riki_i
16.09.25, 01:30
Przypomniał mi się facet z dawnego miejsca pracy mojej matki, skrajnie ponura postać, esbek i intrygant, faktyczny przedstawiciel tzw. Żydokomuny. Miał naprawdę drugi etat w SB. Za młodu (podczas wojny) ten pan przebywał w Związku Radzieckim , gdzie wypłatę dawano częściowo w wódce. Już jako nastolatek pił wódkę codziennie.
Przechodząc do rzeczy. Pracując w PRL-u w dużym państwowym przedsiębiorstwie ów jegomość codziennie podczas dnia wypijał flachę wódy, nawet specjalnie się z tym nie kryjąc (częstował osoby postronne jak akurat wlazły mu do gabinetu). Informował ponadto podwładnych, że po powrocie do domu każdego dnia obowiązkowo rozpija z żoną kolejne pół litra do kolacji, bo inaczej nie zaśnie.
Na Pana natrafiłem w jakiejś gazecie już po upadku PRL-u, gdzie opisano go jako bojowego szefa.... komitetu blokowego, który przeciwko czemuś protestował.
No a potem , jeszcze w czasach papierowych gazet, znalazłem jego nekrolog. Dożył sędziwego wieku bardzo późnej osiemdziesiątki.
Abstrahując zupełnie od innych spraw, frapuje mnie długowieczność tego osobnika. On pił takie ilości alkoholu, które powaliłyby konia. Alkoholików którzy doczołgali się do 70-tki trochę widziałem, takich co sczeźli koło 75-78 roku życia też. Ale odnośnie przypadku gościa, który by nieprzerwanie chlał w tak imponującym wymiarze i doszedł do tak zaawansowanego wieku , to przyznam się, że znam tylko jego.
Ps. Nie wiem w jakim stanie był ten czlowiek przed śmiercią, ale jako agresywny boss komitetu blokowego wzbudzający zainteresowanie mediów produkował się grubo po 70-tce.
Jakieś wasze przykłady długowiecznych alkoholików ?