jowita771
24.07.26, 18:13
W związku z wątkiem o badaniach genetycznych, opiszę Wam pewną sytuację i ciekawa jestem, jak ocenicie bohaterów. Jest sobie Agnieszka, kobieta po czterdziestce, która ma siostrę cioteczną, Zytę. Zyta interesuje się genealogią, robi drzewo genealogiczne rodziny, rozmawia o tym z krewnymi. Agnieszka w wieku nastoletnim usłyszała od sąsiadki, że jest adoptowana, pytała rodziców, powiedzieli, że to bzdura. Ponieważ jednak czuje, że pod wieloma względami różni się od reszty rodziny, to co jakiś czas pytała znowu, rodzice za każdym razem zaprzeczali. Zyta w rozmowie z Agnieszką mówi, że wyśle swoje DNA do badań. Może wysłać trzy próbki. Agnieszka prosi, żeby wysłała próbkę jej DNA, to się raz na zawsze rozstrzygnie, czy jest adoptowana. Zyta się zgadza, wysyłają próbki Zyty, jej dziecka i Agnieszki. Przychodzi wynik - Zyta jest spokrewniona ze swoim dzieckiem, co było do przewidzenia, ale nie ma żadnego pokrewieństwa między nią, a Agnieszką. Agnieszka z wynikami idzie jeszcze raz do rodziców, konfrontuje ich z tymi wynikami. Rodzice Agnieszki mają żal do Zyty, robią jej wyrzuty i obgadują do krewnych, że to przez nią się wydało i jej wina, że Agnieszka ma do nich żal.
A jak Wy uważacie, wina Zyty czy nie?
Zmieniłam pewne dane, żeby się nie dało zidentyfikować, ale sytuacja jest prawdziwa.