18lipiec
09.01.05, 14:23
Wczoraj chodził u mnie ksiądz po kolędzie.
Księdza przyjmuje moja mama, nie ja, a że mieszkam u mamy, muszę stosować sie
do zasad, czyli : albo wyjść z domu, albo przyjąć z mamą kolędę albo wyjść do
innego pokoju, ale kolęda musi przyjść i tyle.
Nic do tego nie mam, nie ja rządzę więc ta jedna kolęda raz na rok nie
przeszkadza mi na tyle bym się wyprowadzała.
Zawsze wychodzę z domu na ten czas, jednak wczoraj nie wyszłam bo byłam
zmęczona,wróciłam z podróży.
I o co chodzi?
Ano o to że ksiądz który byl u mnie to jakiś burak!
Kiedy był jeszcze u sąsiadów naprzeciwko, przyszli ministranci żeby oznajmić
że zaraz klecha będzie.
No to ok, czekamy.
Spodziewam się, tak jak każdy by się spodziewał, że za chwilę zapuka ten
klecha i się mu otworzy i on wejdzie.
A tu nagle...cap za klamkę, bez pukania i sobie wchodzi otyły księżulo!
No tak się wpieniłam że powiedziałam mu że co to za zwyczaje wchodzić do
czyjegoś domu bez pukania!No bo jak można!!???
Przesada,co za burak, prostak i cham.
Nigdy do czyjegoś domu nie wchodzę bez pukania, a już tym bardziej ta
sytuacji dla mnie jako dla ateistki i przeciwniczki kościoła była po prostu
nie do przyjęcia.