Dodaj do ulubionych

musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :(

    • hratli Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 23:43
      no nie dotrwalam do konca czytania wszystkich postow - wiec moze powtorze
      czyjas mysl. ludzie dziela sie na rozne kategorie - miedzy innymi na zalacych
      sie i ukrywajacych wszystko w sobie. sowa nalezy do tych zalacych sie, co widac
      po ilosci watkow i charakterze tych postow. wiadomo, po co ludzie zakladaja
      takie watki - chca uslyszec slowa typu: wspolczuje, bedzie dobrze, trzymaj sie
      itp. no ale jak widac, posty pisane przez dziewczyny nie zawieraja tylko te
      slowa. ile w nich jest rad - to jest szok. mnie na mysl by nie przyszla ogromna
      wiekszosc z nich. jakie to szczescie, ze czlowiek moze gdzies tu miedzy kupami
      dzieciecymi a plamami z marchwi otrzymac solidna dawke zycia. tylko brac sie za
      siebie i koniec. juz byl czas na biadolenie i zalenie sie w stylu "oh jak mi
      zle". mysle, ze to powinien byc sla ciebie sowo - i innych dziewczyn w twoim
      polozeniu - solidny kopniak.
      • mala_mysza Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 20.12.04, 04:04
        Witam, Sówko.

        Od razu powiem, że nie znam Twojej sytuacji z innych wątków, tak więc wiem
        tylko to, co wyczytałam w tym.

        Tak w "większym skrócie" opiszę Ci, jak było u nas...

        Było niemalże identycznie jak u Ciebie.
        Po ślubie mąż wprowadził się do nas (ja i mama w 3-pokojowym mieszkaniu). Mimo,
        iż byłam mężatką, mąż zarabiał na życie i rachunki, to dla mamy nadal
        byłam "małą dziewczynką". U nas były sytuacje tego typu, że nawet gdy
        chcieliśmy sobie poprzestawiać meble w pokoju (NASZE meble w NASZYM pokoju), to
        była awantura, bo jej się to nie podoba, bo to jej dom i ma być poustawiane tak
        jak ona chce itp - awantury o pierdołki niemalże codziennie (no tyran nie
        matka wink) )
        Długo z mężem rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że czas najwyższy skończyć
        to "piekło". I po kolejnej awanturze (bo jak to - chcemy sobie ściany w pokoju
        pomalować na inny kolor???? Nie ma mowy!!! Ściany mają być białe, bo to jej
        dom!!! - a my tylko coś takiego zasugerowaliśmy...) spakowaliśmy bagaże (byłam
        w bodajże 6 m-cu ciąży).

        Wyprowadziliśmy się do jego mamy - na szczęście mieliśmy taką możliwość.
        Niestety u Teściowej warunki zerowe - woda w studni, kibelek na dworzu,
        mieszkanie nieotynkowane, zimno jak ch...era... ale trzeba było - dla świętego
        spokoju i podreperowania psychiki. Przez kolejny miesiąc mąż nadal pracował, a
        ja szukałam taniego mieszkanka do wynajęcia - przecież musieliśmy zapewnić
        dziecku jakieś warunki (a -5 stopni w pokoju to nie są warunki dla noworodka).
        Znalazłam tani domek do wynajęcia i po niecałym m-cu mieszkania u teściowej
        wyprowadziliśmy się "na swoje".
        Mamie przeszło, zadzwoniła do mnie (na kom.) i była w ogromnym szoku, że nie
        mieszkamy już u Teściowej (wiedziała, gdzie idziemy). Zaczęła nas odwiedzać "u
        nas" - i były to strasznie sympatyczne wizyty smile.
        W międzyczasie urodziła się niunia, przesiedziałam z nią prawie 2 m-ce w
        szpitalu, później wróciłyśmy do wynajmowanego mieszkania.
        Pewnego dnia mama zaproponowała nam, abyśmy wrócili do niej (mała miała około
        roczku), bo "tutaj za duże opłaty" (wynajem) itp...

        Wróciliśmy... i od tamtej pory jest zupełnie inaczej.
        Mąż całkiem nieźle zarabiał, więc stać nas było na to, aby umeblować
        mieszkanie, wymienić okna (i "o dziwo" mama dała nam "wolną rękę" - ale
        zabieraliśmy ją na wszystkie zakupy i wybieraliśmy wszystko wspólnie smile) )

        ...Teraz mamy zielone ściany w pokoju, morelowe w kuchni, jasnoniebieski sufit
        u niuni i tylko pokój mamy jest wciąż biały (ale ostatnio się zastanawiała, na
        jaki kolor sobie zmienić smile )

        Myślę, że zobaczyła, że potrafimy sobie dać radę bez niej, że jesteśmy w
        stanie "żyć na własny rachunek". I tak oto w jej oczach z "dziecka" stałam
        się "kobietą" (tak mi się przynajmniej wydaje smile )

        Ja zajmuję się całym domem (pomijając pokój mamy), czyli 2 pokoje, kuchnia,
        łazienka, ubikacja, przedpokój. Ja gotuję obiady. Zakupy robimy wspólnie.
        Mama i mąż pracują poza domem, a ja pracuję w domu - myślę, że jest
        to "uczciwy" układ.

        Ostatnio urwała się bardzo dobrze płatna praca męża. Znalazł drugą "dorywczą",
        ale jak na razie marnie płatną...
        Radziłam się dziewczyn na "Prawo i pieniądze", co powinnam zrobić - bardzo dużo
        mi pomogły. Poszłam zarejestrować siebie, męża i córę na bezrobociu (jestem
        obecnie w 38tyg. drugiej ciąży). Dziewczyny poradziły, aby udać się do Opieki
        Społecznej (43zł/m-c na dziecko, +500zł za urodzenie dziecka). Wyczytałam
        również, że mogę ubiegać się w OPS o "zasiłek okresowy" (20-418zł max/m-c, w
        zależności od dochodów).
        Pojutrze się tam wybieram i zobaczymy, co mi powiedzą (mąż przez te wszystkie
        lata pracy nie był zarejestrowany, tak więc możemy powiedzieć, że był
        bezrobotny, dochody zerowe, mieszkanie umeblowała mama itp).

        Może to jest również jakieś wyjście z Twojej sytuacji... Spróbuj się przejść do
        swojego OPS-u (uwierz mi, że gdyby nie to, że w tym momencie zarobki męża są
        naprawdę niskie, to nigdy w życiu bym nie poszła "prosić się" o pieniądze z
        urzędu... ale niestety, trzeba "się ukorzyć", aby jakoś żyć...)

        Mamę na razie staraj się "omijać", ale może zacznij zajmować się całym domem
        (tak jak ja) - wtedy zobaczy, że mimo braku pracy poza domem pracujesz w nim.
        Myślę, że jest to całkiem sensowne rozwiązanie. Twoja mama na pewno z czasem
        zrozumie, że nie jesteś już "małą dziewczynką" i przestanie Cię tak traktować -
        trzeba jej tylko pokazać, że potrafisz sobie poradzić w życiu.

        Mam nadzieję, że w jakiś sposób Ci pomogłam. Musisz na pewno jak
        najszybciej "wziąć sprawy w swoje ręce", a będzie lepiej smile

        Gorąco Cię pozdrawiam i życzę jak najszybszej poprawy stosunków z mamą
        i "dostawy oleju" w główce niemęża smile

        Wszystko się jakoś ułoży - wystarczy tylko troszkę więcej dać z siebie smile

        Trzymaj się cieplutko smile
        • mimka21 Sowka, w sprawie formalnej :) 20.12.04, 09:39
          .. no wlasnie, brzuch mi urosl, kiecki brak... No naprawde czekam na jakies
          ciuchysmile Jak sie nie wyrobisz, to ja jeszcze trzecie dziecko planujesmile
          Pisza tu dziewczyny duzo madrych rzeczy, wiec napewno cos dla siebie
          znajdziesz. Nie bede tu sie powtarzac. Wydaje mi sie tylko, ze Twoja inicjatywa
          z ciuchami ciazowymi, to byla (i jest) bardzo fajna sprawa. Nie tylko ze
          wzgledow finansowych. To bylo bardzo odwazne. Pamietam jeszcze Twoj entuzjazm i
          dume, jak latem Twoja kolekcja pojawila sie w sprzedazy. No fajne to bylo,
          przypomnij sobie i sprobuj do tego stanu wrocic. No bo przeciez Ci sie udalo.
          Nawet jak nie zarobilas na tym jakiejs kasy - to jest to osiagniecie. Zrobilas
          cos od poczatku do konca. Wymyslilas, zaplanowalas, przeprowadzilas.
          Samodzielnie.
          Teraz czas na krok drugi. Pare dziewczyn wypunktowalo Ci co i jak robicsmile Sama
          taka liste tez juz pewnie stworzylas. powodzenia
          monika
      • cruella Sówko, odezwij się:) 20.12.04, 12:04
        Nie będę się rozpisywać, już to kiedyś zrobiłam i dostałam po uszach.

        Dziewczyny wspominały o Twoich projektach. Nie jestem wprawdzie mamą przy
        nadziei ale kojarzę Twoje prace. Nie wiem, na jakim to etapie utknęło, czy masz
        z tego jakieś korzyści. Twój facet ma smykałkę informatycznę. Nie próbowaliście
        czegoś razem zrobić?

        Moze to głupie pytanie ale...sama jestem na takim etapie: mąż informatyk ja na
        wiecznym bezrobociu. Postanowiliśmy połączyć siły i właśnie zastanawiam się nad
        otworzeniem własnego "byznesu".
        Ubrania ciążowe (ładne, niedrogie) to duża nisza rynkowa.

        Pozdrawiam.
        • pola777 Re: Sówko, odezwij się:) 20.12.04, 15:56
          przeczytalam sobie wszystkie dodatkowe wypowiedzi osob ktore tak strasznie
          rozumieja zla sytuacje i niemoznosc poprawienia sytuacji i wiecie co-szczesciu,
          zeby sie pojawilo to trzeba dac szanse i wyjsc z domu i wyciagnac reke.Samo nie
          przylezie. Osoby ktore moga ci pomoc pojawia sie na horyzoncie tylko wtedy
          kiedy da sie szanse szczesciu. Nie spadnie z nieba manna samoistnie, wiec albo
          sie siedzi na tylku i narzeka i nie wierzy we wlasne mozliwosci albo sie zrobi
          krok w kierunku swiatla. Przynajmniej kiedy bedziesz starsza bedziesz miala
          czyste sumienie i nie zmarnowalas szansy na lepszy los. Ciuchy sa extra,
          napewno dasz rade...!
    • ikaikaj Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 20.12.04, 17:37
      sowa...nie chce sie powtarzac...wiele dziewczyn napisalo tu bardzo duzo madreych
      rzeczy i ja sie tez pod nimi podpisuje.
      chce ci tez powiedziec,ze jak sie chce to mozna. jestem tego zywym przykladem.
      mam 24 lata, dwoje dzieci, studiuje dziennie a 2 razy w tyg wieczorem i w
      weekendy rano dorabiam sobie w kawiarni.wiesz dlaczego robie to wszystko mimo,ze
      mam faceta, ktorego stac na utrzymanie 4 osob? bo cudownym uczuciem jest kupic
      sobie rajstopy za wlasne pieniadzesmile oza tym lubie swoja niezaleznosc i lubi ja
      cala moja rodzina. mialam 19 lat,kiedy urodzilam pierwsze dziecko i pol roku
      pozniej wyfrunelam z domu. od tego czasu nigdy nie bylam juz zalezna od
      rodzicow...i oni to bardzo szanuja a w razie potrzeby chetnie mi pomagaja np
      przy dzieciach.
      ja mysle, ze musisz stosowac sie do zasady "umiesz liczyc, to licz na siebie",
      wziac sie w grasc, olac chlopa(tzn olac jego nierobstwo i przestac na niego
      liczyc i bezgranicznie mu ufac).musisz zaczac wszystko od nowa i nie mozesz tego
      odsuwac na wieczne nigdy. mam nadzieje,ze ci sie uda i zycze ci tego z calego serca!
      ika
    • kalina_p Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 21.12.04, 10:15
      Powariowalyscie niektore, naprawde...kobiety, zadna z Was nie ma monopolu
      na "jedyna racje'! Sowa juz chyba uslyszala sporo, moze na tyle duzo, ze juz
      sie nie odzywa. Moze nie chce sluchac, bo zaczyna sie od niej czegos wymagac?
      Moze i dobrze, czasem zimny pysznic pomaga, choc nieprzyjemny...
      Licytujecie sie - to do miriam- ktora wiecej przezyla i wiecej wie o
      zyciu...litosci! I tak kazda sytuacja, kazde zycie jest inne. Sowka, trzymam
      kciuki i odwagi!
      Pozdrawiam
    • p_swiat Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 21.12.04, 11:10
      Czesc Sówkasmile Bardzo mi przykro, że masz taka fatalna sytuacje i kontakt ze
      swoja matkąsad
      Wiekszość tutaj pisze zebyś sie wyniosła jak najszybciej tylko nikt nie wie
      gdzie?! masz ogromny problem bo znajść lokum nie jest łatwo i to teraz na
      wariata bez kasy!!
      Pogadaj z mamą, że po nowym roku wyniesiesz sie i to z wielka przyjemnoscią
      jeśli tak bardzo jej xle.
      Ja też nie raz się nasłuchalam jaka jestem niedobra corka bo nie pomagam mamie,
      a mój brat to anioł bo mieszkał osobno teraz kiedy mamy swoje mieszkanie jestem
      idealna córką choc mam niewiele mi pomaga zwykle sam ja prosze o to aby zajeła
      sie wnuczka bo np: potrzebuje wyjsc itp np dziś miała wziaść Zuzie bo miała myć
      okna i niestety wypadło jej coś zreszta jak zwykle owszem nie licze na nia , że
      ma być na kazde moje zawołanie, ale czasami naprawde nie moge wszystko robic
      przy córce i jak ja poprosze 2 tyg wczesniej to wydaje mi sie, że słowo musze
      jechać popatrzeć za grzybkami to dziwna wymówka aby jej nie wziąść
      tymbardziej , że druga wnuczke zabiera ot tak dzwoni do brata i mówi biorę
      wnuczke i jest git.
      Ja zawasze musze sie prosić i umawiać tydzień wcześniej sad
      Sorki, że sie tak wyżaliłam, ale rozumiem Cie co teraz czujesz - nie
      wyprowadzaj się teraz przed Świętami powiedz tylko mamie, że naszybciej jak się
      da zrobisz to - masz synka nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji
      ytymbardziej , że nie masz gdzie iść.
      Całuje cie mocno i trzymam za Ciebie kciuki smile
    • sowa_hu_hu do życzliwych mi :) 21.12.04, 19:39
      nie odpisuje na posty bo pewnych rzeczy nie mam siły już tłumaczyć - niektóre
      osoby tutaj wyrobiły sobie opinie nie do końca prawdziwą i nie będe z nimi
      polemizować bo ani mnie na tym nie zalezy i pewnie im tez nie smile

      ale przejde do rzeczy - dzisiaj miałam "spotkanie biznesowe" smile znalazłam Panią
      która będzie zajmowała sie robieniem szablonów i szyciem mojej kolekcji smile
      super osoba , młoda , energiczna , jak na pierwszy rzut oka godna zaufania!
      była to już rozmowa na temat konkretów - tak że musze kupić i wysłac jej
      materiał na szablony a następnie pojechać w poszukiwaniu materiałów!
      praca rusza na całego smile ale sie ciesze mówie wam!
      tak jakoś bardzij optymistycznie na to wszystko patrze choć wczoraj spotkała
      mnie niezbyt miła rzecz - ale nie będe pisac co bo mi powiedziecie "a nie
      mówiłyśmy" smile
      o mieszkanie pytam wsród znajomych - w anszej mieścinie nie jest ich zbyt wiele
      niestety... ale sa prognozy że coś sie moze znaleźć smile
      z chłopem moim też na spokojnie rozmawiam o pracy - nie chce sie podniecac
      zanadto ale widze ze mu zalezy na znalezieniu czegoś... może nawet uda sie na
      miejscu smile
      w domu nadal niezafajna atmosfera - tzn omijam mame łukiem ale juz sie nie
      wściekam - staram sie zachowywac spokuj...
      dzisiaj byłam na zakupach po prezenty i kupiłam mamie sliczna piżamke i
      skarpety smile no i reszcie rodzinki też pokupoiwałam fajne rzeczy... może jednak
      jakoś będzie w te święta...
      ale i tak jestem przekonana ze chce sie wyprowadzić i zrobie wiele zeby do tego
      doszło - czas żyć na własny rachunek smile

      dziękuje wam za wszystkie rady choć niektóre sa jak dla mnie nie do przyjęcia -
      wiem jednak że większość z was dobrze mi życzy i bardzo mnie to cieszy!


      pozdrawiam serdecznie

      sowa smile
      • koleandra Re: do życzliwych mi :) 21.12.04, 19:49
        Sowa! Pośpiesz się bo mi brzuch rośnie smile
      • miriam_b Re: do życzliwych mi :) 21.12.04, 19:54
        no to przedewszystkim powodzeniasmileduuuuuużo wytrwałości ,upory i wszystkiego
        naj najsmilesmile
      • jagienkaa Re: do życzliwych mi :) 21.12.04, 21:41
        Kochana Sowo,
        Nie daję Ci żadnych radsmile chciałam Ci życzyć naprawdę wesołych Świąt, ciepłych
        i żeby wszyscy jakoś się zjednoczyli u Ciebie w domu. No i żeby nowy rok 2005
        był dla Ciebie szczęśliwy - z całego serca Ci życzę.
      • umasumak Sówko :)) 21.12.04, 22:32
        Kochana Sówko, nawet nie wiesz jak się cieszę. Od paru dni nie mogłam przestać
        myśleć, co u Ciebie. Pozdrawiam Cię cieplutko smile)
      • joanna35 Re: do życzliwych mi :) 22.12.04, 09:45
        Droga Sówko! Trzymam kciuki za powodzenie Twojego planu i życzę Ci, żeby
        tegoroczne Święta upłynęły mimo wszystko w spokoju i ciepłej atmosferze. Joanna
        • sowa_hu_hu Re: do życzliwych mi :) 22.12.04, 10:20
          dziękuje - kochane jesteście!!!

          jeszcze raz bardzo dziękuje za wsparcie smile
          same ostateczne decyzje musze podejmowac w ostatnich dniach... przedwczoraj
          definitywnie zakończyłam znajomość z moją pseudo przyjaciółką co tez sporo mnie
          kosztowało - byłam wściekła i rozżalona...
          ale staram sie myslec o tych pozytywnych rzeczach smile
          dowiedziałam sie wczoraj ze jest jedno mieszkanie do wynajęcia - dziś będe znac
          szczegóły smile
          zmykam bo bałagan i sprzątać trzeba a i jakąś kawke trzeba spić smile

          pozdrowionka

          i również życze wszystkiego co najlepsze w te święta smile




        • sowa_hu_hu joasia35 22.12.04, 10:21
          hej

          dawałaś mi swój gg i zapisałam sobie ale nigdy nie byłas dostępna...

          pozdrawiam

          8647857 to mój nr jak byś miała czas to sie odezwij - choć ja tez na gg rzadko
          bywam ale moze jakoś uda nam sie "zgadać " smile
          • wegatka Sówko 22.12.04, 11:44
            Życzę Ci spokojnych i ciepłych świąt, dużo siły, odwagi i wiary w siebie na
            przyszłość.

            Poazdawienia. Wegatka
          • joanna35 Re:Sówko! 22.12.04, 13:50
            Dzięki za Twój numer gg, jak tylko bedę widziała, że jesteś odezwę się. Jeszcze
            raz wszystkiego dobrego.Joanna
    • kdb.se Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 22.12.04, 14:15
      Sowko ulozy sie zoabaczysz ... dasz sobie rade !!!!

      WEOSLYCH SWIAT CI ZYCZE !!!!

      ucalaowania od nas dla synka !
    • dominikagarnekk Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 10.07.14, 09:11
      a masz firmę przeprowadzkową ? Wiesz ,że sama przeprowadzka nie jest łatwa. Mogę Ci polecić firmę DTS, korzystałam wiele razy z ich usług ,śa naprawde bardzo profesjonalni przeprowadzki.pl/
      • gaskama Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 10.07.14, 09:18
        Ćwoku, pogrzało cie? To był post sprzed wielu miesięcy.
        • stacie_o Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 10.07.14, 09:20
          ohydny spamer
          podziękować gazecie za niearchiwizowanie wątków
          • mdro Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 10.07.14, 09:48
            Idiotyzm niektórych spamerów jest porażający, te linkowane firmy powinny ich pozywać big_grin.
        • naomi19 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 10.07.14, 09:40
          chyba sprzed 10 lat big_grin
          • gaskama Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 10.07.14, 09:42
            Albo 120 miesięcy (czyli wielu) wink, zauważyłam, ale już nie dopisywałam, bo nie chciałam spamować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka