                    5. Rodzina zastępcza zawodowa pełniąca funkcję pogotowia rodzinnego, w której przebywa przez okres dłuższy niż 10 dni w miesiącu kalendarzowym więcej niż 3 dzieci lub co najmniej jedno dziecko, o którym mowa w art. 81, otrzymuje dodatek w wysokości 20% otrzymywanego wynagrodzenia.
                    6. Rodzina zastępcza zawodowa oraz prowadzący rodzinny dom dziecka za czas sprawowania funkcji rodziny pomocowej otrzymują miesięczne wynagrodzenie w wysokości nie niższej niż 20% otrzymywanego miesięcznie wynagrodzenia z tytułu pełnienia funkcji rodziny zastępczej lub prowadzenia rodzinnego domu dziecka.
                    7. Rodzina zastępcza niezawodowa oraz małżonkowie lub osoba, o których mowa w art. 74 ust. 1 pkt 2, za czas sprawowania funkcji rodziny pomocowej otrzymują miesięczne wynagrodzenie w wysokości nie niższej niż 20% kwoty, o której mowa w ust. 1.
                    8. Wynagrodzenia za czas sprawowania funkcji rodziny pomocowej, o których mowa w ust. 6 i 7, przysługują w wysokości proporcjonalnej do liczby dni pobytu dziecka w rodzinie zastępczej lub rodzinnym domu dziecka w danym miesiącu kalendarzowym.
              • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:42
                No to zostań RZ, skosisz 4 200 + dodatki, a dziecko umieścisz w internacie. Ktoś ci broni? A, jeszcze 800+ przytulisz
          • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:27
            >prawdopodobieństwo trafienia do takiej to >jakieś 50%.
            To i tak 50% więcej szans niż pozostanie w 100% patologicznej rodzinie, nie uważasz…? 🤔
            • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:33
              Taką skomplikowaną matemtyką do andaby
          • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:33
            A skąd wiesz, bo ci ciocia Krysia mowiła?
            Znam 3 rodziny zastępcze i jeden rodzinny dom dziecka
            Znam też dzieci z systemowego bidula. 13-18latków, zniszczonych przez swoje rodziny, odebranych dużo, dużo za późno i przede wszystkim rodziny nie straciły praw do tych dzieci...wiec dzieci nie miały szans na nowy nornalny dom.
          • sanciasancia Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:59
            To jest przecież kompletna bzdura, zwłaszcza że rodzinom zastępczym płaci się jakieś grosze, które nie wystarczają nawet na opłacenie potrzebnych zajęć i terapii.
        • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:31
          Mamy też rodzinne domy dziecka...
      • iwles Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:12
        andaba napisała:

        > A mnie szokuje, że można być tak bezmyślnym, żeby uważać że własne łóżko, czyst
        > e portki i trzy posiłki więcej znaczą dla przeciętnego dziecka niż rodzina, naw
        > et mocno dysfunkcyjna.


        Tyle że ten brak łóżka, czystych portek i posiłków nie jest wynikiem tylko braku pieniędzy, przy jednoczesnej miłości i trosce rodziców, ale właśnie odwrotnie - brak troski o dziecko (i bardzo często miłości) skutkuje głodem i brudem dzieci.
        W takich rodzinach nie ma nie tylko warunków fizycznych/ekonomicznych (czy jak je tam zwał), ale najczęściej też warunków emocjonalnych, uczuciowych (w sensie pozytywnym).



        • alicia033 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:18
          iwles napisała:

          > Tyle że ten brak łóżka, czystych portek i posiłków nie jest wynikiem tylko braku pieniędzy, przy jednoczesnej
          > miłości i trosce rodziców, ale właśnie odwrotnie - brak troski o dziecko (i bardzo często miłości) skutkuje
          > głodem i brudem dzieci.
          > W takich rodzinach nie ma nie tylko warunków fizycznych/ekonomicznych (czy jak je tam zwał), ale najczęściej > też warunków emocjonalnych, uczuciowych (w sensie pozytywnym).
          >

          Iwles, zwykle się nie zgadzamy, ale pozwól, że pod tym, co napisałaś się podpiszę. Masz 100% racji.
      • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:01
        A znasz znaczenie słowa „dysfunkcyjna”? To znaczy taka, w której dziecko doświadcza szeroko pojętej przemocy, żyje w poczuciu braku stabilności i bezpieczeństwa oraz wykształca wiele nieprawidłowych wzorców, ktore utrwalają patologię na kolejne pokolenia.

        Dzieci aktualnie wychowywane są w rodzinach zastępczych i wioskach dziecięcych.
        • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:27
          memphis90 napisała:
          > Dzieci aktualnie wychowywane są w rodzinach zastępczych i wioskach dziecięcych.


          Jakiś czas temu był problem ze znalezieniem rodziny zastępczej dla zdrowego niemowlaka.
      • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:31
        Mało wiesz, nie pierwszy raz naiwne bzdury piszesz.
      • jowita771 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:35
        Ja znam rodzinę, gdzie było sześcioro dzieci, dziś to dorośli ludzie. Troje było zabranych do domu dziecka, troje zostało w domu. Te, które były w domu dziecka, wyszły na ludzi, założyły rodziny i pracują. Jeden słabo funkcjonuje w rodzinie, ale on był z domu rodzinnego zabrany najpóźniej. Ci, którzy zostali przy rodzicach, rozpili się, już nie żyją.
      • anorektycznazdzira Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:35
        Przecież te dzieci nie trafiają do DD z powodu zbyt małej liczby par spodni, na litość.
        Rodziny dysfunkcyjne to NIE są rodziny biedne.
        Zaniedbanie to nie jest niedoprana koszulka. To poważne zaniedbania zdrowotne, nieleczone choroby, zęby, wzrok, słuch. Rodziny dysfunkcyjne pokazują dziecku świat opanowany przez alkoholizm, agresję, prostytucję, świat bez nauki, kultury, a nawet bez zwykłej pracy i jakichkolwiek perspektyw. Bez nadziei i bez przyszłości.

        Znam szcześliwego (w normie) i funkcjonującego faceta, mam takiego kumpla, obecnie po 40ce, który wychował się w DD po tym, jak go zabrano z alkoholowej rodziny.
      • pseudo_stokrotka Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:11
        Ja akurat znam sporo dzieci (jestem nauczycielką), spotkałam też wiele dzieci z pieczy zastępczej. Sporo z nich z ulgą przyjęło zamieszkanie w DD. Tak, dla dzieci ważne jest, że mają co jeść i są normalnie ubrane, i nie boją się np bicia. Ważne jest, że mają gdzie odrabiać lekcje.
        Oczywiście, że często tęsknią za rodziną, nawet patologiczną, ale widzą tez, że muszą się ratować i pozwolić sobie pomóc.
    • chicarica Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:57
      Problem po części bierze się z kulturowego kodu głoszącego, że dziecko jest własnością rodziców. Stąd nawet retoryka o "odbieraniu dzieci".
      • andaba Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 08:59
        Nie, to rodzice są własnością dzieci. Dziecko nie ma nic poza rodzicami i ewentualnie rodzeństwem. Jak zostaje mu to odebrane zostaje z niczym.
        • alicia033 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:13
          andaba napisała:

          > Nie, to rodzice są własnością dzieci. Dziecko nie ma nic poza rodzicami i ewentualnie rodzeństwem.

          Kto ci takie bzdury w głowę wtłoczył? Ani dzieci nie własnością rodziców ani rodzice dzieci (czy może zamierzasz też protestować przeciwko możliwości oddawania przez bio-płodzicieli dzieci do adopcji?). A każdedziecko ma prawo do życia w bezpiecznych warunkach.

          > Jak zostaje mu to odebrane zostaje z niczym.

          przede wszystkim to ma dalsze życie. Czego, niestety, w zbyt wielu
          przypadkachsad, nie można powiedzieć o dzieciach, które zostały zabite, bo nikt ich w porę nie odebrał od takiej matki czy ojca.
          • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:31
            Tym bardziej, że „odebranie” niekoniecznie oznacza, że dziecko nigdy przenigdy do śmierci biologicznego rodzica nie zobaczy… I że rodzic takiego dziecka nie może odzyskać, jeśli np pójdzie na terapię…
            • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:37
              I te tłumy rodziców odwiedzające swoje pociechy w Domach Dziecka...a nie czekaj. jednak nie...
          • princesswhitewolf Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 01:36
            >A każdedziecko ma prawo do życia w bezpiecznych warunkach.

            Ktore powinno zapewnic panstwo rodzinie dziecka. I jesli i oboje ojciec i matka to nie
            alkoholicy,narkomani albo istnieje zaangazowana choc jedna babcia to powinni pomoc a nie zabierac. Bieda to nie powod do zabierania dziecka
            • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 04:35
              Nie nie "zabiera dzieci" z powodu biedy, to jest bzdura.
            • alicia033 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 07:01
              princesswhitewolf napisała:

              > Bieda to nie powod do zabierania dziecka

              wbij ty sobie w ten pusty czerep, że w Polsce nie zabiera się dzieci z biedy.
            • memphis90 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:35
              A komu w Polsce odebrano dziecko „za biedę”…? Możesz podać choćby jeden przykład…? Jeden, malutki…?
        • berdebul Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:19
          andaba napisała:

          > Nie, to rodzice są własnością dzieci. Dziecko nie ma nic poza rodzicami i ewent
          > ualnie rodzeństwem. Jak zostaje mu to odebrane zostaje z niczym.
          W końcu fas, rad i traumy to świetne “rzeczy” do posiadania. Im dłużej zostają z patola, tym mniejsze szanse na normalne życie. W przypadku niektórych dzieci - nawet szanse na dożycie dorosłości, lub dożycie w zdrowiu są niewielkie.
    • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:02
      W przytoczonym fragmencie nie masz 'lepiej zostawić dziecko w dysfunkcyjnej rodzinie' tylko 'lepiej z tą rodziną PRACOWAĆ'.
      • nick_z_desperacji Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:07
        A rodzina chce, żeby z nią pracować? Ani nałogowca ani przemocowca nie zmienisz, jeśli on nie chce się zmienić.
      • berdebul Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:21
        Jezeli 7-mio latek jest brudny, śmierdzi, je tylko w szkole/świetlicy w której przebywa do 19, nie rozumie poleceń nauczyciela bo nikt do niego nie mówił, to jaką pracę masz na myśli? Jeżeli nie zadziałało przez tyle lat, że dziecko ma problem z rozwojem mowy, to na co jeszcze czekamy?
        • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:42
          Ja powiem okrutnie. Mała szansa jest już dla tego 7 latka. Jego rodziców nie da się zmienić. NO nie da się i już. Trzeba przerwać łańcuszek nieszczęść zabierająć dziecko....
    • nangaparbat3 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:11
      berdebul napisała:

      > Zawsze szokują mnie podobne artykuły, gdzie broni się zostawianie dzieci w rude
      > rach, bez wody, łazienki, pod opieką rodziców którzy mają na papierosy, ale nie
      > na jedzenie.
      > XXI wiek. Centrum Warszawy. Słabo mi, jak to czytam.
      >
      > “ Dlaczego tak bronimy dzieci przed domem dziecka? Wielu ludzi uważa, że skoro
      > rodzina jest dysfunkcyjna, to dzieci należy zabrać do placówki.
      > Dalej jest jeszcze ciekawiej - dziecko nie rozumie co mówi nauczyciel, bo w dom
      > u się nie rozmawia, ale nie, zostawmy dzieci z takimi rodzicami, bo “więź” najw
      > ażniejsza.
      > Reszta artykułu:
      > Tekst linku


      Powislanska Fundacja Społeczna nie zostawia tych dzieci, na odwrót, pomaga samym dzieciom i pomaga rodzicom, żeby mogli być lepszymi rodzicami. Robi wspaniała robotę.
      Bywałam w domu dziecka, pracowalam w świetlicy środowiskowej. Mogę się podpisać od każdym słowem pani Gieraltowskiej.
    • kadfael Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:18
      No tak, ale czytałaś dalej?
      Zastępujemy rodzinę w tym, w czym jest niewydolna. Uzupełniamy to, czego rodzice nie są w stanie zrobić. Dzięki temu nasi najmłodsi podopieczni dorastają inaczej niż ich rodzice i mogą przełamać pokoleniowy schemat.
      W tym wypadku, jeśli ta fundacja właściwie wchodzi w tę rodzinę, to może mieć sens. Ale ile jest takich fundacji, ilu jest takich ludzi, którzy pomogaja takim dzieciom?
      • nick_z_desperacji Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:15
        Problem w tym, że często ta rodzina jest niewydolna we wszystkim. Jak fundacja ma rano robić dziecku śniadanie, wieczorem pilnować mycia zębów i jeszcze po szkole pogadać, jak dziecko spędziło dzień? Ktoś musiałby z tą rodziną zamieszkać.
      • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:36
        Pytanie czy fundacja faktycznie coś jest w stanie zdziałać (szczerze wątpię) czy ma powód do działania. No pomyśl: dzieci są odbierane dysfunkcyjnym rodzinom...fundacja nie ma sensu bytu, nie ma kasy....klops
        • pseudo_stokrotka Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:41
          Ty też pomyśl, Hanusina.
          Dzieci zaniedbanych jest dużo, rodzin zastępczych mało, DD może i wystarczająco, ale kosztują bardzo dużo. Państwo się nie pali, żeby tam umieszczać dzieci.
          Więc fundacje jeszcze długo nie musza się martwić, że zabraknie im dzieci do pomocy, nie muszą rzucać się rejtanem i utrudniać tych przypadków zabierania do pieczy, które się jednak odbywają.
          • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 10:37
            NO to ta fundacja moze pracować i nie powielać takich głupot....bo to jest szkodliwie.
            • nangaparbat3 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 23:12
              Akurat ta fundacja działa już ponad trzydzieści lat i raczej wiedzą, co mówią. Są skuteczni - to się liczy osobami, które pracują, dziećmi, które zdobywają wykształcenie. Ludzie z fundacji są tam, na miejscu, może mają lepszy wgląd niż my tutaj, przy komputerach?
              Co więcej, szefowa fundacji w tym właśnie linkowanym wywiadzie przyznaje, że tak, są sytuacje, kiedy dzieci trzeba odebrać, wtedy sami zgłaszają.
    • abria [...] 06.12.24, 09:35
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • zyciemniekocha2000 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:06
        Ale co te osoby obchodzi punkt 2 no to pojda siedziec .Nota bene nie siedza nawet zwykli ojcowie/ matki ,ktore nie placa alimentow bo panstwo ( czyli nas ) zwyczajnie na to nie stac ( utrzymanie wieznia tez kosztuje)
        • abria Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:10
          Ale co te osoby obchodzi punkt 2 no to pojda siedziec

          Tu wcale nie chodzi o to, żeby to ich obchodziło. Tu chodzi o to, żeby ich odseparować od siebie na stałe, żeby nie pojawiło się już 4,5,6 czy 9 dziecko, które my będziemy utrzymywać.
          Oczywiście można by się zastanowić czemu nie wsadzić tylko ojca? No nie, to nic nie da bo te panie nie mają żadnej moralności i etyki, i zaraz znajdą sobie kolejnego fagasa i urodzą te 4, 5 czy 9 dziecko, a my nadal będziemy się z nimi użerać.
          • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:26
            To może zacznijmy od przekazu - nie każda ciąża musi się zakończyć porodem? Lepiej 5 aborcji niż jedno nieszczęśliwe dziecko? Ale nieee, no przecież nie wolno. Życie poczęte to świętość.
            TAK, one rodzą, bo tak mają wpojone. Bo nie umieją, nie chcą, się zabezpieczyć, a paradoksalnie łatwo zachodzą w ciążę. Tyle że u nas przekaz jest jasny - ciąża to konieczność urodzenia. A jak się urodzi, to jakoś to będzie. No i est jakoś... A że ujowo? A kogo to obchodzi?
            • moni_485 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:44
              paskudek1 napisała:

              > To może zacznijmy od przekazu - nie każda ciąża musi się zakończyć porodem? Lep
              > iej 5 aborcji niż jedno nieszczęśliwe dziecko? Ale nieee, no przecież nie wolno
              > . Życie poczęte to świętość.
              > TAK, one rodzą, bo tak mają wpojone. Bo nie umieją, nie chcą, się zabezpieczyć
              > , a paradoksalnie łatwo zachodzą w ciążę. Tyle że u nas przekaz jest jasny - ci
              > ąża to konieczność urodzenia. A jak się urodzi, to jakoś to będzie. No i est ja
              > koś... A że ujowo? A kogo to obchodzi?
              >

              No tak, każda pijana 24/h meliniara jak zajdzie w ciążę to leci do lekarza, żeby usunąć. Tylko jej odmawiają, wiadomo.
              • kropkacom Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:25
                Nie leci ale jakby chciała to nie ma opcji.
                • moni_485 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 13:03
                  kropkacom napisała:

                  >ale jakby chciała to nie ma opcji.


                  Nie o tym rozmawiamy.
              • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:40
                moni_485 napisała:

                > paskudek1 napisała:
                >
                > > To może zacznijmy od przekazu - nie każda ciąża musi się zakończyć porode
                > m? Lep
                > > iej 5 aborcji niż jedno nieszczęśliwe dziecko? Ale nieee, no przecież nie
                > wolno
                > > . Życie poczęte to świętość.
                > > TAK, one rodzą, bo tak mają wpojone. Bo nie umieją, nie chcą, się zabezp
                > ieczyć
                > > , a paradoksalnie łatwo zachodzą w ciążę. Tyle że u nas przekaz jest jasn
                > y - ci
                > > ąża to konieczność urodzenia. A jak się urodzi, to jakoś to będzie. No i
                > est ja
                > > koś... A że ujowo? A kogo to obchodzi?
                > >
                >
                > No tak, każda pijana 24/h meliniara jak zajdzie w ciążę to leci do lekarza, żeb
                > y usunąć. Tylko jej odmawiają, wiadomo.


                Nie, sęk w tym że nie leci usunąć. Raz że i tak samo jej "chcę usunąć" w systemie nie wystepuje a dwa ma WDRUKOWANE że usunąć nie można, nie należy, a z dzieciakiem jakoś to będzie. One po prostu NIE MYŚLĄ co z tymi dziećmi będzie. I tyle.
                • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:47
                  Ciekawe, że nie ma wdrukowane - w ciąży się nie pije, o dziecko się dba. Tylko to że nie można usunąć zostało w mózgu przeżartym alkoholem? Mocno naginasz rzeczywistość do swoich wyobrażeń.
                  • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:02
                    arwena_111 napisała:

                    > Ciekawe, że nie ma wdrukowane - w ciąży się nie pije, o dziecko się dba. Tylko
                    > to że nie można usunąć zostało w mózgu przeżartym alkoholem? Mocno naginasz rze
                    > czywistość do swoich wyobrażeń.

                    Cóż, może dlatego że wcale się nie tłucze tego "dzieci nie wolno bić" za to mocno od lat "ciąża to świętość życia poczętego"? Ja wiem Arwenko, że ty byś wolala żeby abrocja była zakazana bo jak to tka "na życzenie" ale ja jednak wolę 10 aborcji niż JEDNO nieszczęśliwe lub zaniedbane dziecko. A poza tym nie widzę konfliktu interesow, można wydrukować zarówno to o niebiciu dzieci jak i to, że lepiej usunąć niż rodzić bo się zaszło w ciążę a wcale az tak nie chciało.
            • abria Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:35
              Lepiej 5 aborcji niż jedno nieszczęśliwe dziecko?

              w skasowanym poscie tak napisalam - ze aborcja z wzgledow spolecznych powinna byc nie tylko dozwolona, ale wrecz powinno sie "zachecac" takie panie matki do aborcji

              batem w postaci obowiazku alimentacyjnego a potem pudla za nie placenie alimentow
              • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:48
                a potem płacić odszkodowania.
                • abria Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:01
                  komu płacic odszkodowania? tym paniom?

                  przeciez napisałam wyraźnie, panie chcące rodzić po 4, 5, 9 dzieci niech rodza jak je stać

                  ale jak sa niewydolne, to czas zaczać nakładać na nie obowiązek alimentacyjny i wymagac tego od nich - kara wiezenia jak nie placa
                  i to ich wybór, czy chca rodzic czy wola isc do pracy
                  • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:47
                    Przypominam o lekarce co wysterylizowała mamę Róży - sprawa sprzed kilku lat. Wysterylizowała - bez jej zgody/albo ze zgodą wydaną bez zrozumienia ( były różne wersje ) kobietę lekko upośledzoną, której starsze dzieci były w rodzinie zastępczej, w domu bród, bieda i chyba jeszcze jakieś dzieci. Tatuś też lekko upośledzony.
                    • abria Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 13:05
                      ale ja nie chce nikogo steryzlizowac to nie moj problem

                      ja chce, zeby feminizm-bambinizm został ukrócony, i o ile 2 dzieci powinna sie nalezec kazdemu (nawet na nasz koszt), to przy 4 pani matka powinna mieć odebrane dzieci, do tego nałożony na nie obowiazek alimentacyjny a jak go nie spełni, to trafić od razu do pudła gdzie nie bedzie miała szansy urodzic 5 czy 9 bąbelka
                    • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 12:20
                      Co za szkoda! Tyle jeszcze pięknych istnień mogło powstać z tak szlachetnego i wartościowego związku😠
                      • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 16:57
                        Tak, sterylizacja powinna być dozwolona. Ale nie można zmuszać do niej, ani robić jej wbrew pacjentowi - przy okazji innego zabiegu.
                        Lekarka miała dobre intencje, ale sąd ją skazał.

                        tvn24.pl/poznan/matka-po-sterylizacji-dostala-odszkodowanie-ra558740-ls3307834
                        • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 16:11
                          arwena_111 napisała:

                          > Tak, sterylizacja powinna być dozwolona. Ale nie można zmuszać do niej, ani rob
                          > ić jej wbrew pacjentowi - przy okazji innego zabiegu.
                          > Lekarka miała dobre intencje, ale sąd ją skazał.
                          >
                          > tvn24.pl/poznan/matka-po-sterylizacji-dostala-odszkodowanie-ra558740-ls3307834


                          Oczywiście. Tak sno4jak aborcja. Powinna być dozwolona, łatwo dostępna, zwłaszcza ta wczesna. Ale nie można do niej zmuszać ani jej zakazywać. Tak samo łatwo dostępna powinna być antykoncepcja i nowoxzena wiedza o niej.
        • abria Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:11
          utrzymanie wieznia tez kosztuje

          i będzie to tansze niż utrzymywanie potem 4,5, czy 9 dziecka + płacenie za szkody popełniane przez nie + a dodatkowo nie trzeba będzie tych dzieci za paręnascie lat urzymywać w poprawczakach i więzieniach
          • zyciemniekocha2000 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:16
            Ale wiesz , ze to co proponujesz jest absurdalne.Jak dlugo te osoby posiedza przeciez nie dasz im dozywocia.Wyjda i znowu sie rozmnoza to 5 minut .I tak beda mieli te dziesiatke dzieci kazde z innym partnerem , bo moze sie rozmina wyrokami z poprzednia partnerem / parnerka
            • abria Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:09
              Wyjda i znowu sie rozmnoza to 5 minut

              Po czym dziecko trafi do adopcji w dniu porodu, a one wrócą do pudła kikla dni później.
              • pseudo_stokrotka Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:44
                Za co wrócą do pudla?
                • abria Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 10:22
                  za nieplacenie alimentow na kolejne urodzone dziecko
          • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:48
            Utrzymanie więźnia kosztuje sporo - kiedyś mówiło sie o kwotach w okolicach 4 tys miesięcanie
            • abria Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 13:06
              to bardzo malo: mniej niz zapomogi na 4,5,9 dziecko a potem utrzymywane tych dzieci w poprawczakach i wiezieniah - do tego pensja pani z mops i kuratora zalozonego rodzinie tez kosztuje
              • zyciemniekocha2000 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 16:37
                idem wiezienie tam tez pracuja ludzie.
                • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 16:54
                  No właśnie dowiedziałam sie z tego forum, że nie wolno zmuszać do pracy, jak ktoś nie chce.
                  • zyciemniekocha2000 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 17:03
                    W wiezieniu? Z tego co wiem nie mozna ,niektorzy wiezniowie chca pracowac ale maja za to pieniadze
                    • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 17:11
                      Tak - ja uważam, że powinni pracowac i odpracować to co na nich wydajemy.
                      • zyciemniekocha2000 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 17:21
                        Tylko,ze kara to: "pozbawienie wolnosci' oni juz odbywaja kare . Praca przymusowa ( zreszta jak zmusic ) bez zaplaty bylaby dodatkowa kara .
                        • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 17:47
                          No cóż - nie muszą mieć wizyt małżeńskich/telewizorów i bóg wie jakich udogodnień. Chcesz mieć - pracuj. Jak masz nic nie robic - to patrz się w sufit i jedz chleb z masłem.
                          • zyciemniekocha2000 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 17:56
                            Tylko, ze to jest niezgodnez prawem. Czlowiek w wiezieniu jest tez czlowiekiem odbywa kare pozbawienia wolnosci .Moze nam sie to podobac moze nie podobac. Ja ze swej strony wole zyc w panstwie gdzie wiezien jest traktowany z szacunkiem...
                            • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 17:59
                              zyciemniekocha2000 napisała:

                              > Tylko, ze to jest niezgodnez prawem. Czlowiek w wiezieniu jest tez czlowiekiem
                              > odbywa kare pozbawienia wolnosci .Moze nam sie to podobac moze nie podobac. Ja
                              > ze swej strony wole zyc w panstwie gdzie wiezien jest traktowany z szacunkiem..
                              > .

                              Cóż, Arwenka znana jest z tego że za ludzi uznaje tych, którymi jej po drodze. Jak jej wygodnie. Po uważaniu.
    • koronka2012 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 09:42
      Gloryfikowanie więzi rodzinnych często odbywa się kosztem traumy dzieci i bezpowrotnie zniszczonego życia.
      Wystarczy poczytać wpisy Anny Krawczak, żeby zobaczyć jak to wygląda że tak powiem z pierwszej linii frontu ale od strony dziecka

      www.hellozdrowie.pl/anna-krawczak-oskarzam-system-o-to-ze-nie-chroni-dzieci-i-dobija-piecze-zastepcza/
      • sanciasancia Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:24
        Podbijam ten link. Za mało czytamy wpisów Anny Krawczak.
    • kropkacom Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:19
      Ja bym nie mieszała biedy jako takiej z biedą plus nałogi, przemoc i tym podobne. Z czego bieda często łączy się z tymi patrologiami ale nie zawsze. To może być sytuacja czasowa kiedy na przykład samotny rodzić traci pracę lub mozliwość pracy. Kiedy rodzina traci płynność finansową i odbija się to na jakości życia wszystkich zainteresowanych. W tym właśnie dzieci. Tu chyba warto wspomóc ludzi, prawda? Chyba, że sami czują, ze ich dziećmi powinna zająć się placówka. Wtedy to pewnie akurat nie jest proste. Jeśli chodzi o głęboka patologię to im szybciej wyrwie się z niej dziecko tym lepiej dla niego. Mniejsze straty na zdrowiu fizycznym i psychicznym. Tylko trzeba wtedy postarać się aby dziecko trafiło w dobre miejcie i aby świat tam pokazał, że można inaczej żyć.
      • iwles Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:29
        kropkacom napisała:

        > Ja bym nie mieszała biedy jako takiej z biedą plus nałogi, przemoc i tym podobn
        > e. Z czego bieda często łączy się z tymi patrologiami ale nie zawsze.


        Pierwsze zdanie artykułu:

        "Dzieci nie tylko są głodne. Gdy do nas trafiają, zdarza się, że jedzą rękami, bo nie potrafią używać widelca. Większość z nich brzydko pachnie. Czasem nie potrafią się umyć, nie wiedzą, jak zachować się w toalecie. Ich ubrania są brudne, przesiąknięte dymem papierosowym albo pleśnią."


        To nie są zachowania wynikające w braku pieniędzy, a z kompletnego zaniedbania.
        • kropkacom Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:33
          To była uwaga ogólna. Niekoniecznie powiązaną z artykułem.

          > To nie są zachowania wynikające w braku pieniędzy, a z kompletnego zaniedbania.

          Dlatego piszę, że jest bieda i "bieda". Z tej drugiej wyciąga się szybko dzieciaka do dobrego i ciepłego miejsca.
        • turzyca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:07
          >Czasem nie potrafią się umyć, nie wiedzą, jak zachować się w toalecie.

          Tylko w sumie jak rodzice mają nauczyć dzieci obsługi spłuczki, jeśli w domu tej toalety nie ma i cała rodzina korzysta z wiadra?
          Jak mają nauczyć się sensownego mycia, jeśli nie ma łazienki? Mycie w misce jest czymś zupełnie innym niż pod prysznicem. Bez bieżącej wody nawet mycie rąk jest trudne. Nie żeby niemożliwe, ale trudne. Szanse, że czterolatek nie poradzi sobie w takich warunkach są znacznie większe niż przy kranie. Testowałam, jak nam w letnim domu pompa padła, tydzień na wakacjach do przeżycia, ale na co dzień - dziękuję bardzo.


          > Ich ubrania są brudne, przesiąknięte dymem papierosowym albo pleśnią.

          Jeśli nie masz dostępu do bieżącej wody, to nie masz też pralki automatycznej. Możesz mieć jakąś Franię, ale wodę musisz przynieść w wiadrze. Plus oddzielna wyżymaczka. Zrobienie prania to nie wrzucenie do pralki, kliknięcie i wyjęcie, tylko męcząca i długotrwała operacja.
          Do tego te ubrania Ci prawdopodobnie nie wyschną w rozsądnym czasie, zapewne podłapią zapaszek, zapleśnieją na sznurku.

          >Gdy do nas trafiają, zdarza się, że jedzą rękami, bo nie potrafią używać widelca.

          Bo ten widelec trzeba umyć. A wcześniej ugotować jedzenie do jedzenia widelcem brudząc kolejne naczynia. A żeby zmywać, wodę trzeba przynieść od pompy i podgrzać. Bułka z wędliną zjedzona ręką nie wymaga sztućców.


          Przy czym ja tych ludzi nie bronię, tylko zwracam uwagę, że to co nam się wydaje koszmarnym zaniedbaniem wynikającym z absolutnej abnegacji rodziców jest nie takim złym standardem, gdy mieszka się w opisywanych warunkach, bez dostępu do wody bieżącej, bez sanitariatów. Utrzymanie porządnej higieny w takich warunkach to jest ciężka praca, wymagająca planowania i całkiem niezłej logistyki. Jak ktoś ogólnie sobie radzi umiarkowanie dobrze, a do tego codzienność jest biegiem przez płotki z drutu kolczastego, to nic dziwnego, że zjeżdża poniżej tego, co reszta społeczeństwa uważa za oczywistość.
          • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:21
            Moj ojciec mieszkał w domu bez toalety i łazienki. Zlituj się.
            Był czysty, mył się w misce.
            Z toalety korzystał w szkole i umiał (jak dziecko jest zadbane to nie bedzie problemu).
            Cała masa ludzi tak żyła i jakoś dzieci nie śmierdziały.
            • turzyca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:37
              >Cała masa ludzi tak żyła i jakoś dzieci nie śmierdziały.

              A wiemy to dlatego, że utrwaliliśmy zapachy na zdjęciach? Czy opieramy się na wspomnieniach ludzi, którzy żyli w tamtych czasach? I odnosili poziom smrodu do ówczesnego standardu?
              Bo wtedy owszem, oni nie śmierdzieli, pachniali jak wszyscy. Tylko ci wszyscy z naszego współczesnego punktu widzenia śmierdzieli nieziemsko. Ale żeby ten smród zauważyć, trzeba być przyzwyczajonym do innego standardu.

              >Moj ojciec mieszkał w domu bez toalety i łazienki. Zlituj się.
              >Był czysty, mył się w misce.

              Ja zupełnie realnie proponuję eksperyment polegający na tym, żeby wyłączyć ogrzewanie w jednym pomieszczeniu w domu, po czym myć się w tym pomieszczeniu w misce, wcześniej dwa razy obchodząc dom dookoła ze zgrzewką wody w ręku. To będzie niezła symulacja niedogrzanego mieszkania bez bieżącej wody.
              Jestem bardzo ciekawa, czy po tygodniu takiego eksperymentu eksperymentatorka nadal będzie oceniać się jako czystą według dotychczasowych standardów. Hardkorom proponuję eksperyment w trakcie miesiączki.
              • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 22:53
                Moj ojciec to rocznik 58....nie żył 200 lat temu.
                Normalnie chodził umyty do szkoły.
          • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:44
            Proszę cię, nie twórz. Mieszkań bez bieżącej wody w mieście nie ma, chyba że chwilowo ktoś zdewastował. (Może jeszcze bywają takie domy na wsi - nb. spędzalam we wczesnym dzieciństwie w takim wakacje i zapewniam cię, że nie chodziłam z zastarzałym brudem). Mogą być bez łazienki i z ubikacją na korytarzu albo zgoła na podwórku, ale kran z wodą jest (zresztą to dokładnie napisane jest w komentowanym artykule). Utrzymanie higieny w takich warunkach jest oczywiście trudniejsze, ale zupełnie normalne, niepatologiczne rodziny też tak żyją (ciekawe, czy w kamienicach na Krupówkach w Zakopanem dorobili się już łazienek i ubikacji w mieszkaniach, bo lat temu 35 nie mieli). I dzieci w nich może nie są myte dwa razy dziennie, ale brudne nie chodzą.
            • turzyca Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 00:18
              >Mieszkań bez bieżącej wody w mieście nie ma, chyba że chwilowo ktoś zdewastował.

              W Warszawie są. Oficjalne statystyki cytuję w innym poście.

              >Mogą być bez łazienki i z ubikacją na korytarzu albo zgoła na podwórku, ale kran z wodą jest (zresztą to dokładnie napisane jest w komentowanym artykule).

              Czy my czytamy ten sam artykuł?

              >dzieci w nich może nie są myte dwa razy dziennie, ale brudne nie chodzą.

              Gdy chodziłam do szkoły w Moskwie, to część moich kolegów mieszkała w takich warunkach. To były takie wręcz wzorcowe inteligenckie rodziny, żadna patologia, ale jednak straszna bieda okolic pieriestrojki i koszmarne warunki mieszkaniowe. I mimo bardzo dużych starań ze strony rodziny, to niestety było czuć. I widać. Teraz jako dorosła mam skojarzenie z naczyniami stale mytymi w zimnej wodzie i z kiepskim płynem, takie czyste a jednak pokryte jakby jakimś osadem. Te sprane i jakoś niedoprane koszule, włosy bardzo starannie splecione ale myte raz w tygodniu, mimo że potrzebowały już częstszego mycia. Ustawiczny zapaszek, przebijający się przez zapach mydła i proszku do prania.
              Uznaję to za duży sukces pedagogiczny mojej nauczycielki, że te dzieci nie były wykluczone w żaden sposób, ona tego bardzo pilnowała. Kolja był zresztą jednym z najfajniejszych kolegów, przesympatyczny chłopak. Ale zauważyłam, że są pewne zapachy, które przywołują jego wspomnienie niczym magdalenka Prousta.

