Dodaj do ulubionych

teatrzyk dla dzieci i...

18.12.04, 19:33
Sprawa dla mnie bulwersująca, wręcz skandaliczna. Może powinnam na wychowaniu
o tym pisać, bo tu o elementarne zasady chodzi, ale napiszę tutaj - będzie
większy odzew. Miasto stołeczne, sobota, rodzinka S.(czyli my) w liczbie
sztuk 4 idzie do teatru Baj na "Niebieskiego Pieska". Sztuka świetna
(widziałam w dzieciństwie, do tej pory pamiętam), więc szykujemy się na dobrą
zabawę. Nasze dzieci wyrośnięte (8 lat oraz 5,5 roku), więc sensacji się nie
spodziewamy(typu: "mamo siusiu") - będzie miłe przedpołudnie. Trochę dziwi
mnie wiek innych widzów - co niektórzy ledwo chodzą -ale co tam - w końcu
rodzice chyba wiedzą czy ich dzieci już nadają się na tego typu kulturalne
rozrywki. "Przedstawienie" zaczęło się jeszcze przed podniesieniem kurtyny -
jakiś mały widz wpadł w histerię:"mamoooo, cemu ten pan zgasił lampkę, niech
on włącyyyy". Ryk, wrzask i wierzganie. Wszystko rozumiem, moje dzieci w tym
wieku też bały się ciemności - tylko czemu ta mama nie wyszła NATYCHMIAST z
dzieckiem z sali, tylko czekała 5 minut? Przez ten czas kurtyna zdążyła się
podnieść a aktorzy odśpiewali pierwszą piosenkę (przy wtórze wrzasków
małego). Ja rozumiem, że można liczyć na to, że dziecko się uspokoi za czas
jakiś, ale śmiem twierdzić, że gdyby jednak wyszło na korytarz do czasu
zapalenia świateł, uspokoiłoby się szybciej...No i inne dzieci patrzyłyby na
scenę a nie do tyłu...
A to był dopiero początek.
Przez całe przedstawienie mniej więcej połowa sali GŁOŚNO gadała. Na tematy
różne - najczęściej były to komentarze związane z akcją sztuki, ale nie w
rodzaju: "piesku uwazaj, ten niedobly kot cię osukuje", tylko
bardziej: "mamooo, a cemu ten pan ma fajke?a co to fajkaa?" Jestem w stanie
zrozumieć głośne pytanie dwulatka, serio - to TYLKO dziecko. Ale ja - na
miejscu rodziców - odpowiedziałabym szeptem i dodała komentarz, że są
miejsca, gdzie nie rozmawia się głośno. Nie wierzę, że dwulatek by tego nie
zrozumiał.(poza tym, mój dwulatek przed wizytą w teatrze na pewno zostałby
poinformowany jak w takim miejscu należy się zachowywać oraz o tym, że jak
nie będzie się zachowywać jak należy, to po prostu wyjdziemy, żeby nie
przeszkadzać innym - i tak bym zrobiła). Problem w tym, że ci rodzice
odpowiadali na każde z pytań swoich dzieci. I robili to pełnym głosem. W
pewnych momentach nie sposób było usłyszeć aktorów. Musiało im się tego dnia
naprawdę ciężko grać...Chyba że takie zachowanie widowni to norma? Może ja
się czepiam? Może jestem zacofana? Coś się zmieniło? Uświadomcie mnie, bo
może jestem w błędzie twierdząc, że w teatrze się głośno nie rozmawia? Może
jestem jakaś nienormalna oburzając się na mamusię, która siedząc tuż za mną,
komentowała głośno każde wydarzenie na scenie ( "a widzisz, pieska nie lubią
bo jest niebieski, to tak jak dzieci w przedszklu są grube albo mają okulary
to ich też nie lubią, a tak nie wolno"), przeszkadzając moim dzieciom
(obydwoje w okularach) i swojemu trzylatkowi też(w końcu zdenerwowana
podsumowała:"a ty czemu nie wiesz gdzie jest kotek, jakiś rozkojarzony
jesteś" - też byłam rozkojarzona od jej trajkotania...). Może jestem wredna,
bo przeszkadza mi tatuś dokarmiający swoje dziecko w czasie przerwy, ale na
widowni(biegające po widowni) JOGURTEM!!!
Wyszłam z teatru zmęczona, zniesmaczona i zdołowana. Bo jeśli większość tak
wychowuje dzieci, to do czego ten świat zmierza? Jeżeli decydując się na
poobcowanie z kulturą, nurzam się w braku wychowania, to gdzie jest miejsce
na tę kulturę? Jeśli w MIEŚCIE STOŁECZNYM ludzie nie potrafią się zachować,
to gdzie potrafią?
Obserwuj wątek
    • maja45 Re: teatrzyk dla dzieci i... 18.12.04, 21:12
      Droa Patsik!
      Ja mieszkajac w Warszawie poczyniłam taka obserwacje -prawdziwych
      Warszawiaków , takich z dziada pradziada jest niewielu. Cała reszta to
      przybysze z małych miasteczek i wsi-bez kultury i podstwa dobrego wychowania.
      Skoro go nie mają, to i własnym dzieciom przekazać nie mogą.
      To raz.
      Dwa-wielu rodziców wychowuje swoje dzieci w przekonaniu, że są najważniejsze i
      w zwiazku z tym nie liczą sie z potrzebami innych.
      Trzy-matki i ojcowie są tak bardzo niepewni siebie ( jako rodzice) że nie
      potrafia zdecydowanie reagować i sprowadzac dzieci na własciwe tory.
      Smutne to wszystko, ale prawdziwe.
      Pozdrawiam.
      Marta
    • sakada Re: teatrzyk dla dzieci i... 18.12.04, 21:16
      "Jeśli w MIEŚCIE STOŁECZNYM ludzie nie potrafią się zachować,
      to gdzie potrafią?"

      Ja nie mieszkam w MIEŚCIE STOŁECZNYM tylko w Gdyni. I tutaj się z czymś takim
      nie spotkałam. Więc może to jest odpowiedź na Twoje pytanie?smile

      PS: A teraz na serio: wybacz, ale takie teksty zalatują dla mnie niezłym
      snobizmem.
      • patsik Re: teatrzyk dla dzieci i... 18.12.04, 21:55
        droga Sakado - ten tekst miał zalatywać snobizmemwinkbo ja do "warszawki" mam
        stosunek ironiczny - jestem spod Warszawy (Otwock, cudne miasteczko) i tak się
        czuję, dopiero od roku mieszkam w "stolycy" - i to też w jej "gorszej" części
        (taksówkarze się krzywią, jak ich na Pragę proszęwink)Gdybyśmy się lepiej znały,
        pewnie byś wiedziała, że to żart. Pisząc to właśnie trochę się zawahałam, czy
        nie wyjdę na zmanierowaną warszawiankę, hehe - to i wyszłam wink
        Po drugie - w miom Otwocku kochanym też jest teatr. I też bywałam tam z dziećmi
        (ze dwa lata temu, małe więc były) - nie pamiętam, żebym spotkała się tam z tak
        skandalicznym zachowaniem. Wiwat prowincjawink
        • sakada Re: teatrzyk dla dzieci i... 18.12.04, 22:03
          smile)))O.K To wiele wyjaśnia. Raz jeden byłam w Warszawie i choć z natury nie
          lubię generalizować to spotkałam się tam z ludźmi tak zadufanymi w sobie
          (wyłącznie z powodu, że mieszkają tam a nie gdzie indziej), że po prostu jestem
          uczulona. Wiem, że to tylko jednostki, ale nigdzie indziej czegoś takiego nie
          zaobserwowałam. W każdym razie cieszę się, że wszystko zostało wyjaśnione.
          Pozdrawiam Ciebie i cały "zaściankowy" Otwocksmile)
          • sakada PS: 18.12.04, 22:12
            "Ja mieszkajac w Warszawie poczyniłam taka obserwacje -prawdziwych
            Warszawiaków , takich z dziada pradziada jest niewielu. Cała reszta to
            przybysze z małych miasteczek i wsi-bez kultury i podstwa dobrego wychowania.
            Skoro go nie mają, to i własnym dzieciom przekazać nie mogą."

            Pani Mai45 musiało się zrobić nieco głupio...

            Moim zdaniem Maju45 Warszawiacy ani żadni inni "miastowi" nie posiadają
            monopolu na kulturę i dobre wychowanie. Jednak to tylko moje zdanie tak na
            marginesie.
            • maja45 Re: PS: 18.12.04, 22:25
              Nie zrobiło mi się głupio-swoją refleksje poczyniłam mieszkając w Warszawie
              przez 2 lata.Było to jednak dosyć dawno temu-jestem rodowitą dolnoslązaczkom,
              mieszkam w małym miasteczku z czego jestem osobiście dumna.
              Trochę powsciągliwości w ocenianiu innych.
              Pozdrawiam.
              Marta
              • sakada Re: PS: 18.12.04, 22:34
                Dobrze. Zacznijmy od tego, że ja Ciebie nie oceniam. Jednak skoro sama
                pochodzisz z małego miasteczka i co więcej jesteś z tego dumna to skąd
                twierdzenie, że osoby ze wsi i miasteczek zachowują się niekulturalnie? Kiedy
                spotykasz jakiegoś chama czy innego prymitywa pytasz go o rodowód? Moje zdanie
                jest takie, że jeśli ktoś jest niewychowany to jest taki poprostu i nie miejsce
                urodzenia nie ma na to większego wpływu.
                • maja45 Re: PS: 18.12.04, 22:42
                  Jest to zwiazane ze słabym wykształceniem, poziomem zamożnosci, izolacją od
                  kultury oraz tym , ze nasze polskie społeczeństw ma tradycjnie chłopskie
                  pochodzenie. To się oczywiście zmienia w zwiazku z większa mobilnoscia ludzi,
                  dostępem do radia , telewizji, internetu, wykształcenia-róznice się zacieraja,
                  zwłaszcza wśród młodzieży. Ale niestety ludzie w tzw. srednim wieku i starsi(
                  nie wszyscy) mają braki w kulturze , zwyczajnie brakuje im kindersztuby. A w
                  Warszawie widać to najdramatyczniej.Takie jest moje zdanie na ten temat.
                  Marta
                  • sakada Re: PS: 18.12.04, 23:02
                    Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Widziałaś może metryki urodzenia
                    wspomnianych przez Ciebie niekulturalnych osób? Poza tym kultura osobista
                    zależy w znacznej mierze od wychowania. Mam do czynienia z wieloma chamami-
                    bubkami na uczelni ale też znam wielu wartościowych, dobrze wychowanych ludzi z
                    jak to piszesz: "słabym wykształceniem, poziomem zamożnosci". Przyznaję
                    szczerze, że o pochodzenie klasowe nie pytałam. Kończąc: moje zdanie jest
                    takie, że kindersztuba nijak się ma do jak piszesz wieku czy innych czynników o
                    których wspominasz. A sama Warszawa ma już do tego najmniej.

                    Pozdrawiam
                  • patsik Re: PS: 18.12.04, 23:15
                    zmieni?jak ma się zmienić, skoro kolejne pokolenie jest wręcz uczone chamstwa?
                    No bo jak można nazwać tak rażące nieliczenie się z drugim człowiekiem?
                    Przecież połowa z obecnych dzieci chciała obejrzeć przedstawienie. A druga
                    połowa im to skutecznie utrudniła (niektórym, co bardziej podatnym na bodźce z
                    zewnątrz, wręcz uniemożliwiła). Właśnie mnie to przeraziło - miałam wrażenie,
                    że KAŻDY teraz wie (z okazji dostępności mediów), jak należy się zachować w
                    róznych miejscach. A tu klops. I gdyby ten klops nastąpił w kinie, naprawdę
                    byłabym mniej zbulwersowana. Ale teatr to dla mnie jednak bardziej kulturalna
                    forma rozrywki niż kino...
                    Ale cieszę się, że jednak nie jestem jedyną "normalną inaczej", której takie
                    zachowania przeszkadzają aż do bólu zębów...
    • kasiuncia25 Re: teatrzyk dla dzieci i... 19.12.04, 02:19
      Ja jestem tzw "rodowitą warszawianką" ale zauwarzyłam że wielu ludzi
      mieszkających w tym mieście (bez względu na pochodzenie) nie ma za grosz
      kultury osobistej. Tak naprawde to uwarzam że to nie jest kwestia miejsca
      zamieszkania tylko tego co wyniesie sie z domu rodzinnego.
      Z drugiej strony wystarczy pojeździć troce po polskich drogach żeby zauwarzyć
      że najbardziej nikulturalnymi kierowcami są ci z warszawskimi tablicami
      rejestracyjnymi. Ubolewam nad tym ale cóż moge zrobić???
      Pozdrawiam
    • kostruszka Re: teatrzyk dla dzieci i... 19.12.04, 10:35
      Byłam z czteroletnią córcią na przedstawieniu w Grotesce (Kraków), ale mam
      zupełnie inne wrażenia. Widownia była w miarę kulturalna, nikt głośno nie gadał
      (dzieci czasem głośniej komentowały), nie zauważyłam, by ktoś coś wówczas jadł
      (kilkoro dzieci piło soczki). Spodobało mi się także to, że jesli jakieś
      dziecko zagalopowało się w stronę sceny, było proszone przez aktorów do
      wspólnej zabawy. Być może miałam jakieś szczęście wink Pozdrawiam. Kasia
    • agajan Re: teatrzyk dla dzieci i... 19.12.04, 10:46
      Patsik, w teatrze Baj, jak pewnie i kazdym innym, podane jest od jakiego wieku
      jest dane przedstawienie. Dla najmlodszych sa takie jak "O Janku Wedrowniczku",
      chyba od lat 3, inne, w tym byc moze "Niebieski Piesek", od 5-6 lat. Masz wiec
      calkowita racje, ze rodzice przyprowadzajacy 2 letnie dziecko na
      przedstawienie, przesadzaja. Ani dziecko wiele nie skorzysta, nie zrozumie
      akcji, moze sie przestraszyc, a innym bedzie przeszkadzalo.
      Zastanawiam sie z czego wynika taki usilny ped, aby dzieci edukowac juz od
      malego, teatr, wystawy, filharmonie, zajecia dodatkowe - im wiecej i wczesniej
      tym lepiej. Przeciez na wszystko przyjdzie czas. Czy to nie przesadna ambicja
      rodzicow? Strach przed "konkurencja", w szkole, na przyszlym rynku pracy?
      Inna sprawa, ze niestety czesc tych rodzicow sama nie miala okazji w
      dziecinstwie np. chodzic do teatru, pochodzac z malych miast czy ze wsi. Teraz
      chca to swoim dzieciom zrekompensowac, a z kolei moze nie bardzo wiedza jak sie
      w takich miejscach zachowac.
      Mysle, ze moze gdybys delikatnie zwrocila uwage takiej jednej czy drugiej
      mamusi, to nie byloby zle? Ale nie wiem...
      • marianka15 Re: teatrzyk dla dzieci i... 19.12.04, 14:49
        Mi też się wydaje mi się, że to przede wszystkim kwestia wieku publiczności,
        choć też i kultury osobistej rodziców...

        Oto przykład przemawiający za wiekiem: byłam z niespełna czteroletnią córcią na
        spektaklu przedpremierowym. Widownia tak około 3-10 lat. Było super. Następnego
        dnia znajoma była ze swoim maluchem już na samej premierze. I nie dało się
        oglądać: dzieciaki wieszające się w trakcie przedstawienia na ścianach
        frontowych podestu sceny, biegające, krzyczące, płaczące. Wg znajomej
        przeważali "pampersowcy" - więc widownia młodsza od tej z poprzedniego dnia.

        A oto przykład przemawiający za brakiem kultury rodziców.
        Spora część tych dzieci była ubrana jak na bal: suknie z falbanami, koronkami,
        niemal komunijne. Do tego nieustannie (w czasie przerwy) fotografujący je
        rozanieleni rodzice. A więc wielka pompa z powodu premiery, stos fotek do
        domowego albumu - i przy tym zupełny brak przygotowania dziecka do pobytu w
        teatrze (zasady, maniery itp.). Dzieci chyba nie wiedziały do końca, gdzie są i
        jak niecodzienne jest to miejsce. Chociaż... ta niecodziennośc zapewne kojarzy
        im się z balowymi sukienkami, a nie miejscem kultury...

        I jeszcze - na spektakl przedpremierowy (w który ja uczestniczyłam)przychodzą
        głównie rodziny aktorskie, zapewne więc ludzie ci głęboko przemyśleli fakt
        przybycia z maluchem do teatru: wiedzieli, że zbyt małe dziecko nie obejrzy
        spokojnie sztuki, a nieco starsze, które ze sobą zabrali - odpowiednio
        przygotowali.
      • patsik Re: teatrzyk dla dzieci i... 20.12.04, 10:28
        hmm..uwaga została zwrócona...zupełnie bez skutku - pani nadal komentowała a
        nawet wyprzedzała akcję: "o widzisz, spotkał marynarza i oni będą teraz
        przyjaciółmi". Swoją drogą - to, moim zdaniem, robienie z dziecka idioty, który
        sam nie jest w stanie wyciągnąć wniosków z tego co widzi.
        • mamakochana Re: teatrzyk dla dzieci i... 20.12.04, 11:50
          Ja myślę że problem twko przed wszystkim w tym że spotykam coraz częściej
          rodziców tak zapatrzonych w swoje dzieci że nikt inny ich już nie obchodzi.

          Mała obserwacja z sobotniej zabawy w "kulkach" w Ikei. Bawią się dwie
          dziewczynki. Tatuś przychodzi z trochę młodszym chłopczykiem (wg mnie trochę
          za małym), który wdzięcznie maszeruje bo brzuchu leżącej dziewczynki. Tatuś
          jest szczerze rozbawiony. Dziewczynka płacze bo chłopczyk "odkarmiony"
          odpowiednio. Ja wiem że ani chłopczyk ani tato tego nie zaplanowali ale
          sparaliżował mnie całkowity brak reakcji!
          Druga scena. Pięć minut później. Do baseniku zostaje wsadzony kolejny
          chłopczyk. Jedna z dziewczynek z dziecięcą szczerością mówi tdo jego mamusi że
          tutaj nie wolno w butach. Mamusia do koleżanki" No zobacz a on sie tu w butach
          wpakował" i roześmiana zostawia chłopczyka brodzącego w zimowych butach.
          Spojrzałyśmy z "mamą-sąsiadką" po sobie i chyba obie nas tak zatkało że
          ostatecznie nic nie powiedziałyśmy.

          Reasumując. Jestem takim zachowniem przerażona. Moje dziecko-pępek świata. To
          jest motto wielu rodziców.

          Co do wyjścia tdo teatru to rozważałam tę formę rozywki niedawno, przeglądałam
          repertuary stołecznych teatrów dla dzieci i sprawdzając czas trwania
          przedstawienia stwierdziłam że dziecko niespełna trzyletnie jest na nie po
          prostu za małe. I to nie dlatego że by mu sie nie podobało. Mogłoby nie
          wytrzymać i przeszkadzać innym.

          Pozdrawiam.
    • milenium5 Re: teatrzyk dla dzieci i... 20.12.04, 12:08
      Tak jest niestety chyba we wszytskich teatrzykach... Bywamy z moim czteroletnim
      synkiem, ale coraz rzadziej, bo takie wyprawy stają się bardzie koszmarem niż
      przyjemnością. Dzieci wyjące na widowni, publiczne zdejmowanie brudnych
      pampersów, głośne rozmowy nie tylko dzieci z rodzicami, ale też mamuś z
      tatusiami, a nawet wędrowanie w butach zimowych po siedzeniach z ostatniego
      rzadu do widowni, podczas gdy wszytskie miejsca były zajęte... Osotanio mój
      synek, który naprawdę nic nie słyszał zwrócił uwagę siedzącej obok dziewczyne
      rozmawiającej z mamusią: - Ja nic nie słyszę. W teatrze się nie gada. Mamusia
      dziewczynki była rozbawiona i zaczęła go głośno zaczepiać...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka