W Nowy Rok weszłam z krztuścem
Jestem po antybiotyku, ale pomógł tyle, co umarłemu kadzidło. No chyba, że się przestaje zarażać. Po 6 tygodniach jestem u kresu. Straciłam pracę, wiem, że jest już pani na moje miejsce, i nawet jeśli wyzdrowieję (nie mam się spodziewać szybkiego zdrowia), miejsca tam już nie będzis.
Dziewczyny, doszczepcie się, proszę. Co roku szczpię się przciw grypie, sle o tym dziadostwie nie pomyślalam.
Siedzę sama jak palec, jedynie przyjaciele podrzucają zakupy z jedzeniem. Dla bezpieczeństwa nawet nie proponuję kawy, zresztą hasło "krztusiec" hamuje skutecznie.
Niestety, zrozumiałam skąd ta nazwa i dlaczego szczepi się dzieci

Jedyne povieszenie, że nie "krztuszę" się kilka -kilkanaście razy dziennie, ale 1-2, tak po godzinie kaszlu

((
Płakać mi się chce z tej bezsilności i z tego, że końca nie widać. Nie mogę pracować, osłabiona jestem maksymalnie.
Chorowała któraś z Was? Może ktoś w Waszym otoczeniu? Lekarz "pociesza" 3-4 miesiącami kaszlu i kolejnymi rekonwalescencji...Dajcie jakąś nadzieję, na cudowne, szybsze wyleczenie...