              >Utrzymanie higieny w takich warunkach jest oczywiście trudniejsze, ale zupełnie normalne, niepatologiczne rodziny też tak żyją

              To przecież piszę: "Utrzymanie porządnej higieny w takich warunkach to jest ciężka praca, wymagająca planowania i całkiem niezłej logistyki."
              • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 01:33
                To, że wymaga logistyki, nie zmiana faktu, że jest konieczne. Przede wszystkim dla zdrowia, a u dzieci żeby dodatkowo nie powodować wykluczenia, bo nie oszukujmy się, kto chce się bawić z Jasiem, który śmierdzi. Gdyby ematkowy bombelek z takim dzieckiem został posadzony, to byłby dżihad, więc nie udawajmy, że higiena to zbędna fanaberia.
              • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 04:14
                Źle się wyraziłam i faktycznie post jest niezrozumiały. Miałam na myśli, że są mieszkania (acz bardzo niewiele), w których dostęp do bieżącej wody jest tylko z kranu na korytarzu (i tak samo toalety - toalety na korytarzu oznaczają, że jest tam woda). Ale to nie są, jak sobie wyobrażasz, mieszkania, w których wodę trzeba nosić ze studni na podwórzu. Innymi słowy - woda bieżąca jest w budynku, może nie być doprowadzona do (wszystkich) mieszkań. Acz częstsza jest opcja, że mieszkanie ma dostęp do wody (w postaci pojedynczego kranu), ale nie ma łazienki/ubikacji (jw, są na korytarzu).

                > Te sprane i jakoś niedoprane koszule, włosy bardzo starannie splecione ale myte raz w tygodniu, mimo że potrzebowały już częstszego mycia. Ustawiczny zapaszek, przebijający się przez zapach mydła i proszku do prania.

                Śmiem twierdzić, że ludzie pracujący z rodzinami z takich mieszkań na co dzień są w stanie odróżnić, co jest niedoskonałą higieną (ale higieną - włosy myte raz na tydzień jeszcze lat temu 50 były zupełną normą) wynikającą ze słabych warunków, a co kompletnym zaniedbaniem.
                • turzyca Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 10:24
                  >Źle się wyraziłam i faktycznie post jest niezrozumiały. Miałam na myśli, że są mieszkania (acz bardzo niewiele), w których dostęp do bieżącej wody jest tylko z kranu na korytarzu (i tak samo toalety - toalety na korytarzu oznaczają, że jest tam woda).

                  Ja też powinnam zamiast dramatycznej pompy czy studni użyć "kranu w przybudówce". Bo znałam takie budynki w Warszawie XXI wieku, gdzie woda i kanalizacja były tylko w takiej przybudówce na podwórku.
                  • pupu111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 16:25
                    Masz rację, ale chyba niektórym ciężko wytłumaczyć pewne sprawy. Ja na szczęście nigdy nie mieszkałam w złych warunkach, ale miałam kiedyś awarie pralki na zasadzie, że w ogóle nie odwirowywala mi ubrań. Szkoda mi było wymieniać, i te rzeczy powieszone w łazience potrafiły nie wyschnac ponad dwie doby. Jak je zdejmowalam, to zapach miały nieciekawy. W końcu wymieniłam te pralkę, ale już taka drobna rzecz powoduje aż taki problem, a co dopiero jak ktoś nie ma łazienki.
          • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 18:22
            Czyli chcesz powiedzieć, że niejedzenie ciepłych posiłków jest ok? Niemycie się i zęby praktycznie do wymiany w podstawówce też?
            • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 13:13
              No wiesz, turzyca twierdzi, że jak się nie ma bieżącej wody, to mycie i gotowanie jest absolutnie zbędną fanaberią. Po gotowaniu, to jeszcze trzeba naczynia umyć😱😱😱. Jak to ogarnąć?????
          • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 13:01
            Pochodzę ze wsi, do 8-go roku życia ja, jak i cała wioska nie miała dostępu do bieżącej wody. Myłam się w miednicy, ale zaręczam, ani ode mnie ani od większości moich koleżanek nie było czuć "zapaszku". Utrzymanie higieny było daleko trudniejsze niż dziś, ale jakoś się udawało. Ludzie myli się, prali, sprzątali, gotowali. Umiałam posługiwać się sztućcami w wieku 7-miu lat, jadłam (o zgrozo) z talerza, piłam z kubka/szklanki. Na pewno nie było tak sterylnie jak dzisiaj, ale ja jakiegoś szczególnego syfu ani w swoim, ani w domach przeze mnie odwiedzanych nie pamiętam. Więc co ty turzyco za kocopały piszesz? I tak, usprawiedliwiasz leniwą patolę, która mam nadzieję nie czyta tego wpisu i nigdy się nie dowie, jak gorliwą ma w tobie (zresztą nie tylko w tobie) orędowniczkę i obrończynie swojego "trybu życia".
            • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:32
              Amen. MOj mąz urodził się na wsi. Jak był mały to lekarz sobie wydumał, ze ma uczulenie na wiejską wodę. Tesciowa ro go myła w ...przegotowanej. Czyli musiała zagotować najpierw całą wodę do jego mycia, wystudzić i umyć. Ze to nic nie dało bo miał skaze białkową to szczegół...był czysty mimo braku typowej łazienki
      • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:37
        Kto w POlsce zabiera dzieci za biedę? Zabiera się juz w skrajnych przypadkach zaniedbania bo daje się milion szans rodzicom a ani jednej dziecku
        • kropkacom Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:42
          W powszechnej świadomości pewnie istnieje coś takiego jak odbieranie za biedę. Jeśli uznałaś, że ja tez tak myślę to widać nie wyraziłam się należycie. Koniec topiku.
          • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:42
            Generalnie znów należałoby zacząć od języka i zmienić "prawa rodzicielskie" na "ODPOWIEDZIALNOŚĆ rodzicielską" i już nam się optyka zmienia. A potem nie "zabieramy dzieci" a "CHRONIMY dzieci" i już kolejny szczebelek myślenia... No ale wiadomo, nie da się
            • turzyca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:10
              >Generalnie znów należałoby zacząć od języka i zmienić "prawa rodzicielskie" na "ODPOWIEDZIALNOŚĆ rodzicielską" i już nam się optyka zmienia.

              O, to, to, to!
    • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:41
      Ja mam wrażenie, że wszystkim wokół zalezy na tej mitycznej "więzi" jaką tworzy patorodzic z dzieckiem...tylko nie rodzicowi. Nikt nie zabiera dzieci za biedę. Zabiera się za zaniedbania i serio nie w kwestii "dziecko nie ma kanapki do szkoły zrobionej" ale musi być bardzo grubo.
      Ci rodzice sami są tak wypaczeni, że oni nie czują tej więzi...wiec o czym tu mowa?
      Takiemu rodzicowi można pomóc jak on sam chce zmian...jak u alkoholika.
      Mam dziwne wrażenie, że ta fundacja żyje jakąś ułudą. Szkoda, że u nas dba się o rodzinę a nie o dziecko.
      Daje się kolejne szansy rodzicom a ani jednej dziecku.
      Jak się potem odbiera takiego 10latka z patologicznej rodziny to sorry memory ale dla niego już jest za późno. Dzieciak spisany na straty. A fundacja chce "naprawiać" 20-30letnich rodziców, któzy w patologii się zapewne sami urodzili...bez szans
      • kropkacom Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:43
        Spisany na straty? Fajnie.
        • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 10:53
          Tak. Znam takie dzieciaki. Bardzo fajne dzieciaki ale z takimi zmianami a i czesto z FASem...że bez szans
          Oczywiscie można życzeniowo mówić, że każdego da się wyprowadzić na prostą. No nie....dziecko krzywdzone całe swoje życie, nie zaznające żadnych pozytywnych uczuć, o które nie dbano, do którego nie mówiono...jest spisane na straty.
          Wiem jak trudno niemowlaki z FASem pod dobrą opieką wychowywać i rehabilitować....a ty myślisz, ze dzieciak od urodzenia 10 lat żyjący w skrajnej patologii po 2-3 latach w dobrym domu wyjdzie na prostą. No nie wyjdzie.
          Za późno się u nas dzieci dobiera.
          • kropkacom Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 11:13
            A ty myślisz, że język nie jakim się posługujesz nie jest ważny, bo?
            • memphis90 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:08
              Ja myślę, że akurat ten język doskonale pokazuje sposób myślenia „obrońców rodziny”, którzy skłonni są dawać milion szans patorodzicom, jednocześnie godząc sie na nieuniknione straty poniesione przez dzieci, bo w końcu „dzieci mają tylko rodziców i nic poza tym w życiu”, a rodzic „znęca się tylko troszeczkę, tylko pije i zapomina o jedzeniu dla dzieci” … Ten system dosłownie „spisuje dzieci na straty” 🤷‍♀️
              • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:38
                Dosłownie
              • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 18:28
                Przy czym "więź" rodzic odkrywa zazwyczaj, jak mu dziecko zabiorą. Bo okazuje się, że dodatki i plusy idą wtedy za dzieckiem. I nagle dziecko staje się takie kochane, że można i na odwiedziny trafić (czasem nawet na trzeźwo) i do mediów polecieć.
    • turzyca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:24
      O ile ogólnie mi się włos jeży na hasło "rodzina najważniejsza", to akurat w tym wypadku jest to podejście do problemu, które chętnie widziałabym jako państwowy standard: trzeba pracować z całą rodziną na wielu poziomach, kierując się przy tym przede wszystkim dobrem dziecka. Nie wystarczy tylko wsparcie finansowe, niektórym trzeba dosłownie napalić w piecu albo zaplanować jadłospis.
      Sprawdzałyśmy kiedyś tutaj, że ten straszny Jugendamt odbiera dzieci rodzinom DWA razy RZADZIEJ niż polskie służby. Bo odebranie jest faktycznie ostatnią instancją, wcześniej pracuje się nad dobrem dziecka w dotychczasowej rodzinie. Włącznie z asystentem, który przyjdzie codziennie i pomoże w funkcjonowaniu. (Taka pomoc jest zresztą dostęna też okresowo, np. gdy któreś z rodziców wymaga dłuższego leczenia stacjonarnego, to rodzina może na tych kilka tygodni wnioskować o kogoś, kto np. zaprowadzi i odbierze dzieci z przedszkola.)
      Jeśli przyjmiemy perspektywę "najsłabsi = najważniejsi", to mamy niezły kompas działań. Z tego będzie też wynikać, że jeśli już dziecko trzeba usunąć poza rodzinę biologiczną, to nie trafia do ośrodka wychowawczego siostry Bernardetty czy innego tradycyjnego domu dziecka, ale trafia do rodzinnego domu dziecka lub rodziny zastępczej - w każdym wypadku możliwie dobrej jakości, z dostępem do rzeczywistego wsparcia.

      Paradoksalnie taki model jest tańszy długoterminowo, bo takie dzieci zdobywają lepsze wykształcenie, mają więcej możliwości zawodowych, mniej wikłają się w przestępstwa. Ale w Polsce niestety każda księga rachunkowa jest prowadzona oddzielnie i nie widzi się, że kasa inwestowana w pracę społeczną to kasa zaoszczędzona na np. policji, więziennictwie itd.



      PS jedyne czego bym się czepnęła to rys historyczny, ale nie będę marudzić.
      PPS za to mój ulubiony konik czyli zyski z dobrej opieki przedszkolnej i żłobkowej dla całego społeczeństwa wchodzi cały na biało.
      • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:43
        Ale serio pracować jak do 7 latka przez 7 lat nikt nie mowił, śmierdzi, nie jest myty, nie ma pranych ubran i jest głodny?
        Ludziom za coś takiego sie zabiera psy...a my dzieci tam chcemy trzymać i pracować nad rodzicami...
        • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 12:54
          O właśnie, jakby zamiast dzieci podstawić psy i już by były głosy - odebrać.
          • skumbrie Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 15:11
            Psom w schroniskach jest przecież tak wspaniale...

            Rację ma turzyca, potrzebne są kompleksowe działania - tak, tych brakuje. Domy dziecka to nie są krainy szczęśliwości i pozbawione patologii także nie są. Pomijam, że miejsca te nie są z gumy.
            Że politycy robią teatrzyki dla gawiedzi, zamiast sensownie działać, to wiadomo nie od dziś.
            I dobrze, że są takie fundacje.
            • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 15:16
              Ależ ja się z tobą zgadzam. Trzeba kompleksowych i SYSTEMOWYCH działań ale potrzeba też zmiany mentalności. Żeby już nikomu do głowy nie przyszło że rodzic "tylko" zapomniał o obiedzie.
            • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:53
              > Domy dziecka to nie są krainy szczęśliwości i pozbawione patologii także nie są. Pomijam, że miejsca te nie są z gumy

              Domy dziecka nie są alternatywą (chyba że w szczególnych przypadkach dla nastolatków). Alternatywą są rodziny zastępcze. I to powinien być standard (ba, nawet w ustawie jest to zapisane). Jako społeczeństwo powinniśmy przestać łykać "ale rodzin zastępczych nie ma" i domagać się zapewniania takich warunków, żeby były.
              • skumbrie Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 18:26
                wiadomosci.wp.pl/ciociu-czy-my-ci-mozemy-zaufac-dzieci-opowiedzialy-o-piekle-w-rodzinie-zastepczej-7079062750563296a

                Następna wspaniała alternatywa...
                • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 18:50
                  Tak, rodziny zastępcze są znacznie lepszym rozwiązaniem od placówek i o niebo lepszym od pozostawiania dzieci bez pomocy w krzywdzących je rodzinach. Pojedyncze przypadki patologii (kłania się system kontroli) tego nie zmieniają. Nie zamierzam na ten temat dyskutować, to jest fakt znany od lat kilkudziesięciu.
                  • skumbrie Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:57
                    Kłania się niewydolny system kontroli. Niestety. W opisanym przypadku i rodzina dziecka, i rodzina zastępcza były patologią.
                    A jednak w zastępczej miało być lepiej.
        • turkusowozlota Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 13:24
          Hanusina ja się ogólnie zgadzam z tym co piszesz, przeczytałam cały wątek i masz rację. Też mam takie poglądy, należy ratować dzieci jak najwcześniej. Tylko, że u nas nic się nie zmieni dopóki rządzą czarni w sukienkach.
          • alicia033 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 13:32
            turkusowozlota napisała:

            > Tylko, że u nas nic się nie zmieni dopóki rządzą czarni w sukienkach.

            o nie, nie, nie. Taki tekst to jest nic więcej, jak usprawiedliwianie "niedasizmu".
          • skumbrie Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 15:40
            >Tylko, że u nas nic się nie zmieni dopóki rządzą czarni w sukienkach.

            Ojp... Jesteś nauczycielką? Tam też się nie da, bo SYSTEM.
        • turzyca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 16:30
          >Ale serio pracować jak do 7 latka przez 7 lat nikt nie mowił, śmierdzi, nie jest myty, nie ma pranych ubran i jest głodny?


          To, co jest w tym artykule, to jest stan wynikający z braku systemowych rozwiązań w tym duchu, bo dopiero dziecko szkolne pojawia się na jakichkolwiek radarach, wcześniej problem jest bardzo trudny do wyłapania.

          Jeśli zakładamy system, w którym kierujemy się dobrem najsłabszych, to zaczynamy w momencie, gdy noworodek wraca do domu i przychodzi do niego położna środowiskowa. Której wizyty są obowiązkowe (i tu już słyszę głosy protestu, że jak to jakaś obca baba ma się plątać po chałupie). Która w warunkach domowych sprawdzi pielęgnację malucha, zobaczy, jak matka obchodzi się z dzieckiem. Wyłapie depresję poporodową, ale też wyłapie matkę, której nikt nie nauczył, jak być matką, która nie wie, jak się można bawić z niemowlakiem. Jeśli wszystko gra i buczy, to taka położna po trzech miesiącach skończy swoją pracę, jeśli nie gra, to ta piecza zostaje przedłużona i poszerzona.
          Szczepienia i badania okresowe to kolejne sito, które w Polsce jest kompletnie dziurawe: brak stawiennictwa na badaniach powinien automatycznie pociągać konsekwencje, niepokojące objawy tak samo.
          Dalej mój ulubiony konik czyli wysokiej jakości opieka wczesnodziecięca, która przynajmniej na poziomie przedszkola powinna być obowiązkowa. Dla grup z problemami każda przyzwoitej jakości opieka wczesnodziecięca jest korzystna, ale wysokiej jakości opieka wczesnodziecięca ma pozytywny wpływ na dzieci z każdej grupy społecznej, więc można ją wprowadzić jako obowiązkową.

          W tej sytuacji, gdy dziecko idzie do szkoły, masz już siedem lat dbania o dziecko przez pracę z rodziną. Masz wiele informacji zwrotnych, wiesz, w czym leżą problemy, możesz tym ludziom dać narzędzia do pracy z poszczególnymi problemami (np. wysłać na kurs rozładowywania agresji), możesz dać wędki, możesz ustalić, którym trzeba codziennie dostarczyć rybę. Ale też masz dość porządnych danych, żeby wskazać na konieczność odebrania praw rodzicielskich. Dzieci trafiają do pieczy zastępczej wcześniej, mają też większe szanse na adopcję. Są też mniej pokaleczone, bo system broni je przed sporą częścią problemów, z którymi mierzą się polskie dzieci.
          • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:06
            Zgadzam się. Ale tu nawet jak rodzina jest objęta jakąs kontrolą i kurator się zjawia...to musi byc z dzieckiem krytycznie źle aby mogł reagować na miejscu. Zazwyczaj wraca do siebie wysła pisma, które ugrzezną gdzieś u kogoś na biurku...
            W dobie 800 plus głodne, brudne dziecko to jest wyłącznie zaniedbanie rodzica
            • turzyca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:22
              >Ale tu nawet jak rodzina jest objęta jakąs kontrolą i kurator się zjawia...to musi byc z dzieckiem krytycznie źle aby mogł reagować na miejscu. Zazwyczaj wraca do siebie wysła pisma, które ugrzezną gdzieś u kogoś na biurku...

              I wracamy do punktu wyjścia czyli konieczności systemu, który jest skoncentrowany na dobru dziecka. I stworzeniu np. jakiegoś takiego urzędu, który to wszystko ogarnia, koordynuje, współpracuje ze służbą zdrowia, pomocą społeczną, szkołą, policją, kuratorami itd itp.


              >W dobie 800 plus głodne, brudne dziecko to jest wyłącznie zaniedbanie rodzica.

              800+ nie przyniesie do domu wody ze studni. Jeśli mówimy o ludziach, którzy mieszkają w warunkach urągających ludzkiej godności, bez bieżącej wody, bez sensownego ogrzewania, gdzie uprane ubrania pleśnieją na sznurku, zanim wyschną, gdzie rozebranie się do mycia jest wyzwaniem, gdzie zorganizowanie kąpieli to całe przedsięwzięcie, to trudno mówić, że to tylko kwestia zaniedbania rodzica. To kwestia tego że nawalamy jako społeczeństwo.
              • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 22:54
                Nie zmyślaj. Nie ma w miastach już domów bez bierzącej wody. A tu jest opisywane miasto.
                Moze nie być tyowej łązienki ale woda jest
                Tak to jest kwestia zaniedbania rodzica.
                • turzyca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 23:30
                  >Nie zmyślaj. Nie ma w miastach już domów bez bierzącej wody. A tu jest opisywane miasto.

                  Cytat z artykułu:

                  "Albo Solec 46 na Powiślu. Tuż obok ekskluzywnych butików kamienica z drewnianymi schodami, brak wody, bo nie została podciągnięta do mieszkań, toalety na korytarzach, grzyb na ścianie."

                  I to nie jedyna taka sytuacja:

                  "Wiceprezydentka Warszawy poinformowała, że według danych na koniec zeszłego roku w instalację wodną i kanalizacyjną nie było wyposażonych 225 lokali mieszkalnych."

                  "Na przykład, to też dane z odpowiedzi na interpelację, w Warszawie centralnego ogrzewania pod koniec zeszłego roku nie było w ponad 9,2 tys. miejskich lokalach mieszkalnych."

                  "Czy to oby nie są niedoszacowane dane? – stwierdza Zenobia Żaczek, działaczka lokatorska z Komitetu Obrony Praw Lokatorów. Przywołuje liczby z końca 2019 roku zamieszczone w wieloletnim programie gospodarowania zasobem mieszkaniowym Warszawy: na ponad 81 tysięcy lokali komunalnych bez łazienki i WC, ale z bieżącą wodą było ponad 12 tysięcy mieszkań."

                  Jest i jutrzenka postępu: "Ratusz zapewnia, że w Warszawie nie ma już zasiedlonych budynków, których mieszkańcy musieliby korzystać z publicznych toalet albo wychodków zlokalizowanych na zewnątrz budynku."

                  warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,29154453,xxi-wiek-warszawa-mieszkania-bez-biezacej-wody-i-kanalizacji.html

                  Nie muszę zmyślać, opieram się na faktach. A skoro Tobie się wydają tak niewiarygodne, że nawet ich nie sprawdziłaś, to na jakiej podstawie formułujesz swoją opinię?
                  • memphis90 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:58
                    Skoro rodziny z artykułu we własnym zakresie montowały sobie sedesy i kabiny prysznicowe w lokalach, to chyba nie nosiły wiadrami żadnej lodowatej wody ze studni w podwórzu…? 🤔 Nie wiem skąd Ci się wzięło, że lokal z łazienką na korytarzu i brak co = brak jakiegokolwiek ogrzewania w ogóle, studnia i wiadro do sr…nia w kącie?
                  • andace Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 15:51
                    turzyca napisała:

                    > >Nie zmyślaj. Nie ma w miastach już domów bez bierzącej wody. A tu jest opi
                    > sywane miasto.
                    >
                    > Cytat z artykułu:
                    >
                    > "Albo Solec 46 na Powiślu. Tuż obok ekskluzywnych butików kamienica z drewniany
                    > mi schodami, brak wody, bo nie została podciągnięta do mieszkań, toalety na kor
                    > ytarzach, grzyb na ścianie."
                    >
                    > I to nie jedyna taka sytuacja:
                    >
                    Budynek na Solec 46 został wykwaterowany i zamknięty co najmniej 2 lata temu i został kompletnie wyremontowany, w ciągu ostatniego 1,5 roku (jest gotowy od paru miesięcy). Nie ma w nim ani drewnianych schodów ani grzyba.
              • memphis90 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:55
                1. Dlaczego dwie dorosłe, sprawne, pracujące osoby mieszkają w budynku bez żadnego ogrzewania, ze studnią w podwórzu i wiadrem do sr…nia w kącie?
                2. Dlaczego pranie im gnije na sznurku? Ja suszę wyłącznie na sznurkach i jakoś nie gnije i nie śmierdzi.
                3. Dlaczego dorośli ludzie, którzy mieszkają w lokalu bez żadnego ogrzewania, choćby pieców na węgiel, bez wody(studnia) i kanalizacji (wiadro do sr..nia, którego zawartości jest usuwana w sumie nie wiadomo gdzie) decyduje się sprowadzenie do takich warunków dzieci?
                • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 14:04
                  Bo sprowadzanie dzieci to najprostsza, tania rozrywka.
                • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 14:10
                  Bo mogą? Bo chcą? Bo sterylizacja i aborcja to zuo? A maltretowane i straumatyzowane dzieci z całym wachlarzem dysfunkcji są cacy?
                  • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 15:11
                    Przede wszystkim zrozummy wreszcie że oni nie rozmnażają dla samego rozmnażania. Ich rozmnażanie to efekt uboczny uprawiania seksu. Jak zresztą prawie w każdym wypadku. Dzieci biorą się nie z seksu jako takiego a z ciąży. Jak się ciąży nie uniknie albo nie przerwie to sie rodzi kolejne dziecko.
                    • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:11
                      Czyli byś zmuszała do aborcji? Albo przymusowo sterylizowała? To już chyba było.
                      • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:22
                        Wystarczyłoby możliwość sfinansowania sterylizacji wprowadzić równocześnie z wprowadzeniem "limitu" bombelków, na które można dostać kasę. Jakby za dziećmi przestały iść pieniądze, to przynajmniej część poczułaby się "zmotywowana".
                        • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 18:21
                          Bo przed wprowadzeniem 500+ nie było nigdzie wielodzietności.
                      • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:47
                        A gdzie obrończyni życia wyczytała "zmuszanie"????? Napisałam, że dzięki takim katolskim oszołomom jak ty sterylizacja i aborcja to zło, a straumatyzowane dzieci są cacy. I owszem, powinno się umożliwiać sterylizację (bądź namawiać do założenia spirali) i aborcję w głęboko patologicznych środowiskach. A gdyby Arweniu chodziło o rozrodczość śniadolicych uchodźców, byłabyś równie kategoryczna?
                        • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 18:27
                          Oni to się akurat mnożą jak króliki i siedzą na socjalu - jakoś nie słyszę aby im ograniczyć rozród i zmuszać do aborcji. Już widzę te płacze aktywiszczy twojego pokroju, kiedy ograniczyłoby im się socjal lub "proponowało" aborcję.
                          Nawet w czasach przed 93 rokiem, patologia mnożyła się niekontrolowanie. Nie latali robić aborcji co miesiąc. A dokładnie to postulujesz,
                          Jeżeli nie wysterylizujesz - to w takiej patologii skrobać mogliby się co miesiąc.
                          • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 18:30
                            Aborcji nikomu nie trzeba proponować Arwenko. Wystarczy że będzie DOSTEPNA, nie będzie kryminalizowana, penalizowana, obłożona tabu. Że będzie WYKONYWANIA, że będzie o niej nornalnie mówione i bez stygmatyzacji. Ale TEGO to akurat byś nie przeżyła.
                            • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 18:35
                              I co z łapanki będziesz zaciągała? Mówimy o patologii, która często nie wie że jest w ciąży. Orientuje się jak czuje ruchy dziecka - a i to nie zawsze. Do lekarza nie chodzą - no może teraz - bo od tego chyba są uzależnione pieniądze na dziecko. I nagle wpadną na pomysł aborcji? Kiedy? 20,30 czy może 40 tydzień?
                              • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 18:36
                                Do lekarza nie chodzi bo lekarzy NIE MA szznowna pani. Nie ma na NFZ a 250 zł one rzeczywiście nie wydadzą na gienwkologa.
                                • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 19:11
                                  No to może o to walcz? Że każdy student po zrobieniu specjalizacji - ma odpracować studia - ładujemy w ich wykształcenie tyle kasy, że powinni odpracować co najmniej tyle ile studiowali.
                                  • memphis90 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 00:42
                                    >powinni odpracować co najmniej tyle >ile studiowali
                                    No to chyba właśnie to robią, skoro specjalizacja trwa tyle, co studia*…? 🤔 Drugie pytanie - czy wszyscy absolwenci studiów wyższych mają „odpracowywać” po stawkach odgórnie narzuconych przez państwo…? Ty swoje odpracowałaś…?
                                    • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 13:04
                                      Ja za swoje płaciłam. Kierunek, który potrzebowałam do uzyskania licencji był tylko na zaocznych.
                                      • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 13:05
                                        arwena_111 napisała:

                                        > Ja za swoje płaciłam. Kierunek, który potrzebowałam do uzyskania licencji był t
                                        > ylko na zaocznych.

                                        A cóż to za niszowe studia, których nie ma w ofercie państwowych uczelni wyższych w systemie dziennym, nieodpłatnym?
                                        • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 13:14
                                          A ktoś mówił, że nie na państwowej uczelni? Jak najbardziej państwowa. Lata 90, potrzebna nazwa konkretnej specjalizacji.
                                          Teraz jest już dzienna też, licencji już nie ma.
                                        • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 13:19
                                          paskudek1 napisała:
                                          > A cóż to za niszowe studia, których nie ma w ofercie państwowych uczelni wyższy
                                          > ch w systemie dziennym, nieodpłatnym?

                                          Przecież ona zwykłą rachunkowość studiowała no ale na dzienne trzeba było zdać egzamin.
                                          • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 13:26
                                            Dziennych nie było jak szłam na magisterkę. Inaczej poszłabym bez problemu. Na te studia były egzaminy. Żeby dostać licencje potrzebna była konkretna nazwa. I tylko na zaocznych WZiM UW to oferował.

                                            • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 13:30
                                              arwena_111 napisała:
                                              > Dziennych nie było jak szłam na magisterkę.

                                              Rachunkowości dziennej nie było? Seeeerio?

                                              > Żeby dostać licencje potrzebna była konkretna nazwa.
                                              > I tylko na zaocznych WZiM UW to oferował.

                                              Jasne, oczywiście - wszyscy zajmujący się prowadzeniem biur rachunkowych w całej Polsce kończyli te konkretne PŁATNE studia na tej konkretnej uczelni bo kierunek miał 'odpowiednią nazwę' big_grin
                                              • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 13:56
                                                Nie nie było. Wtedy wprowadzili nowe zasady. Dali czas na uzupełnienie wykształcenia, jak się miało odpowiednią ilość lat praktyki. Dla tych bez praktyki były egzaminy państwowe. Ustawa o rachunkowości ograniczała dostęp do zawodu.
                                                • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 14:08
                                                  arwena_111 napisała:

                                                  > Nie nie było. Wtedy wprowadzili nowe zasady. Dali czas na uzupełnienie wykształ
                                                  > cenia, jak się miało odpowiednią ilość lat praktyki. Dla tych bez praktyki były
                                                  > egzaminy państwowe. Ustawa o rachunkowości ograniczała dostęp do zawodu.


                                                  Nie chce mi się kopac w starych dziennikach ustaw ale coś tak mi się wydaje że co najmniej mijasz się Arwenko z prawdą 😃
                                                  • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 15:44
                                                    proszę ustawa o rachunkowości w brzmieniu do deregulacji
                                                    Art. 76b. 1. Minister właściwy do spraw finansów publicznych wydaje certyfikat księgowy na wniosek osoby fizycznej, która:

                                                    1) ma pełną zdolność do czynności prawnych oraz korzysta z pełni praw publicznych;

                                                    2) nie była skazana prawomocnym wyrokiem sądu za przestępstwo przeciwko wiarygodności dokumentów, mieniu, obrotowi gospodarczemu, obrotowi pieniędzmi i papierami wartościowymi, za przestępstwo skarbowe oraz za czyn określony w rozdziale 9 ustawy;

                                                    3) spełnia co najmniej jeden z następujących warunków:

                                                    a) posiada trzyletnią praktykę w księgowości oraz wykształcenie wyższe magisterskie uzyskane na kierunku rachunkowość lub na innym kierunku ekonomicznym o specjalności rachunkowość lub innej, dla której plan studiów i program kształcenia odpowiadał wymogom określonym przez organy uczelni dla specjalności rachunkowość, w jednostkach organizacyjnych uprawnionych, zgodnie z odrębnymi przepisami, do nadawania stopnia naukowego doktora nauk ekonomicznych,

                                                    b) posiada trzyletnią praktykę w księgowości i wykształcenie wyższe magisterskie lub równorzędne oraz ukończyła studia podyplomowe z zakresu rachunkowości w jednostkach organizacyjnych uprawnionych, zgodnie z odrębnymi przepisami, do nadawania stopnia naukowego doktora nauk ekonomicznych,

                                                    c) posiada dwuletnią praktykę w księgowości i wykształcenie co najmniej średnie oraz złożyła z wynikiem pozytywnym egzamin sprawdzający kwalifikacje osób ubiegających się o certyfikat księgowy, zwany dalej "egzaminem".

                                                    Ustawa z 29 września 1994 roku, studia magisterskie rozpoczęłam w październiku 1997r. - był to pierwszy rok w którym ten kierunek otworzyli.

                                                    Czasy się zmieniają - moja córka uparła się iść na zaoczne ( ten sam wydział i ten sam kierunek ) - na dzienne dostałaby się z palcem w nosie z jej dyplomem i średnią z licencjackich - ale uznała, że idzie do pracy, bo inaczej będzie dwa lata do tyłu z doświadczeniem w stosunku do tych, którzy pójdą do pracy. Tłumaczyłam, że uczyć i studiować jest trudno - uparła się.
                                                  • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 15:52
                                                    arwena_111 napisała:
                                                    > Ustawa z 29 września 1994 roku, studia magisterskie rozpoczęłam w październiku
                                                    > 1997r. - był to pierwszy rok w którym ten kierunek otworzyli.

                                                    Przed '97 nie było RACHUNKOWOŚCI na polskich uczelniach??? big_grin
                                                  • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 15:56
                                                    Nie - nie było jako OSOBNEGO KIERUNKU. Ja na licencjacie miałam rachunkowość jako przedmiot. Ale robiłam specjalizację "Finanse Przedsiębiorstw". Nie było osobnej specjalizacji Rachunkowość.
                                                    Wcześniej nie było potrzeby takiej osobnej specjalizacji. Przedmiot - tak, specjalizacja/kierunek nie.
                                                  • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 16:19
                                                    arwena_111 napisała:
                                                    > Nie - nie było jako OSOBNEGO KIERUNKU. Ja na licencjacie miałam rachunkowość ja
                                                    > ko przedmiot. Ale robiłam specjalizację "Finanse Przedsiębiorstw". Nie było oso
                                                    > bnej specjalizacji Rachunkowość.

                                                    Jasne - ustawa wymagała studiów wg. planu "dla specjalności rachunkowość," której NIE BYŁO??? big_grin

                                                    Twoi rodzice prowadzili działalność nielegalnie?
                                                  • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 21:53
                                                    Moi rodzice rozpoczęli działalność przed pojawieniem się ustawy o rachunkowości. I było coś takiego jak wpis warunkowy i trzeba było właśnie uzupełnić podyplomówką np. Moja szefowa w banku też musiała zrobić podyplomówkę - bo nie miała na dyplomie "specjalizacji" z rachunkowości.
                                                    Przypominam też, że kiedyś były licea ekonomiczne. Wiele księgowych pracujących po 20-30 lat - musiało uzupełnić wykształcenie.

                                                    Zresztą podobnie wymuszono na pielęgniarkach. Kiedyś wystarczyło liceum medyczne - potem musiały robić dodatkowo co najmniej licencjat.
                                                    Nauczyciele wczesnoszkolni - też wystarczało studium nauczycielskie - teraz musi mieć licencjat. Nauczyciele dostawali jakiś tam czas na uzupełnienie kwalifikacji.
                                                  • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:04
                                                    arwena_111 napisała:
                                                    > Moi rodzice rozpoczęli działalność przed pojawieniem się ustawy o rachunkowości
                                                    > . I było coś takiego jak wpis warunkowy i trzeba było właśnie uzupełnić podyplo
                                                    > mówką np. Moja szefowa w banku też musiała zrobić podyplomówkę - bo nie miała n
                                                    > a dyplomie "specjalizacji" z rachunkowości.
                                                    > Przypominam też, że kiedyś były licea ekonomiczne. Wiele księgowych pracujących
                                                    > po 20-30 lat - musiało uzupełnić wykształcenie.

                                                    Nie nie musieli uzupełniać - sama zacytowałaś ustawę - praktyka + egzamin (pkt 3c) a wykształcenie wystarczyło średnie.

                                                    Twierdzenie, że jedyną możliwością zdobycia licencji było studiowanie na PŁATNYCH zaocznych studiach na tej jednej jedynej uczelni (i to studiach otwartych w '97 podczas gdy ustawa obowiązywała od '94) jest zwykłym łgarstwem.
                                                  • spirit_of_africa Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:21
                                                    UE w Katowicach (wówczas jeszcze AE) miało kierunek finanse i bankowość z kilkoma specjalizacjami m.in rachunkowość właśnie od 1993 roku. Wiec coś nie pasuje w tej narracji Arweny
                                                  • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 08:33
                                                    spirit_of_africa napisała:
                                                    > UE w Katowicach (wówczas jeszcze AE) miało kierunek finanse i bankowość z kilko
                                                    > ma specjalizacjami m.in rachunkowość właśnie od 1993 roku. Wiec coś nie pasuje
                                                    > w tej narracji Arweny

                                                    Na AE Poznań co najmniej od '96 - kuzynka rozważała przy wyborze.
                                                  • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:23
                                                    Nie, nie było - zamierzałam mieć magistra - więc od razu robiłam dwa w jednym. To była jedna ze ścieżek. Jednocześnie pracowałam. Nie znam nikogo - kto nie uzupełniał wykształcenia - tylko poszedł na egzamin. Zapewniam cię, że chętnych było bardzo wielu. Były egzaminy i liczyła się średnia z poprzednich studiów.

                                                  • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:29
                                                    arwena_111 napisała:
                                                    > Nie, nie było - zamierzałam mieć magistra - więc od razu robiłam dwa w jednym.
                                                    > To była jedna ze ścieżek. Jednocześnie pracowałam. Nie znam nikogo - kto nie uz
                                                    > upełniał wykształcenia - tylko poszedł na egzamin.

                                                    Widać łatwiej było zapłacić za studia. Ale nie łżyj, że MUSIAŁAŚ.
                                                • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 14:14
                                                  arwena_111 napisała:
                                                  > Dla tych bez praktyki były egzaminy państwowe.


                                                  Czyli standardowo - można było iść na bezpłatne, dzienne studia i zdać egzamin państwowy.
                          • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 20:05
                            >>Oni to się akurat mnożą jak króliki i siedzą na socjalu
                            w Polsce tak jak to delikatnie ujęłaś mnoży i siedzi na socjalu akurat polska patola, której rozród gloryfikujesz, choć sama byś zarówno mamusi jak i pregenitury dwumetrowym kijem nie dotknęła. Swoje dzieci posłałaś do prywatnych szkół unikając sytuacji, w której "owoc miłości" byłby kolegą/koleżanką z ławki twoich dziubdzusiów. Niech się z nimi inni w rejonówkach męczą, ty masz czyste sumienie, "życie poczęte" obronione. Hipokryzja level master
                            • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 20:39
                              Mój syn poszedł do prywatnego przedszkola, bo nie dostał się do państwowego. Szkoły państwowe dookoła pracowały na zmiany. Poziom to akurat miały całkiem wysoki. Ale przy szkole muzycznej zmianowa podstawowka odpadała. Córki nawet nie próbowałam dać, bo chciałam mieć dzieci w jednym miejscu.
                              Poza tym, biorąc pod uwagę że wiele lat działałam na pomocnych i tworzyłam akcję gwiazdka to pozostałe twoje tezy są mocno nie trafione.
                              • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 22:20
                                No to możesz być z siebie dumna, tym gorliwiej kibicuj rozrodowi patoli bo wypadniesz z pomocnych i innych akcji gwiazdkowych.
                                • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 06:54
                                  Forum umarło wiele lat temu, dziewczyny, które przejęły akcję- przeniosły się na FB. Działają dalej.
                      • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 18:31
                        arwena_111 napisała:

                        > Czyli byś zmuszała do aborcji? Albo przymusowo sterylizowała? To już chyba było
                        > .


                        Nie Arwenko, wystarczy zmienić przekaz i narrację z "aborcja to zło, morderstwo, ostateczność najteagiczniejsza w życiu" na "aborcja to normalny zabieg medyczny, lepiej usunąć niż rodzić kokelej, niechciane, bez perspektyw na wychowanie". Ale tego TY byś nie zniosła. Wg ciebie aborcja ma być traumą, trudno dostępna, po spełnieniu fecnastu warunków dostępności, z oceną itd.
                        • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 18:36
                          Zacznijmy od tego, że aborcja to nie antykoncepcja.
                          • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 18:47
                            arwena_111 napisała:

                            > Zacznijmy od tego, że aborcja to nie antykoncepcja.


                            A ktoś mówi że jest? Ale tobie i łatwy tani, refundowany dostęp do antykoncepcji przeszkadza. Przypominam - Polska ma NAJGORSZY DOSTĘP DO ANTYKONCEPCJI w Europie. Od kilku lat. Zerową edukację w zakresie seksualności i antykoncepcji. To o czym my mówimy?
                            • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 19:50
                              Nie wiadomo, czy patologia by nie skorzystała, ze sterylizacji, bo nikt tego nie sprawdził. Pewnie pierwsze pognałyby "normalne" kobiety świadome tego, że więcej dzieci mieć nie chcą, ale jakby finansowanie sterylki połączyć z niefinansowaniem dzieci od powiedzmy 4 w górę, to chociaż część by się zdecydowała.
                • turzyca Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 13:31
                  >1. Dlaczego dwie dorosłe, sprawne, pracujące osoby mieszkają w budynku bez żadnego ogrzewania, ze studnią w podwórzu i wiadrem do sr…nia w kącie?

                  Dlaczego miasto w ogóle oferuje mieszkania, które nie spełniają żadnych standardów? Bo te dwie osoby mają w najlepszym przypadku dwie pensje minimalne (a pewnie mniej, bo przy braku wykształcenia praca na czarno i do tego w niepełnym wymiarze etatu jest prawdopodobna) i nie mają szans na kupno własnego mieszkania w mieście, w którym żyją od zawsze i mają tu całą rodzinę, więc muszą polegać na miejskim kwaterunku. Szczególnie że są spore szanse, że mówimy o ludziach nie do końca zdrowych tylko z lekkim upośledzeniem intelektualnym albo jeśli zdrowych to zdecydowanie w dolnych granicach normy.

                  >2. Dlaczego pranie im gnije na sznurku? Ja suszę wyłącznie na sznurkach i jakoś nie gnije i nie śmierdzi.

                  Mieszkałam kiedyś w takim mieszkaniu, że pranie musiałam odwirowywać dwa razy i rozwieszać na suszarkach tak, żeby każdy t-shirt zajmował trzy druty, a pomiędzy t-shirtami był co najmniej drut odstępu. Mieliśmy trzy suszarki stojące, pół mieszkania zastawione. Grubsze rzeczy mogły suszyć się tylko przy kaloryferach, a najlepiej było je jeszcze wcześniej przeprasować. Używaliśmy farelek i wentylatorów, żeby wymusić obieg powietrza. Pranie planowaliśmy bardzo starannie, bo nie było opcji, żeby uprać dzień po dniu. Nacięliśmy się na tamtym mieszkaniu koszmarnie, było zimne, wilgotne, nie do ogrzania, meble dotykające ściany pleśniały. Dlatego między innymi jestem taką fanką świadectw cieplnych, bo po ich wprowadzeniu tamten budynek miał takie wyniki, że właściciele przeprowadzili termomodernizację, inaczej nie mieli szans na wynajem mieszkań. My wyprowadzaliśmy się jak najszybciej się dało, mieliśmy tam rachunki wystrzelone w kosmos (zarówno ogrzewanie jak i prąd), a standard życia kiepski. Mimo że i tak dużo lepiej niż to, co opisane w artykule.
                  I nas było dwoje dorosłych, więc tego prania aż tak dużo nie mieliśmy. Gdybym w tym samym mieszkaniu miała dwójkę dzieci (a metraż spokojnie na to pozwalał), to bym miała poważny problem, bo nie da się przy dwójce dzieci prać tylko dwa razy w tygodniu. Gdybym do tego jeszcze nie była w stanie się z danego mieszkania wyprowadzić, bo taki dostałam kwaterunek?

                  >3. Dlaczego dorośli ludzie, którzy mieszkają w lokalu bez żadnego ogrzewania, choćby pieców na węgiel, bez wody(studnia) i kanalizacji (wiadro do sr..nia, którego zawartości jest usuwana w sumie nie wiadomo gdzie) decyduje się sprowadzenie do takich warunków dzieci?

                  Nie wiem, czy można powiedzieć, że się decydują. Sensowna antykoncepcja jest trudno dostępna - spróbuj znaleźć lekarza na NFZ, który zakłada spiralę. Tylko weź poprawkę na niską alfabetyzację i niskie osiągi intelektualne.
                  Plus brak dostępu do aborcji.
                  "Piekło kobiet" Żeleńskiego można cytować jako wytłumaczenie sytuacji i to bez jakichkolwiek zmian.

                  A wiadro opróżnia się do wspólnej toalety np. na parterze. Bo ona jest budynku, tylko nie w mieszkaniu. Jak się masz szczęście to jest na tym samym piętrze, jak się ma pecha, to jest w np. w przybudówce na podwórzu.
              • abria Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 10:43
                I wracamy do punktu wyjścia czyli konieczności systemu, który jest skoncentrowany na dobru dziecka. I stworzeniu np. jakiegoś takiego urzędu, który to wszystko ogarnia, koordynuje, współpracuje ze służbą zdrowia, pomocą społeczną, szkołą, policją, kuratorami itd itp.

                I ten system powinien byc skoncentrowany tylko na mopsiarach, a kurator powinie im byc im dawany juz przy 3 dziecku.
              • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 14:01
                Apel turzycy - Idź dziecię! Ja ci myć się nie każę! Bo jak? Kto ci przyniesie wody ze studni? No przecież nie rodzice! Rodzice również nie udźwigną przedsięwzięcia jakim jest zorganizowanie kąpieli! Większych bzdur, to chyba nawet na ematce nie czytałam
            • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 18:41
              Systemowo jak dziecko chodzi głodne, brudne i w trampkach w grudniu, powinno dostawać kuratora, który z kasy na dziecko z mopsów i innych kupuje buty, obiady czy daje dziecku na kanapki do szkoły. I się z tego rozlicza. Jak coś zostanie, to albo na konto większych wydatków, albo iść z dzieckiem, niech coś sobie kupi, względnie dawać mu tygodniowki, więcej nie, bo rodzice zabiorą. I taki kurator powinien mieć nie tyle prawo, co obow2iązek zabrać dziecko do dentysty, okulisty czy innego lekarza bez pytania rodziców, co oni o tym myślą. A nie przyjść, powiedzieć "posprzątaliby tu Państwo" i nara. Tylko nad kuratorami i rodzinami zastępczymi musiałaby być kontrola połączona z dobrymi zarobkami. Teraz to praca dla siłaczy/-ek i od czasu do czasu "elitarnej" patoli.
          • abria Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 17:50
            Jeśli zakładamy system, w którym kierujemy się dobrem najsłabszych, to zaczynamy w momencie, gdy noworodek wraca do domu i przychodzi do niego położna środowiskowa. Której wizyty są obowiązkowe

            Nie zgadzam się, sorry ale nie. Nie chcę żeby wp**** się w moje prawa skoro ja nie jestem bieda-patologią.
            Natomiast to co piszesz, z automatu powinno przysługiwać paniom z 3+ dzieci, które korzystają z mops. I tam powinien być z góry przyznany kurator, pani z mops, pielegniarka srodwiskowa a szkola powinna zglaszac do systemu (jakiegos) kazda nieobecnosc i wagary.
            • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 18:34
              No widzisz, i już uznajesz to jako wp... się w twoje życie. A ja uważam że to powinno być obowiązkowe u każdego i bez gadania. Właśnie dlatego że skoro TY uważasz że masz prawo protestować, czemu inne miałyby się godzić?
            • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 18:42
              Patologią można być i bogatą. Normalnym ludziom położna pomaga, patologii się w..dala.
              • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 19:08
                Ja mam jak najgorsze doświadczenia z położną środowiskową. Przyszła po urodzeniu syna ( byliśmy młodzi i głupi i zgłosiliśmy syna )- wpier..dalała się w nie swoje sprawy. Dziecko w samym tylko w body? Należy je ubrać. W mieszkaniu bardzo ciepło my w krótkich rękawkach i krótkich spodenkach - a dziecko miało być ciepło ubrane? Nie karmi pani piersią tylko ściąga? - trzeba, nie ma że boli. Poboli, poboli i przestanie. Co z pani za matka, wydelikacona jakaś. Po tych słowach - mój mąż wstał i powiedział, że wizyta już się skończyła a tam są drzwi. Coś jeszcze próbowała gadać, ale nie słuchaliśmy. Córki nawet nie zgłaszaliśmy.
                • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 22:08
                  Co to znacyz Arwenko że nie zgłaszaliście córki? Tak sobie żyje bez zadnuch wizyt w przychodniach itp? Wiesz co ja bym byka wdzięczna jakby ktoś te 20 lat temu przyszedł i mi pomógł. No ale woadomo, wielk Arwena wie najlepiej.
                  • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 22:12
                    Nie zgłaszaliśmy do położnej środowiskowej. Do przychodni zapisałam ją jak miała prawie dwa lata bo coś tam potrzebowała. Miała od urodzenia najlepsza opiekę lekarską. Tyle że nie w rejonie.
                  • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 22:13
                    A i babsztyl w niczym nie pomógł. Gdybym nie miała wsparcia w rodzinie - to po tej wizycie depresja murowana.
                    • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 22:16
                      arwena_111 napisała:

                      > A i babsztyl w niczym nie pomógł. Gdybym nie miała wsparcia w rodzinie - to po
                      > tej wizycie depresja murowana.

                      Nie pomógł bo z definicji uznałaś jej wizytę za wpierdalanie się w TWOJE ŚWIĘTE ŻYCIE.
                      • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 22:29
                        Nie, została wyrzucona, jak zaczęła atakować mnie bo nie karmiłam piersią. To nie była jej sprawa. Miała przyjąć do wiadomości i tyle. To nie była jej sprawa.
                        • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 22:55
                          Oj tak na pewno cię zaatakowała. Na pewno
                        • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 23:04
                          Arwena sorry ale jesteś egocentryczką, przekonaną o swojej wszexhwiedzy i wyjątkowości oraz, że jesteś lepsza od innych. Położna być może spytała o karmienie piersią czy butelką ale wielce ważna Arwena uznała to za atak na jej wysokość.
                          • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:33
                            Nie, twierdzenie, że ból nie ma znaczenia i mam przystawiać - to dla ciebie spytanie o kp czy butlę? Ja wtedy jeszcze ściągałam. Dwa tygodnie później, po kolejnym zapaleniu piersi i 40 stopniach gorączki, kiedy groziło mi cięcie piersi - likwidowałam i przeszliśmy na mm. I to była najlepsza decyzja. Twierdzenie, że dziecko w samym body marznie - bo jest grudzień, też do mądrych nie należało. Syn od zawsze był taki jak mój mąż. Jak było mu za ciepło - to darł się jak opętany. W mieszkaniu było bardzo ciepło, my w krótkich rękawkach - to dlaczego dziecko miałoby być ubrane jak na Syberię.
                            Mój mąż jest spokojny i wyważony - ale wtedy to on zakończył wizytę i wskazał pani drzwi.
                            • memphis90 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:04
                              >W mieszkaniu bardzo ciepło my w >krótkich rękawkach i krótkich >spodenkach
                              >w grudniu
                              A to akurat tak niespecjalnie zdrowo…
                              • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:32
                                Uważasz 22 stopnie za za dużo? No ja jednak wolę założyć mniej niż latać w swetrach po mieszkaniu. Przypominam, że zimy 25 lat temu też były inne niż obecnie.
                                • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 10:38
                                  Podpowiem. Mam 19 i nie latam w swetrach smile
                                  • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 12:02
                                    No ja jednak już bym założyła - bo ja zmarźluch jestem.
                                • memphis90 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 15:51
                                  A, „w domu bardzo ciepło, my w krótkich gaciach” to teraz 22stC? 🤔 No to w drugą stronę - 22st, a noworodek w krótkim body i skarpetusiach? Słusznie położna zwróciła uwagę, to jest noworodek, dziecko leżące, nie biegający non- stop dwulatek i nie powinno leżeć półnagie w samym krótkim body.
                                  • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 16:36
                                    memphis90 napisała:

                                    > A, „w domu bardzo ciepło, my w krótkich gaciach” to teraz 22stC? 🤔 No to w dr
                                    > ugą stronę - 22st, a noworodek w krótkim body i skarpetusiach? Słusznie położna
                                    > zwróciła uwagę, to jest noworodek, dziecko leżące, nie biegający non- stop dwu
                                    > latek i nie powinno leżeć półnagie w samym krótkim body.
                                    >
                                    No ale kto to widział żeby Arwence ktoś uwagę zwrócił.
                                  • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 21:57
                                    Jakbyśmy go ubrali w coś więcej - darłby się jak opętany. Wrodził się w ojca - mąż w zimie chodził w krótkim rękawku i kurtce. No do pracy w koszuli i kurtce.
                                    Ja miałam sweter i ciepłą kurtkę i wcale nie byłam przemarznięta.
                                    Córka zaś zawsze musiała być ubrana ciepło - bo marzła szybko.
                              • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:39
                                I jeszcze jedno - ona nie czepiała się, że jest za ciepło, tylko że dziecko w samym body i skarpeteczkach.
                            • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 12:04
                              Jakie ja bogów cięcie piersi ci groziiło?
                              • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 12:15
                                Zapalenie piersi może prowadzić do ropnia. Było blisko. Moja mama miała przecinanego ropnia po zapaleniu piersi.
                      • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:00
                        Nie, jak mówię- jak się syn urodził zgłosiliśmy się. Wtedy nie wiedziałam, że nie muszę. Kazali, przy wyjściu że szpitala.sie zgłosić to się zgłosiliśmy. Po tej wizycie uznałam, że nigdy więcej
                • pupu111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 02:25
                  Ja miałam cos podobnego ze szkołą, na zasadzie ze syn bez czapki (nie chodzimy w czapkach az temperatura nie spadnie na tyle, ze czuję ze jest potrzebna). Teraz zimy sa coraz cieplejsze, jak ktos mieszka w mieście i dojezdza szybko do pracy czy szkoły samochodem lub kilka przystanków komunikacją która jest juz w moim miescie bardzo punktualna, to nie trzeba sie ubierac zimą jak na Syberię. Nawet ten przykład trampek, to nie do końca rozumiem, w szkołach przeciez nie zmienia się chyba butów, a w bardzo ciepłych noga się poci.
                  • memphis90 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:05
                    Tak, najlepiej żeby dzieciak w grudniu chodził w sandałach, bo pupu sie wydaje, że w szkole nie ma jak zmienić obuwia i że się spoci…
                    • karmello29 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:57
                      memphis90 napisała:

                      > Tak, najlepiej żeby dzieciak w grudniu chodził w sandałach, bo pupu sie wydaje,
                      > że w szkole nie ma jak zmienić obuwia i że się spoci…

                      jak nie ma sniegu a czasem i sloneczko zaswieci to mozna pare przystankow podjechac w sandalach ,przynajmniej sie stopa nie spoci xdd
                      >
                      • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 14:52
                        w takich okolicznościach przyrody preferuje japonki🫠
                  • karmello29 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:55
                    pupu111 napisał(a):

                    > Na
                    > wet ten przykład trampek, to nie do końca rozumiem, w szkołach przeciez nie zmi
                    > enia się chyba butów, a w bardzo ciepłych noga się poci.

                    głupiutkie pupu -w szkołach zmienia sie obuwie zwlaszcza w miesiacach jesienno zimowych.moja corka nie ma problemu aby przyjsc w cieplych kozakach i przebrac w szatni trampki -pozatym nie wiem czy wiesz ale w szkolach pracuja sprzataczki ,ktore czyszcza m in podlogi-moze warto byloby uszanowac ich prace a nie ladowac sie w buciskach oblepionych blotem i latac tak caly dzien po szkole.
                    btw jakbym w grudniu zobaczyla dziecko w trampkach i bez czapki to uznalabym ,ze albo totalna bieda albo patola .
                    • pupu111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 16:34
                      Kojarzę coś takiego z przedszkoli, ale za moich czasów nie było możliwości zmiany butów w szkole, ani żadnych szafek. Widuje masowo zima młodzież, jak chodzi z golymi nogami zima do szkoły, adidaski, skarpetki stopki, i jakieś przykrotkie spodnie.
                      • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:12
                        Ciekawe rzeczy opowiadasz z tymi butami. To, że nie było szafek, nie znaczyło, że nie było szatni. Za moich czasów się buty zmieniało, za czasów moich rodziców się zmieniało. Jak było mokro, to woźne wręcz ścigały za niezmienione buty, W 4-klasowej wiejskiej podstawówce po wojnie się pewnie nie zmieniało, bo mieli tylko na zimę, latem chodzili głównie boso,
                        Jak u Ciebie się nie zmieniało, to siedziałaś w szkole w mokrych trampkach, czy jednak w za ciepłych, ale suchych butach?
                        • pupu111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:21
                          Ja kończyłam liceum w 96, w ogole nie mielismy zadnych szafek. Zima siedzialam w grubych butach w których przyszłam bo wtedy zimy były konkretne i cały czas marzyłam tylko żeby je wreszcie zdjąć. Na wf się oczywiście przebieralismy ale tylko w specjalnej szatni do której poza wf nie było dostępu.
                          • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:28
                            A wystarczyło chodzić do szkoły w trampkach...
                            • memphis90 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 00:50
                              W moim LO w latach 90 też nie było zwyczaju zmieniania obuwia i chodziliśmy w kozakach (nie, żeby ktoś się skarżył) , ale jedna niewolnica mody cały rok konsekwentnie przechodziła w koturnach z gołą piętą i palcami…
                      • karmello29 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:29
                        pupu111 napisał(a):

                        > Kojarzę coś takiego z przedszkoli, ale za moich czasów nie było możliwości zmi
                        > any butów w szkole, ani żadnych szafek. Widuje masowo zima młodzież, jak chodzi
                        > z golymi nogami zima do szkoły, adidaski, skarpetki stopki, i jakieś przykrot
                        > kie spodnie.

                        ja mam dziecko w 5 klasie podstawowki -nie chodzi z gołymi nogami w sniegu xd
                        nie wiem na jakiej zapadłej wsi chodzilas do szkoły ale zmiany obuwia pamietam ze swoich lat szkolnych doskonale-w szkole mojej corki AD 2024 tez sa obowiazkowe,wisi nawet kartka z przypomnieniem.
                        są szafki i szatnie ,zmieniasz obuwie na lekkie,do biegania po korytrzach szkolnych a po lekcjach sie przebierasz.
                        to co piszesz to jakis kosmos totalny
                        • pupu111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:38
                          Zapadla Wies Poznań
                          • karmello29 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 23:37
                            pupu111 napisał(a):

                            > Zapadla Wies Poznań

                            taaa i w tym Poznaniu, w 96 nie znali u ciebie w szkole szafek i nikt nie zmienial obuwia.moze chodzi o 96 p.n.e?
                            • pupu111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 00:09
                              Z tego co znalazłam w sieci, to obowiazek zapewnienia szafek w szkole wszedł w 2018 r. Więc zapewne w wielu szkołach tego przed 2018 nie było. Jak kończyłam liceum w latach 90 to szafki kojarzyłam ... z filmów amerykańskich.
                              • alicia033 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 01:03
                                pupu111 napisał(a):

                                > Więc zapewne w wielu szkołach tego przed 2018 nie było.

                                indywidualnych szafek nie było, natomiast zbiorowe boksy szatniarskie, gdzie należało zmienić obuwie jak najbardziej. W zimowej kurtce też w klasie siedziałaś?
                                • pupu111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 02:46
                                  A my chodziłyśmy do tej samej szkoły, ze wiesz co u mnie było?? Zrobienie szatni na kurtki z haczykami to mały problem, ale buty zajmuja sporo miejsca, chyba żeby były jakies specjalne szafki na nie. W moim liceum uczyło się duzo osób, na korytarzach jak była przerwa to ledwo się szło pomiescic, w kazdej klasie srednio 33 osoby, na jednym roku po 7 klas o róznych profilach. Uczyło się wtedy 4 lata, i był wyż demograficzny, to szkoła miała 800-900 uczniów. Gdzie pomieścic buty dla 800 osób?
                                  • iwles Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 09:33
                                    "Gdzie pomieścic buty dla 800 osób?"

                                    W worek/reklamówkę i na haczyk pod kurtkę?
                                  • karmello29 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 09:39
                                    pupu111 napisał(a):

                                    > Uczyło się wtedy
                                    > 4 lata, i był wyż demograficzny, to szkoła miała 800-900 uczniów. Gdzie pomieś
                                    > cic buty dla 800 osób?

                                    w podstawowce moje corki uczy sie okolo 1000 uczniow.
                                    kazdy ma indywidualna szafke.CUDA PANIE ,CUDA.
                                  • alicia033 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 09:42
                                    pupu111 napisał(a):

                                    > Zrobienie szatni na kurtki z haczykami to mały problem, ale buty zajmuja sporo miejsca, chyba
                                    > żeby były jakies specjalne szafki na nie.

                                    buty zajmowały w boksie szatniowym miejsce na podłodze, pod kurtką. Kto przychodził później zostawiał buty w drugim szeregu. Tak było 35+ lat temu w mojej podstawówce, potem w liceum (większym od twojego - klasy kończyły się na literce "h", w każdej było 35+ uczniów) i dokładnie tak samo wyglądało to przynajmniej do 2016r. gdy moje dzieci kończyły przygodę z polską edukacją (chodziły do zupełnie innych szkół, niż ja). Szafki pojawiły się później i nie służą przechowywaniu butów, w których się przyszło ani kurtek (których miejsce nieodmiennie jest w szatniach), znajdują się albo w salach klasowych (w przypadku klas 1-3) albo na korytarzach przy pracowniach. Moja podstawówka to była standardowa tysiąclatka, liceum z kolei to było XIXwieczne gmaszysko. W obu część szatniowa wyglądała podobnie, tak, jak w dziesiątkach tysięcy innych placówek szkolnych, bo przepisów nie przeskoczysz. Jeszcze gdybyś napisała, że kończyłaś malutką, wiejską podstawówkę, to mogłabym ci uwierzyć, że żadnej szatni nie było i siedzieliście w klasach w tym, w czym przyszliście. Noale wybrałaś opcję wielkomiejskiego molocha, więc sorry, Winnetou...
                                • karmello29 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 09:34
                                  alicia033 napisała:

                                  >
                                  >
                                  > indywidualnych szafek nie było, natomiast zbiorowe boksy szatniarskie, gdzie na
                                  > leżało zmienić obuwie jak najbardziej. W zimowej kurtce też w klasie siedziałaś
                                  > ?
                                  dokladnie ,czepiła sie tych indywidualnych szafek a tu chodzi o fakt,ze w szkołach od zawsze byly szatnie .
                                  ja nie wiem gdzie ona chodzila do szkoły ,jakas sklecona z paru desek obora to była czy co.
                                  >
                                  >
                                  • pupu111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 17:26
                                    Kurtki podawalismy szatniarce, było jedno małe pomieszczenie na kurtki zaraz przy wejściu do którego nawet nie było wstępu. Przecież nie mam sklerozy, przynajmniej nie aż takiej.
                  • profes79 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 10:05
                    W szkołach ZAWSZE zmieniało się buty.
                    • memphis90 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 00:54
                      Nieprawda. Ja nie zmieniałam ani w podstawówce, ani w liceum. W podstawówce mieliśmy najpierw wieszaki wzdłuż ścian korytarza, potem zabudowano je w szafki mieszczące po 6 wieszaków - jedna osoba z „szóstki” miała klucz, w szafce były kurtki, strój na wf i szpargały na plastyke. Butów nie zmienialiśmy. W LO w latach 90 też nie było szafek ani zmiany butow, była mikro szatnia z szatniarką. Aczkolwiek jeden gość zmieniał obuwie na domowe papucie, więc jak ktoś bardzo chcial, to się dało.
                      • iwles Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 02:15

                        To chyba wyjątek.
                        Pamiętam konieczność zmiany obuwia w szk.podst. w latach 70. i 80.
                        W liceum trochę odpuścili.
                        • memphis90 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 16:00
                          Być może wyjątek. W każdym razie w podstawówce możliwość w którymś momencie była (szafki 6 os), ale nie było utrwalonego zwyczaju. W moim LO możliwości raczej nie było, w maciupkiej szatni pod zwalami ok 1200 kurtek worki w 1200 parami butów już by po protu nie weszły… Szafek indywidualnych nie było w ogóle. W szkole moich dzieci:
                          1. Podstawówka / są szafki, które służą za szatnie, nie wolno z nich korzystać między lekcjami np zabrać/zostawic książek. Szkołą nówka, oddana 2 lata temu, nie wiem co to za ułom architektoniczny ją projektował 🤦‍♀️
                          2. LO córki - jest szatnia, są szafki, obuwie zmienia kto chce (córka nie zmienia).
                          • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 16:45
                            A dlaczegóż to córka nie zmienia butów? Jesienią, zimą pracowicie wnosi błoto i inny syf? Na korytarz, do klasy, do łazienki? Ma to po tobie? Panie sprzątające muszą za nią przepadać, reszta, która zmienia również.
                      • karmello29 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 09:36
                        memphis90 napisała:

                        > Nieprawda. Ja nie zmieniałam ani w podstawówce, ani w liceum. W podstawówce mie
                        > liśmy najpierw wieszaki wzdłuż ścian korytarza, potem zabudowano je w szafki mi
                        > eszczące po 6 wieszaków - jedna osoba z „szóstki” miała klucz, w szafce były ku
                        > rtki, strój na wf i szpargały na plastyke. Butów nie zmienialiśmy. W LO w latac
                        > h 90 też nie było szafek ani zmiany butow, była mikro szatnia z szatniarką. Acz
                        > kolwiek jeden gość zmieniał obuwie na domowe papucie, więc jak ktoś bardzo chci
                        > al, to się dało.

                        widocznie chodzilas do takiej samej ,skleconej z paru desek obory ,jak pupu.
                        obowiazek zmiany obuwia istnial juz w latach 80 wiec nie pitol głodnych kawałkow .
                        w liceum tez mialam szatnie ,na Boga ,gdzie wyscie do tych szkól chodzily?
                        wychodki chociaz były czy dziura w podłodze?xd
                        >
                        • memphis90 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 16:09
                          Karmello, bycie chamskim bucem nie sprawia, że automatycznie masz rację. Serio. Raczej mówi dużo o Tobie…

                          Chodziłam do 1000latki, nie do obory z desek. A następnie do historycznego budynku z 1912r. W szkołach tych uczono nas m.in. czytania ze zrozumieniem, a także kindersztuby i ogłady, których Ciebie najwyraźniej nikt nie nauczył 🤷‍♀️
                        • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 16:14
                          Ja w liceum miałam szatnie - nikt nie kazał zmieniać butów. W podstawówce w latach 80 - tak.
                          • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 16:10
                            arwena_111 napisała:

                            > Ja w liceum miałam szatnie - nikt nie kazał zmieniać butów. W podstawówce w lat
                            > ach 80 - tak.

                            Ty to zawsze miałaś i masz odwrotnie niż inni. W obu szkołach MUSIALAM zmieniać buty i nikt się nad, nami nie litował. Każdy zmieniał.
                  • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 14:09
                    Urywałam się z domu w trampkach gać jak leżał śnieg i żyję. Ale co innego wymknąć się z domu w nieodpowiednich butach, a co innego nie mieć innych i non stop chodzić w szmacianych trampkach.
                    • karmello29 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:33
                      nick_z_desperacji2 napisała:

                      > Urywałam się z domu w trampkach gać jak leżał śnieg i żyję. Ale co innego wymkn
                      > ąć się z domu w nieodpowiednich butach, a co innego nie mieć innych i non stop
                      > chodzić w szmacianych trampkach.

                      tobie sie udalo ale inna przypłaci taka ekstrawagancje zapaleniem pecherza albo jajnikow -btw nie wiem co to za fun grac w sniegu w trampkach-nie mieliscie w szkole sali sportowej albo ocieplanych sportowych butów?
                      • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 18:19
                        Wychodziłam po szkole wink Wyraźnie piszę, że co innego, kiedy to kwestia wyboru, a co innego, kiedy chodzi się przemokniętych butach, bo innych się nie ma.
                        Co do technicznych rozwiązań samego grania, to nie ma ocieplanych butów do grę w nogę.
                        • karmello29 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 23:39
                          nick_z_desperacji2 napisała:

                          > Wychodziłam po szkole wink Wyraźnie piszę, że co innego, kiedy to kwestia wyboru,
                          > a co innego, kiedy chodzi się przemokniętych butach, bo innych się nie ma.

                          wiem ze u ciebie to kwestia wyboru ale i tak nie rozumiem co w tym fajnego,bo wiekszosc ludzi odczuwa dyskomfort marznąc w stopy

                          > Co do technicznych rozwiązań samego grania, to nie ma ocieplanych butów do grę
                          > w nogę.

                          zimą gra sie w sali
            • turzyca Re: Warszawska bieda… 06.12.24, 20:35
              >Natomiast to co piszesz, z automatu powinno przysługiwać paniom z 3+ dzieci, które korzystają z mops.

              Ty masz rację! Dzieci są jak placki ziemniaczane, trzy pierwsze można popsuć. Nie ma sensu wprowadzać systemu chroniącego każde dziecko, bo przecież rodzice mają prawo do spokoju i to jest prawo nadrzędne, którego państwo nie powinno naruszać.
              I to jest prawo tak ważne, tak nadrzędne, że wyklucza też np. formowanie postaw rodzicielskich, bo państwo nie powinno wtrącać się w metody wychowawcze. Nie można np. wysyłać ludzi na kursy, kazać zdawać jakichś egzaminów, żeby sprawdzić, czy opanowali wiedzę.

              Niestety albo albo.

              I ja jako niepatologia nie mam problemu z kontrolą systemu. To jak z kontrolami lekarskimi. Mogę wybrać lekarza, ale nie powinnam móc wybrać, czy w ogóle zaprowadzę dziecko na kontrolę.
              • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 01:38
                Z tymi lekarzami, to w ogóle parodia. Jak dziecko ma wadę wzroku i nie trafia w linijki albo nie widzi tablicy, i co? I jak rodzic nie zachce, to nic. Szkoła usłyszy, że to niej sprawa i można się rozejść.
              • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:38
                Lekarz powinien przychodzić robić bilanse do szkoły/przedszkola. Niedawno nawet wspominałam z koleżanką, że na jakieś bilanse musiałam umawiać dzieci chyba w gimnazjum albo liceum ( ty na 100% jak mieli po 18 lat ). Bo do przedszkola i do podstawówki przychodził lekarz. Ja dostawałam tylko kartkę z zaleceniami ( czasami od czapy, ale ok ). Co prawda placówki prywatne.
                Ale naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, aby lekarze/pielęgniarki z państwowej przychodni przychodziły do szkół i załatwiali bilanse - wtedy wyłapano by większość dzieci z problemami typu siniaki/niedożywienie itd.
                • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 14:26
                  > Ale naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, aby lekarze/pielęgniarki z państwowej przychodni przychodziły do szkół i załatwiali bilanse - wtedy wyłapano by większość dzieci z problemami typu siniaki/niedożywienie itd.

                  W szkołach i tak takie problemy najłatwiej wychwycić. Tam dzieci są widziane przez osoby spoza rodziny, i do tego na ogół się komunikują. Najbardziej zagrożone są niemowlęta. Jak zamierzasz wykryć półroczne dziecko z zapaleniem dróg moczowych od niezmienianych pieluch zanim wyląduje w szpitalu z sepsą (o ile wyląduje), jeśli wizyty pielęgniarki w domu to samo zuo?
                  • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:17
                    A jak zamierzasz zmusić do pójścia do przychodni?
                    Pielęgniarka środowiskowa przychodzi RAZ - przynajmniej te 25 lat temu. Odhaczała, że wizyta była i koniec pieśni.
                    Przy córce pies z kulawą nogą się nie zainteresował - jak jej nie zgłosiliśmy na taką wizytę.
                    Zdecydowanie lepiej - jeżeli te wizyty są u beneficjentów MOPSU itd, ale nie jedna tylko co tydzień przez np pół roku. Jakby zrezygnować z tych wizyt w normalnych rodzinach - zostawić np jeden dzień na konsultacje/wizyte - JEŻELI ktoś potrzebuje ( może są takie osoby ) a resztę sił spożytkować na tych co naprawdę powinni być kontrolowani,
                    • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:26
                      Właśnie skandalem jest to, że dziecko zniknęło z systemu na dwa lata. Przez te dwa lata mogło mieć opiekę prywatną, albo nie żyć. Rejestracja u konkretnego lekarza niezależnie czy na nfz czy prywatnie, i stałe kontrole to powinien być psi obowiązek rodziców i przypisanego lekarza. Bogata patologia ma się dobrze właśnie przez myslenie, że patologia=bieda
                    • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 20:32
                      Tylko arwenciu trudno zdiagnozować "normalną" rodzinę, bez patrzenia z boku jak funkcjonuje. To, że uważasz siebie za kogoś lepszego od wszechogarniającego plebsu nie oznacza, że stworzyłaś "normalną" rodzinę. Na marginesie, bredzenie jaroslawa o elycie gładko ci weszło, nieprawdaż? Jeszcze jedno, jak proponujesz zidentyfikować "tych co naprawdę powinni być kontrolowani". Może to ci, którzy nie zgłaszają dzieci do systemu, lub nie wpuszczają położnej?
                    • turzyca Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 15:40
                      >A jak zamierzasz zmusić do pójścia do przychodni?

                      A jak rozwiązano problem w innych krajach? Np. dostajesz list z urzędu przypominający o bilansie zdrowotnym. W liście jest dodatkowa kartka, formatu pocztówki. Idziesz na bilans - wszystko jedno czy do przychodni na NFZ czy do prywatnego lekarza - oddajesz kartkę. Lekarz zwraca te kartki do urzędu, urząd odnotowuje, że kartka wpłynęła. Jeśli nie wpłynęła, to wysyła urzędnika na kontrolę, żeby ustalić, czy jest tylko coś się gdzieś zgubiło, czy dziecko faktycznie nie zostało zobaczone przez lekarza. Jeśli rodzice zawalili bilans, to zaczynają być na radarze, sprawdza się, czy wywiązują się z obowiązków rodzicielskich.
                      W Polsce spokojnie można to załatwić przez IKP - każdy bilans, prywatny czy państwowy, musi zostać odnotowany w książeczce zdrowia dziecka i w IKP. Raport do odpowiedniego urzędu oczywiście powinien zostać pozbawiony szczegółów medycznych i obejmować tylko informację, kiedy dziecko pojawiło się na bilansie. Oraz ew. czy nie istnieją objawy wskazujące na konieczność objęcia rodziny jakąś formą nadzoru lub wsparcia. Bo czy dziecko ma zeza, rozszczep podniebienia czy skoliozę, to faktycznie urzędu nie powinno obchodzić, ale co innego jak ma świerzb czy wszy.

                      >Pielęgniarka środowiskowa przychodzi RAZ - przynajmniej te 25 lat temu. Odhaczała, że wizyta była i koniec pieśni.

                      No u Ciebie była RAZ, bo ją wystawiłaś za drzwi, normalnie w Polsce przysługuje kilka wizyt patronażowych.
                      A ja, za granicą, miałam tych wizyt patronażowych od groma, na początku codziennie - co systemowi przynosi oszczędności, bo np. profilaktyczne monitorowanie żółtaczki czy przyrostu wagi może odbywać się w domu i położnice mogą wcześniej opuścić szpital - a potem coraz rzadziej i rzadziej, aż uznałyśmy, że nie ma potrzeby dalszego wsparcia. I mogłam sobie tę położną dowolnie wybrać, one się specjalizują i oferują różne dodatkowe usługi typu nauka masażu, akupunktura itd.

                      >Zdecydowanie lepiej - jeżeli te wizyty są u beneficjentów MOPSU itd, ale nie jedna tylko co tydzień przez np pół roku. Jakby zrezygnować z tych wizyt w normalnych rodzinach - zostawić np jeden dzień na konsultacje/wizyte - JEŻELI ktoś potrzebuje ( może są takie osoby ) a resztę sił spożytkować na tych co naprawdę powinni być kontrolowani,

                      Serio, nie ogarniam postawy rzekomych "prolajfersów", którzy są przeciwko aborcji, ale jednocześnie są przeciwko wydatkom na zdrowie publiczne. Albo życie jest bezcenne i trzeba walczyć o każde, a to oznacza, że warto finansować wizyty patronażowe, żeby wyłapać np. depresję poporodową, albo jednak patrzymy głównie na kasę i uznajemy, że są życia lepsze i gorsze.
                      • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 16:04
                        Raczej kwestia zasobów ludzkich. Lepiej skierować siły do tych co trzeba kontrolować niż do normalnych rodzin.
                        Chyba by mnie szlag trafił gdyby obca baba pałętała mi się po domu. Mąż był ze mną pierwsze 3 tygodnie po powrocie ze szpitala, miałam rodziców na miejscu- byłam naprawdę dobrze zaopiekowana.
                        A depresję to mogła zafundować ta baba. Jak poszła do kogoś, kto był pozostawiony sam sobie i miał problemy z kp - to jej mądrości mogły skończyć się załamaniem.
                        • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 16:07
                          Sęk w tym Arwenko że krzywdę można zrobić dziecku i w fecnastu lokojach ze złotymi klamkami. Dokaldnei taką samą jak w tej kamienicy bez bieżącej wody. To tylko twoje przekonaie o samozajebistości sprawia, że co się wydaje że jesteś od kogoś lepsza. Nie jesteś.
                        • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 16:08
                          A zasoby ludzkie się znajdą jak się znajdzie sensowna kasa na nie.
                      • alicia033 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 23:23
                        turzyca napisała:

                        > czy wszy.

                        o, to w takim razie opieka społeczna powinna się zainteresować jakimś 70-80 procentem rodzin, bo wszy są bardzo egalitarne i nie dyskryminują żadnych głów (no, poza łysymiwink).
                        • profes79 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 23:34
                          Wszy są egalitarne tylko jak w klasie jest jedna czy dwie rodziny które mają w d. działania ochronne, profilaktyke i zwalczanie to robi się zamknięty krąg. Za komuny to wywalano dzieciaka do domu na kopach z poleceniem, żeby nie wracał dopóki się nie pozbędzie problemu; w tej chwili głowy dziecku nie można sprawdzić bez zgody rodziców...
              • abria Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 10:26
                Nie ma sensu wprowadzać systemu chroniącego każde dziecko

                Dzięki bogu nie ma i tak na to pieniędzy. Bo gdyby były to skończyłoby się na tym, że kontrolowaliby i tak łatwe przypadki, żeby odhaczyć ze cos robia, a do patologii baliby sie isc, zeby nie narobic sie.
              • 71tosia Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 12:54
                Oczywiście ze jest, każde dziecko powinno być chronione przed przemoca i bieda, i oczywiście ze jest sens pracować nad systemem który każdemu dziecku daje szanse.
            • pseudo_stokrotka Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:06
              A skąd wiadomo, że nie jesteś patologią? Skąd system ma to wiedzieć w momencie urodzenia dziecka, jeśli nie wpuścisz położnej?
              • abria Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 10:29
                system to niech sie zajmie mopsiarami, zwlaszcza tymi ktore ma ja juz 2 dzieci i jest ryzyko, ze za chwile bedzie ich 9 jak w artykule, i zacznie od nich czegos wymagac
                • 71tosia Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 12:12
                  Abria czy ty zauważasz ze już w kolejnej dyskusji posługujesz się i językiem i argumentami dość bliskimi „patologii”?
                  • abria Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 12:19
                    no dokładnie: szlachta baluje, plebs haruje

                    i czas "szlachcie" spuścić łomot prawny
                    • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 13:27
                      abria napisała:

                      > no dokładnie: szlachta baluje, plebs haruje
                      >
                      > i czas "szlachcie" spuścić łomot prawny

                      A kto jest patologią będziesz oceniać ty i Arwenka
                      • abria Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 16:04
                        patologią jest babka z 3 dzieci korzystajaca z pomocy socjalu, ktora jest wlasnie w ciazy z 4

                        i nie ma tu co wiecej oceniac
              • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 14:12
                pseudo_stokrotka napisała:

                > A skąd wiadomo, że nie jesteś patologią? Skąd system ma to wiedzieć w momencie
                > urodzenia dziecka, jeśli nie wpuścisz położnej?
                Proste: nie jest biedna, więc jak pierze dziecko, to w celach wychowawczych. Jakby był biedna, to wtedy ten sam w.perdol byłby znęcaniem. Granicę wyznacza pasek: dobrej firmy skóra jest ok, tani chiński - patologia.
                • pupu111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 15:51
                  Dokładnie. A najlepiej z tymi nalogami, jak jestem w markecie to bywa że wszyscy w kolejce kupują jakieś alkohole, starsza pani rum, faceci piwo do meczu, jakas para wodke, potem mlode osoby piwo i czipsy na impreze. A jak ktos ma biede i kupi piwo to patologia malowana. Jak ma biede i dziecko będzie w trampkach w szkole w grudniu to do odebrania, a jak to dziecko lekarza by było to będzie że modnie ubrane.
                  • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:16
                    Jeśłi przez te trampki marznie, a do tego niedożywione i niedomyte, to warunki zagrażają jego zdrowiu i życiu. Jak "przy okazji" rodzice chlają, palą i do pracy się nie rwą, albo nawet są na takim poziomie intelektualnym, że nawet z asystentem nie ogarniają, że coś w tym układzie jest nie taki, to tak, do odebrania.
                    • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:17
                      nick_z_desperacji2 napisała:

                      > Jeśłi przez te trampki marznie, a do tego niedożywione i niedomyte, to warunki
                      > zagrażają jego zdrowiu i życiu. Jak "przy okazji" rodzice chlają, palą i do pra
                      > cy się nie rwą, albo nawet są na takim poziomie intelektualnym, że nawet z asys
                      > tentem nie ogarniają, że coś w tym układzie jest nie taki, to tak, do odebrania
                      > .
                      bez pierwszego nawet.
                    • pupu111 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 17:35
                      Zgodzę się nawet co do tych trampek, że może być zagrożenie życia, ale jakby dziecko mieszkało na wsi i do szkoły musiało iść daleko, w zaspach. A nie w mieście, jak ma np. Kilka minut do szkoły. Pod zagrożenie zdrowia czy życia można podciągnąć prawie wszystko , pewnie nawet ze ktos raz zapomnial umyc zeby.
                      • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 18:20
                        Sama wolałaś siedzieć w szkole w zimowych, niż przyjść w trampkach, ale dla innych trampki to obuwie akurat na grudzień big_grin Nowy wymiar hipokryzji.
                      • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:35
                        No tylko ze dobie 800+ brak zimowych butów dla dziecka to okradanie go
                  • elinborg Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 07:00
                    pupu111 napisał(a):

                    > Dokładnie. A najlepiej z tymi nalogami, jak jestem w markecie to bywa że wszysc
                    > y w kolejce kupują jakieś alkohole, starsza pani rum, faceci piwo do meczu, ja
                    > kas para wodke, potem mlode osoby piwo i czipsy na impreze. A jak ktos ma bied
                    > e i kupi piwo to patologia malowana. Jak ma biede i dziecko będzie w trampkach
                    > w szkole w grudniu to do odebrania, a jak to dziecko lekarza by było to będzie
                    > że modnie ubrane.

                    Co za kosmiczne bzdury.
                    Na pewno odbierają dzieci za kupienie piwa na imprezę, po prostu mops się czai w sklepie i bach!-kupilas piwo- dziecko do DD! Albo dziecko wpadło w kałużę- zabieramy!
                • abria Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 18:05
                  artykul wstepny jest o biedzie i siedzeniu w 9 w kawalerce i o tym ,ze mamy im pomagac fiannsowo,
                  a mnie o dycyplinowaniu dzieci paskiem
            • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 14:14
              Wśród "elyty" też występuje patologia i przemoc. "Elyta" z zasady nie korzysta z MOPS.
    • pepsi.only Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 08:15
      Ten artykuł jest sprzed 2 lat. Jestem ciekawa na ile dziś sytuacja zmienila się.
      • 71tosia Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:47
        Wiedza psychologów chyba się nie zmieniła tak bardzo, nagle zerwanie więzi rodzinnych dla dziecka jest trauma tak samo jak było 2 lata temu. Sama bieda i nieporadność wychowawcza w rodzinie w której sa więzi emocjonalne powinna mobilizować do pracy z taka rodzina bo sa szanse ze z pewna pomocą rodzina zacznie lepiej funkcjonować.
        • pepsi.only Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 11:38
          Ale artykuł powstał za czasów pisu, gdy wyglądało to ni mniej ni więcej tak, że dano 500+
          a ukrócono wszelką inną pomoc-
          nie było dotacji dla takich świetlic, by mogły spokojnie funkcjonować i wspierać dzieciaki, nie było pieniedzy dla miejsc pomocowych wspierających osoby dotknięte przemocą, telefon zaufania, szczuto na Owsiaka, szczuto w zasadzie na wszystkich, kto pomaga,

          poza .... strażakami.
          • pepsi.only Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 11:39
            Nawet opodatkowano zbiórki na chore dzieci! To wprowadził pis.
          • 71tosia Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 12:05
            500+ doraźnie poprawiło sytuacje najbiedniejszych (dane gus o tzw. skrajnej biedzie) ale w ostatnich dwu latach sytuacja zaczęła znowu się pogarszać, bo jak piszesz brak było i jest systemowych rozwiązań wyciągania tych rodzin z biedy.
            • pepsi.only Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 14:07
              Nie, nie zgodzę się z ani jednym twoim słowem
        • lauren6 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 16:23
          > Sama bieda i nieporadność wychowawcza w rodzinie

          Pod niewinnym terminem "nieporadność " kryje się niezaspokajanie potrzeb dziecka. I wiesz, syndrom sztokholmski to też jakaś więź między ludźmi. Nie każda więź jest warta pielęgnowania, a już na pewno nie taka, w imię której dziecko ma na start przechlapane w życiu (bo rodzice olewają leczenie, edukację, potrzeby rozwojowe, bezpieczeństwo swojej pociechy).
          • 71tosia Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 21:55
            W rodzinach zastępczych i domach dziecka tak dba sie o wykształcenie dzieci? Takie instytucje zapewniają dobry start w dorosłość? Chyba nie znasz danych. Raport jest z 2015 roku ale idę o zakład ze niewiele się zmieniło, start w dorosłość wcale nie jest dużo lepszy niż w rodzinach biologicznych bo nie ma rozwiązań systemowych pomocy dla takich dzieciaków, koncza 18 lat i ładują w tej samej biedzie z której wyszli. Często rownie nieporadni życiowo jak ich rodzice.
            www.nik.gov.pl/najnowsze-informacje-o-wynikach-kontroli/nik-o-usamodzielnianiu-dzieci-z-rodzin-zastepczych-i-domow-dziecka.html
            • alicia033 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 22:48
              71tosia napisała:

              > W rodzinach zastępczych i domach dziecka tak dba sie o wykształcenie dzieci?

              Owszem. Zwykle jednak docierają do końca edukacji co najmniej na poziomie szkoły średniej a jak chcą się kształcić dalej to mają taką możliwość.

              > start w dorosłość wcale nie jest dużo lepszy niż w rodzinach biologicznych

              doprawdy?
              A tak swoją drogą ilu znasz osiemnastolatków z takich wiesz, normalnych rodzin, w których opieka społeczna nawet, gdyby szukała, to by się niczego wymagającego jej interwencji nie doszukała, a którzy byli w stanie zaraz po skończeniu szkoły średniej samisię usamodzielnić?
            • paszczakowna1 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 22:58
              Nie ma podziału na rodziny zastępcze (a wśród nich spokrewnione i niespokrewnione, zawodowe i niezawodowe) i domy dziecka. A z tego co wiem od ludzi zajmujących się młodymi bezdomnymi, ich produkują raczej domy dziecka (i oczywiście rodziny).
              • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 09:02
                A to już wina systemu, który mówi - kończysz 18 lat - wypierd.... Damy Ci jakiś żałosny ochłap "wyprawki", i wykopieky w świat. Nie nauczywszy wcześniej niemal niczego, co jest potrzebne do prowadzenia życia samodzielnie. Radź se.
                • nellamari Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 09:29
                  Niekoniecznie. Po prostu te dzieciaki mają takie deficyty uczuciowe emocjonalne, ze ciężko im sobie z tym poradzić bez używek / wspóluzależnienia etc
                • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 13:00
                  A to z rodzinnego domu każdy wychodzi wywianowany pod korek? Raczej nie, przedsiębiorcze jednostki są na tyle operatywne, że idą na "swoje", a reszta do późnych lat 30-tych, albo i dłużej (o ile mamusia nie kupi mieszkania) bluszczują u mamusi w swoim dawnym, dziecięcym pokoju.
                  >> Nie nauczywszy wcześniej niemal niczego, co jest potrzebne do prowadzenia życia samodzielnie.
                  No mamusie też nie zawsze potrafią przygotować do "prowadzenia życia samodzielnie" , szczególnie rozpieszczonego dziubdziusia. Obawiam się, że patologia, maltretowacze i im podobni tym bardziej nie potrafią. Zdarza się też, że nie mają szansy przygotować, bo wcześniej dzieciaka zakatują,
                  • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 23:31
                    Wywianownay po kotek a wypuszczony w życie bez żadnego zaplecza to dwie różne rzeczy.
    • 71tosia Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:41
      Bieda sama w sobie nie powinna być powodem odbierania dziecka. Ale powinna być sygnałem ze z takim dzieckiem trzeba intensywnie pracować poza środowiskiem rodzinnym w szkole i świetlicy terapeutycznej, w pomocy społecznej etc. W takich rodzinach nawet jak sa jakieś chęci by poprawić sytuacje to brakuje możliwości wyrwania sie z kręgu niemocy - brakuje wiedzy, brakuje możliwości finansowych, brakuje pomysłów ma poprawę sytuacji. By pomoc dziecku trzeba pomoc całej rodzinie, jezeli chcemy rozwiązywac problem systemowo a nie doraźnie.
      • alicia033 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 09:55
        71tosia napisała:

        > Bieda sama w sobie nie powinna być powodem odbierania dziecka.

        Toteż w Polsce nikt z powodu biedy rodzicom dzieci nie odbiera.
        • 71tosia Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 12:00
          Bieda rodzi dużo problemów często to wynik i jednocześnie przyczyna dysfunkcjonalności takiej rodziny. Sama bieda nie bierze się z nikąd, tylko czasami to zbieg okoliczności ale często to wynik niezaradności, braku wykształcenia, nałogów etc biedę się często dziedziczy. Tak wiec w takiej rodzinie bez pieniędzy szanse na zmiany sa zerowe, ale taka rodzina musi dostac pomoc finansowa ale w pakiecie z inna.
          • abria Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 12:02
            y dostajesz pomoc, a i tak kradniesz papier toaletowy
            • 71tosia Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 12:08
              piszesz o własnych doświadczeniach? Gdzie ty ten papier kradniesz?
              • abria Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 14:44
                to ty kradniesz papier, sama o tym pisalas big_grin
                • 71tosia Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 15:34
                  Doprawdy? Może zacytujesz? Masz jakiś problemy z pamięcią?
            • spirit_of_africa Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:11
              A to nie Tol8 kradła papier?
              • abria Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:36
                no moze...
                • 71tosia Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 23:39
                  Jeszcze takie małe przepraszam by się przydało ale to z pewnie przekracza twoje poczucie przyzwoitości
          • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 14:28
            Taaaaa, dosypmy jeszcze patolom, na pewno to świetna szansa na zmiany.
            • 71tosia Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 21:47
              Taki komentarz swiadczy ze sama nie jesteś zbyt mentalnie odległa od „patoli”
              • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 22:27
                Ale mnie nie trzeba "dosypywać" oraz przeciwieństwie do patoli nie żyje na koszt innych i nie rozmnażam się w postępie geometrycznym. To tyle wysoko kulturalna Tosiu, której próbkę inteligencji i poglądów miałam okazję poznać na tym forum. Zresztą sądząc po postach twoich interlokutorów nie tylko ja. Im bardziej postawa nie do obrony, tym bardziej Tosia jej broni.
                • 71tosia Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 14:41
                  Może przeczytaj uważniej dyskusje w której bierzesz udział.
                  • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 15:56
                    Może przestań się już popisywać i zejdź z wysokiego "c"
                    • 71tosia Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 18:37
                      Może zacznij czytac co piszesz?
          • nick_z_desperacji2 Re: Warszawska bieda… 07.12.24, 15:05
            Ale kolejność powinna być odwrotna: najpierw rodzice starają się coś zmienić, a potem dostają na to pieniądze w formie zasiłków celowych, a nie kolejne 1000+ na zasadzie "idźcie i pijcie więcej, to jest bowiem kasa podatników, która na Was i Waszą wódę będzie wylana"
    • nellamari Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 06:50
      Alternatywą powinny być małe, rodzinne domy dziecka, forma pośrednia między DD i rodziną zastępczą.

      Każdy, kto się otarł z bliska lub z daleka o tę tematykę zawodowo, wie że to nie jest kwestia zero-jedynkowa, i ze w DD można trafić gorzej pod względem przemocy fizycznej czy seksualnej niż w patolskim domu.

      Jest masa sytuacji gdzie należałoby odizolować dziecko od rodziny pochodzenia w trybie natychmiastowym, przy pierwszej interwencji, ale jest tez masa sytuacji, kiedy to nie jest do końca jasne, co będzie lepsza opcja dla dziecka ( pisze nie tylko o Polsce). Czasami wystarczy wywalić do pierdla / na Berdyczów przemocowego ojca / ojczyma , przeprowadzić matkę i już sprawa wyglada inaczej. Czasem wystarczy zdiagnozować i wyleczyć farmakologicznie matkę z depresji. Czasem wystarczy matce udzielić wsparcia asystenckiego, żeby nie zostawiała niemowlaka samego, etc




      • 71tosia Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 15:40
        Dokładnie tak, ale najwyraźniej takie argumenty ze potrzebne systemowe rozwiązania i pieniądze na nie do wielu osób na forum nie trafiają, tu dominuje widzenie czarno-białe.
      • abria Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 19:23
        a czasami trzeba matce powiedzieć wprost:

        Dżesika, oboje rodziców mają obowiązek alimentacyjny. W ramach feminizmu - bambinizmu może cię traktować ulgowo i ci pomagać, jakbyś sama była dzieckiem albo czymś pośrednim pomiędzy dzieckiem a dorosłym. Ale na boga, do 2 dzieci a nawet 3 max. A przy 4, jak jesteś niewydolna to już sorki, dzieci idą do rodziny zastępczej, a ty dostajesz alimenty na nie. A niepłacone alimenty to pudło - i tam trafisz.
        • 71tosia Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 19:56
          Świat wg Abri,,,,rodzina z 10 dzieci to mega patologia, znawczyni „patologii” jak Abria oczywiście wie kim jest Jan Tombinski? smile
          Ps No to kto „kradł papier toaletowy”? Już znalazłaś ten mój cytat smile
          • abria Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 21:02
            rodzina z 10 dzieci to problem społeczny: bo muszę im dać mieszkania, zasiłki, pomoc materialną itd..
            czyli muszę wystąpić w zastępstwie rodziców tych dzieci, a co gorsza muszę być też rodzicem dla kompulsywnie rozkładającej nogi Dżesiki i jej plodzimierze
            • 71tosia Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 21:34
              No a te dziesiątkę dzieci Janka Tombinskiego to nawet nie tylko podatnik polski ale UE musiała utrzymywać smile A ty ze zacytuje „kompulsywnie rozkładałas ile razy nóżki”? Bo zdaje się ze tak się w twoim środowisku pyta o dzietność?
              Ps No jak tam z tym papierem toaletowym?
              • abria Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:02
                no ale ja nie zabraniam Dżesice żeby została dyplomatką i miała 10 dzieci
                może nawet przy azbeście pracować żeby utrzymywać tę 10 dzieci

                tu chodzi tylko o to żeby w końcu wzięła odpowiedzialność za swoje dzieci i albo poszła do pracy i zaczęła je sama utrzymywać, albo zaczęła stosować antykoncepcję, albo przestała kompulsywnie rozkładać nogi, albo poniosła odpowiedzialność w postaci alimentów (łącznie z więzieniem za ich nie płacenie, co nadal będzie dla nas dobrym rozwiązaniem, bo tam sie nie rozmnoży)
                • 71tosia Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:20
                  No widzisz a mnie przeszkadzają pozbawione refleksji wpisy o dzesikach i rozkładaniu nóżek.
                  Ps gratuluje doczytalas kim jest Tombinski, na „mój” cytat o papierze toaletowym nadal czekam.
                  • abria Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 22:29
                    to niech ci przeszkadzaja :d
        • nellamari Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 05:55
          Abria,
          Za rozkładanie nóg patoDżesiki odpowiadają Twoi rodzice, moi rodzice, rodzice Tośki. Dżesika nie powstała w próżni, tylko powierza wzorce, które nie zostały zastopowane kiedy był na to czas. Czym Dzesika za młodu nasiąknie, tym w okresie płodnym trąci. Wiec płacz i płać.

          A jak nie chcesz kolejnych długów przekazać swojej progeniturze, to znajdź sposób żeby dzieci Dzesiki nie nasiąkły za młodu …
          • abria Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 07:30
            Za rozkładanie nóg patoDżesiki odpowiadają Twoi rodzice, moi rodzice, rodzice Tośki.

            Dokładnie. I trzeba przerwać to błedne koło poprzez odbieranie dzieci Dżesice gdy urodzi 4 i nałożenie na nią obowiązku alimentacynego zakończonego wiezieniem za nie płacenie alimentów.
            • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 08:18
              Ale mówisz o dożywociu? bo tylko to może zapobiegnie kolejnej ciąży - do tego zakaz wizyt "małżeńskich" czy jak to tam się zwie, zakaz przepustek itd.
              No chyba, że postulujesz podawanie antykoncepcji nielegalnie w jedzeniu. Bo Dżesika sama nie ogarnie.
              • abria Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 08:36
                spokojnie - po to jest aborcja ze względów społecznych, Dżesika sama ogarnie, że lepiej abortować 4 ciąże
                • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 08:43
                  Dżesika nie ogarnie - bo o ciąży dowie się w 4-5 miesiącu.
                  • abria Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 08:51
                    no właśnie - i aborcja ze względów społecznych powinna być nadal dostępna
                    • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 08:56
                      Chcesz zabijać 5 miesięczne dzieci? A może do porodu aborcja?
                      • abria Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 09:04
                        plody a nie dzieci
                      • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 09:09
                        arwena_111 napisała:

                        > Chcesz zabijać 5 miesięczne dzieci? A może do porodu aborcja?

                        Arwenka, wróć do szkoły, jak by to nie było kontrowersyjne *ta a aborcja w 5 miesiącu z powodów społecznych, to to NADAL jest PŁÓD a nie dziecko.
                        Ponadto walcz o edukację, o dostęp do ginekologów, o dostęp do antykoncepcji. To TWOI idole tego nie chcą. Piszesz, że Dżesika ogarnie się że jest w ciąży dopiero w 5 miesiącu. A czemu? Czemu nie wcześniej? Ano temu że nie chodzi do lekarza, że nie zna cyklu, że ma to w nosie. A czemu nie zna - przez brak edukacji. Przypomnieć ci kto ostatnio protestował przeciwko edukacji młodych? Która opcja? Rak, ta, którą ty całym serduszkiem popierasz. Tak jak popierasz zakaz aborcji.
                        • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 09:27
                          Nie dlatego, że chla.
                          • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 09:33
                            arwena_111 napisała:

                            > Nie dlatego, że chla.

                            Domyślam się że chciałaś ten przecinek postawić jedbak w innym miejscu. Ale nie zgadzam się z tą tezą. Chlanie może być jedną z oryzcyzn, ale niekoniecznie główną.
                            Nadal - to TWOI idole są przeciwko porządnej edukacji seksualnej w tym szerzenie wiedzy o skutecnej, bezpiecznej, nowoczesnej antykoncepcji
                            To TWOI idole są za calkowtym zakazem aborcji a sama myśl, żeby usunąć ciążę, zamiast rodzić kolejne i kolejne dzieckiem, doprowadza ich do wścieku.
                            To TWOI idole są przeciwko łatwemu dostępowi do nowoczesnej, skurcze ej, refundowanej antykoncepcji. To oni doprowadzili do tabuizacji, stygmatyzacji i kryminalizacji aborcji. Bierz więc na klatę to co posiali.
                            • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 17:50
                              To może zamiast aborcji - przymusowa sterylizacja? Nie będzie problemu z aborcją. Pod tym się podpiszę bez wahania.
                              Wolę sfinansować taki zabieg niż milion aborcji. Bo obie doskonale wiemy, że na jednej w patologii się nie skończy.
                              • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 17:52
                                arwena_111 napisała:

                                > To może zamiast aborcji - przymusowa sterylizacja? Nie będzie problemu z aborcj
                                > ą. Pod tym się podpiszę bez wahania.
                                > Wolę sfinansować taki zabieg niż milion aborcji. Bo obie doskonale wiemy, że na
                                > jednej w patologii się nie skończy.

                                A ja wolę żeby kobieta miała pełną świadomość co i jak, pełen dostęp do nowoczesnej antykoncepcji, sterylizacji i aborcji wtedy kiedy ONA tegi będzie potrzebowała. Ile tych aborcji zrobi to mi lotto. To tu masz ból dupy o cudze aborcje. Mnie one zwisają i powiewają.
                                • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 17:53
                                  A ja nie zamierzam płacić za czyjąś głupotę.
                                  • daniela34 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 18:00
                                    Ale płacisz. Płacisz za utrzymanie tych dzieci w szpitalach (jeśli urodzą się chore, zostaną tan pozostawione i nikt ich nie chce adoptować), dpsach, domach dziecka i rodzinach zastępczych, płacisz za zasiłki, które dostają rodzice. Płacisz znacznie więcej niż kosztowałaby aborcja, bo nawet najdroższa aborcja nie kosztuje tyle ile utrzymanie tego dziecka do 18, 25 albo dożywotnio.
                                    To tylko tobie się wydaje, że teraz nie płacisz.

                                    Oczywiście to powinno być wszystko razem - edukacja seksualna, antykoncepcja (w formie jak najprostszej, czyli choćby zastrzyków), sterylizacja i aborcja na końcu.
                                  • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 18:13
                                    arwena_111 napisała:

                                    > A ja nie zamierzam płacić za czyjąś głupotę.

                                    Nie Arwenko, ty nie chcesz płacić za aborcję nie dlatego, że to czyjaś głupota. Ty nie chcesz aborcji bo się będą seksić "bez odpowiedzialności". I tyle. Innych pobudek w tym zakresie nie masz. Dlatego tak gardłujesz przeciwko aborcji "na życzenie" czyli de facto po prostu legalnej, nowoczesne, bezpiecznej aborcji, bez tłumaczenia, traktowanej jak zabieg meducbzy a nie ideologoczne widzimisię.
                        • arwena_111 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 09:29
                          Przeciwko takiej edukacji jaką proponuje lewactwo. To nie edukacja o zdrowiu - bo o to nikt by się nie bił. Doskonale wiesz o co chodzi i o jaką propagandę wprowadzaną tylnymi drzwiami pod nazwą "edukacja zdrowotna".
                          • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 09:33
                            arwena_111 napisała:

                            > Przeciwko takiej edukacji jaką proponuje lewactwo. To nie edukacja o zdrowiu -
                            > bo o to nikt by się nie bił. Doskonale wiesz o co chodzi i o jaką propagandę wp
                            > rowadzaną tylnymi drzwiami pod nazwą "edukacja zdrowotna".


                            Łżesz Arwenka jak najęta. Twoi idole są przeciwko KAŻDEJ edikacji dotuxzaej seksualnosci człowieka.
                            • arwena_111 [...] 09.12.24, 09:48
                              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                              • paskudek1 Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 09:55
                                arwena_111 napisała:

                                > Ja nie mam idoli - ja mam swoje zdanie - wybieram tych, którym do niego najbliż
                                > ej. Ty masz poprzesz każdego kto będzie głośno krzyczał i przeklinał - aborcja
                                > ,aborcja aborcja - najlepiej do porodu a jakby się dało to i byś bez mrugnięcia
                                > okiem klepnęła morderstwo po porodzie.


                                Nie łżesz Arwenko. Tak, aborcja tak późno jak to konieczne. Konieczne późno jest przez tych, z którymi ci po drodze. To oni pochwalają ukrywanie przed kobietami wad płodu, przez co kobiety muszą robić późne aborcję. Oczywiście nie w Poslce bo Polska ma w dupie zdrowie swoich obywatelek. Ale nie o późnej aborcji tu mowa. To tylko w mokrych snach prawaków kobieta czeka do porodu w zdrowej ciąży, żeby ją na tydzień przed usunąć.
                                Parszywe insynuacje o mojej zgodzie na morderstwa noworodków pominę. Nie będę się z tobą kopać.
                                Mówimy o destygmatyzacji aborcji. Ty wolisz żeby ją ciągle stygamtyzować, ja wolę, żeby wróciła do katalogu zabiegów medycznych. I już tych niechcianych dzieci z oatologixznych rodzin może być mniej. Fakt, nie znikną jak za dotknięciem czarodziejskie różdżki. Mam tego świadomość. Ale im MNIEJ takich dzieci tym lepiej. Dla wszystkich a dla takich dzieci zwłaszcza.
                          • abria Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 09:37
                            Przeciwko takiej edukacji jaką proponuje lewactwo.

                            Lepszej nie ma. Wasza prawacka sie nigdzie nie sprawdzila.

                            Jest jeszcze drugie rozwiązanie. Te rodziny nie muszą tak żyć: "kamienica z drewnianymi schodami, brak wody, bo nie została podciągnięta do mieszkań, toalety na korytarzach, grzyb na ścianie".

                            Powinno się przywrócic przymusowy kwaterunek i Dzesiki powinny trafiac do nieruchomosci arwenki i jej rodziny, ktora powinna dostawac od miasta ryczalt .


                          • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 09:46
                            arwena_111 napisała:
                            > Przeciwko takiej edukacji jaką proponuje lewactwo. To nie edukacja o zdrowiu -
                            > bo o to nikt by się nie bił. Doskonale wiesz o co chodzi i o jaką propagandę wp
                            > rowadzaną tylnymi drzwiami pod nazwą "edukacja zdrowotna".


                            Masz jakieś konkretne zakupy czy klepiesz przekaz dnia księżula z niedzielnej mszy?
                            • evening.vibes Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 09:47
                              evening.vibes napisała:
                              > Masz jakieś konkretne zakupy

                              * zarzuty
            • nellamari Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 12:45
              Nie, trzeba je przerwać znacznie wcześniej. Ze względów społecznych i humanitarnych.
              • abria Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 13:19
                i tymi alimentami to przerwiemy
      • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 14:11
        Otarłam się z bliska...i powiem, ze piszesz bzdury.
        I to szkodliwe bzdury.
    • mebloscianka_dziadka_franka Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 10:08
      Pokraczne relacje? Niezły eufemizm.
    • m78wt3c Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 11:29
      Domy dziecka powinny być zlikwidowane.
      I tzw poprawczaki też


      -
      www.youtube.com/@TomaszSzwejgiert/videos
      • mizantropka_20 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 13:03
        A przestrzeń pod mostami zaadaptowana na lokum dla tych ze zlikwidowanych DD
      • miaumia Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 19:00
        Popieram. Dzieci powinno się adoptować z marszu lub bezproblemowo przygarniać, jeśli spełnia się warunki i jest się odpowiedzialnym. Takie przybytki gwarantują późniejsze traumy i odchylenia.
        • zyciemniekocha2000 Re: Warszawska bieda… 08.12.24, 21:22
          Ilu tych chetnych znajdziesz do zaadoptowania starszych/ straumatyzowanych dzieci .Moze stworzymy obowiazek adopcji?
        • hanusinamama Re: Warszawska bieda… 09.12.24, 14:12
          Dziecko to nie pies ze sie je przygarnia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka