zyciemniekocha2000
06.04.26, 17:54
Cześć wszystkim,
piszę, bo już naprawdę nie wiem, jak się w tym wszystkim odnaleźć i potrzebuję spojrzenia z boku.
Mój syn ma 21 lat, jego dziewczyna 18. Są razem około 1,5 roku i ich relacja od początku to ciągłe rozstania i powroty. Ona go blokuje, potem odblokowuje, znika i wraca jak gdyby nic się nie stało. Często odzywa się w ostatniej chwili i oczekuje, że on wszystko rzuci i do niej przyjedzie.
W grudniu poznaliśmy ją bliżej, zaczęła przychodzić do naszego domu i przez jakieś 3 miesiące było naprawdę lepiej. Myślałam, że w końcu się to unormuje. Niestety miesiąc temu znowu wszystko wybuchło.
W nocy, kiedy mój syn spał, przeglądała mu telefon. Doszła do jakichś starych wiadomości z jego kolegą sprzed około 8 miesięcy, z czasu kiedy przez chwilę nie byli razem, i zrobiła z tego problem, coś sobie dopowiedziała. Od tego momentu wszystko znowu się zaostrzyło.
Tego dnia kiedy znalazla te wiadomsoc poszła do baru, gdzie pracuje moja synowa i gdzie pracuje też koleżanka mojego syna, i próbowała dowiedzieć się, kiedy może ją spotkać. Wymyśliła sobie, że między moim synem a tą dziewczyną coś jest( dziewczyna ma chlopaka a z moim synem znaja sie praktycznie od dziecka ) . Zaczęła do niej wydzwaniać i jej grozić. Sytuacja zrobiła się bardzo nieprzyjemna. W końcu zainterweniowała moja synowa, wezwano właścicielkę baru, która postraszyła ją carabinieri i dopiero wtedy to się uspokoiło.
Mój syn bardzo to przeżywa. Widzę, jak to na niego wpływa, jest rozbity, zdenerwowany, momentami załamany. W tym ostatnim miesiącu zaczęło to wpływać nawet na studia, zaniedbuje je, bo po prostu nie ma głowy. Schudl bo nie je.
Sam zauważył, że coś jest nie tak i zaczął chodzić na terapię,poprosił, żebym z moich kontaktów pomogła mu znaleźć kogoś sprawdzonego. Popytałam i dałam mu numer do polecanej psychoterapeutki i faktycznie zaczął chodzić.
Ja przez długi czas go wspierałam. Dawalam , próbowałam zrozumieć sytuację, byłam z nim wcześniej na terapii, broniłam tej dziewczyny przed resztą rodziny, która od początku widziała, że coś jest nie tak i się od niej odsunęła.
Ostatnio jednak zaczęłam mieć dość. Usłyszałam, jak ona do niego mówi, ton, sposób, brak szacunku. Do tego ten ciągły schemat od miesięcy mnie zwyczajnie wykańcza.
Wczoraj na obiedzie wielkanocnym syn się upił, potem płakał i miał do mnie pretensje, że przez moje rady, ( poradzialm żeby wyszedł z kolegami w piatek , od ktorych tez sie odsunal ) , jego relacja się pogorszyła. Ona w piatek do niego zadzwonila on byl daleko nie mogl wrocic bo byl bez samochodu Później mnie przepraszał. Dzisiaj z kolei powiedział, że wszystko jest dobrze, bo ona go przeprosiła i się pogodzili.
Ja już w to nie wierzę, bo widzę ten sam schemat od 1,5 roku.
Powiedziałam mu, że jestem tym zmęczona i że mam swoje granice, że jeśli ktoś jest w moim domu, to powinien okazywać szacunek mnie i mojej rodzinie.
I teraz mam ogromny dylemat, z jednej strony to jego życie i jego wybory, z drugiej bardzo trudno patrzeć, jak ktoś bliski tkwi w czymś, co go rani.
Jak to mądrze rozegrać jako rodzic?