Dodaj do ulubionych

czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci...?

20.01.05, 23:13
Już dawno chciałam to napisać. Dzisiaj nie wytrzymałam! Wchodzę na eDziecko,
na Niemowlę, na eMamę - a tam... rozpacz tysiąca mam! Z jakich powodów?
Oczywiście koniec świata - dwumiesięczne dziecko nie chce samo (!!) zasypiać
w łóżeczku, półroczniak nie pije z kubka, roczne dziecko nie sika na nocnik,
a dwulatek rzuca się na podłogę w sklepie...!! Wrrrrrr.....
Sorry, ale szlag mnie już (za przeproszeniem) trafia jak to wszystko czytam.
To po co Wy (nie mówię oczywiście do wszystkich) macie dzieci?? Jak ktoś nie
chce mieć dożywotniego "budzika" czy chce spokojnie pić kawę w gościach (bez
wiszącego na sobie dziecka) w gościach to po co robił sobie dziecko?
Kurcze, może trochę przesadzam, ale po co są dzieci? Może ja jestem jakaś
wypaczona, ale uważam, że właśnie po to - żeby budzić biedną, nieszczęśliwą i
przemęczoną matkę w nocy, żeby chcieć pić w nieodpowiednim momencie, żeby
chcieć siku jak jest ubrane w kombinezon i gotowe do wyjścia, żeby biegać po
kałużach, żeby wchodzić w błoto, żeby całować psa, żeby cały czas pytać "po
co", żeby rozwalać zabawki, żeby eksperymentować, żeby ŻYĆ JAK DZIECKO!!!
Bo chyba po to jest się dzieckiem, nie...?
Kurde, już mi lepiej
Obserwuj wątek
    • mama007 jeszcze jedno 20.01.05, 23:16
      Nie mówię, że mamy na wszystko pozwalać dzieciom i się do nich zawsze
      dostosowywać. Moja mała też nie jest rozpieszczonym bachorem, też czasem mam
      jej dość (jak dzisiaj wieczorem - przed chwilą zasnęła, a do tej pory na
      przemian szczekała i tańczyła...), też czasem chce posiedzieć spokojnie na
      forum, ale bez przesady...
      no, to już chyba wszystko
      dobranoc
    • magdzia1 100% poparcia:) 20.01.05, 23:17
      mam takie samo zdanie.
      Po co dzieci jak mamy nie mogą się wyspać,wypić kawy no i mają plamy na
      wykładziniesmile
      • verdana Re: 100% poparcia:) 20.01.05, 23:26
        Opisywane mamy po to mają dzieci, aby nauczyć je czytać w wieku jednego roku,
        angielskiego i pływania w następnym, potem posłac na balet i tenis.
        I móc się pochwalić, że mają cudowne, genialne, bezproblemowe dziecko. A takie
        nie sika, nie tapla sie w kałużach, nie zadaje pytań, tylko siedzi eleganckie w
        kącie i czyta encyklopedię dla dzieci po angielsku.
        Moim zdaniem do szpanowania lepszy jest mercedes, ale niektorzy wybieraja
        dziecko, bo wydaje im się, że będzie tańsze.
        • mama007 i jeszcze jedno, żeby nie było za chwilę kłótni :) 20.01.05, 23:31
          nie zaczynam kłótni z Sową, ani z nikim innym w związku z jej postem na temat
          psikusów (znając życie to zaraz będzie awantura, że krytykuję to co napisały
          tam dziewczyny). Bardziej mam na mysli dziewczyny z Niemowlęcia, które chcą
          nauczyć maleńkie dzieci samodzielnego zasypiania w łóżeczku, nie budzenia się w
          nocy na jedzenie itp - ja rozumiem jak dziecko ma rok i budzi się 5 razy w nocy
          na "cycka", ale jak dziecko ma 2 miesiące i nie chce zasypiać samo to uważacie,
          że to źle?? Moim zdaniem to jest po prostu NORMALNE - kiedy ma potrzebować tej
          czułości, jak nie teraz?
          verdana - dokładnie trafiłaś chyba w sedno sprawy, podoba mi się smile
          • marghe_72 Re: i jeszcze jedno, żeby nie było za chwilę kłót 20.01.05, 23:33
            ja uwazałam ze prawie dwuletnie budzące sie co 1.5 h to norma smile
            widac potrzebowala mojego ciepła wink))
        • agusiah Re: 100% poparcia:) 21.01.05, 09:33
          Verdana, jestem Twoją fanką smile)
    • kdb.se do mamaoo7 20.01.05, 23:51
      Wreszcie cos normalnego !!! Zgadzam sie z Toba w 100% ... kazde dziecko jest
      tylko dzieckiem , niewazne czy ma rok czy 10 lat ... jest dla swojej matki
      dzieckiem i niestety albo stety zdecydowalysmy sie na nie smile)))

      Nie moge pojac tych ciaglych dyskusji krytykujacych ... po co ? ? ?
      Zycie jest piekne ....a szczegonie wtedy jak ma sie dzieci !
      • marghe_72 Re: do mamaoo7 21.01.05, 00:04
        tak ale.. zdecydowanie mówie nie bezstresowemu wychowywaniu wink))
    • milarka Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 10:20
      mama007 napisała:

      > Już dawno chciałam to napisać. Dzisiaj nie wytrzymałam! Wchodzę na eDziecko,
      > na Niemowlę, na eMamę - a tam... rozpacz tysiąca mam! Z jakich powodów?
      > Oczywiście koniec świata - dwumiesięczne dziecko nie chce samo (!!) zasypiać
      > w łóżeczku, półroczniak nie pije z kubka, roczne dziecko nie sika na nocnik,
      > a dwulatek rzuca się na podłogę w sklepie...!! Wrrrrrr.....

      a do tego wszystkiego 9-miesięczniak nie robi kosi-kosi i nie zaczyna mówić...

      no i jak tu się takim dzieckiem pochwalić??
    • twinmama76 Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 10:42
      Tak, jest taki post na edziecku, matka przerażona, że nie nauczyła rócznej
      córeczki paru pożytecznych rzeczy doszukuje sie u małej opóźnienia w rozwoju :-
      ((
      Ja to chyba dziwna jestem, bo z założenia niczego dzieci nie uczę. Wydaje mi
      sie, że same sie nauczą, jak będą gotowe. Oczywiście POKAZUJĘ jak jeść
      łyżeczką, pić z normalnego kubka, ubierać się itd. itp. Ale nie UCZĘ.
      Jakoś do tej pory moja metoda się sprawdza w ten sposób, że Zuza dostaje
      łyżeczkę i je kaszkę, a Szymonek łyżeczkę wyrzuca na podłogę i je kaszke
      łapami. Chyba jakis opóźniony jest wink))))
      • tunia78 Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 10:55
        No nareszcie zdroworozsądkowe podejście!!!Mnie również irytuja posty ( chociaż
        wiem że każdy ma prawo pisać i dzielić sie obawami) przerażonych mam że niuniek
        2-miesięczny budzi sie 2!!!!!razy i co ona biedna ma zrobićsmile bo jest wykończona
        Synuś ma 11 miesięcy i wstaje do niego 5 razy( hitem było 9 czyli co 40 min) i
        traktuję to jako normasmile))O nocnmiku pomyślę za kilka dobrych miesięcy.Również
        posty typu-ma 5 miesięcy i waży 7500kg czy nie za mało??? (przepraszam
        właścicielkę postu)uważam za przewrażliwienie.
        Przecież za rok, dwa to wszystko się skończy-wstawanie w nocy, przebieranie po
        każdym posiłku itd, a zacznie się nowy fajny etap ( "a co to", " a po co"),
        który tez sie skończy i rozpocznie nowy i to jest fascynujące, nie starajmy się
        za wszelką cene omijać tych etapów bo one już nie wrócą a są fascynujące( na
        swój sposób hihihi)Pozdrawiam wszystkie mamy i głowa do góry!!!
    • kalina_p Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 10:59
      BRAWO! Masz racje, dziecko to nie maszynka a chyba wiele osob zaluje, ze nie
      mozna bobasa zaprogramowac na odpowiednie dzialanie. Pozdrawiam!
    • przygodziak Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 11:16
      Brawo! A już myślałam, że to moje zdrowe pojęcie jest czymś wyjątkowym. Ale ile
      się nasłuchałam, że zaniedbuje edukację: ma 6 lat i nie mówi płynnie po
      angielsku. Ja nauczyłam się języka w szkole średniej i nie sądzę, że jestem
      gorsza od innych. A nauki to on będzie miał jeszcze wiele, praktycznie do końca
      życia, teraz jest czas totalnej beztroski, ciągłej zabawy, MUSI być dzieckiem po
      prostu.
      Biedne są dla mnie dzieci bez dzeciństwa: nauka czytania w niemowlęctwie
      (pogłupieli ci ludzie z ambicjami), zajęcia językowe dla 2-latka, pianino, itp
      itd. Tylko na zabawę jakoś brakuje czasu. Szkoda bo to najpiękniejszy okres
      życia, już nigdy nie będą mogły te nasze dzieciaki być tak totalnie beztroskie,
      tak pozbawione odpowiedzialności.
      A mój bąbel ma 2,5 roku i fafluni okropnie, nikt go nie rozumie. Może faktycznie
      opóźniony? A na pewno jest nadpobudliwy - ciężko za nim nadążyć. Kot też
      nadpobudliwy - razem mało domu nie rozsadzą. Może do psychologa z nimi?
    • lola211 Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 11:25
      Przylaczam sie do gronasmile.
      Niech zyje zdrowy rozsadek.
    • sylviakia Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 12:28
      no to ja tez mam dzieci inne. bo nigdy ich nie zmuszałam nie uczyłam an siłe, a
      jednak syn pieknie liczy wwieku 7 lat zna liczby ujmen ( sam je wykombinował)
      córka czyta biegle (rok młodsza). POzwalałam na skakanie po kałuzach, na
      budzenie mnie w nocy, na przytulanie i na płacz gdy tego potrzebowali. chodza
      na angielski w zerówce, bardziej dla zabwy i osłuchania niz rzeczywistego
      poznania jeżyka, syn gra w szachy bo sam bardzo długo o to prosił ( ponad pół
      roku). i nic nie wskazuje an to ze moje dzieci będą gorsze tylko dlatego ze
      maja normalnie czas na bycie dzieckiem...
    • e_r_i_n Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 12:50
      Ja mam prawie 'trzyipółlatka' i on nie zna literek uncertain Czy mam sie martwić? tongue_outP
      A powaznie - jestem dumna z tego, co juz umie, a tego, czego jeszcze nie umie -
      nauczy sie, jak przyjdzie czas smile
      Póki co ma dwa obowiazki - kochac rodzicow tongue_out i dobrze sie bawic smile
      I pod tym wzgledem moj syn jest idealny smile
    • marghe_72 Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 12:51
      U nas ogromną popularnoscią cieszy sie powiedzenie "wszystko w swoim czasie" smile
      rewelacyjnie sie sprawdza

      Aha.. kolejne "motto" - NIE POROWNYWAĆ"
      • malgosia87 Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 15:31
        Ha, marghe ja mam takie same 2 motta, w przypadku mojej corki (lat 5,5)
        sprawdza się jak dotąd rewelacyjnie.
    • 8listopada Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 13:12
      świetny wątek! dawno nie przeczytałam żadnego do samego końca, przy tym się i pośmiałam i poczytałam wreszcie coś rozsądnego

      pozdrawia mamy ze zdrowym podejściem do wychowywania dzieci, a tym "nakręconym" życzę głębokiego oddechu

      A oto moja Patrysia
    • sunlee już nie raz spotkałam się ... 21.01.05, 14:53
      z mamusiami, które przekrzykiwały się że moje maleństwo to to czy tamto...,
      spodziewałam się ze zaraz usłyszę: a mój synek zaczął chodzić w 5 miesiącu!
      Jedno jest pewne, to całkiem zrozumiałe ze uważamy nasze dzieci za 8 cud
      świata. Sama tak uważam patrząc na swojego synka. I jeżeli cos tam
      podsłuchamy, że inne dziecko potrafi (niekoniecznie to musi być prawdą) to od
      razu podejrzliwie patrzymy na własne, czy aby z nim coś nie tak. Nie traktujmy
      tego jak "zboczenie", tylko całkiem normalne objawy "zakochania na śmierć".
      Każda z nas to ma.
      • e_r_i_n Re: już nie raz spotkałam się ... 21.01.05, 14:59
        Nie no, bez przesady. Wiadomo, ze dla kazdej matki jej wlasne dziecko jest
        "naj", ale tez nie popadjmy w depresje, bo inne dziecko cos umialo/umie
        wczesniej niz nasze. No ja przynajmniej nie popadam smile, jesli wiem, ze
        zachowanie mojego dziecka miesci sie w jakiejs tam ogolnej normie (ale tez nie
        trzymam sie tych norm rekami i nogami smile ).
        Tak mi przypomnialo, tylko nie wiem, czy to anegdotka, czy kawalek filmu, jak
        rozmawialo dwoch 'swiezych' tatusiow i jeden z nich, chcac przebic drugiego,
        powiedzial, ze jego dziecko dostalo 15 pktow w skali Apgar smile
      • milarka Re: już nie raz spotkałam się ... 21.01.05, 15:03
        sunlee napisała:


        > Jedno jest pewne, to całkiem zrozumiałe ze uważamy nasze dzieci za 8 cud
        > świata. Sama tak uważam patrząc na swojego synka. I jeżeli cos tam
        > podsłuchamy, że inne dziecko potrafi (niekoniecznie to musi być prawdą) to od
        > razu podejrzliwie patrzymy na własne, czy aby z nim coś nie tak. Nie
        > traktujmy tego jak "zboczenie", tylko całkiem normalne objawy "zakochania na
        > śmierć".
        > Każda z nas to ma.

        Co to za 'zakochanie na śmierć' kiedy każdy trochę lepiej rozwinięty dzieciak
        powoduje, że patrzysz na własne, jakby coś z nim było nie tak ??????

        I nie wiem, czemu myślisz, że każda mama tak ma... Zapewniam cię, że nie każda.
        • sunlee właśnie piszę 24.01.05, 12:40
          że zachowań niektórych rodziców nie można racjonalnie wytłumaczyć, jak tylko
          klapami na oczach w stosunku do własnych dzieci. Nie wmówisz mi ze nigdy nie
          próbowałaś nawet porównać swojego dziecka do rówieśnika. Nigdy z koleżanką nie
          rozmawiałaś na temat: mojemu zabki wyszły wtedy, a mojemu wtedy, mój zaczął
          korzystać z ubikacji wtedy a mój wtedy? To nie jest złe, nawet wtedy gdy
          rodzice przesadzają z porównywaniem, "upiększaniem, ulepszaniem" własnych
          dzieci w stosunku do innych rówiesników, zeby wypadło lepiej. Właśnie o to mi
          chodzi z tym zakochaniem. Ale gdy rodzice coraz wyzej podnoszą poprzeczkę
          dziecku bo Jaś to już dawno umie. No to sorry, to jest chore.
          • milarka Sunlee 25.01.05, 11:21
            Co innego ciekawość - jak to jest u innych dzieci, a co innego zamartwianie
            się, że mój synek nie robi kosi-kosi a jego koleżanki rówieśniczki już tak i
            robienie z tego problemu.

            Niestety, niektórzy rodzice wpadają w manię porównywania, nie potrafią zauważyć
            osiągnięć własnego dziecka - widzą tylko te dziedziny życia, w których ich
            dziecko jest gorsze od rówieśników (albo chociaż od jednego rówieśnika), a to
            wszystko dlatego, że chcieliby mieć w domu ósmy cud świata, a nie po prostu
            dziecko.
            Dziecko wychowywane w taki sposób - poprzez ciągłe porównywanie ('czemu
            dostałeś tylko 4+, skoro Kowalski mógł się nauczyć na 5 ?!?!') wyrasta na
            człowieka, któremu ciężko zaznać szczęście. Bo nawet jak znajdzie dobrą pracę -
            to zawsze będą ludzie na lepszych stanowiskach od niego z lepszym
            wynagrodzeniem, jak kupi sobie samochód - to zawsze znajdą się znajomi (lub
            nieznajomi), których było stać na lepszy, itd. Swoje szczęście potrafi zbudować
            jedynie na tym, że jest od kogoś lepszy - a nie po prostu, że jest w czymś
            dobry.
            W ten sposób był wychowywany mój mąż, dlatego wiem co piszę. Czasami aż przykro
            patrzeć, że nie potrafi się cieszyć z tego co mamy. Teraz musi naprawdę dużo
            wysiłku włożyć w to, żeby jego wychowanie nie utrudniało mu życia.
            • sunlee milarka 25.01.05, 11:37
              dokładnie to samo piszę, z jedna różnicą, że takiego "porównywania" nie
              traktuję jak czegoś złego, tylko starm się to zrozumieć. NIe uważam że to że
              Twój mąż jest wiecznie niezadowolony z tego co macie wynika że w przeszłości
              rodzice porównywali go z rówieśnikami. Ja też jestem wiecznie niezadowolona,
              wiecznie mi mało i chcę więcej, ale to wynika z moich wygórowanych ambicji i
              pędu do lepszego życia. Pozdrawiam
              • milarka Re: milarka 25.01.05, 11:45
                sunlee napisała:

                > NIe uważam że to że Twój mąż jest wiecznie niezadowolony z tego co macie
                > wynika że w przeszłości rodzice porównywali go z rówieśnikami.

                Możesz w to nie wierzyć, ale to właśnie z tego wynika - czytałam kiedyś o
                wychowywaniu poprzez porównywania i tego skutkach i wiele mi się wtedy
                wyjaśniło.
                Co innego, kiedy ktoś czuje niedosyt z konkretnej przyczyny (np. chciałbym
                większe mieszkanie, bo byłoby nam wygodniej) a co innego, gdy ktoś ciągle
                porównuje się do 'lepszych' w danej dziedzinie (Kowalscy mają takie duże
                mieszkanie i do tego w takim fajnym miejscu, a my?). To jest naprawdę duża
                różnica.
    • triss_merigold6 Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 15:01
      Przede wszystkim zdrowy rozsądek i wszystko w swoim czasie. Dziecko powinno być
      wychowywane ale nie trenowane jak koń do wyścigów. Nauka czytania dla
      dwulatków, angielski dla półtoraroczniaka, zajęcia dodatkowe (qrde jakie?!) dla
      rocznej dziewczynki (też wyczytałam), stymulacja, uczenie na pamięć itp.
      kojarzy mi się nieodmiennie z treningiem młodego konia do zawodów.
    • przeciwcialo Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 15:02
      Pewnie ze wymaga się. w niemowlęctwie dorównuje sie do podręcznikowych wzorców,
      potem ładuje w głowe kupe niepotrzebnych rzeczy. Dziecko nie ma czasu być
      dzieckiem tylko maszynką do realizacji ambicji rodziców. Hołubi sie jedynaków
      którzy maja być doskonali. Wmawia sie ciężarnym że muszą chodzić do szkoły
      rodzenia zeby urodzić a potem to samo z wychowaniem. pogubili niektórzy
      instnkty.
      Uwielbiam riposty Verdany. Czekam jeszcze na Judytak i Wieczna Gosie. Ustawcie
      niektórym "kregosłupy"
      • malgosia87 Re: przeciwciało .... 21.01.05, 15:52
        nie zgadzam się z Tobą, po pierwsze sama jestem jedynaczką i nijak hołubiona się
        w dzieciństwie nie czułam, po drugie - moja córka tez jest i pewnie zostanie
        jedynaczką, ale ani ja ani mąz nie wymagamy od niej perfekcjonizmu i bycia
        najlepszą, no a ma w końcu ponad 5 lat smile.
        Szkoły rodzenia w przypadku pierworódek, jestem jak najbardziej za (nie
        dlatego, że bez szkoły się nie urodzi, ale udział w zajęciach pomaga "oswoić
        sie" z porodem), podobnie jestem za czytaniem poradników lub dla ambitniejszych
        fachowej literatury oraz korzystania z doświadczeń innych, pod warunkiem że
        dodamy do tego jeszcze zdrowy rozsądek.

        Pozd.
        M
        • przeciwcialo Re: przeciwciało .... 21.01.05, 15:57
          Nie mam nic przeciwko jedynakom. Chodziło mi o obarczanie dzieci zbyt wieloma
          ambicjami rodziców. A jedynacy sprzed kilkudziesieciu lat to zupełnie inni
          jedynacy niz dzisiaj. I tu nie ma co dyskutować.
          Nie chciałam obrazić ani jedynaków ani rodziców majacych jedno dziecko.
          • malgosia87 Re: przeciwciało .... 21.01.05, 16:11
            Nie no obrażona sie nie poczułam, nie lubie tylko stereotypów
            Ja myslę, ze w ogóle dzieci dzisiaj a dzieci sprzed np. 20-30 lat to zupełnie
            inne dzieci, gdzieś czytałam, że obecnie przecietny 8-latek intelektualnie jest
            na poziomie 14 latka sprzed lat 20.
            Pozd.
            M
            • akseinga Re: przeciwciało .... 21.01.05, 16:35
              Czasami jak czytam forum Niemowle to włosy mi dęba stają. Szał ksiażkowo-
              metodowy. Na wszystko znajdzie się metoda , matki tracą własną intuicję, nie
              wsłuchują się w potrzeby dziecka tylko czytają książki, poradniki itp. i
              testują je na swoich dzieciach. Matki kilkutygodniowych dzieci są zrozpaczone
              bo dziecko budzi sie w nocy- no coś nieprawdopodobnego a przecież powinno
              przespać całą noc to wtedy mamusia też się wyśpi, no i oczywiscie żeby spało
              bez smoczka bo jak wypadnie to szanowna wyżej wspomniana bedzie musiała wstać i
              się nie wyśpi.Przepraszam, że ironizuje, ale bezmyślnośc mnie wkurza.
              Jestem w stanie zrozumieć jakieś wyjątkowe sytuacje kiedy dziecko naprawdę
              mało śpi, co może zagrozić jego rozwojowi, ale to są jednostki a różne metody
              stosowane są masowo bo snu nigdy nie zawiele a mamusia jaka wtedy szczęśliwa.
              Chciałam podkreślić,że nauka samodzielnego zasypiania i cheć oduczenia nocnych
              pobnudek w przypadku dziecka np rocznego wcale mnie nie dziwi natomiast
              wymaganie od noworodka aby spał całą noc bez budzenia to nieporozumienie.
    • inia25 ale sie ubawiłam 21.01.05, 17:07
      no powiem wam ze sie posmialamsmile)
      fajny watek - a verdana - wielki uklon w twoja stronesmile))
    • goonia Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 21.01.05, 19:31
      To sie nazywa presja spoleczenstwa i slepa pogon, zeby nie byc gorszym od
      innych ( a juz w rodzinie to nie daj boze, ze ktores dziecko znalo o 1
      literke/cyferke wiecej od mojego). Tak jest w kazdej sferze zycia i to samo
      jesli chodzi o wychowanie dzieci. przy okazji sloma z butow co poniektorym
      wychodz. Bo milosc, miloscia i wiadomo moje naj i zle niegdy nie moze zrobic
      ale troch obiektywizmu nikomu nie zaszkodzi, a pomyslcie jak sie czuja mamy
      dzieci, ktore nie dorownuja waszym pociechom. Wiem, ze to o niczym nie
      swiadczy, ale przykro mi moze byc, szczegolnie jak jakas nieokrzesana mamusia z
      niedowierzaniem pyta, ze to czy tamto. Moj syn mial 3.5 roku i gora 3 wyrazy
      skladal. a zasob slow moze 20. Czy to moja wina, ze nie mowil,czy debilek on
      czy ja? no jak to, taki duzy i...... Znacie to? Na pewno. Fajnie sie czulam,bo
      jako wyrodna matka nie nauczylam dzieciaka mowic.sad
      Pozdrawiam mamy wszystkich Dzieci
      Goonia

      Ps. w wieku lat siedmiu nie podsluchuje rozmow doroslych, nie wtraca sie, nie
      powtarza tego co uslyszy, pieniadze go nie interesuja, biega w kolko i kopie
      pilke, jest najzwyklejszym w swiecie dzieckiem. A i nie zamyka sie ani na
      chwilesmile
    • aleksandrynka Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 22.01.05, 01:17
      Kiedy ja się wkurzam, ze muszę się budzić w nocy na cyca (syn 13,5 mies), że
      mam wieczny bajzel w domu (pół godziny po sprzataniu jakby bez zmian!), że
      marudzi, że coś-tam, myslę sobie - KIEDY, JAK NIE TERAZ? I ta myśl towarzyszy
      mi od poczatku. Może dlatego nie było mi ciężko leżeć przez pierwsze trzy
      miesiące pod moim synkiem, bo on zrobił sobie ze mnie smoczko-podusię - a od
      czego ja innego dla niego byłam? I ile to jeszcze potrwa? To nie było długo,
      chociaż wtedy śmiałam się z tego, że jak śpimy, to oboje albo nikt. Czasami
      ręce mi opadają, jak po późnej drzemce mały hasa do 10. Ja bym serial obejżała,
      poczytała, a tu nie ma, baw się matka. No i co z tego? Po to jestem. Przyjdzie
      czas, na kładzenie do łóżka. No waśnie, temat rzeka: zasypianie. Niby rozumiem
      mamy, co to chcą połozyć malucha i sie ulotnić. Ale kurczę, z jakiej racji iluś-
      miesięczniak ma zrozumieć, ze oto czas na samodzielne zasypianie? Po co? Dla
      czyjego to dobra? Według mnie dla mamy. TYLKO. Metoda - połóż, sam się zmęczy-
      jest okrutna i nietrafiona wobec tak małego dziecka. Mały chce czuć bliskość
      matki, czy nam sie to podoba, czy nie wink. I z tego samego powodu mamy mu tą
      bliskość dawać (bo on potrzebuje, sam sobie nie weźmie!). Po to sie jest mamą,
      żeby Ci zawracano głowę! Zauważysz, rozpoznasz i zaspokoisz potrzebę, punkt dla
      Was! smile
      Trochę to kategorycznie napisałam, ale... Po prostu dopisuję się do mam "MAM".
      Mieć dziecko i trafnie je wychowywać to niełatwa sztuka, ważne, żeby umieć
      uczyć się od siebie nawzajem, to nie jest proces jednostronny. Byc otwartym na
      potrzeby dziecka i starać się je mądrze zaspokajać to prawdziwa sztuka. Jednym
      idzie to łatwiej, innym trudniej, różne sa tego powody, chociażby trudne
      doświadczenia niektórych mam teraz, czy w przeszłości. Staram sie rozumieć mamy
      opisujace niezrozumiałe czasem dla mnie, rodzicielskie dylematy, proste
      sytuacje urastające do rangi wielgaśnych problemów. Rozumiem to, bo co dla mnie
      proste i oczywiste innych wprawi w popłoch. Apeluję jednak, by próbować uważnie
      wsłuchać się w siebie i przede wszystkim w swoje dziecko, by starać się je
      różnymi drogami zrozumieć. Chociazby poprzez lekturę "mundrych" książek, czy
      nawet czasami z pomocą specjalisty. Mały człowiek jest nie mniej skomplikowany
      od tego dużego, nie ma uniwersalnego wytrycha, pozostaje obserwacja, otwartość
      i pamięć o tym, by "idea" nie przesłaniała realnej osoby.
      • e_r_i_n Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 25.01.05, 13:52
        Bardzo mi się podoba to, co napisałaś.
    • mama007 no właśnie, właśnie, tak to jest dzisiaj... 24.01.05, 10:27
      wiecie, że mi się podobało naprawdę WSZYSTKO jak Asia była maleńka i w ogóle
      teraz też mi się podoba... Oczywiście jak miałam nawał (przez 1 tyg) pokarmu to
      nie siedziałam z uśmiechem i nie mówiłam "mam nawał, ale jest mi fajnie!", ale
      na swój sposób było to naprawdę fajnie, minęło szybko, teraz już nie wróci
      (następne dziecko nieprędko smile). tak samo jak po Sylwestrze zdychaliśmy z mężem
      w łóżku, a z samego rana Aśka przyleciała do nas i zaczęła tłuc w bębenek... wink
      Tak samo mi się podoba jak mała nagle o 3 w nocy wstaje i stwierdza, że mam jej
      czytać tony książeczek. Spoko, to tylko jedna noc, a wierszyki zaprocentują
      prędzej niz przypuszczamy smile Poza tym Kazik śpiewał kiedyś "Wyśpisz się w
      grobie, głupi człowieku". I ja też tak myślę smile Bo jak się ma dziecko to jest
      czas na dziecko, a nie spanie (oczywiście spanie w przenośni).
      Aha, nawiasem mówiąc ja też chodzę z moim dzieckiem na basen, ale... eh, już od
      dłuższego czasu jej to sprawia większą frajdę niż mi - teraz Aśka zwiewa do
      wody, pływa sama, ja jestem tylko od sprawdzania czy się nie topi i od
      zarywania kopniaków w brzuch uncertain Poza tym ona jest wodne dziecko, urodziła się
      do wody, od zawsze chodzimy na basen - gdyby się jej nie podobało to na pewno
      na siłę bym jej nie ciągała!! (a są i tacy...)
      No, i to chyba tyle.
      Ah, jeszcze coś - nie mylmy tego z bezstresowym wychowaniem! Moja mała ma
      zasady, zakazy, powiedzmy, że zaczyna mieć już swoje pierwsze obowiązki, ale
      jednocześnieżyje jak dziecko - bo po to jest smile
      Pozdrawiam smile
      • mama007 jeszcze coś 24.01.05, 10:29
        nawał miałam przez 2 tyg, źle mi się wcisnęło, a Kazik śpiewał oczywiście
        Wyśpisz się w TRUMNIE, a nie grobie...
        idę na dwór smile
        pozdrawiam
    • malgra czego wymagam od swojego dziecka 24.01.05, 11:46
      -żeby mnie kochało
      -żeby było uśmiechnięte, kiedy ma na to ochotę
      -żeby płakało,kiedy coś je boli,kiedy jest znudzone,kiedy chce na rączki
      -żeby zasypiało jak mu wygodnie i nie ma znaczenia czy w łóżeczku,czy w naszym
      łóżku czy w ramionach taty
      -żeby jadło to co mu smakuje i w takich ilościach ile potrzebuje(ma 8 m-cy więc
      nie mam na myśli słodkości i sztuczności)
      -żeby polało się soczkiem,kiedy uczy się pić z kubeczka i poplamiło stół,kiedy
      próbuje umoczyć chrupki w jogurcie...
    • 18lipiec Re: czy my nie wymagamy za dużo od naszych dzieci 24.01.05, 22:10
      Z tego co ja obserwuję to niestety ale mamy za mało wymagają od
      dzieci,,,przeraża mnie ten brak dyscypliny.
    • anek.anek czy nie za dużo wymagacie od matek? 25.01.05, 10:48
      człowiek uczy się na doświadczeniach. Jesli ma z czymś po raz pierwszy
      styczność, to może uczyć sie na doświadczeniach innych. stąd to porównywanie.
      stąd chęć żeby maluch przesypiał całą noc, sam zasypiał, bo takie modele
      funkcjonowały kiedy my byłyśmy dziećmi.
      komentarze o tym, że matka przestraszona zadaje pytanie "dlaczego moje dziecko
      nie chodzi", są bardzo niesprawiedliwe, bo takie pytania to troska o zdrowie
      (ja tak to odbieram).Przypomnijcie sobie pierwsze miesiące życia waszego
      pierwszego dziecka. Czy naprawdę nie miałyście takich pytań? Może nie
      zadawałyście ich publicznie, ale każdy świeży rodzić ma różnego rodzaju
      wątpliwości.
      Nauka czytania/pisania dla maluchów nie przynosi szkody. To po prostu inny
      model wychowania/nauki.Pod warunkiem że mieści się w granicach rozsądku. A te
      granice wyznacza samo dziecko.
      A wszystkim mamom, które mają wątpliwości bez sensu trzeba powiedzieć
      właśnie "zachowaj zdowy rozsądek", ale wyśmiewać się.
      • iwcia75 za duzo i za malo 25.01.05, 11:09
        bardzo ciekawy wątek, interesujace wypowiedzi.

        ja bym powiedziala,ze wymagamy z jednej strony za duzo, z drugiej za malo. albo
        moze wymagamy nie tego,co potrzeba? mowie to nie jako przyszla matka,ale
        nauczycielka z podstawowki. do szalu doprowadzali mnie rodzice oczekujacy od
        dziecka 6-7letniego płynnego angielskiego na przyklad!!! i te ciagle ich
        tlumaczenia- "bo on nie mial w przedszkolu,a inne mialy i teraz czujemy sie
        gorsi, nie wiem,czy synek/corka da sobie rade" wszystko mi opadalo.
        oprocz tego informatyka od zerowki czy pierwszej klasy! i Bog wie co jeszcze.
        wiem,powinnam sie cieszyc- dzieki tym modom mam prace! ale jakos mnie to nie
        cieszy.
        z drugiej strony zachowanie dzieci jest coraz gorsze i coraz wczesniej
        zaczynaja szalec,a w gimnazjum to juz jest zgroza- kobiety tam nie powinny w
        ogole pracowac,bo strach- rodzice nie daja sobie rady z wlasnymi dziecmi... no
        ale chyba juz za daleko zabrnelam.
      • triss_merigold6 Re: czy nie za dużo wymagacie od matek? 25.01.05, 11:13
        Skoro modele wychowania obowiązujące gdy byłyśmy małymi dziećmi jakoś zdały
        egzamin to dlaczego z nich rezygnować? To chyba dobrze jeśli dziecko samo
        zasypia i przesypia całą noc. O ile inne wymagania (dwulatek i literki,
        nierozmowny trzylatek itd.) uważam za troche wygórowane o tyle przy
        samodzielnym zasypianiu będę się upierać, przywyczajenie dziecka od urodzenia,
        że zasypia samo jest w efekcie korzystniejsze dla rodziców (nie padają na
        twarz) i dla dziecka.
        • anek.anek Re: czy nie za dużo wymagacie od matek? 25.01.05, 11:25
          ja nie krytykuję żadnego sposobu wychowania. Sama chciałam żeby mi dziecko
          usypiało samo i przesypiało całą noc. Życie to zweryfikowało (nie mogłam
          wytrzymać dłużej niż minutę skamlenia, bo jeszcze nie płaczu, mojego
          noworodka), niestety odbiło się to na moim zdrowiu.
          W wychowaniu takich maluchów trzeba przede wszystkim polegać naswojej intuicji.
          Może ona być zawodna, albo może nam się wydawać, że jej nie ma wcale. Tak
          naprawdę wprowadziłabym zakaz czytanuia jakichkolwiek poradników przez przyszłe
          matki w pierwszej ciązy. Bo natłok, częśto sprzecznych ze sobą informacji i
          porad powoduje, że tracimy zdolnośc słuchania własnego rozumu.
          A co do litereki innej nauki. Mam dwie siostrzenice. Obydwie były uczone
          literek, cyferek i angielskiego już od drugiego roku życia. Wszystko w formie
          zabawy, raz uczestniczyłam w takich zajęciach angielskiego i było naprawdę
          fajnie, po prostu śpiewanie piosenek itd, nie różni się niczym od zwykłej
          zabawy z grupą dzieci tyle, że po angielsku, co dzieciom nie przeszkadzało.
          Starsza siostrzenica jest typem (od urodzenia) bardzo statecznej, miłej
          dziewczynki. chłonie wiedzę. Ma sześć lat i do tej pory wytrwale uczy się
          angielskiego, chodzi na balet itd. Sama chce. Nie ma przymusu. Jej młodsza
          siostra szybko sama zrezygnowała z wszelkich zajęć dodatkowych. Odnalazła się w
          przedszkolu prowokując bójki z chłopakamismile(ubóstwiam ją, bo jest
          identycznym "łobuzem" jak mój synek). Nie ma szans żeby zmusić ją
          uczestniczenia w nauce. Więc przestała na ten angielski chodzić. Wierzę, że
          żadko spotyka się rodziców, którzy faktycznie nie potrafią wsłuchiwać się w
          takich kwestiach wswoje dziecko i zmuszają je uczestniczenia w rzeczach,
          których ono niechce robić.
          • 18lipiec A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 11:32
            A tak poza sprawami edukacji, o które mi tutaj nie chodzi - jestem jak
            najbardziej za tym by dziecko osłuchało się z jęztkiem, rozwijało talenty od
            najmłodszego ALE - zauważyłam że dzieciom pozwala się na:
            -robienie dzikich awantur w sklepach celem wymuszenia czegoś,
            -bicie mamy, plucie( oj takie tam sobie) ,
            -sama byłam świadkiem jak kolezanka pozwoliła swojemu synkowi chodzić po
            meblach ( w gościach !!!)
            -na bicie, męczenie i szarpanie zwierząt,
            -na kompletne sterroryzowanie rodziców (sen z nimi, do łazienki za nimi i
            wszystko ma być tak jak ja chcę)
            i prosze nie tłumaczcie mi że to tylko dziecko, wszak po to dziecko jest
            dzieckiem, by je wychować na porządnego dorosłego.
            • iwcia75 Re: A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 11:40
              18lipiec, byla u mnie kolezanka z roczna coreczka. chciala pojsc do ubikacji i
              musiala wziac malą ze soba,bo inaczej plakala (wyła!!!)
              no i co ona miala zrobic?? do mnie to dziecko nie chcialo isc, meza sie balosmile
              ja bym nie wiedziala co zrobic, bo niektore dzieci sa takie i juz,ze tylko mama
              i mama. i skonczylo sie na tym,ze poszla z mama do ubikacji! a w ogole to ona
              wyła co chwile, wystarczylo nie dac jej czegos,co akurat jej wpadlo w oko.
              zaczełam sie bac! moze wkrotce tez mnie to czeka!
              • 18lipiec Re: A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 11:45
                iwcia75 napisała:

                > 18lipiec, byla u mnie kolezanka z roczna coreczka. chciala pojsc do ubikacji
                i
                > musiala wziac malą ze soba,bo inaczej plakala (wyła!!!)
                > no i co ona miala zrobic?? do mnie to dziecko nie chcialo isc, meza sie balo:-
                )
                >
                > ja bym nie wiedziala co zrobic, bo niektore dzieci sa takie i juz,ze tylko
                mama
                >
                > i mama. i skonczylo sie na tym,ze poszla z mama do ubikacji! a w ogole to ona
                > wyła co chwile, wystarczylo nie dac jej czegos,co akurat jej wpadlo w oko.
                > zaczełam sie bac! moze wkrotce tez mnie to czeka!


                Iwcia, ktoś to dziecko do tego przyzywczaił. Nie cierpię takich rozmamłanych
                dzieci co tylko mama i mama. Wiem że są też inne, moja koleżanka ma córeczkę,
                którą zawsze wychowywała zdrowo rozsądkowo i na zbyt wiele nie
                pozwalała.Darcie, wycie, wymuszanie- tego mała nie znala.
                Pierwszego dnia w przedszkolu 'to pa mamo, przyjdz pozniej po mnie' i tyle.
                Czyli jednak mozna...
                • iwcia75 Re: A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 11:50
                  no ale to dziecko ma ledwo rok i chyba jeszcze niewiele rozumie, nie wiem,czy
                  mozna ją nauczyc,zeby nie plakala,gdy mama znika w toalecie.
                  • 18lipiec Re: A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 12:02
                    wszystko mozna.Znam wiele roczniaków ktore nie ryczą jak mama zniknie na chwilę.
                    • lola211 Re: A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 12:20
                      Moze troche Ci to uzmyslowie- otoz dzieci sa ROZNE.Od urodzenia.To, ze male
                      dziecko nie placze, gdy matka sie oddala, a drugie tak, nie wynika ze sposobu
                      wychowywania dziecka, a z jego osobowosci po prostu.

                      >Znam wiele roczniaków ktore nie ryczą jak mama zniknie na chwilę

                      Oczywiscie, ze takie dzieci sa, w tym moja corka, ktora jako paromiesieczniak
                      juz zostawala z kim popadnie i zawsze byla zadowolona, nie marudzac za mna,
                      jednak ja nie widze w tym zadnej mojej zaslugi- ona po prostu taka juz byla i
                      jest nadal.
                      Wiec nie doszukuj sie winy rodzicow tam, gdzie jej nie ma.

                      • 18lipiec Re: A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 12:22
                        Ja widzę tu tylko winę rodziców.
                        Jestem pewna że dziecko mozna uczyć od małego a nie od kilkulatka.
                        • iwcia75 Re: A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 12:28
                          18lipiec, niestety racje ma tutaj Lola- nie ma w tym winy rodzicow (gdy mowimy
                          o dzieciach kilkumiesiecznych czy najwyzej rocznych)
                          • mama007 18lipiec zawsze wie najlepiej... 25.01.05, 13:03
                            przeciez to najmadrzejsza i najbardziej doswiadoczona matka z nas wszystkich!
                            a ze roczne dziecko potrzebuje kontaktow z matka i czasem boi sie obcych, to
                            przeciez wymysl psychologow-kretynow, i takich tam...
                            eh...
                            • 18lipiec Re: 18lipiec zawsze wie najlepiej... 25.01.05, 13:11
                              A czy do tego by napisać ze dzieci są czesto rozwydrzone, rozpuszczone i
                              wymagają troszkę dyscypliny trzeba mieć dzieci???????????
                              • mama007 Re: 18lipiec zawsze wie najlepiej... 25.01.05, 13:21
                                nie napisalam na temat rowrzeszczanych dzieci, tylko konkretnej sytuacji, gdy
                                roczne dziecko nie chce zostac na chwile z obca osoba, ktora widzi
                                prawdopodobnie pierwszy raz w zyciu
                                czytaj uwazniej skoro uzywasz takich ostrych slow i masz takie konkretne zdanie
                                • 18lipiec Re: 18lipiec zawsze wie najlepiej... 25.01.05, 13:26
                                  mama007 napisała:

                                  > nie napisalam na temat rowrzeszczanych dzieci, tylko konkretnej sytuacji, gdy
                                  > roczne dziecko nie chce zostac na chwile z obca osoba, ktora widzi
                                  > prawdopodobnie pierwszy raz w zyciu
                                  > czytaj uwazniej skoro uzywasz takich ostrych slow i masz takie konkretne
                                  zdanie
                                  >


                                  tak więc uważam że roczne już spokojnie mozna uczyć że mama nie zawsze jest w
                                  pobliżu.
                                  • mama007 Re: 18lipiec zawsze wie najlepiej... 25.01.05, 13:29
                                    no to swoje bedziesz uczyc, a od naszych sie odczep. ja do Ciebie w gosci nie
                                    zamierzam nigdy przychodzic, pomimo tego ze moje dziecko po meblach nie lazi
                                    • 18lipiec Re: 18lipiec zawsze wie najlepiej... 25.01.05, 13:31
                                      O jezu,a co Ty taka nabzdyczona jesteś?Uspokój się.
                                      • mama007 Re: 18lipiec zawsze wie najlepiej... 25.01.05, 13:49
                                        bo mnie już to wkurza, że wszędzie to swoje zdanie wtrącasz, a najmniejszego
                                        pojęcia o co niektórych sprawach nie masz
                                        mam andzieję, że w końcu urodzisz to swoje grzeczne przecudowne dziecko i się
                                        nim zajmiesz zamiast siedzieć na forum non stop
                                        poza tym mam zły dzień
                                        • 18lipiec Re: 18lipiec zawsze wie najlepiej... 25.01.05, 14:59
                                          A co mnie obchodzi Twój zły dzień?????
                                          Wyładuj się na kim innym.
                                          Nie atakuję Cię osobiście, personalnie więc bądź i Ty łaskawa mnie nie atakować
                                          bo to brzydko świadczy o Tobie.
                                  • iwcia75 Re: 18lipiec zawsze wie najlepiej... 25.01.05, 13:33
                                    18lipiec,ale jestes uparta smile)) pozostaje ci isc w moje slady i modlic sie,ze
                                    urodzisz łatwe dziecko, aniolka od urodzenia wink)
                • anek.anek Re: A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 12:04
                  Lipiec,
                  każde dziecko rodzi się z jakimś bagażem charakteru.To czysto fizyczne prawa:
                  wystarczy, że pewne połączenia nerwowe będą lepiej ukształtowane, a już
                  będziesz innym człowiekiem.
                  A opisana przez Iwcię sytuacja jest jeszcze innego kalibru. Tutaj NAPRAWDĘ jest
                  tłumaczenie "to tylko dziecko" jak najbardziej na miejscu.
                  Rozwój psychiczny dziecka w mniejszym/większym stopniu można statystycznie
                  ogarnąć. każdy człowiek przechodzi pewne jego etapy. Jedne mogą być wyraxniej
                  akcentowane inne mniej - to już mazwiązek zarówno z charakterem własnie jak i
                  doswiadczeniami. I tak własnie u większości dzieci, bez względu na to jak są
                  wychowywane jest ok roku etap czepiania się maminej spódnicy.
                  I teraz ważne pytanie: jakie nasze postępowanie spowoduje to, że w przyszłości
                  to dziecko od tej spódnicy samo się bez lęku odczepi? Zakazy? Zmuszanie żeby
                  poszło do kogoś innego jak mu źle? A rocznemu dziecku jest źle jak znika z oczu
                  mama. To własnie to pytanie postawione w wątku. Czy nie wymagamy za dużo.
                  Za dużo możemy wymagać wtedy jeśli nie wsłuchujemy się w potrzeby i MOŻLIWOŚCI
                  naszego dziecka.
                  Są dzieci, które mają mozliwości i są przygotowane do tego żeby zasypiać same
                  jak mają miesiąc, a są takie, które potrzebują rodzica do zasypiania do kilku
                  lat. Posiadając dziecko i je uwaznie obserwując można naprawdę w miarę
                  szczegółowo określić w jakim wieku na co jest gotowe. Jestem jednak
                  zwolenniczką tego, żeby przemycać własne potrzeby (przemycać w przypadku
                  mniejszych dzieci, bo kilkulatek musi już wiedzieć, że nie jest pępkiem świata).
                  • iwcia75 Re: A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 12:11
                    jesli chodzi o takie roczne dziecko, to widac wyraznie,ze czym bardziej mama ma
                    go dosyc,tym bardziej sie tej spodnicy maminej bedzie czepiac (mam na mysli typ
                    dziecka wyjacego co chwile). obawiam sie, po obserwacji tego typu dzieci,ze
                    zakazy nic tu nie pomoga, wprost przeciwnie! pesymistyczne jest dla mnie to,ze
                    mi sie wydaje,ze takim maluchom to nic nie pomoze, one po prostu takie trudne
                    są i juz.
              • anek.anek Re: A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 11:49
                dużo mówi się o konsekwencji. Bo niby jeśli konsekwentnie będzie się czegoś
                dziecka uczyć (niedotykaj gniazdka) to za 200 razem ono go naprawdę nie
                dotknie. Tyle, że często to bzdurasad Moje dziecko do tej pory się pod łazienką
                awanturuje, chociaz minęły ponad dwa lata od kiedy po raz ostatni zabrałam go
                ze sobą do łazienki. Teoretycznie powinien się dawno nauczyć, a ja go
                podejrzewam już albo o czystą złośliwośc, albo o nawyk histerii. Najgorsze jest
                właśnie to, że nie gotowej recepty nadającej się do wszystkich dzieci.
                Zresztą pokażcie mi idealnego rodzica, a uchylę przed Wami czołasmile
                • iwcia75 Re: A tak poza sprawami edukacji............... 25.01.05, 11:54
                  wiecie, ja sobie wiele razy mowilam wlasnie o tej konsekwencji i ze ja nie
                  pozwole itp,ale jak zobaczylam to wyjace co chwile roczne dziecko,to mi rece
                  opadly i nastapilo "przewartosciowanie wszelkich wartosci". nie wiem,co bym
                  zrobila i juz, tyle wiem. pozostaje mi sie modlic,zeby moje dziecko chociaz tak
                  nie wylo i nie krzywilo sie.
                  • anek.anek Iwcia 25.01.05, 12:34
                    a tak po za ty wszystkim, to naprawdę pamiętaj o jednym: nie czytaj za wiele
                    podręczników o wychowaniu, raczej pytaj na forum właśnie, ale wszelkie porady
                    dostosowuj do charakteru swojego dziecka i własnej intuicji!
                    a czy będzie rozwrzeszczane, histeryzujące, czy wręcz przeciwnie, to i tak
                    będziesz kochać ponad życiesmile
          • iwcia75 Re: czy nie za dużo wymagacie od matek? 25.01.05, 11:34
            anek, wszystko jest w porzadku,gdy te zajecia dla maluszkow nie sa traktowane
            przez ich rodzicow ze smiertelna powaga i wszytsko jest ok dopoki nie zaczna od
            nich wymagac wiecej niz dzieci sa w stanie sie nauczyc. wg mnie ang w
            przedszkolu jest dobry z tego powodu,ze dzieci sie czyms zajmuje,a przy okazji
            sobie policza i pospiewaja i w tym nie ma nic zlego, wprost przeciwnie,ale nic
            na sile i nic na zbyt powaznie.
        • iwcia75 zasypianie 25.01.05, 11:30
          aha, jesli chodzi o samodzielne zasypianie, to troche sie obawiam wypowiedziec,
          bo mam odmienne zdanie od wiekszosci wypowiadajacych sie. no i w ogole sie
          zdziwilam,ze tyle mam jest przeciwna nauce samodzielnego zasypiania-nie mowie
          oczywiscie o noworodkach,ale szczerze mowiac mialam w planach uczenie dziecka
          zasypiania w swoim lozeczku-myslalam,ze wiekszosc tak robi. moi bliscy znajomi
          spia z 2 dzieci w jednym lozku- z dziecmi w wieku 5 i 3 lata. uwazaja,ze to
          cudowne. no dla mnie wprost przeciwnie i byli oni dla mnie jedna z przyczyn,dla
          ktorych postanowilam sobie nie dopuscic do czegos talkiego i nauczyc w
          przyszlosci dziecka,zeby samo zasypialo w swoim lozeczku. nie wydaje mi sie to
          krzywdzace dla dziecka,ale nie wiem, moze sie myle,bo nie mam jeszcze zadnych
          przeciez doswiadczen.
          • milarka Re: zasypianie 25.01.05, 11:57
            Iwciu, też nie uważam za cudowne spanie z dziećmi.
            Moi znajomi, jeszcze przed narodzeniem synka musieli zrobić sobie małe
            przemeblowanie, żeby łóżeczko dziecka weszło do ich pokoju. Swoje łóżko, które
            miało 1,80 m. szerokości skrócili do 1,40 m. A dziecko, które teraz ma już 2,5
            roku w ogóle w tym swoim łóżeczku nie śpi - tylko ze swoimi rodzicami - gniotą
            się w trójkę na tym obciętym łóżku. Jak dla mnie jakiś absurd.
            • iwcia75 Re: zasypianie 25.01.05, 12:05
              ja mam juz przyszykowany pokoik dla maluszka, tylko nie mam jeszcze kupionego
              lozeczka. szczerze mowiac nie wiem,gdzie je wstawic. chyba na poczatku lozeczko
              powinno byc z nami w sypialni, bo takie male to je w dzien i w nocy i musze
              miec go pod reką, czyli obok lozka. tak mi wiec moj rozumek podpowiada,ze
              najpierw postawie to lozeczko w wsypialni,a po jakims czasie przeniose do jego
              pokoiku i bym go uczyla,zeby tam zasypial. nie chce spac z dzieckiem w lozku.
          • triss_merigold6 Re: zasypianie 25.01.05, 12:01
            Ja też prezentuję niepopularną postawę uczenia pewnych rzeczy od maleńkości.
            Moje dziecko śpi we własnym łóżeczku (co nie oznacza, że do naszego nie jest
            czasem brane), przyzwyczajam go do chwil samotności - jest w pokoju obstawione
            zabawkami ale nie asystuję mu cały czas, na płacz marudny nie reaguję od razu,
            nocne karmienie (a właściwie wczesnoranne) jest jedno potem smoczek i spać. Nie
            zaśnie natychmiast tylko sobie kwęka bez popłakiwania - trudno, ja zasypiam.
            IMO strzelaniem sobie w stopę jest przywyczajenie dziecka, że matka jest zawsze
            w zasięgu wzroku i na każde zawołanie.
            • anek.anek Re: zasypianie 25.01.05, 12:16
              ja bym raczej powiedziała, że jest przyzwyczajeniem to, że matka nie jest na
              każde zawołanie i zawsze w zasięgu wzrokusmile
              Triss, tak jak napisałam wcześniej zycie mi trochę zweryfikowało poglądy.
              Nasze dziecko, uż ponad trzyletnie zasypia samo od jakiegoś roku. A przesypia
              całą noc dopiero od jesieni. I owszem to przyzwyczajenie, ale kiedy był
              noworodkiem/ niemowlakiem wybrałam na tamten czas "mniejsze zło". zaczęliśmy
              spać z dzieckiem po pierwszym miesiącu walki. Nie miałam takich możliwości
              (fizycznych izdrowotnych) żeby wstawać do dziecka co godzinę. wolałam brać go
              do łózka z pełną świadomością, że trudno go będzie z tego łózka póxniej
              wyrzucić. Nie potrafiłam spać jak młody kwilił.
              Potrzeba bliskości jest różna u dzieci już od chwili narodzin. Na oddziale
              poporodowym są dzieci, które grzecznie leżą i co najwyżej zamiauczą jak są
              głodne, a są takie, które wrzeszczą non-stop i jedynym sposobem na ich
              uspokojone jest dotyk matki. Tutaj naprawdę nie ma dobrej rady ani wspólnej
              miary.
    • 18lipiec Generalnie 25.01.05, 12:20
      uważam że dzisiejsze dzieci są jakoś bardzo rozpuszczone.Nie wiem czy to tylko
      wina ich charakteru czy braku jakiegoś rygoru ze strony rodziców.
      • lola211 Re: Generalnie 25.01.05, 12:25
        A masz jakies porownanie np. ze swoim pokoleniem? Uwazasz, ze kiedys byly
        rozpuszczone mniej?
        Nasze dzieci za kilkanascie lat beda pisac dokladnie tak samo, siebie majac za
        wyjatkowo zdyscyplinowane jednostki, ide o zaklad.
        • anek.anek Re: Generalnie 25.01.05, 12:30
          A ja się z Lipiec zgodzę. Myślę, że statystycznie rzecz biorąc faktycznie tak
          jest.
          i to ma proste uzasadnienie. Na przestrzeni ostatnich 20 lat zmienił się
          generalne podejście do dzieci. One stały się LUDŹMI i tak teraz je się
          traktuje. Kiedyś były własnością, rzeczą należącą do rodziców.
          • 18lipiec Re: Generalnie 25.01.05, 12:32
            anek.anek napisała:

            > A ja się z Lipiec zgodzę. Myślę, że statystycznie rzecz biorąc faktycznie tak
            > jest.
            > i to ma proste uzasadnienie. Na przestrzeni ostatnich 20 lat zmienił się
            > generalne podejście do dzieci. One stały się LUDŹMI i tak teraz je się
            > traktuje. Kiedyś były własnością, rzeczą należącą do rodziców.


            Dokładnie. Czegoś nie bylo wolno i koniec. Spanie z rodzicami, wrzaski w
            sklepie, bicie zwierząt czy skakanie po meblach.W życiu!
            Jak było coś nie tak dostawały w dupę i tyle. Jakoś nie widzę by to źle się
            odbiło na moich równieśnikach, osobach starszych ide mnie.
            >
            • lola211 Re: Generalnie 25.01.05, 12:35
              > Dokładnie. Czegoś nie bylo wolno i koniec. Spanie z rodzicami, wrzaski w
              > sklepie, bicie zwierząt czy skakanie po meblach.W życiu!
              > Jak było coś nie tak dostawały w dupę i tyle. Jakoś nie widzę by to źle się
              > odbiło na moich równieśnikach, osobach starszych ide mnie.
              > >
              >
              O czym Ty piszesz.Ja mam zupelnie inne wspomnienia- znecanie sie nad kotami,
              wdychanie kleju, pobicia, to tylko kilka przykladow, jakie pamietam, chodzi o
              dzieciaki z podworka, ze szkoly- podstawowki.Wiekszosc z nich wywodzila sie z
              rodzin, w ktorych lalo sie bez zastanowienia.
              • 18lipiec Re: Generalnie 25.01.05, 12:39
                Ja nie pisze o laniu bez zastanowienia. Nie jestem za biciem.Tylko za
                stanowczością, konsekwencją, dyscypliną - tego teraz brakuje w wielu domach.
              • lola211 Re: Generalnie 25.01.05, 12:39
                I jeszcze cos.Znam sporo dzieci, wiele z nich goszcze u siebie i z tego grona
                moze jedno moznaby uznac za rozwydrzone.Reszta jak najbardziej ok, zadne tam
                skakanie po meblach.Jakos nie obserwuje tego rozpuszczenia,o ktorym tu
                wypisujesz.
                A rodzicow bijacych dzieci(ostatnio w wakacje mialam okazje zie z ta patologia
                zetknac), uwazam za debili, kompletnie nie potrafiacych poradzic sobie z rola
                rodzica.
                • iwcia75 Re: Generalnie 25.01.05, 12:42
                  a ja znam jedno bardzo rozwrzeszczane dziecko, 3-letnie,ale ponoc jego ojciec
                  ponad 30lat temu byl jeszcze gorszy smile))
                • milarka Re: Generalnie 25.01.05, 12:49
                  lola211 napisała:

                  > I jeszcze cos.Znam sporo dzieci, wiele z nich goszcze u siebie i z tego grona
                  > moze jedno moznaby uznac za rozwydrzone.Reszta jak najbardziej ok, zadne tam
                  > skakanie po meblach.Jakos nie obserwuje tego rozpuszczenia,o ktorym tu
                  > wypisujesz.

                  Ja też znam sporo małych dzieci, chętnie goszczę je u siebie, bo żadne z nich
                  nie jest rozpuszczone.
                  A więc, gdzie te rozpuszczone bachory?
                  • anek.anek Re: Generalnie 25.01.05, 12:52
                    Ja też znam sporo dzieci. I większość z nich mogłabym uznać za rozpuszczone i
                    źle wychowane (w tym moje własne). Tylko zalezy to od punktu widzenia. Patrząć
                    w sposób nowatorski smile są to normalne dzieci, patrząc oczyma mojego taty np. są
                    rozpuszczone do granic możliwości. I to jest własnie ta zmieniajaca się
                    świadomość o której napisałam wyżej.
                    • milarka Re: Generalnie 25.01.05, 12:58
                      anek.anek napisała:

                      > Ja też znam sporo dzieci. I większość z nich mogłabym uznać za rozpuszczone i
                      > źle wychowane (w tym moje własne). Tylko zalezy to od punktu widzenia.
                      > Patrząć w sposób nowatorski smile są to normalne dzieci, patrząc oczyma mojego
                      > taty np. są rozpuszczone do granic możliwości. I to jest własnie ta
                      > zmieniajaca się świadomość o której napisałam wyżej.

                      No ale jeżeli goszczę u siebie jakieś dzieci, i po takiej wizycie nie mam
                      zdemolowanego mieszkania ani nie muszę godzinami sprzątać bałaganu, nie boli
                      mnie głowa od hałasu, z rodzicami dzieci wystarczająco sobie pogadałam to te
                      dzieciaki nie są chyba takie rozpuszczone, prawda?
              • anek.anek Re: Generalnie 25.01.05, 12:46
                Zakazując wszystkiego i zawsze możemy chyba wywołać tylko dwa zachowania w
                przyszłości:
                dziecko bdzie totalnie zastraszone i faktycznie będzie grzeczne ze strachu,
                albo dziecko będzie grzeczne na pokaz przed rodzicami.
                popierając Lipiec miałam na myśli zachowania społeczne. Dzieci rozpuszczone nie
                potrafią się zachować grzecznie wsytuacjach, które tego wymagają. Są bezczelne,
                chamskie itd. Pozwalając kilkulatkowi wchodzić na czyjeś meble uczymy go
                wyłącznie braku szacunku do innych. Pozwalanie na wszystko jest złe.
                Zakazywanie wszystkiego jest złe. Mądry rodzić powinien wiedzieć kiedy może
                odpuścić dziecku. Mądry rodzić nie może kierować się wyłącznie chwilowym dobrem
                dziecka.
                Nie wiem czy własciwe będzie tu słowo empatia, ale na trzeba też pamiętać, że
                na kazdym etapie rozwoju inne będą możliwości percepcji naszego dziecka. To co
                możemy odpuścić kilkumiesięcznemu maluchowi , nie musi już przejść u
                kilkulatka. Zawsze trzeba myśleć o powodach dla których dziecko zachowuje się
                tak, a nie inaczej. dotyczy to również niemowlaków.
                • 18lipiec Anek 25.01.05, 12:54
                  Pozwalając kilkulatkowi wchodzić na czyjeś meble uczymy go
                  wyłącznie braku szacunku do innych. Pozwalanie na wszystko jest złe.


                  Ja pisząc o dziecku chodzącym po meblach zapomniałam dodać ze matka nic sobie z
                  tego nie robi,a na zwróconą uwagę zrobiła obrażoną minę. Tacy rodzice mnie
                  przerażają, ich dzieci jeszcze bardziej.
                  • lola211 Re: Anek 25.01.05, 13:04
                    Ja pisząc o dziecku chodzącym po meblach zapomniałam dodać ze matka nic sobie z
                    >
                    > tego nie robi,a na zwróconą uwagę zrobiła obrażoną minę. Tacy rodzice mnie
                    > przerażają, ich dzieci jeszcze bardziej.

                    Nalezy jednak uznac, iz sa to wyjatki, a nie regula.W takim wypadku zwrocilabym
                    uwage dziecku bez patrzenia na matke, niech sie obraza, jak głupia.I nie miala
                    by co liczyc na ponowna wizyte.
                    Z drugiej strony znam osoby, ktore najchetniej posadzilyby dziecko w 1 miejscu,
                    oczekujac by absolutnie nie absorbowalo uwagi doroslych, wtedy uznaja je za
                    grzeczne,w innym przypadku dzieciak zyskuje miano rozwydrzonego bachora.
                • malgosia87 Re: .... 25.01.05, 12:58
                  Prosze, prosze, 18lipiec się wypowiedziała zupełnie nie na temat, ale jak sie
                  watek ożywił smile). Podziwiam , że chce Wam się ją przekonywac do rzeczy
                  oczywistych a niezrozumiałych dla osoby bezdzietnej, mających kontakt z dziećmi
                  jedynie z doskoku i w dodatku nie lubiącej dzieci.
                  • 18lipiec Re: .... 25.01.05, 13:11
                    Ponowię pytanie:
                    A czy do tego by napisać ze dzieci są czesto rozwydrzone, rozpuszczone i
                    wymagają troszkę dyscypliny trzeba mieć dzieci???????????
                    • iwcia75 Re: .... 25.01.05, 13:14
                      nie, do tego stwierdzenia nie trzeba miec wlasnych dzieci,ale inna sprawa jest
                      to,ze to "rozwydrzenie" dziecka do lat 1 nie zawsze jest wina rodzica, niektore
                      dzieci takie sa i jedyne co matka moze zrobic, to w gosci nie chodzic smile)
                      • mama007 Re: .... 25.01.05, 13:22
                        amen smile
                    • malgosia87 Re: .... 25.01.05, 13:22
                      Nie, ale operujesz ogólnikami, a kiedy podajesz przykłady często nie ma w nich
                      powterdzenia, IMHO rzecz jasna, Twoich sądów. Wszystko, dlatego, że jesteś
                      nastawiona do dziecka nieprzyjaźnie, zatem każde marudznie, wybuch złości,
                      jesteś skłonna uznać za rozwydrzenie.
                    • lola211 Re: .... 25.01.05, 14:08
                      A czy do tego by napisać ze dzieci są czesto rozwydrzone, rozpuszczone i
                      > wymagają troszkę dyscypliny trzeba mieć dzieci???????????

                      Mysle, ze owszem, inaczej postrzega te sprawe osoba dzieciata, a inaczej
                      bezdzietna.Chocby dlatego, ze w inny sposob interpretuje sie zachowania dziecka
                      i to jeszcze niedawno bylo rozwydrzeniem, dla osoby ktora ma dziecko staje sie
                      zrozumialym zachowaniem normalnego dziecka, wlasnie ten placz czy powiedzmy,
                      obrazanie sie 6 -latka.
                      Nie chodzi mi o takie ekstremum jak przywolywane tu skakanie po meblach u kogos
                      (po swoich sama kiedys skakalam), ale o wszelkiego typu zachowania uwazane
                      za "niegrzeczne"- a ktore w wiekszosci sa po prostu przywilejem dziecinstwa.
                      • e_r_i_n Re: .... 25.01.05, 14:12
                        lola211 napisała:

                        > Chocby dlatego, ze w inny sposob interpretuje sie zachowania dziecka
                        > i to jeszcze niedawno bylo rozwydrzeniem, dla osoby ktora ma dziecko staje
                        > sie zrozumialym zachowaniem normalnego dziecka, wlasnie ten placz czy
                        > powiedzmy, obrazanie sie 6 -latka.

                        Dokładnie tak. Ktoś mógłby powiedziec, że moj syn jest rozwydrzony, bo po
                        drzemce w dzien potrafi wstac z placzem, nie pozwala sie do siebie zblizyc, nie
                        chce, zeby na niego patrzec czy do niego mowic. No po prostu - gbur i paskuda.
                        A jest to normalne zachowanie dziecka, ktore ma jeszcze problemy z
                        przestawieniem sie ze snu w jawe. Zreszta - dorosli tez maja czasami z tym
                        problemy i po wstaniu sa rozdraznieni, tylko ze oni potrafia panowac nad swoimi
                        emocjami, a dziecko jeszcze nie. Ale zeby wiedziec takie rzeczy, trzeba miec
                        dziecko smile
            • e_r_i_n Re: Generalnie 25.01.05, 13:52
              18lipiec napisała:

              > Dokładnie. Czegoś nie bylo wolno i koniec. Spanie z rodzicami

              A tu Cie zaskocze. My jestesmy, z tego co pamietam, ten sam rocznik i ja SPALAM
              Z RODZICAMI.

              > wrzaski w sklepie, bicie zwierząt czy skakanie po meblach.

              A to juz co innego. Wiele znasz takich dzieci? Czy widzialas jeden przyklad i
              generalizujesz?
              Ja, a obracam sie raczej wsrod dzieciatych osob, przykladow na takie zachowanie
              nie mam. Ba, moje dziecko raz sie 'wydarlo' w sklepie i juz tego wiecej nie
              zrobilo. Metoda oduczenia nie byl klaps (a wiec mozna i inaczej, jak sie chce).
              Psow nie maltretuje - ba, czuje respekt i szacunek do tych zwierzakow, bo tego
              uczy go jego tata. I moglabym tak odbijac pileczke wielokrotnie, ale powiem
              krotko - nie generalizuj.
              • 18lipiec Re: Generalnie 25.01.05, 15:04
                e_r_i_n napisała:

                > 18lipiec napisała:
                >
                > > Dokładnie. Czegoś nie bylo wolno i koniec. Spanie z rodzicami
                >
                > A tu Cie zaskocze. My jestesmy, z tego co pamietam, ten sam rocznik i ja
                SPALAM
                >
                > Z RODZICAMI.

                No to bardzo brzydko,nieładnie itp. Ja od zawsze wiedzialam że NIE SPI się z
                mamą i tatą ,tylko w innym pokoju.I jakoś zdrowa psychicznie i społecznie z
                tego wyszłam.

                >
                > > wrzaski w sklepie, bicie zwierząt czy skakanie po meblach.
                >
                > A to juz co innego. Wiele znasz takich dzieci? Czy widzialas jeden przyklad i
                > generalizujesz?


                Generalizuję? W życiu. Podaję przypadki które widzę na codzień. W sklepach, w
                czasie wizyt- większośc moich koleżanek ma już dzieci.

                > Ja, a obracam sie raczej wsrod dzieciatych osob, przykladow na takie
                zachowanie
                >
                > nie mam. Ba, moje dziecko raz sie 'wydarlo' w sklepie i juz tego wiecej nie
                > zrobilo. Metoda oduczenia nie byl klaps (a wiec mozna i inaczej, jak sie
                chce).
                >
                > Psow nie maltretuje - ba, czuje respekt i szacunek do tych zwierzakow, bo
                tego
                > uczy go jego tata. I moglabym tak odbijac pileczke wielokrotnie, ale powiem
                > krotko - nie generalizuj.

                Tak jak pisałam wyżej. Nie wzięłam tych przykładów z kosmosu.
                • e_r_i_n Re: Generalnie 25.01.05, 15:07
                  18lipiec napisała:

                  > No to bardzo brzydko,nieładnie itp.

                  A dlaczego?

                  > Ja od zawsze wiedzialam że NIE SPI się z mamą i tatą ,tylko w innym pokoju.I
                  > jakoś zdrowa psychicznie i społecznie z tego wyszłam.

                  Szczegolnie gdy miałaś miesiac, dwa lub rok. Na zdrowie psychiczne fakt spania
                  z rodzicami lub bez nie ma wplywu. Na poczucie bezpieczenstwa noworodka i
                  niemowlaka (a o spaniu w takim wieku mowie) - moim zdaniem tak.
                  Aha, ja tez zdrowa jestem, pod kazdym wzgledem.
    • 18lipiec A co w takim razie... 25.01.05, 13:24
      z pracującymi mamami? Piszecie że roczniak nie rozumie jak mamy nie ma obok.
      A co z tymi dziećmi, 5-6 miesięcznymi, rocznymi które zostają z opiekunką i nie
      ryczą?
      • mama007 Re: A co w takim razie... 25.01.05, 13:25
        co innego gdy dziecko jest przyzwyczajone do opiekunki, przebywa z nia
        wczesniej, zna ja, a co innego gdy dziecko nagle na chwile ma zostac z obca
        osoba w obcym miejscu - i tu jest wlasnie roznica miedzy matkami a nie-matkami -
        po prostu nie masz tej intuicji
        • iwcia75 Re: A co w takim razie... 25.01.05, 13:27
          moje kolezanki przyzwyczajaly najpierw dziecko do opiekunki przez jakis czas,
          zostawiajac najpierw na 15min, pol godziny, godzine.
          • malgosia87 Re: A co w takim razie... 25.01.05, 13:30
            Na miejsciu tych matek byłabym bardzo zaniepokojona, czy rozwój mojego dziecka
            przebiega prawidłowo
            • 18lipiec Re: A co w takim razie... 25.01.05, 13:32
              Na miejscu pracujących matek? Heh taaa jasne. Najlepiej z mamą, całe zycie, tak
              gdzieś do 18 a potem dupa życiowa wyrasta a nie dorosły człowiek.
              • malgosia87 Re: A co w takim razie... 25.01.05, 13:38
                Ha, pewnie wszak wiadomo, że pierwsze m-ce decydują o samodzielności już na całe
                zycie, oj lipiec miej litość wink)
              • milarka Re: A co w takim razie... 25.01.05, 13:45
                18lipiec napisała:

                > Na miejscu pracujących matek? Heh taaa jasne. Najlepiej z mamą, całe zycie,
                > tak gdzieś do 18 a potem dupa życiowa wyrasta a nie dorosły człowiek.
                >

                Ale zrozum, nie chodzi o to, żeby dziecko szło wszędzie za mamą.
                Chodzi o to, że roczne dziecko ma zupełne prawo do lęku przed NIEZNAJOMYMI
                osobami, co nie mam nic wspólnego z tym, czy jego mama pracuje czy nie. Bo
                kiedy mama pracuje, to dziecko zostaje z kimś znajomym (babcia, opiekunka,
                panie w żłobku).
            • malgosia87 Re: A co w takim razie... 25.01.05, 13:32
              tj.tych pracujących matek, o których pisała lipiec
          • 18lipiec Re: A co w takim razie... 25.01.05, 13:31
            Czyli jednak MOŻNA
            • e_r_i_n Re: A co w takim razie... 25.01.05, 13:46
              Matko, lipiec, ty jestes niemozliwa. Nie rozumiesz, czy nie chcesz rozumiec???
              Moj syn mial rok, gdy poszedl do zlobka, wczesniej juz sie ze mna rozstawal na
              jakis czas (krotszy czy dluzszy). Teraz ma ponad trzy lata, jest
              bardzo 'spolecznym' dzieckiem, nie ma klopotu z nawiazywaniem kontaktow, nie
              jest maminsynkiem, a jednak nie chce zostac w nowym miejscu, wsrod nowych ludzi
              beze mnie. Bo własnie - BO TO JEST DZIECKO, ktore potrzebuje poczucia
              bezpieczenstwa i albo sie czuje pewnie w jakims miejscu i jest ok, albo
              potrzebuje do tego poczucia mamy lub taty. I nijak sie to ma do rozpieszczenia
              czy rozmemlania.
      • milarka Re: A co w takim razie... 25.01.05, 13:37
        18lipiec napisała:

        > z pracującymi mamami? Piszecie że roczniak nie rozumie jak mamy nie ma obok.
        > A co z tymi dziećmi, 5-6 miesięcznymi, rocznymi które zostają z opiekunką i
        > nie ryczą?

        Tak jak dziewczyny już napisały - do opiekunki zazwyczaj dziecko przyzwyczaja
        się przez jakiś czas.
        Roczne dziecko może zostać bez mamy, ale to, że roczne dziecko nie chce zostać
        z nieznajomymi osobami jest ZUPEŁNIE NATURALNE.


        • e_r_i_n Re: A co w takim razie... 25.01.05, 13:48
          milarka napisała:

          > Tak jak dziewczyny już napisały - do opiekunki zazwyczaj dziecko przyzwyczaja
          > się przez jakiś czas.
          > Roczne dziecko może zostać bez mamy, ale to, że roczne dziecko nie chce
          > zostać z nieznajomymi osobami jest ZUPEŁNIE NATURALNE.

          Dokladnie tak. Identycznie jest ze zlobkami/przedszkolami - najpierw dziecko w
          TOWARZYSTWIE rodzicow oswaja sie z miejscem, paniami, a dopiero pozniej zostaje
          samo. I nie ma znaczenia, czy dziecko ma 6 mieisiecy, rok czy piec lat. MUSI
          sie przyzwyczaic, ale to trwa jakis czas, nie piec minut. Dlaczego 'okres
          adaptacyjny' trwac moze nawet 3 miesiace?
          • iwcia75 super rada ;-) 25.01.05, 14:11
            Lipiec,zapytaj sie swojej mamy,jakim Ty bylas dzieckiem. ja tak zrobilam i
            odpowiedz mi sie nie spodobala:
            -urodzilam sie z waga 2400, wygladalam jak dziecko wojny i mama sie mnie
            wystraszyla
            -nie chcialam pic mleka(pewnie mialam uczuclenie na krowie mleko,ale kiedys sie
            tym nie przejmowano)-ponoc zylam tylko herbatkami ku rozpaczy mojej mamy
            -nie szlam do nikogo na rece oprocz mamy(nawet do taty),jak mama chciala wyjsc
            z pokoju,to szla na czworakach,zebym nie zauwazyla,a jak raz wyszla z domu,to
            wyskoczylam z lozeczka,ale zatrzymalam sie na kaloryferze i przezylam wink
            -nie chcialam chodzic do przedszkola (choc z czasem bardzo polubilam)
            -tata mi to wszystko do dzis wypomina,a to dlatego,ze mama w ciazy z bratem, ze
            mna na rece,a on wsciekly,ze taki wstyd,bo nie chcialam isc do niego na rece
            -a ja pamietam,jak majac ok3lat,cos sobie ubzduralam i nie chcialam wejsc do
            babci do domu...i stalam godzine pod drzwiami na dworze, nie mozna mnie bylo
            nawet wziac "na przeczekanie"!
            nie wiem,czyj i gdzie tu bład, bo moj brat byl z kolei aniolkiem.
            • e_r_i_n Re: super rada ;-) 25.01.05, 14:14
              iwcia75 napisała:

              > nie wiem,czyj i gdzie tu bład, bo moj brat byl z kolei aniolkiem.

              Jak to czyj? Rodzicow, bo Cie rozpiescili smile
            • 18lipiec Re: super rada ;-) 25.01.05, 15:12
              Pytałam się mamy jaka byłam.
              Urodziłam się ładna i zdrowa ale bardzo rozwrzeszczana.
              Stan ten trwał jednak krótko.
              Potem tylko jeść, spać. To mi do tej pory zostało.
              Byłam bardzo towarzyska,chętnie zostawałam z babciami, dziadkami, innymi
              dziecmi. Nie pamiętam kto się mną zajmował jak mama poszła do pracy, muszę
              spytać. Poszłam dość szybko do przedszkola, ba szłam tam sama z młodszym bratem
              bo miałam dość blisko.Ubierałam się sama, nie leciałam z rykiem do mamy z każdą
              pierdołą. Nie wchodziłam do łóżka rodzicom, nie ryczałam w sklepach, nie
              wymuszałam.Wiedziałam gdzie są granice, co mi wolno a czego nie.
              • iwcia75 Re: super rada ;-) 25.01.05, 15:24
                jest tez taka mozliwosc,ze dziecko moze sie wrodzic do ojca zamiast do ciebie,
                ale jesli i on byl szczesliwie udanym dzieckiem, to jest duze
                prawdopodobienstwo,ze i Twoje małe byloby super dzieckiem.
              • lola211 Re: lipiec 25.01.05, 21:52
                Ubawilas mnie setnie tym postem! Nic tylko w ramki Cie wstawic, hahaha.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka