14.02.05, 14:12
Jestem w nienajlepszej formie psychicznej po ostatnich wydarzeniach w moim
zyciu. Nie mam ochoty ani odwagi zwierzac sie i radzić rodzinie czy znajomym.
Zreszta to byc może nie byłoby obiektywne. Chciałabym usłyszec (przeczytać)
opinie wasze - matek i żon, rozwódek i kochanek, kochanych i niekochanych...
A wiec... Mój mąz się zakochał... Próbował mi to powiedzieć juz kilka razy,
ale ja mu po prostu nie uwierzyłam. jestesmy ze soba od wielu lat, pobraliśmy
sie z wielkiej i wyjatkowej miłości. Tak było długo, potem zaczelo się nieco
psuć. Właściwie nic wyjatkowego i chyba nieco naturalnego. Miłośc i
namietnośc ustąpily miejsca codzienności. Ale wierzylam ze mimo to ciagle
jestesmy razem, ze mamy gorszy czas, że lepszy czas napewno nadejdzie... Ale
nie nadszedl...
Moj maż jest nietuzinkowym facetem. To romantyk nie z dzisiejszej epoki. Niby
zaleta, ale czy w tej sytuacji nie pogarsza to sprawy? czy wyobrazacie sobie
mezczyzne, który powiedzialby swojej zonie (partnerce), że się zakochał, ale
nigdy z nia nie spał, nawet sie nie całował, ze się z nia nie spotyka, nie
sms-uje, nie emailuje itd. Choc pewnie serce mu to wszystko podpowiada...
Podejrzewam że 99% facetów w ogole nie zidentyfikowalo by to jako problem.
Chyba nawet nie nazwaliby tego miłoscia. Wywołalo to wszystko we mnie
trzesienie ziemi. I paradoksalnie zaczelismy ze soba rozmawiac, przez ok. 2
tyg. powioedzielismy sobie wiecej niz przez ost. 4 lata. Zblizylo nas to do
siebie. I choc jest mi baaardzo ciezko, chwilami mysle ze nie chce juz zyc,
nie odwrocilam sie od niego a wrecz przeciwnie otworzylam swoje serce dla
niego. I widze ze on szczerze odplaca mi tym samym. Wyplakalam i nadal
wyplakuije tony lez, on rowniez placze. Jemu tez nie jest latwo. A wiec chyba
walczy sam ze soba, probuje sklecic nasz zwiazek, nasza rodzine.
Ale nie zmienia to faktu, ze czuje sie fatalnie, nie wiem ile tak pociagne...
Czy sa jeszcze jakies szanse...
Zdarzylo mi sie cos, co myslalam ze zdarza sie tylko w filmach albo innym
ludziom. Nie mi...
Obserwuj wątek
    • umasumak Re: ta druga 14.02.05, 14:32
      Wiesz, trudno mi wyrazić opinię na ten temat, lecz wydaje mi się, że Twój mąż
      przeżywa zaurocznie tamtą kobietą, ale mam wrażenie, że nie bardzo to zmienia
      jego uczucie względem Ciebie. On chyba nadal Cię kocha, być może że proza życia
      nieco go przerosła i stąd to zachłyśnięcie nowym uczuciem, a raczej tym co
      wydaje mu się uczuciem. Ale oczywiście, nie możesz wykluczyć wersji, że
      faktycznie zakochał się na poważnie.
      A co On mówi? Czy jest gotów na ratowanie Waszego związku? Czy zamierza tylko
      rozpamiętywać swoją miłość do tamtej?
      • a312a Re: ta druga 14.02.05, 14:48
        Myślę że jest ciagle z nami, że nie próbuje rozwijac tej znajomości, oznacza że
        chce ratowac nasz zwiazek. Zreszta tak właśnie to okreslil, kiedy zadalam mu
        podobne pytanie. I gdyby tego nie chciał robic, byc moze wcale by mie nic nie
        mowl o niej. On jej nie rozpamietuje, to ja teraz kiedy juz wiem chcialabym
        (chyba naturalnie) wszystko wiedziec. Reaguje zloscia na moje kolejne pytania i
        wlasciwie nie wiem czy mam dac spokoj czy pytac dalej. Podswiadomie czuje ze
        moje rozpytywania moga tylko pogorszyc sprawe...
        I z jednej strony powinnam sie cieszyc, że po pierwsze byl ze mna na tyle
        szczery, ze mi o tym powiedzial. A po drugie że nie rozwija tej znajomosci nie
        zdradzil mnie fizycznie. Ale z drugiej strony takie platoniczne i heroiczne
        uczucie, nie daje za duzych mozliwości oderwania sie od takiego zwiazku. Bo w
        marzeniach jest wlasnie idelana, wyjatkowa i nieskazitelna miloscia. A o takiej
        milosci sie nie zapomina, taka milosc nie rozczarowuje i nie codziennieje...
    • umasumak Re: ta druga 14.02.05, 14:34
      Postaraj się może odciagnąć jakoś jego myśli o tej drugiej. Zorganizujcie sobie
      jakoś czas, zaplanujcie jakiś wspólny wyjazd. Myślę, że jemu zależy na Waszym
      związku i też zrobi wszystko, żeby było dobrze. Pzdr
    • matkatina Re: ta druga 14.02.05, 14:35
      Bardzo Ci współczuje(: Najgorsza jest w tym wszystkim bezsilność. Bo co mozna
      potradzic na miłość. Tym bardziej, że widac wyraźnie ze strony Twojego męża
      wiele dobrej woli. Mam nadzieję, że się Wam ułoży.
    • ula_max mi Two mąż przypomina 14.02.05, 14:42
      romantycznego kochanka iście z szekspirowskiej sztuki, co to potrafi zakochać
      sie w cieniu i wielbić miejsca, gdzie stąpały jej stopy. Dla mnie szok,
      poprostu. Skoro taki romantyk to mu nie przejdzie, bedzie wzdychał całe życie.
    • koleandra Re: ta druga 14.02.05, 14:45
      Romantykowi trudno jest odnaleźć się w codzienności. Potrzebuje podrygu serca,
      tajemniczości i nowych doznań, motylków w żołądku na codzień. Wiadomo, że
      własna zona mu tego nie da, a już na pewno nie po wielu latach małżeństwa.
      Zauroczył sie w tamtej i nie przyszło mu na myśl, że z tamtą też czeka go za
      jakis czas codzienność... no, chyba, że to jakaś królewna z bajki wink
      Jak facet będzie mądry i przemyśli to na pewno zostanie z Tobą bo, że Cię kocha
      to nie ma wątpliwości. Najgorsze, że pewnie oni zostaną przyjaciółmi i chcąc
      nie chcąc Ty i tak będziesz trochę z tego powodu cierpieć.

      Jeeezu!! biedny chłopaczek! zakochał się w jakiejś babie i płacze własnej zonie
      w rękaw. Sorki, ale musiałam to napisać.
      • a312a Re: ta druga 14.02.05, 14:56
        Mysle ze nie ma szans na zadna ich codziennosc. Ona ma meza i dzieci.
        Na przyjazn tez nie ma miejsca, bo sie nie widuja i nie rozmawiaja. Mam
        wrazenie ze to jak z miloscia od pierwszego wejrzenia, wlascie nie opartej na
        niczym i nie majacej mozliwosci zbudowania tego oparcia.
        A czy mnie kocha??? Nie mowil mi tego od dawna. I nie potrafi mi teraz tego
        powiedziec, ale nie potrafi tez powiedziec ze nie kocha... A to juz cos.

        no taaak, niezla farsa...
    • malgra Re: ta druga 14.02.05, 14:48
      uważam,że ciężko Ci będzie go zatrzymać,aczkolwiek może się udać.
      Jeśli człowiek jest zakochany, nie mylić z zauroczony zrobi wszystko i poświęci
      wszystko aby być z ukochaną osobą.
      • a312a Re: ta druga 14.02.05, 15:00
        przede wszystkim nie poswieci swoich dzieci... nawet dla takiego uczucia. Tego
        jestem pewna. Ale jakie to dla mnie (kobiety) pocieszenie ???...
        • ewitek01 Re: ta druga 14.02.05, 15:06
          pocieszenie żadne
          ja nie chciałabym, żeby mój mąż (w razie jakiegoś kryzysu) został ze mną tylko
          ze wzg na synka
          • a312a Re: ta druga 14.02.05, 15:25
            ewitek01 napisała:


            > ja nie chciałabym, żeby mój mąż (w razie jakiegoś kryzysu) został ze mną
            tylko
            > ze wzg na synka
            ja tez nie, ale czy w zwiazku z tym byscie sie rozwiedli ??? Przekreslając
            szanse na odbudowe. nie wiemy co los przyniesie nam jutro...
            • ewitek01 Re: ta druga 15.02.05, 09:07
              tak, myślę, że wtedy byśmy się rozstali;
              nie dałabym rady żyć z mężczyzną, którego nie mogłabym uszczęśliwić... i sama
              nie chciałabym rezygnować ze szczęścia;
              • a312a Re: ta druga 15.02.05, 09:53
                Wiesz, czasem to jak myslimy jak sie zachowamy w danej sytuacji moze sie
                pozniej w momencie konfrontacji z danym zdarzeniem bardzo roznic.
                napisalas
                "i sama nie chciałabym rezygnować ze szczęścia";
                a jesli twoim szczesciem bylby wlasnie on ??? A rozstanie to wlasnie
                rezygnacja...
                To wszystko nie jest takie proste...
                • ewitek01 do a312a 15.02.05, 11:04
                  wiem, że nie jest to proste...

                  rezygnacja z na pozór udanego związku byłby trudna, ale jeszcze trudniejsze
                  byłoby dla mnie życie z kimś, kto jest ze mną tylko dla przyzwoitości, bo tak
                  wypada, bo jest dziecko, bo wzięliśmy ślub; nie walczyłabym o związek, który
                  nie miałby porządnych fundamentów- czyli miłości;
                  dla mnie szczęściem jest nasz synek; i chciałabym, aby jego tata (moj mąż)
                  zawsze to szczęście ze mną dzielił, ale nie wiem, jak dalej potoczy się nasze
                  życie;
                  jesteś mądrą kobietą ! Twój mąż ma wielkie szczęście...
                  • a312a Re: do a312a 15.02.05, 11:35
                    Gdyby w naszym zwiazku nie bylo w ogole milosci chocby z jednej strony, to ja
                    tez nie widzialabym sensu utrzymywania takiego malzenstawa dla np.
                    przyzwoitosci czy dzieci, dla ktorych maj maz jest cudownym i doskonalym ojcem.
                    I czytajac moje wypowiedzi wiesz ze tak nie jest... Kiedys mielismy ogromnie
                    mocne fundamenty naszego zwiazku, z czasem fundament ten zaczal sie zapadac.
                    Ale wierze ze pozostaly cegły, z ktorych moze mozna cos odbudowac (ale ze
                    mnie poetycki inzynierwink.
                    Jesli nie... to tez sie poddam
                    • ewitek01 Re: do a312a 15.02.05, 12:31
                      doskonale Cię rozumiem i się z Tobą zgadzam w 100%

                      ale jeden murarz nie wystarczy sad((
    • melka_x Re: ta druga 14.02.05, 14:59
      Matko Boska co to za idiotyczna moda na bezwględną szczerość w związku. Nie
      zdradza Cię, natomiast zauroczył się (no bo bez jajwink, nie mówmy na takim
      etapie znajomości o miłości), zauroczył się, bo najprawdopobniej brakuje mu
      tego kipienia emocji z początku związku i tyle. I po co o tym mówić żonie? Żeby
      samemu się lepiej poczuć nawet kosztem cierpienia żony? Kolejny dowód na to, że
      najgorsi to idealiści i romantycy. Co dalej? Jeśli nie będzie szukał kontaktów
      z obiektem swoich westchnień, a Wasz związek jest dobry, to przetrwacie. Ale
      na przyszłość; darujcie sobie tego typu zwierzenia, równie sensowne co
      opowiadania mężowi, że miałaś erotyczny sen z kolegą z pracywink)). Życzę
      powodzenia i -nie chcę Cię urazić- ale żeby mąż trochę emocjonalnie dorósł.
      • a312a Re: ta druga 14.02.05, 15:19
        DOKLADNIE TAK MYSLE !!! Wlasciwie to jestem zla że o tym mi powiedzial.
        Pocieszam sie wlasnie tym ze to nie milosc a zauroczenie. Sama mialam tez
        westchnienia (i snywink) i nigdy by nie przyszlo do glowy nazwac to miloscia i
        mowic o tym mezowi. Moze zadna te mnie romantyczka. I do tego uczciwa
        romantyczka. Moj maz lubi wychodzic z twarza ze wszystkich sytuacji zyciowych i
        tym razem podszedl do tematu podobnie. Tylko jakie piekielko mi tym sprawil...
        Ale z drugiej strony to piekielko uzmyslowilo mi (nam) jak oddalilismy sie od
        siebie, jak wiele trzeba pracy i wysilku na bycie ze soba razem. Inaczej pewnie
        zycie by sie toczylo, a my bardziej obok siebie niz ze sobą zylibysmy...
        Zdiagnozowanie choroby, poznanie jej przyczyn i objawów to pierwszy krok do
        jej wyleczenia. I to mnie trzyma przy zyciu...
        a co do emocjonalnego dorosniecia mojego meza... chyba juz w tym swoim
        szekspirowskim romantyźmie pozostanie do konaca...
      • agaizosia Re: ta druga 14.02.05, 15:22
        Droga Melko popieram twoje zdanie w 100%.Czas dorosnąć i stwarzać okazje do
        podniet i motylków w brzuchu we własnym małżeństwie.Jeżeli taki z niego romantyk
        to powinien cały zasób swoich możliwości pokazać Tobie i sprawić byś i ty mogła
        tak się poczuć.Zerwijcie z rutyną. Poświęć czas sobie byś i ty mogła w tej
        sytuacji poczuć się atrakcyjna, nawet sama dla siebie.Nie myśl o nim jaki jest
        biedny, jaki smutny.Raczej poświęć czas temu by sobie przpomniał ile może
        stracić gdyby to Ciebie zabrakło w jego życiu. A taka szczerość,jak w jego
        wykonaniu, potrafii zabijać. Serdecznie Cię pozdrawiam i głowa do góry.
        Agnieszka
        • a312a Re: ta druga 14.02.05, 15:48
          No własnie ta rutyna....
          Na mój brak atrakcyjności raczej nie moze narzekac, dbam o siebie, on i nie
          tylko on to widzi. To nie w tym tkwi problem
        • a312a Re: ta druga 14.02.05, 16:04
          jeszcze jedno. Taka szczerosc potrafi zabic, mnie zgodnie z przysłowiem w duzym
          stopniu wzmocnila. Tzn. uwolnila sie we mnie chec walki o nas i uzmyslowila tez
          ile ja moge stracic. Bo zdaje sobie sprawe ze do tego stanu ja pewnie tez sie
          jakos przyczynilam... Czego nie mial u mnie znalazl gdzie indziej. Ja sama nie
          wiem jak bym sie zachowala gdyby na mojej drodze stanal nagle ktos kto idealnie
          by sie wpasowal w moj stan emocjonalny...
          Boze daj nam sile !...
    • g0sik Re: ta druga 14.02.05, 15:03
      Zastanawiam się po jaką cholerę on Ci to powiedział, jeśli to miłość tylko i
      wyłącznie platoniczna, a on chce ratować Wasz związek. Nie bardzo wyobrażam
      sobie jak masz mu pomóc się odkochać. Plusem jest to że jak sama twiedzisz
      zbliżyliście się do siebie, pytanie czy on nie zaczął Cię traktować jak
      najlepszą przyjaciółkę której może się wyżalić jaki to teraz jest rozdarty i
      nieszczęśliwy........
      • a312a Re: ta druga 14.02.05, 15:34
        hmmm. daleko nam do takiej przyjazni. I zadne z nas nawet do tego nie dazy. On
        nie ma zamiaru sie mi uzalać, a ja nie mam zamiaru go pocieszac w tych
        kwestiach. Bardziej probujemy odbudowac przyjazn oparta na naszych i tylko
        naszych relacjach.
        Ja nie probuje pomoc mu sie odkochac, bardziej probuje odbudowac nasza milosc
        liczac na to ze to bedzie oznaczalo koniec tamtego uczucia
    • libra.alicja Re: ta druga 14.02.05, 15:41
      Piszesz, że się nie widują, nie rozmawiają, nie utrzymują żadnych kontaktów.
      Taka "miłość" może się zdarzyć nastolatkowi (podkochuje się w koleżance z 8b
      albo w piosenkarce).
      Dorośli ludzie kochają inaczej i na czym innym opierają wszelkie uczucia (a
      może się mylę?). Dlatego myślę, że twój maż jest co najwyżej zauroczony.
      Ciągnie go do czegoś (kogoś) innego, ale myślę, że do zdrady to jeszcze daleko
      i dobrze, ze wisz o tym, bo masz szansę na reakcję. Możesz pomóc mu wyleczyć
      sie z tego uczucia.
      • a312a Re: ta druga 14.02.05, 15:58
        Jezu, dzieki wam dziewczyny za te slowa otuchy i nadzieje że to moze jednak nie
        milosc. Ja tez tak uwazam, powiedzialam mu o tym i naposalam w emailu, że takie
        uczucie (z takimi objawami i okolicznosciami) moze sie zdarzyc nastolatkom...
        Czlowiek w wieku trzydziestu paru lat musi odpowiedziec sobie na pare pytan
        zanim zdiagnozuje To uczucie. Moze tez sie myle?...
        A z drugiej strony powtarzam jeszcze raz, moj maz to nietypowy facet...
        ech...
    • sm30 Re: ta druga 14.02.05, 16:18
      Ja roazwiodłam się gdy dowiedziałam się o zdradzie męża. Różnica polega tylko
      na tym,że ja swojego ślubnego nigdy nie kochałam i poprostu skożystałam z
      pretekstu. Broń boże nie namawiam do rozwodu, chcę tylko opisać co moim zdaniem
      działa, że panowie schodzą z chmór na ziemię ( nie wszyscy oczywiście, ale jest
      duża szansa ).
      Otóż kubeł zimnej wody !!! Skoro z twojego chłopa taki romantyk, to nie
      możesz z nim omawiać jego stanu, bo będzie się utwierdzał otwojej tolerancji,
      swojej wyjatkowości i swoim prawie do nieszczęśliwej miłości i trwania w
      zawieszeniu między dwiema kobietami. Ten z pozoru nieszczęśliwy dla niego stan
      jest b. przyjemny
      Zgadzam się z opinią wyrażoną w Wysokich Obcasach ( był kiedyś obszerny
      artykół o zdradzie ), że tajiemu zakochanemu nie można dawać czasu na decyzję,
      przemyślenia itd. Trzeba decydować za niego.
      Co ja zrobiłam ? Od razu musiał spakować walizki, od razu kroki prawne itd.
      Nie namawiam o wnoszenie przez ciebie o rozwód, bo rozumiem, że ci na nim
      zależy, ale nie możesz mu współczuć, okazywać zrozumienia itd. Mój facet nie
      miał cywilnej odwagi się przyznać, nawet jak wszystko było już czarno na
      białym, ale twój robiąc z ciebie powiernicę swego złamanego serca też cię
      upokaża. Czego oczekiwał mówiąc ci o wszystkim ? Tego, że go utulisz i
      pożałujesz ?
      Dzięki moim zdecydowanym, natychmiastowym krokom, jeszcze u notariusza
      powiedział mi, że żałuje, ale moje uczucia nie były tak silne żeby mi się
      chciało cokolwiek sklecać, a zaufanie poważnie nadszarpnięte.
      Uważam, że powinnaś pokazać mu swoją siłę i klasę. Nie robić scen, nie
      dopytywać się : czy mnie jeszcze kochasz. Ja bymzaproponowała w pewnych
      dziedzinach życia separacje ( spokojnie tłumacząc, że to nie demonstracja czy
      szantaż z twojej strony, tylko musisz złapać dystans ). A więc separacja od
      alkowy, wychodź gdzieś sama, nie mówiąc gdzie ( wyjątkowo ładnie przy tym
      wyglądając ), nie wypytuj o jego sprawy ( nie tylko te sercowe ).
      Wszystko co nowe i czego nie ma się na codzień jest 100 x bardziej atrakcyjne (
      mam na myśli nowy obiekt westchnień ). Wobec tego nie możesz być dla niego tak
      bardzo dostępna, codzienna. Nie mów mu o wszystkim, niech "przypadkiem"
      usłyszy, że mówisz do kogoś o czxymś, czego jemu nie powiedziałaś ( a zawsze
      dowiadywał się pierwszy ). "Zapominaj" mu mówić o tym , czy tamtym. Spóźniaj
      się do domu. Niech nagle ci się przypomina, że musisz gdzieś wyjść i
      nieoczekiwanie zostawiaj go z dzieckiem, bądź roztargniona, zapominalska a przy
      tym wszystkim b. miła, uśmiechnięta, broń boże czepliwa. Bądź dkla niego
      nieobecna, NIECH CZUJE ŻE CIĘ TRACI ( bo on za bardzo jest ciebie pewien ) I
      nie sugeruj, że powodem twojego zachowania jest inny mężczyzna, on sam to sobie
      dopowie.
      I to musi trwać nie tydzień czy dwa, tylko dłuższy czas i to tak
      stopniowo, bo inaczej nie zauważy zmiany. Nie pytaj go już o tamtą i jego
      uczucia nawet jak będzie cię ciekawość zżerała, bo zadręczysz siebie. On na
      nowo musi cię zdobywać. Jak i tak odejdzie to znaczy, że odszedl by czy byś
      postąpiła tak czy inaczej. Ale jak nie spróbujesz w ten sposób odwrócić jego
      uwagi to do końca życia będzie ci się wydawało że spotyka się z tamtą i gdy
      zwyczajnie będzie zamyślony ty będziesz myśleć, że rozpamiętuje i cierpi będąc
      z tobą dla parszywej przyzwoitości.
      ...a że się nie przespał, to tym gorzej,zdrada uczuciowa bardziej boli niż
      fizyczna
      • amws Re: ta druga 14.02.05, 17:41
        dzieki sm30 za te słowa, mi pomogło!!!!!!!!!choć sie tu tylk owtracam ale
        jestem w takiej sytuacji pewniw ja Ty, i takich słow mi trzeba było....
        • sm30 Re: ta druga 14.02.05, 18:55
          A proszę bardzo, jak trzeba bedzie jakiś słów otuchy lub podpowiedzieć tok
          myślenia, by winy nie szukać w sobie i nie stracić twarzy przed samą sobą - to
          służę. "Nigdy nie biegnij za facetem i autobusem... zawsze będzie następny wink
          pozdrawiam
      • mamakevina1 Re: ta druga 15.02.05, 11:03
        Szkoda że nie jesteś moją sąsiadką!!! smile Mogłabym w chwilach gorszych zapukać i
        poprosić o ożywczego kopa! Ja na szczęście obecnie przeżywam te dobre chwile z
        mężem ale bywały już złe i nie łudzę się: pewnie jeszcze nadejdą. Fajnie to
        wszystko napisałaś! Pozdrawiam.
    • twinmama76 co za facio! 14.02.05, 16:55
      PO co mówił takie głupoty?! Chyba tylko po to, żeby cie zranić sad
      Zakochał się bidulek i to nieszczęśliwie (z tego co wyczytałam nie ma szans na
      związek z tamtą) Nic tylko płakac nad jego losem uncertain
      Przecież ty się kurcze za niego nie odkochasz! Piszesz, że chciał wyjśc z
      twarzą - gdyby tak było, to zająłby sie tobą zamiast mysleć o głupotach.
      Matko, jak ja nie cierpię "romantyków"!
      Przecież facecik doprowadził do tego, że się obwiniasz o rutyne w związku. Może
      go jeszcze pocieszasz? Boszszee
      Ja bym mojego chłopa zabiła smiechem za takie teksty...

      Olej go! Idź do fryzjera, kosmetyczki, kup sobie nowy ciuch. Jestes warta tego,
      żeby się zakochać w TOBIE. Choćby po latach małżeństwa.
      • a312a Re: co za facio! 15.02.05, 10:09
        hmmm.... to wszystko nie jest takie proste. Z jednej strony czuje zal i
        wscieklosc ze mi o tym powiedzial, bo sprawil mi tym ogromny bol, i jak mu to
        powiedzialm "jakkolkiek ta historia sie dla nas skonczy, pewnych drzwi juz nie
        da sie otworzyc", to z drugiej strony (pislam to ktorej dziewczynie) nasz
        zwiazek od dosc dawna byl w kiepskiej formie i chyba z wspolnej winy. Zycie by
        sie dalej toczylo byle jak i tylko teoretycznie bylibysmy razem... I moze
        potrzebne nam bylo takie trzesienie ziemi zeby poczuc ze chcemy byc tak
        naprawde znowu razem.
        A swoja droga napewno powinnam wytyczyc sobie pewna strategie, by wzmocnic
        swoja pozycje... Pokazac mu sie jako silna i zdecydowana kobieta.
    • a312a wyjasnienie 14.02.05, 18:13
      czytajac jeszcze raz wasze odpowiedzi chcialabym wyjasnic jedna rzecz, ktora
      byc moze zmieni wasze spojrzenie na sprawe. A chyba nie bylam dosc rzeczowa i
      precyzyjna. Moj maz nie spotyka sie z nia itd, ale powiedzial ze raz sie do
      niej przytulil. A wiec jakis zalazek tej znajomosci byl...
      Bo chyba niektore z was odebraly (i chyba slusznie po tym co napisalam), ze
      relacja ich polega tylko na spojrzeniach itp.
      Choc z mogo punktu widzeniay to nadal nie przesadza o identyfikacji tego
      uczucia jako milosci, bo chyba trudno by mojemu mezowi bylo powiedziec za co ja
      kocha... Kiedy go zapytalam czy ona go kocha powiedzial "chyba tak", a "czy
      probuje jakos odbudowac swoj zwiazek z mezem?", odpowiedz podobna" nie wiem,
      chyba tak". To dla mnie potwierdza brak ich zazylosci emocjonalnej.
      Chcilam jednak to wam dopowiedziec, bo moze wy zobaczycie to inaczej niz ja...
      Podejrzewam, ze moj maz mi powiedzial o "sprawie" po tym jednym czy kilku ich
      widzeniach, chyba sie wystraszyl tegto co moze nastapic, powiedzial mi o tym i
      wtedy postanowil nie rozwijac tego "zwiazku". Ja tak to widze, wiecej
      podejrzewam niz wiem.
      • sol_bianca Re: wyjasnienie 15.02.05, 10:58
        Kiedyś czytałam, że osoby, które przyznają się do zdrady, często robią to (może
        podświadomie) po to, żeby w pewien sposób zrzucić z siebie odpowiedzialność.
        "Teraz to nie tylko mój problem, ale także twój". O ile podchodzę sceptycznie do
        róznych teorii psychologicznych, to wydaje mi się, że przypadek twojego męża
        jest podobny.
        Zgadzam się z tobą, że nie widać tu głębszej zażyłości emocjonalnej. Mam
        wrażenie, że twój mąż jest niedojrzały, nie potrafi sobie sam z tym poradzić i
        rozczula się nad sobą. Nie możesz dac się wpędzić w poczucie winy albo litość. A
        czy to jest powód do rozwodu? Moim zdaniem niekoniecznie. Jeżeli nie jest z :tą
        drugą" blisko, to może być przemijająca fascynacja - sama piszesz, ze też takie
        przeżywałaś, tylko jesteś bardziej odpowiedzialna i nie robisz z tego wielkiego
        halo.
    • 18lipiec Wybacz ale 14.02.05, 18:47
      Twój mąz musi być jakimś dennym, nieodpowiedzialnym i niekontrolującym uczuć
      człowiekiem kiedy zakochal sie w pannie gdy :


      nigdy z nia nie spał, nawet sie nie całował, ze się z nia nie spotyka, nie
      sms-uje, nie emailuje itd.
      • a312a Re: Wybacz ale 15.02.05, 08:59
        Mimo wszystko muszę tu stanac w obronie mojego meza. Oprocz tego ze jest
        czlowiekiem b. uczuciowym i romantycznych, jest tez twardym i silnym
        mezczyzna. Jestem pewna że moglby omotac sie wokol paluszka - nie przez
        wyrachowanie i perfidnosc ale przez swoja osobowosc choc jak kazdy oczywiscie
        doskonaly nie jest...
        • 18lipiec Re: Wybacz ale 17.02.05, 19:12
          Proszę Cię nie rozśmieszaj mnie.
    • umasumak Re: ta druga 14.02.05, 21:01
      Wiesz, wydaje mi się, że nie powinnaś już wypytywać o tę kobietę męża. Koniec,
      odetnij to grubą krechą - teraz jesteście tylko Wy. Zadbaj o Wasze relacje, nie
      wypominaj - tak jak by nie było sprawy. Z tego co piszesz, mam wrażenie, że
      będzie dobrze. Pzdr
    • wanda_76 Re: ta druga 14.02.05, 22:15
      Być może coś w Twoich postach umknęło mojej uwagi i nieprawidłowo oceniam
      sytuację, ale Twój mąż nie wydał mi się denny i niedojrzały
      emocjonalnie(przynajmniej na podstawie jego zachowania w tej sprawie) i myślę,
      że jak najbardziej macie szanse na odrodzenie romantycznej miłości w waszym związku.
      Według mnie każdemu może się zdarzyć takie zauroczenie nawet wbrew woli,
      natomiast od woli człowieka zależy, czy wchodzi w to głębiej czy nie.To że mąż
      powiedział Ci o swoim "zakochaniu" ja zdecydowanie odebrałabym jako działanie w
      kierunku ratowania/odnowy waszego małżeństwa, zwłaszcza jeśli już samo dobro
      dzieci powstrzymywałoby go od odejścia.Bo czy nie przyjemniej marzyć o swoim
      "ideale" w tajemnicy, wyobrażać sobie romantyczne chwile, które dużo łatwiej
      zaaranżować póki nikt nic nie wie?Żona w dalszym ciągu zachowuje się irytująco,
      gdyż na pierwszy plan wysuwa się poczucie "uwiązania" gdy tymczasem grozba
      utraty najbliższej osoby wydaje się abstrakcją.
      Wiedząc, możesz podjąć jakieś działania, aby mąż ODCZUŁ, że utrata Ciebie czy
      Twojej miłości byłaby dla niego bolesna(bo myślę, że wie o tym) no i zacząć
      bardziej dbać o to by potrzeba romantycznej miłości miała szansę zostać
      zaspokojona w WASZYM związku.A wiem jak trudno nad tym pracować zawczasu...
      WYdaje mi się, że rozumiem jak się czujesz, ale bądz dobrej myśli, to nie znaczy
      że Wasza miłość straciła wartość!

      Pozdrawiam ciepło
      • 18lipiec Re: ta druga 14.02.05, 22:47
        Tylko denny i niedojrzały facet, a raczej marna imitacja faceta zakochuje się w
        kobiecie której nigdy nie dotknął, nie rozmawiał , nie spotkał się.
        Trąci mi to miłością z kolonii, albo podstawówki.
        • seala Re: ta druga 14.02.05, 23:13
          A ty nigdy nie słyszałaś o milości platonicznej?
          • 18lipiec Re: ta druga 14.02.05, 23:27
            Słyszałam, nawet taką przeżylam, ale jak miałam 12 lat a nie jako dorosła osoba.
            • g0sik Re: ta druga 14.02.05, 23:43
              Lipiec ja nie wiem z jakimi facetami ty się zadajesz ale nie każdy facet jest
              taki że najpierw musi zerżnąć kobietę żeby powiedzieć że ją kocha........
              • 18lipiec Re: ta druga 17.02.05, 19:11
                Zerżnąć może i nie,ale jakaś rozmowa chociaż by się przydała....
        • a312a Re: ta druga 15.02.05, 09:57
          przeczytaj moje wyjasnienie.
      • twinmama76 ale co ona ma zrobić? 15.02.05, 09:30
        Według ciebie mąż jej powiedział, bo chciał ratowac związek - hmm nie zgadzam
        się z tym. Taka "prawda" tylko ją zraniła, nic poza tym. Jak można walczyc z
        zauroczeniem? Co innego zdrada fizyczna - jest to problem realny, z którym
        trzeba sie zmierzyć. Ale zakochujemy się (szczególnie w fazie tzw.
        platonicznej) w ideale. Jak walczyć z ideałem?
        Mąż jej powiedział, żeby SOBIE poprawić samopoczucie. Nic więcej. A może ktos
        go widział, jak się "tylko przytulał" do nowej znajomej i chce sobie
        zabezpieczyć tyły?

        Zauroczenie może przydarzyć się każdemu. Szczególnie w długotrwałych związkach.
        Ja tez taki epizod mam za sobą (nie zdradę, ale zauroczenie własnie). Nie
        leciałam jednak do męża się spowiadać, bo po co. Sama się uporałam z tymi
        emocjami i skupiłam się na poprawie własnego związku.
        I tak własnie powienien postąpic jej mąż, gdyby chciał wyjśc z klasą z całej
        sytuacji.
        TYmczasem zachował się asekurancko i niedojrzale.
        • wanda_76 Re: ale co ona ma zrobić? 15.02.05, 12:28
          Nie wiem, czy on rzeczywiście MUSIAŁ mówić żonie...Może dałby radę sam się z tym
          uporać, ale jeśli już powiedział, to w moim przekonaniu po to,żeby SOBIE ułatwić
          walkę z zauroczeniem.To JEMU pomaga sprowadzić "ideał" na ziemię.A jest to
          potrzebne dla dobra ich dwojga.

          Poza tym niełatwo jest samemu naprawić relacje w małżeństwie.Kiedy żona cię nie
          docenia,co i rusz ma pretensje o jakieś duperele i po prostu nie chce jej się
          dbać o związek tak jak na początku to wzbudzenie w sobie dawnych, romantycznych
          uczuć jest bardzo trudne.A bardzo często dopiero jakiś wstrząs jest w stanie
          wyrwać nas z tego "lenistwa"(nawet w udanych związkach - widziałam to u
          znajomych i sama też doświadczyłam).

          Pozdrawiam
      • a312a Re: ta druga 15.02.05, 09:45
        dodajesz mi skrzydel. Mysle podobnie i stad moze ta moja sila i determinacja do
        walki o nas, choc nigdy wczesniej bym siebie o to nie posadzila.
        przeciez kazdy "normalny" facet trzymal by to w tajemnicy, robil lub marzyl by
        swoje a zycie jakby nie bylo bezpieczne i stabilne obok by sie toczylo. Byloby
        to bardzo wygpdne dla "normalnego" faceta. Moj maz mimo iz wiedzial jak bardzo
        mnie zrani ta historia, nie mogl przewidziec jak zareaguje - czy kaze mu sie
        wynosic czy prosic o milosc. Nie zrobuilam ani jednego ani drugiego choc
        momentami mialam ochote na obie te rzeczy...
        I chce wierzyc ze jest to sygnal dla nas na uratowanie naszego zwiazku, ktory
        od dosc dawna chylil sie ku upadkowi, zanim jeszcze pojawila sie ona. I moze
        nasze cierpienie uzmyslowi nam ile oboje moglismy stracic i da nam sile do
        walki...
        I Moze.... moze kiedys w duchu nawet jej podziekuje za to ze sie pojawila...
    • saskia123 Re: ta druga 15.02.05, 09:23
      Ja bym powiedziała: Wybaczam ci, nie wracajmy więcej do tego. Pod warunkiem, że
      sprawisz, iż ona zniknie z naszego życia i więcej nie powróci. Jak to zrobisz -
      twój problem. Wierzę, że mnie nie oszukasz.
      W ramach resocjalizacji dałabym do przeczytania "Listy miłosne" Goethego.
      Popławi się w oparach romantyzmu, i możliwe, że zauważy wtedy swoją komiczną
      dość sytuację.
      • a312a Re: ta druga 15.02.05, 10:38
        Ja wlasciwie nie stawialam zadnych warunkow. On chyba sam sobie ten warunek
        postawil. A moje ustalenie jest takie ze jesli cokolwiek sie zmieni z
        aktualnego stanu, czyli jesli zacznie sie z nia widywac, rozwijac ten "zwiazek"
        itp. lub jesli zacznie one blaknac, to ja chce o tym wiedziec. Obiecal mi to i
        ja mu wierze.
        A tymczasem malymi kroczkami, podobnymi z poczatkow znajomosci ludzi ktorzy
        moze sie jeszcze nie kochaja ale poznaja i odkrywaja, budujemy nasz zwiazek na
        nowo. A co bedzie czas pokaze... ale zdaje sobie sprawe ze jego stan ducha nie
        zmieni się jutro czy pojutrze
    • kawka74 Re: ta druga 15.02.05, 10:28
      Ja to widzę tak: Twój mąż podtarł sobie sumienie i tyle. Dla mnie to nie jest
      próba ratowania związku, tylko próba zrzucenia odpowiedzialności na Ciebie.
      Powiedział Ci - po co? czego oczekiwał? powiedział, bo źle się z tym czuł? sam
      nawarzył piwa, sam też powinien je wypić, a nie dzielić się swoją frustracją z
      żoną. Jego spowiedź nie miała żadnego sensu. Nie widzę żadnych okoliczności
      łagodzących dla jego bezmyślności. Dla mnie pod płaszczykiem romantyzmu kryje
      się kolejny niedojrzały typek udający dorosłego.
      A jeśli to miała być próba uczciwego postawienia sprawy z jego strony, to daj
      mu do poczytania "Dziką kaczkę" Ibsena. Prawda nie zawsze nas wyzwoli.
      Co teraz? Mleko się rozlało, mąż niech się ogarnie sam. Nie jesteś jego
      psychoterapeutą, tylko żoną. Wałkowanie i wszechstronna analiza sprawy niczego
      nie zmieni, trzeba spuścić zasłonę miłosierdzia na ten incydent i zacząć od
      nowa - jeśli chcesz z nim być. Krótko i węzłowato porozmawiaj z nim, jak on
      sobie wyobraża ciąg dalszy, a jeśli sobie nie wyobraza, to daj mu jakiś limit
      czasowy na ustawienie się do pionu. Koniec z werteryzmem, czeka Was praca u
      podstaw...
      pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia
      • malgra Re: ta druga 15.02.05, 10:43
        to,że się przyznał,świadczy o tym,że jest uczciwy,że szanuje wasze małżeństwo i
        uważa, że jesteś mądrą kobietą. I ja też tak uważam, sądząc po tym jak
        odpisujesz na posty.
        Pozdrawiam
        • a312a Re: ta druga 15.02.05, 11:10
          Dziekuje, zawsze milo cos takiego usłyszec smile)
      • a312a Re: ta druga 15.02.05, 11:02
        moze i tak.
        sama sie zastanawiam nad jakas terapia, moze warto wybrac sie razem. Maz nie
        szuka we mnie terapeuty, nie chce rozmawaic i nie roztrzasa przede mna tej
        sytuacji. To raczej ja mam potrzebe dowiedzenia sie teraz wszystkiego. Choc
        wiem ze nie ma to sensu.
        Mleko sie rozlalo...i teraz musimy cos zrobic z tym dalej. A jak on sobie to
        dalej wyobraza? No wlasnie to ze urwal fizycznosc tego zwiazku swiadczy o tym
        ze chce budowac przyszlosc ze mna. I duchowosc? Z tym pewnie przyjdzie jeszcze
        poczekac. I ja napewno nie pomagam mu tak bezposrednio z tego wyjsc, no bo coz
        ja moge. Co najwyzej moge pokazac mu ile moze stracic, i buduowac nasz zwiazek
        na nowo. I jak to fajnie nazwalas "praca u podstaw" - to jest to... Okaze sie
        czy to go uzdrowi.
        • kawka74 Re: ta druga 15.02.05, 11:16
          może terapia niekoniecznie, sądzę, że poradzisz z tym sobie doskonale. Piszesz,
          że nie szuka w Tobie terapeuty, że to Ty chcesz się wszystkiego dowiedzieć, a
          on teraz nie chce rozmawiać. Patrząc na to w ten sposób, jest to naturalna
          konsekwencja tego, że puścił farbę. Jeśli powiedział A, to teraz musi
          powiedzieć B. Nie ma tak, że urządza Ci trzęsienie ziemi, a potem nie chce o
          tym gadać.
          Jeśli już omówiliście sprawę, radzę - tak jak pisałam - odciąć się od tego i
          zacząć "pracę u podstaw". Romantyczne fajerwerki uczuć Twojego męża nie
          pozostaną bez echa, nigdy nie będzie tak, jak dawniej, ale może to, co teraz
          Was czeka, będzie lepsze, inne, dojrzalsze. Teraz Wasz związek wymaga większego
          wkładu pracy Was obojga, a fundament, na którym go zbudujecie, może będzie
          mocniejszy.
          Zastanawiałam się, co ja bym zrobiła, gdyby mój p.o.mąż wyskoczył mi z taką
          rewelacją. Pewnie najpierw zrobiłabym mu koszmarną awanturę, żeby się
          wyładować, potem - w oparach minionej awantury - kazała sp...lać, a potem
          kazała dorosnąć wyznaczając mu deadline na tę bolesną operację wink
          jeszcze raz życzę powodzenia i cierpliwości w odbudowywaniu
    • ddorcia Re: ta druga 15.02.05, 10:54
      Doskonale wiem jak się teraz czujesz, ponieważ byłam w podobnej sytuacji ponad
      półtoraroku temu. Tylko ze to ja odkryłam ze mój mąż jest zakochany (smssy,
      maila, tlen, raz sie spotkali), w pore to odktyłam na szczęscie i nieszczęście.
      Sama nie wiem czy cofająć czas chciałabym o tym wiedzieć ,ale niesty taka
      natura kbiety ze jak jej intuicja kobieca podpowieda ze coś sie dzieje
      niedobrego to trzeba drązyć. I odkryłam, on się przyznał i w porę opamietał.
      Tez myslałam ze to jakis film, życie wywaliło mi się do góry nogami, byłam
      wrakiem, ...
      Odwrotnie jak u ciebie my praktycznie mało o tym rozmawialismy, moze dwa trzy
      razy zeby wyjasnic co sie stało i co bedzie dalej...i koniec. Dla mnie to była
      katorga, kilka miesięcy męczyłam sie starsznie...kompletnie byłam wypalona.
      Dla niego było to lepiej, na pewno było mu wstyd, zreszta wiem ze chciał o tym
      strasznie zapomniec i nie chcial dla tego o tym gadać.
      Tearz jest juz dobrze, dalje szalejemy za sobą, ...prawie jak na
      poczatku, ..smile)), chociaz mysłałam ze nigdy tak juz nie bedzie, nie jest na
      pewno tak samo, przede wszytskim czego mi brakuje to w ogole nie rozmawiamy o
      uczuciach, ja nie nalegam, teraz wystarczaja nam gesty itp, nie słowa... Pewnie
      od razu powiecie ze to zle. Wiem ale nie potrafie tego przełamać , mysle ze
      jescze za wczesnie...albo sama nie wiem. Do końca nie jestem jescze z tego bólu
      wyleczona..ale jest juz o niebo lepiej i praktycznie o tym juz nie myśle.
      Chciałabym o tym zupełnie zapomniec ale chyba sie nie da niestety, nie mam żalu
      bo wiem ze kazdemu może się cos takiego przytrafic (do nie dawna mysłałam ze na
      pewno nie mnie), chciałabym wyleczyc się z tej podejzliwości, odzyskac zaufanie
      całkowicte do niego... Czy to mozliwe? .... Nie wiem.. Czas pokaże.
      Wiem tylko ze musi duzo czasu minąć zeby to sobie wszytsko poukładąć I dla
      ciebie i dla niego. Dajcie sobie ten czas...
      • a312a Re: ta druga 15.02.05, 11:22
        ciesze sie ze wam sie udalo, a wiec jest i szansa dla nas. Choc tak jak piszesz
        pewnych rzeczy nie da sie zupelnie zapomniec, ale mozna to zaakceptowac. Zycie
        nie jest latwe i proste teraz to wiem, i trzeba caly czas uczyc sie czerpac z
        niego szczescie. My tez rzadko ze soba rozmawialismy, za rzadko. I wlasciwie
        zawsze zdawalam sobie z tego sprawe, czujac ze nie prowadzi to do dobrego. Dzis
        o tym wiem napewno. Dzis wiem ze rozmowy pomagaja, i choc nie zawsze rozwiazuja
        problem, ale rozmowa sama w sobie jest uizdrawiajaca. I choc nie jest to
        prosta sprawa, bede chciala to nadrobiac i teraz i w przyszlosci, jesli czeka
        nas jeszcze jakas wspolna przyszlosc. Czego i tobie zycze.
        pozdrawiam serdecznie
    • umasumak Re: ta druga 15.02.05, 11:07
      A ja uważam, wbrew kilku opiniom, że dobrze świadczy o Twoim mężu, iż się
      przyznał. Nawet jeśli odbyło się to kosztem Twojego spokoju, to jednak oznacza,
      że ufa w siłę Waszego związku i wierzy że razem wybrniecie z tej sytuacji.
      Sądzę, że znacznie gorzej byś się poczuła, gdybyś dowiedziała się o tej
      sytuacji przypadkiem, prawda? Pzdr
      • a312a Re: ta druga 15.02.05, 11:56
        Kiedys paradoksalnie powiedzialm mojemu mezowi (gdy jeszcze nie było ciemnych
        chmur nad naszym zwiazkiem), ze jesli Kogos pozna chciałabym o tym wiedziec.
        Troche to bylo w zartach, i wlasciwie nie sadzilam ze stanie sie to
        rzeczywistoscia... Widzialam dookola malzenstwa, w ktorych mezowie sprytnie
        potrafia oddzielic szczescie rodzine od sexu na boku czy wypadu do agencji.
        jest to dla mnie ochydne, obrzydliwe i dla mojego meza rowniez. A zony zyja i
        wychowuje wspolne dzieci w zludnym poczuciu szczescia i uczciwosci... I sama
        sie zastanawialma czy uswiadomic je o wlasnym "szczesciu", czy moze pozostawic
        te sprawy losowi. I znowu pojawia sie pytanie: lepiej wiedziec i byc
        nieszczesliwym czy byc "szczesliwym inaczej" ??? Kazdy moze dokonac wlasnego
        wyboru w tej sytuacji...

        Mój maz (wtedy tez w zartach) zgodzil sie na to... No i mam co chcialam...
    • dobrydzien Re: ta druga 15.02.05, 11:38
      Powiedział Tobie więc jest uczciwy, to jest niezaprzeczalny fakt.

      Powiedział że kocha inną, nie powiedział że jest zauroczony, zafascynowany lecz
      że kocha.

      Nie posądzasz go chyba o tepotę, powiedział Tobie o tym bo nie może już wytrwać
      w związku z Tobą. Kocha inną.
      Zrozum co powiedział Tobie, chcesz WALCZYĆ o miłość to niemozliwe.
      Jest nieszczęsliwy bo jest z Tobą.

      Zapytaj go czy Cię kocha tak zwyczajnie.
      • kawka74 Re: ta druga 15.02.05, 11:48
        ee, chyba powiedział, że jest zakochany, a nie, że kocha. A to różnica - chyba.
        Et, za prosta konstrukcja jestem na takie semantyczne fidrygałki. wink
        • dobrydzien Re: ta druga 15.02.05, 11:59
          Kawciu
          facet płacze zonie w rękaw bo pragnnie innej, albo jest sadystą albo naprawdę
          kocha inną. Podświadomie z pewnością liczył na odejście żony po takim zagraniu,
          ale się przeliczył.

          • a312a Re: ta druga 15.02.05, 12:16
            mysle ze nie liczyl na to, ew. moglby sam to zrobic gdybym tego zarzadala. I
            gdzie by poszedl??? Chyba pod most. NAPEWNO nie do niej, bo dopisywalam ze ona
            ma meza i dzieci. I wlasciwie moge sama odpowiedziec za uczucia mojego meza, ze
            nie ma ich az tyle by dxwigac ciezar obecnosci w zyciu ex meza, cudzych dzieci
            i innych "udogodnien".
            I nawet gdyby..., gdyby w co 100-towo nie wierze, tak sie stalo, wrocilby
            szybciej niz bym dokonczyla pakowania jego ostatniej walizki... A milosc zgasla
            by jak ogien na zapalce...
            Wszyscy chyba zdaja sobie z tego sprawe
          • kawka74 Re: ta druga 15.02.05, 12:35
            he, myślałam, że to ja jestem radykalna w poglądach, ale Ty mnie bijesz na
            głowę wink) trudno powiedzieć, na co obywatel mąż liczył, bo on sam chyba nie
            wie, czego chce. Ale obawiam się jednakowoż, że możesz mieć rację. W takim
            razie facet jest albo emocjonalnie niedorozwinięty, albo cierpi na przerost
            romantyzmu. Żona uprości sprawę, kopnie go w rzyć, a on pójdzie śpiewać
            serenady pod oknem tej drugiej? Przecież ona ma męża i dzieci.
            Obawiam się, że to kolejny wieczny chłopiec, który nie rozumie, czym jest
            małżeństwo. Że patrzenie sobie w oczy, trzymanie za rączki i przytulanie stają
            się tylko jednym z elementów codzienności. Trzeba takiego typka ściągnąć na
            ziemię, i to szybko, postawić twarde warunki, zmusić do myślenia i działania. A
            jeśli chce nadal sobie bujać w obłokach, to sam.
            W każdym razie jednak widzę w tej sprawie jeden jasny punkt - zaczęli ze zobą
            rozmawiać. Może coś sensownego z tego wyniknie, czas pokaże.
            • dobrydzien Re: ta druga 15.02.05, 13:10
              Do Kawki
              dzięki
              • kawka74 Re: ta druga 15.02.05, 14:28
                aj, za co?
                cholerny internet, trudno wyczuć intencje rozmówcy wink
                • dobrydzien Re: ta druga 15.02.05, 16:31
                  intencje jak najbardziej ok

                  tak za podobne odebranie sprawy
                  pozdrawiam
                  • kawka74 Re: ta druga 15.02.05, 16:34
                    dzięki smile
                    pozdrawiam
      • a312a Re: ta druga 15.02.05, 12:05
        On mi nie odpowiedzial na to pytanie, nie odpowiedzial mi tez na pytanie czy
        mnie nie kocha. A to juz cos, bo znaczy ze bladzi... I sprawa w zadna strone
        nie jest oczywista. Twoje slowa sa jak zimny prysznic. Ale cisze sie ze to
        usłyszalam. Bo chcialam znac wasze wszystkie opinie.
        • dobrydzien Re: ta druga 15.02.05, 12:11
          Nie ma gorszego bólu niż ten który czujesz...

          Nie podoba mi sie to co on robi wobec Ciebie, taki układ może Cie niszczyc
          latami. Jak ochłoniesz na spojnie wszystko przemyśl.

          Az taki cudowny to on nie jest...
          pozdrawiam
          • a312a Re: ta druga 15.02.05, 12:19
            i tego boje sie najbardziej, że bol nie minie, mimo iz sprawa minie, i bedzie
            mnie to latami niszczylo
    • a312a powiem wam cos jeszcze... 15.02.05, 12:39
      Jest jeszcze jedna rzecz ktore nie daje mi spokoju. Czy moze przypadkiem moj
      maz tego wszystkiego nie wymyslil, aby mocno potrzasnac naszym zwiazkiem. Nie
      aby wniesc nieco adrenaliny, ale aby przyznam w dosc nieudolny sposob, dac mi
      do zrozumienia ze xle sie dzieje w naszym zwiazku. Zeby np. sprawdzic na ile
      mocne jest moje uczucie i w zwiazku z tym czy mamy szanse walczyc o szczescie a
      nie tkwic w dwóch roznych swiatach. Pewnie teraz zlinczujecie mojego meza, ale
      moze wlasciwe tu bedzie stwierdzenie ze cel uswieca srodki. Napewno sa lepsze
      srodki i sposoby, ale moj maz z pewnoscia mimo jego romantyzmu i wrazliwosci
      nie ma zbyt duzego i pozytywnego doswiadczenia jak sie zalatwia te sprawy. I do
      tego jest dosc ciezki do rozmowy. To naprawde nietypowy czlowiek. Moze gadam
      glupoty, moze czepiam sie wszystkiego aby zmienic to co jest. Ale kiedy go
      poprosilam aby przysiegl na wlasne dzieci ze to prawda, nie zrobil tego... A
      dzieci sa dla niego swietoscia...
      • g0sik Re: powiem wam cos jeszcze... 15.02.05, 12:47
        Teraz to już kombinujesz.....Chyba za wszelką cenę próbujesz odsunąć od siebie
        myśl, że to może być prawda. Zauroczony czy zakochany pewnie dla faceta jest to
        bez różnicy, której my kobiety doszukujemy się często na siłę. Zauroczenie może
        równie szybko może przejść w miłość (o tyle niebezpieczną dla romantyka, że
        niespełnioną) lub w obojętność.....
      • kawka74 Na Jowisza, to by dopiero był numer.... 15.02.05, 12:50
        za takie potrząśnięcie urwałabym mu łeb przy samej d... . No bez przesady, to w
        przedszkolu takie numery się robi, ale nie w dorosłym życiu. Przecież to jest
        sprawa dużego kalibru, za dużego, żeby sobie jaja robić.
        Myśl o takim napoleońskim manewrze taktycznym powoduje u mnie drgawki.
        • a312a Re: Na Jowisza, to by dopiero był numer.... 15.02.05, 12:59
          no wiem... tak sobie dywaguje... ja bym chyba to samo zrobila, a potem ryczala
          3 dni ze szczescia.
          i jesli juz... to te "jaja" napewno nie sa w formie zartu a raczej ostniego
          krzyku rozpaczy
          • dobrydzien Re: Na Jowisza, to by dopiero był numer.... 15.02.05, 13:12
            już dzisiaj więcej nie kombinuj....
          • kawka74 Re: Na Jowisza, to by dopiero był numer.... 15.02.05, 13:12
            myślę jednak, że powinnaś potraktować sprawę poważnie, tzn tak, jak do tej
            pory - że mąż mówił serio. Nie ma co się łudzić, trza stanąć oko w oko ze
            skrzecząca rzeczywistością. Męzowi też by się to przydało, bo on - mam
            wrażenie - pasie się w przestrzeniach pozamałżeńskich i pozażyciowych, na
            łanach różowych obłoczków "miłości" (to z Wańkowicza wink. Po raz kolejny -
            powodzenia
            Kawka (zmierzająca ku nieuniknionej konfrontacji oko w oko z prawdziwym sadystą
            w białym fartuchu)
      • umasumak Re: powiem wam cos jeszcze... 15.02.05, 13:52
        a312a napisała:

        > Jest jeszcze jedna rzecz ktore nie daje mi spokoju. Czy moze przypadkiem moj
        > maz tego wszystkiego nie wymyslil, aby mocno potrzasnac naszym zwiazkiem.

        Powiem szczerze, że przyszło mi to do głowy, ale potem odrzuciłam ten pomysł,
        bo wydaje mi się, że facet nie jest zdolny do takiej intrygi wink). Ale kto wie?
        • pola777 Re: powiem wam cos jeszcze... 15.02.05, 19:04
          jesli to wymyslil to to naprawde jakis psychol.
          Matko jak mnie denerwuja takie sytuacje. Zamiast kopnac w d... i spakowac
          walizki to jeszcze tlumaczysz sobie idiotycznie zagrania Twego slubnego-
          podobne do zachowan 15 -letniej gow....ry. Dziewczynki mowie gow....ry
          zlaknionej stymulacji emocjonalnej - z nieszczesliwego domu. Bo nawet smarkacz
          plci meskiej sie tak nie zachowuje , chyba ze nie ma jaj.
          z tym jego temperamentem i romantyzmem za 3 grosze nie zdziwilabym sie gdyby
          mial nastepnych pare zauroczen w 2005. A powie ci o tym? oczywiscie ze powie
          jak znowu sie zakocha. Bo ty tolerujesz zrozumiesz, i wybaczysz.
          Nalezy postawic ultimatum a nie udawac ze poczekasz az mu przejdzie!!!
          • mamakini Re: powiem wam cos jeszcze... 16.02.05, 08:27
            Teojego męża niestety zrozumieć nie mogę. Gdyby przytrafiło mi się coś takiego,
            prawdopodobnie jasno powiedziała bym mężowi, że sprawił mi ogromny ból i na
            razie nie chcę na ten temat rozmawiać. Jeśli chodzi o tę jego "miłość" to
            jestem prawie pewna, że to wyłącznie zauroczenie. Najlepiej by było gdyby się
            po prostu więcej nie spotkali. Takie nie pielęgnowane uczucie umrze śmiercią
            naturalną. Pozostanie tylko miłe wspomnienie. Wiem z własnego doświadczenia:
            jeszcze przed ślubem (ale już byłam z obecnym mężem związana od jakichś 3
            lat) "zakochałam" się w chłopaku koleżanki. Ach co to była za miłość!
            Wzdychałam po nocach, płakałam z tęsknoty i bezsilności. Myślę, że on też coś
            do mnie czuł. Nigdy do niczego nie doszło między nami, nawet do rozmowy o
            naszych uczuciach. Żadne z nas nie miało dość odwagi by zakończyć swój obecny
            związek. Skończyliśmy szkołę, rozjechaliśmy się po świecie. Nie mam pojęcia co
            się z nim dzieje i nie interesuje mnie to szczególnie. Wspominam ten epizod z
            uśmiechem na twarzy. Tylko tyle. Jestem szczęśliwa, że nie uległam wówczas tej
            fascynacji. Kocham męża, cały czas go kochałam, nawet wtedy gdy wydawało mi
            się, że jest inaczej. Nigdy nie powiedziałam mu o tym choć minęło jakieś 8 lat.
            Życzę Ci, żeby historia miłosna Twojego męża zakończyła się tak jak moja.
            Uważam, że są na to bardzo duże szanse. Pozdrawiam. Basia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka