Wiem: oficjalna i poprawna forumowo wersja brzmi "to super, że sobie dorabia, nic mi do tego, nie ma to znaczenia". Ale ciekawa jestem odczuć i opinii niepoprawnych

A zatem załóżmy sytuację, że jest sobie pracownik korpo, NGO-sa lub urzędnik średniego szczebla, który po pracy dorabia sobie fizycznie. Np. na ochronie, magazynie, przy rozkładaniu towaru, w Żabce, czy jako kurier. Znam takie dwa przypadki i są od strony organizacyjnej podobne (w uproszczeniu: praca główna 7-15, dorabianie 16-20 + weekendy). Jeden pan ma długi z własnej głupoty (CFD), drugi po prostu chce mieć więcej pieniędzy na swoje wydatki. Panowie pod czterdziestkę, bez rodzin, dzieci itp. Chodzi mi o Waszą ocenę samego zjawiska, że ktoś mając spokojną, stabilną pracę umysłową z zarobkami w okolicy średniej krajowej (czyli mało) podejmuje dodatkowo pracę fizyczną, żeby dorobić. OK, nie OK, czy zwisa i powiewa?