tiffany_obolala
05.07.25, 08:25
Mój bliski, lat 50+, poszedł do psychiatry z depresją i wyszedł... z sugestią diagnozy ADHD. Coś może być na rzeczy, bo jego córka taką diagnozę ma (również uzyskaną w dorosłości, choć wczesnej). ADHD nie przeszkodziło mu mieć grupy przyjaciół, obronić doktoratu, odnosić sukcesów w pracy. Córka miała problemy ze sobą, ale nikt nigdy nie wiązał ich z ADHD, skończyła dobre liceum i studiuje na publicznej uczelni. Medikinetu nie bierze ze względu na skutki uboczne, które są dla niej nie do zniesienia.
Tak czytam o objawach ADHD, i zastanawiam się, czy tak ludzie po prostu nie mają? Każdy może być roztrzepany, zapominalski i mieć problemy z koncentracją... Wiem, że to kwestia skali, wiem, że zaburzenie się leczy, kiedy przeszkadza żyć, no ale tym ludziom najwyraźniej nie bardzo przeszkadza (depresja miała wyraźne zewnętrzne przyczyny). To po co im taka diagnoza?