Dodaj do ulubionych

Denerwuje mnie...

17.03.05, 23:04
...ta ilosc ograniczen, zakazow, zalecen itp. z serii 'umywam raczki'. nie
wolno klasc na brzuszku do snu przez zagrozenie smiercia lozeczkowa (ale nikt
z lekarzy czy poloznych mi znanych nie podal przykladu z wlasnego
doswiadczenia). napisow na herbatkach 'nie wolno podawac w nocy' ze wzgledu
na prochnice. dostawalam takie herbatki, mleko, kaszki, zeby mialam borowane
przez szkolne dentystki-sadystki, ale nie wiadomo, czy byla potrzeba. od tego
czasu nie mam nowych ubytkow, jedynie stare plomby zawodza. mycie pasta od
pierwszego zabka. produkty zbozowe powyzej 9 miesiaca, bo malenki procent
dzieci ma za slabo wyksztalcone jelita, itd. czasem mam wrazenie, ze to
zabiegi w amerykanskim stylu, zeby zabezpieczyc sie przed pozwami sadowymi.
albo kampanie marketingowe. moje wewnetrzne 'ja' sie buntuje przeciwko takim
rewelacjom. co prawda znakomita wiekszosc stosuje... ale przytlacza mnie to.
i zastanawiam sie, co bedzie za lat 30 na przyklad. wyobrazam sobie tony
zakazo-nakazow...
Obserwuj wątek
    • gagunia Re: Denerwuje mnie... 18.03.05, 08:06
      wszystkie te zakazy zywieniowe spowodowane sa m.in. ogromna iloscia alergii.
      teraz miec dziecko bez alergii to szczescie. w zasadzie kazde, ktore znam w
      mniejszym lub wiekszym stopniu reaguje alergicznie na niektore produkty.
      a zakazy nocnego pojenia to profilaktyka. zauwaz ile przedszkolakow
      biegalo/biaga z czarnymi zabkami. ja tez od przedszkola bylam prowadzana do
      dentysty, zeby uniknac tych czarnych zebow, bo ciagle robily sie nowe ubytki.

      niestety nie ma sie co spodziewac, ze bedzie lepiej. zanieczyszczone srodowsko,
      modyfikowana zywnosc, srodki chemiczne, ulepszacze itp na pewno beda wplywaly na
      wzrost reakcji alergicznych z kazdym rokiem. o nowotworach nie wspomne. stad te
      wszystkie nakazy i zakazy. a wybor nalezy oczywiscie do nas.

      osobiscie staram sie postepowac zdroworozsadkowo - nie podawalam grzybow w 6
      miesiacu ani bulek w 7, ale tez nie widzialam problemu w wypiciu herbatki raz na
      jakis czas w nocy, kiedy dziecko bylo spragnione.
    • nikita333 Re: Denerwuje mnie... 18.03.05, 09:38
      Nie można dać się zwariować - te wszystkie zakazy to dmuchanie na zimne, w
      pewiem sposób uzasadnione, ale być może niepotrzebne w większości przypadków.
      Oczywiście niektóre zakazy są jak najbardziej słuszne, ale naprzykład takie,
      żeby nie dawać dziecku glutenu przed ukończeniem roku - ja dawałam chlebek już
      w ósmym miesiącu i wszystko jest o.k., tak samo wcześniej wprowadziłam nabiał
      (za zgodą lekarza zresztą). Jeśli chodzi o zęby, to mycie pastą od pierwszego
      ząbka nie jest możliwe - mój synek miał pierwszy w wieku siedniu miesięcy,
      takie dziecko połknie pastę, więc myje się tylko wodą... wogóle, to trzeba
      obserwować dziecko - jeśli nie jest alergikiem, to z żywieniem można sobie dać
      trochę na luz. Natomiast z niedawaniem słodkich herbatek w nocy bym się
      zgodziła, ale też bez szaleństw - raz czy dwa nie spowoduje nagle wypadnięcia
      wszystkich zębów. Myślę, że te "zakazy" są po to, żeby zwrócić uwagę mam na to,
      że w jakimś wieku podanie jakiegoś na przykład produktu może (ale nie musi)
      wywołać jakiś efekt niepożądany.
      No a jeśli chodzi o "amerykański styl", to czytałam kiedyś zalecenia żywieniowe
      amerykańskich lekarzy i okazuje się, że są one mniej rygorystyczne, niż na
      przykład żywienie zalecane przez IMiDz.

      pozdrawiam
      nikita
      • lola211 Re: Denerwuje mnie... 18.03.05, 09:51
        Dziewczyny, ale skoro udowodniono, ze podanie jakiegos produktu MOZE spowodowac
        późniejsze problemy to nie ma sie co dziwic, ze przestrzegaja.Matka ma wybór-
        swiadomy- zrobi jak zechce.Przeciez ciezko stwierdzic, ktoremu zaszkodzi,
        ktoremu nie.
        A co powiecie o zakazie podawania aspiryny- przeciez nie kazde dziecko zapadnie
        na zespol Rey`a, ale nie mogac przewidziec, ktorym to grozi, zabrania sie
        ogólnie.
        Natomiast nie mam wyrzutów sumienia łamiac zakazy, ktore niosa niewielkie
        ryzyko, typu podanie picia slodzonego w nocy, jesli jest taka koniecznosc.
        • alfinka1 Re: a ja to mam...... 18.03.05, 10:09
          w nosie wiekszosc zakazow. moje dziecko w wieku 6 mies jadlo parowki, jogurty
          serki, ogorki kiszone i zyje. nie chciala pic mleka zbuntowala sie od 2 mies i
          co mialam zrobic? a zupka z miesem byla ok, od urodzenia jest na butelce,
          urodzialm przez cesarke, w wieku 10 mies jadla praktycznie wszystko a teraz ma
          skonczone 22 mies i nie ma alergii dostaje slodycze, czasami chipsy i zyje.
          rosnie rozwija sie prawidlowo. w nocy pije herbatki bo nienawidzi wody.
          poza tym moje grzechy to: od 2 mies spi sama w swoim pokoju, nie uberam jej
          cieplo, przy temp. ok +10C chodzi w spodniach i podkolanowkach a jak jedziemy
          samochodem to w skarpetkach, wiosna nie nosi czapki chyba ze jest duze slonce
          lub wiatr, jak ma ochote to je a jak nie to nie, chodzi do zlobka zebym ja
          mogla troche odetchnac,chodzi do kina, teatru, zajecia dla dzieci ( a jakie
          zarazki i chorobska roznosza inne dzieci)
          nie zauwazylam zeby cierpiala przez ktorykolwiek z mioch grzechow
          faktem jest ze mam super madrego lekarza pediatre z ktorom moge skonsultowac
          wszystko.
          pozdrawiam i nie dajcie sie zwariowac
          -
          "lilypie.com/baby2/030611/1/4/2/+1"
          • grzalka Re: a ja to mam...... 18.03.05, 10:34
            A jak ono gryżło te parówki i ogórki kiszone w wieku 6 m-cy?
            • alfinka1 Re: a ja to mam...... 18.03.05, 10:53
              miażdżyla je dziaslami i zula sobie. niemozliwe? a jednak.
              • grzalka a nie bałaś się.. 18.03.05, 18:32
                że się zadławi?
          • magdalena_cichowlas Re: a ja to mam...... 18.03.05, 13:51
            Myślę, że łatwo nam popadać w skrajności, tylko gdzieś po drodze zapominamy o najważniwjszym o dobrze naszego dziecka. Czy dzieko majace 6 miesęcy ma na tyle dobrze rozwienięty układ trawienny, żeby mu dawać takie rzeczy? Wydaje mi się, że nie. Ocenę pozostawiam, każdej mamie kiedy i co podawać swojemu dziecku.Jednak nie zapominajmy, że to my rodzice jesteśmy odpowiedzialni za nasze małe bezbronne istoty, za nasze dzieci. One potrzebują naszej miłości, opieki, bezpieczeństwa i mądrego wychowania. Nie chciałam Cię w żaden sposób urazić, jednak myślę, że po twoim liście wiele mam może zacząć podawać swoim dzieciom niewłaściwe produkty do danego wieku rozwojowego dziecka. Dlatego apeluję do Was drogie mamy nie pomijajcie nigdy dobra swojego dziecka.
            • alfinka1 Re: a ja to mam...... 18.03.05, 21:28
              no wiec wyjasniam: moja coreczka nie zadławila sie tym czym jadla - zawsze
              siedzialam naprzeciw niej i byla pod moja kontrola. Lekarz nie stwierdzil
              zadnych problemow "zdrowotno- trawiennych" z moim dzieckiem. Moze wyjasnie ze
              moje dziecko nie jadlo 5 razy dziennie parowek, kabanosow, ogorkow i chleba.
              Zdecydowanie czesciej posilki dostosowane dla niej.
              Co do slodyczy i chipsow niestety jest lakomczuchem z tym ze ja starm sie ich
              nie kupowac .zdarza mi sie to rzadko. dostaje je glownie od cioc babc itd.
              Na zeby mam sposob w postaci mycia ich 2 razy dziennie ( wyrobienie
              odpowiedniego nawyku) i co kwartalnych wizyt u stomatologa celem
              przeprowadzenia zabiegu fluoryzacji.
              Moje kolejne grzechy to: chodzik i smoczek. Krzywych nozek, klopotow z
              kregoslupem, biodrami i krzywymi zebami rowniez nie mamy.
              Za to bardzo dziwia mnie reakcje mam ze:
              1. chodze z mala do stomatologa i wydaje 60 zl na ww fluoryzacje (przeciez nie
              ma jeszcze piatek wiec sie nie oplaca a poza tym jak nic sie z zebami nie
              dzieje to po co??)
              2. korzystamy z uslug prywatnych pediatrow, stomatologow, okulistow (szkoda
              pieniedzy inni tez sa dobrzy tylko trzeba znalezc i po co okulista jak mala nie
              ma zez i widzi? - za eksperymenty na moim dziecku dziekuje - co nie znaczy ze
              jestem przeciwniczka panstwowych lekarzy)
              3. szczepienia robimy prywatnie - po co jak "panstwowe" tez sa dobre
              no wiec skoro mnie na to stac i mam przekonanie ze slusznie wydaje moje
              pieniadze i jest to inwestycja w zdrowie mojego dziecka nie widze w tym nic
              strasznego, niewychowawczego i zagrazajacego kalectwem mojemu dziecku.

              wiec moze nie dajmy sie zwariowac bo chyba tylko w polsce nie reklamuje sie
              mleka pocztkowego dla dzieci, nie produkuje sie past z fluorem dla dzieci,
              wprowadza terror laktacyjny i wmawia ze pieluchy tetrowe sa najlepsze.

              pozdrawiam
              • princessa7 Re: a ja to mam...... 18.03.05, 21:35
                Co do mleka to uważam, ze błąd że się nie raklamuje. Podejrzewam, że skład
                takiego mleka niejednokrotnie przewyższa odżywianie się niejednej karmiącej
                mamy.
                Choć nie zawsze pewnie.
                • marychna31 a jakie to ma znaczenie jak się odżywia karmiaca?? 10.02.15, 13:53
                  Może nie jeść nic, wystarczy że będzie pila samą wodę a mleko i tak zawsze będzie miało idealny skład. W przeciwieństwie do mleka krowiego ze sztucznie pousuwanymi składnikami, mającymi najgorszy pływ na nerki i wątrobę oraz z podosypywanymi sztucznymi witaminami o słabej przyswajalności.
    • anek.anek Re: Denerwuje mnie... 18.03.05, 10:41
      Tak jak napisała jedna z poprzedniczek - to świadomy wybór matek.
      Nie udowodniono bezpośrednio związku pomiędzy spaniem na brzuchu a śmiercią
      łóżeczkową, ale statystyki pokazują, że ten rodzaj śmierci (czyli tak naprawdę
      o nieznanej przyczynie) występuje o wiele częściej przy takiej pozycji własnie.
      Każda plomba w zębie to osłabienie tego zęba i możliwe problemy w przyszłośći -
      ja chciałabym żeby nmoje dziecko miało w wieku lat 80 większość swoich zębów.
      Podawanie produktów zawierających ogromną ilość chemii (choćby parówki), albo
      środków konserwujących ma negatywny wpływ na zdrowie nawet dorosłej osoby i
      przyczynia się również do alergii.
      Wszystko to MOŻe, ale nie musi zdarzyć się mojemu dziecku. Jeśli naprawdę
      niewiele wysiłku mnie osztje ograniczenie takich zagrożeń to dlaczego mam się
      do nich niestosować?
      • lola211 Re: Denerwuje mnie... 18.03.05, 11:01
        Jeśli naprawdę
        > niewiele wysiłku mnie osztje ograniczenie takich zagrożeń to dlaczego mam się
        > do nich niestosować?
        Pewnie z przekorysmile).
      • akseinga Re: Denerwuje mnie... 18.03.05, 11:20
        Myślę, że wiele jest jeszcze produktów które mozna podać 6 miesięcznemu dziecku
        po których "nic mu nie będzie" tylko po co? Ale to już wybór każdej mamy .
    • antonina_74 Re: Denerwuje mnie... 18.03.05, 11:28
      Mnie też denerwują w związku z czym się nie stosuję lub wybieram te które mi
      odpowiadają.
      Jak moje dzieci zaczęły się odkręcać na brzuch to chciały spać już tylko na
      brzuchu, i co, miałam je plastrem przykleić do materacyka żeby spały na
      plecach? Jedzenie - starszy jadł większość rzeczy przed "oficjalnym" terminem
      ich wprowadzania i nic, nie ma alergii, nie choruje, młodsza niestety od
      początku była alergiczką i tu przestrzegamy zakazów ale bez przesady, jak raz
      na parę tygodni zje coś zakazanego to trudno, tym bardziej że dziecko
      złodziejskie i jak nie dostanie to sobie samo znajdzie i zje. W nocy poję, a co
      mam zrobić, jakbym nie napoiła miałabym wrzask od pierwszej pobudki do rana, bo
      nienapojona nie zaśnie z powrotem, waściwie jedyne czego nie robiłam zgodnie z
      zakazem to używanie chodzika a to dlatego że szkoda mi było kasy na chodzik.
      Pewnie że to kampanie marketingowe, jakoś trzeba sprzedać te wszystkie super-
      hiper odżywki dla niby-alergików, te "niesłodzone" soczki, te bezglutenowe
      ciasteczka, a już najbardziej lubię jak widzę w gazecie jedno obok drugiego -
      artykuł o tym że dopiero trzylatek jest "naprawdę gotowy" do nocnika a obok
      reklama pampersów dla 15-30-kilowego dziecka. Artykuł o alergiach z cyklu "tak,
      ta mała krostka na buzi Twojego dziecka to straszliwa alergia która może je
      zabić" obok reklamy bezmlecznego mleka czy czegoś tam.
    • izia30 Re: Denerwuje mnie... 18.03.05, 11:38
      godna jest podziwu beztroska niektórych matek,
      tylko dlaczego ja i mnie podobni ze swoich składek mamy potem opłacac leczenie
      kalek? (nie mam na mysli tych poszkodowanych ciezko przez los, tylko ludzi
      którzy byli hodowani w sposób luzacki)
      nie zgadzam się na to.
      • irytek001 Re: Denerwuje mnie... 18.03.05, 12:25
        Coś w tym jest, co pisze Izia30. Profilaktyka jest niezbędna. Też wkurza mnie
        to, że (abstrahując na chwilę od dzieci) NFZ nie stać na podstawowe badania czy
        zabiegi, a potężne środki idą na leczenie głupków, którzy funduję sobie choroby
        układu krążenie, czy raka, paląc śmierdzące faje.
        Z dziećmi tym bardziej warto uważać, nie?
        • mbkow kaleki????????????? 18.03.05, 12:44
          ten post byl na temat pie.. a postepowania z dzieckiem tak, zeby doprowadzic
          je do kalectwa!!!!!!!!!!!!!!! od razu przyszedl mi na mysl ten chlopczyk, ktory
          zostal ciezko pobity przez ojca i oprocz gwarantowanego niedorozwoju grozi mu
          utrata wzroku. chetnie bym oddala cala moja roczna skladke zrowotna oraz meza
          na leczenie tego dziecka, jako, ze leczymy sie glownie prywatnie. ale niestety
          wiecej pieniedzy idzie na owocne spotkania NFZ (1000zl na raczke), premie, nowe
          siedziby i co tam jeszcze.
          • mbkow mala korekta :) 18.03.05, 12:46
            pierwsze zdanie brzmi: "ten post byl na temat pierdul, a nie postepowania z
            dzieckiem tak, zeby doprowadzic je do kalectwa!!!!!!!!!!!!!!!" smile
            • anek.anek Re: mala korekta :) 18.03.05, 12:55
              ja myślę, że żadne problemy zdrowotne nie są pierdołą!
              Więc powtórzę, że jeśli mogę dziecko uchronić przed ewentualnym zagrożeniem, to
              staram sięto robić. Nie znaczy to, że rygorystycznie przestrzegam wszystkich
              zakazów, ale naprawdę staram się bezpiecznie dzieckiem sie opiekować.
              • mbkow zgadzam sie :) 18.03.05, 13:08
                oczywiscie, tak, tak! osobiscie kladlam synka na brzuszku od poczatku oraz
                czesto podaje herbatki w nocy. wiecej grzechow nie pamietam lub nie jestem
                swiadoma... ach, jeszcze oblizywalam smoczek (dopoki nie przeczytalam na formu,
                ze to karygodny blad smile. ale to sa mega pierdoly w zestawieniu z losem tego
                chlopczyka, bo o to mi chodzilo.
                byc moze synek bedzie mial PRZEZ MNIE prochnice. z drugiej strony dlugo byl
                bezzebny, a teraz ma 6 w wieku 14mies, wiec zeby wychodzily dojrzale. oraz
                leczenie ozonowe jest bezbolesne. a jak odziedziczy zeby po mnie, nie bedzie
                problemu. oraz leczenie ozonowe jest bezbolesne.
                • dentystka2 Slabo sie robi.. 18.03.05, 14:15
                  .. jak sie czyta takie teksty.
                  "byc moze synek bedzie mial PRZEZ MNIE prochnice. (...) a jak odziedziczy zeby
                  po mnie, nie bedzie
                  > problemu. oraz leczenie ozonowe jest bezbolesne.

                  Byc moze leczenie ozonem jest tylez bezbolesne, co i nieskuteczne. Okaze sie za
                  pare lat, tak, jak sie okazalo ze slawny "szwedzki zel"- Carisolv byl totalnym
                  nieporozumieniem.Jak nazwac matke, ktora z wlasnej i nieprzymuszonej woli
                  naraza dziecko na okaleczenie (prochnica) i zwiazane z nim nieprzyjemne
                  leczenie i konsekwencje na przyszlosc: kazdy ubytek zwieksza ryzyko prochnicy w
                  przyszlosci. Zamiast walczyc o zero prochnicy u wlasnego dziecka, lekka reka
                  pozwalacie sobie na teksty: najwyzej sie wyleczy ozonem...
                  O ile w przypadku glutenu powiedzmy ze 99% dzieci bedzie zdrowych po zjedzeniu
                  go w niemowlectwie, a moze 1%, moze mniej wyladuje na dozywotniej diecie
                  bezglutenowej (z zazdroscia patrzac na rowiesnikow wcinajacych ciastka i
                  paczki), to w przypadku cukru 99% dzieci systematycznie pojonych herbatkami i
                  mlekiem w nocy (lub zasypiajacych w trakcie popijania z butelki) skonczy sie
                  prochnica. Niefrasobliwosc to najlagodniejsze okreslenie, jakie przychodzi mi
                  do glowy w ramach komentarza zachowania rodzicow w takiej sytuacji. 95%
                  szwedzkich trzylatkow jest wolnych od prochnicy (efekt profilaktyki i
                  ´swiadomosci rodzicow!! Szwedzkie dzieci nie dostaja zymafluoru BTW,),w Polsce
                  proporcje sa odwrotne. To nie jest kwestia odmiennosci genetycznej. Nie
                  dziedziczy sie slabych zebow, "dziedziczy sie" przede wszystkim nawyki
                  zywieniowe i higieniczne.


                  • dentystka2 P.S. 18.03.05, 14:44
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=577&w=21818347
                    W tym tonie watki pojawiaja sie niemal codziennie.
                    Pozdrawiam zadowolone z siebie i ozonu mamy!
                    • princessa7 Re: P.S. 18.03.05, 19:14
                      Wiesz co Ty chyba masz jakąś obsesję na punkcie stomatologii. Dziecko , które
                      ma prochnicę nazywasz kaleką??? (czy to jest okaleczenie). Wiesz widziałam
                      dzieci 2, 3 letnie z czarnymi ząbkami m.in. dlatego, że matka w ciąży się nie
                      prawidłowo odżywiała ( bo jak zapewne wiesz zaczątki zębów ksztłtują się w 8
                      TYGODNIU ŻYCIA PŁODOWEGO) , ale i dlatego że otrzymywały żelazo. Nie opowiedaj,
                      że czarne ząbki są, bo mleko w nocy pija. Jak dbasz o zęby i myjesz je dziecku
                      i nie przesadzasz ze słodyczami, to próchnicy się nie nabawi. Czy Ty w ogóle
                      słodyczy dzieciom nie podajesz? To też niektórzy mogą u nich później nazwać
                      kalectwem, bo będzei im brakowało magnezu, co wiąże się z innymi znowu
                      chorobami. Nie można w żadną stronę przesadzać.
                      • dentystka2 Re: P.S. 18.03.05, 20:41
                        Daj dziecku noz do zabawy, jak sobie wydlubie oko, to sie najwyzej wstawi nowe,
                        sztuczne. Moze drastyczne porownanie, ale podobnie mozna interpretowac postawe
                        z cyklu: karmie dziecko slodyczami i coca.cola, a jak sie zrobia w zebach
                        dziury, to sie je najwyzej wyleczy ozonem...Mysle, ze za taka postawe dzieci Ci
                        kiedys serdecznie podziekuja (tracac pol zycia i caly majatek na leczenie
                        stomatologiczne). Nigdzie nie jest powiedziane, ze slodycze sa dzieciom (i
                        doroslym) potrzebne do zycia i szczescia. Jednoczesnie nie znaczy to, ze nie
                        wolno ich jesc, ale mozna ustalic pewne zasady: moje dzieci dostaja slodycze
                        tylko w weekendy, co przy okazji zlikwidowalo problem "niejadka"- dzieki temu
                        jedza normalnie, glowne posilki bez podjadania byle czego co godzine. Znam
                        troche osob, ktore w ogole- przez cale zycie- nie jedza slodyczy, z zasady i
                        przekonania, co pozwala im zachowac pelne uzebienie do poznej starosci. Szkoda,
                        ze Tobie nie zalezy, zeby Twoje dziecko znalazlo sie w tej grupie. Argument z
                        preparatami zelaza (jakkolwiek problem dotyczy niewielkiej grupy dzieci), takm
                        samo jak argument o slabych zebach "po mamie" jest odsuwaniem odpowiedzialnosci
                        i winy od siebie, usprawiedliwianiem wlasnych zaniedban. Latwiej zwalic winy
                        swiata na Zydow, cyklistow i plamy na Sloncu, niz przyznac sie do wlasnego
                        bledu. Praktykuje juz ladnych pare lat i swoje widzialam. Ale najwyrazniej jest
                        to walka z wiatrakami, wiec zrezygnuje z udzialu w dyskusjach na takim
                        poziomie, Wasza sprawa, wasze dzieci, ja sie zajme swoimi. Tylko nie placzcie
                        potem, gdzie znalezc dobrego dentyste dla dwulatka, zabiegi w narkozie, protezy
                        dzieciece i lapisowanie (nota bene dla mnie lapisowanie to akt desperacji i
                        efekt bezradnosci lekarza w zaawansowanej prochnicy, a nie leczenie z wyboru).
                        Powodzenia.
                        • princessa7 Re: P.S. 18.03.05, 20:50
                          Masz rację z tym, że lepiej dmuchać na zimne. Ja też jestem tego zdania, ale
                          jak nie dasz dzieciom słodyczy, to jak np. pójdą do szkoły to zjedzą tam i nie
                          będą pytały Ciebie o zdanie. Myślę , że przesadzać też nie można. generalnie
                          jestem za wydzielaniem słodyczy, ale Ty to "mówisz" z taką stanowczością, że
                          strach sie bać. Podziwiam Cię.
                          • katklos Re: P.S.- zeby 18.03.05, 21:44
                            Akurat jeśli chodzi o zeby, to w pełni popieram. Mam w rodzinie techników
                            dentystycznych, naoglądałam sie protez, mostków i tego typu rzyczy do woli i
                            jestem bardzo przewarażlwiona na tle dbałości o zęby. Sama jetsem pod 30-tkę i
                            jeszcze - odpukać - nie znam bólu zęba (oby jak najdłużej). Mojemu synkowi, 14
                            miesięcznemu ograniczam kontakt z cukrem, niczego nie dosładzam, o
                            czekoladkach w ogóle nie ma na razie mowy. W nocy pije tylko wodę, w dzień
                            kompoty lub mocno rozcieńczone soczki i wodę. Nie serwuję mu w ogóle
                            granulowanych herbatek dla niemowląt, bo według mnie są potwornie słodkie,
                            zresztą na pierwszym miejscu w składzie pisze: cukier. Pewnie, ze kiedyś tam
                            pojdzie i sam sobie weźmie, ale uważam, ze im później pozna słodkosci, tym
                            lepiej.
                          • dentystka2 Re: P.S. 18.03.05, 21:46
                            No, bez przesady...Jesli dziecko w szkole dostanie cukierka czy ciastko, bo np.
                            kolega ma urodziny i czestuje, nie biegne z histeria w glosie i nie wydzieram
                            dziecku z buzi zakazanego slodycza.. Ale w domu na codzien ustalilismy -
                            wspolnie z dziecmi- zasady odnosnie jedzenia slodyczy i dzieci znosza to bez
                            sprzeciwu.Niemniej oprocz slodyczy w profilaktyce licza sie tez inne
                            rzeczy ,np. czestosc podjadania- osoby, ktore co chwile cos gryza- nawet jesli
                            jest to owoc czy slone chipsy maja wieksze ryzyko rozwoju prochnicy niz w
                            przypadku regularnych por posilkow; konsystencja pokarmu- chrupki, chipsy,
                            kaszki i kleiki sa bardziej prochnicogenne niz kromka zwyklego chleba czy
                            jablko, oczywiscie higiena, zwlaszcza wieczorne mycie zebow, po ktorym nie je
                            sie i nie pije nic, poza ewentualnie nieslodzona woda. O szkodliwosci
                            zasypiania podczas picia z butelki i o prochnicy butelkowej slyszala juz chyba
                            kazda mama w Polsce i to nie jest tylko teoretyczny problem, to jest naprawde
                            tragedia malych ludzi i ich rodzicow. A co do mojego rzekomego okrucienstwa:
                            moje dzieci maja stosunkowo malo zakazow, ale wiedza, ze od pewnych zasad
                            odstepstw nie ma i sa one stosunkowo nieliczne i obejmuja: jazda w samochodzie
                            wylacznie w foteliku, mycie zebow (szczczegolnie wieczorne, rano moga myc sami,
                            wieczorem walcze ja) izadnego jedzenia po myciu zebow (pod grozba powtornego
                            mycia zebow wink ), no i kilka innych rygorow oczywistych dla kazdego, a
                            zwiazanych z bezpieczenstwem dzieci (typu- zakaz zabawy nozami i
                            elektrycznoscia, itp). Reszta mniej istotnych spraw jest zawsze do negocjacji.
                            Czy to duzo?
                  • mbkow naprawde? 18.03.05, 22:23
                    Dentystka2, rewelacyjna taktyka przekonywania....
                    w szkole rodzenia, w broszurach (np. Instytutu Matki i Dziecka), czasopismach
                    nie doczytalam, ze podawanie slodkich plynow czy oblizywanie smoczka moga miec
                    wplyw na prochnice. sama na to nie wpadlam. ponadto dentysta nie
                    powiedzial: 'kategorycznie prosze nie podawac synowi slodkich plynow w nocy',
                    jedynie profilaktycznie odradzal. nie slychac o tym tak, jak o np. smierci
                    lozeczkowej. nie wprowadza wiec mnie to w stan 100% przekonania co do
                    koniecznosci odstawienia herbatek, ktore podaje od 2.5 miesiaca w zwiazku z
                    zakonczeniem karmienia i wiem, ze tak jak problemy z usypaniem, trwajace 1
                    miesiac, minie to lada chwila. moze sie myle, moze 2 miesiace wystarczy.
                    poniewaz wymiotowalam przez 4 miesiace ciazy, moje dziecko i tak jest zagrozone
                    prochnica. w domu maly nie dostawal i maksymalnie dlugo nie dostanie slodyczy,
                    bo jest okraglutki. nie mam prochnicy, wiec nie mialam czym zarazic. myjemy
                    zabki spaecjalna pasta od pierwszej jedynki. ciagle ci slabo?
                    absolutnie sie zgadzam, ze w Szwecji jest duzo lepiej, bo to bardzo bogaty,
                    ustabilizowany kraj, w odroznieniu do Polski.
                    • princessa7 Re: naprawde? 18.03.05, 22:28
                      mbkw - popieram, ale daj dziewczynie obsesję zawodową wyładować. Njabardziej
                      lubię, jak ktoś myśli, że bycie lekarzem stanowi dla reszty autorytet
    • kssia Re: Denerwuje mnie... 18.03.05, 14:56
      A propo zakazów na produktach .Powaliła mnie ostatnio informacja zamieszczona
      na rowerku 3 - kołowcu, który na moją 2-latkę (nie olbrzymkę) był za mały że
      jest nieodpowiedni dla dzieci do lat 3-trzech wink)))))))))))))
      Super.
      Od tych wszytskich nakazów - zakazów to mozna szału dostać i jako bonus nerwicę.
      W foteliku samochodowym pół godziny, smoczek = zły zgryz ale znowu pierś w nocy
      = próchnica . Zęby myj dziecko co pół godzinysmile))))) Chodzik to wymysł szatana,
      żle dziecku dobierzesz buty to zrobisz z niego kalekę z płaskostopiem i z
      skoliorą skrzyżowaną z krzywicą.
      dlatego ja mam je wszytskie głeboko w nosie i kieruje sie swoim zdrowym
      rozsadkiem. Krzywdy dziecku nie zrobiłam póki co smile))) rosnie na medal
      pozdrawiam
      • antonina_74 Re: Denerwuje mnie... 19.03.05, 00:12
        no i amen smile
        a ja dodam od siebie że byłam pojona w nocy herbatą (o zgrozo zwykłą czarną
        herbatą z cukrem, hehe) a słodycze jadłam bez żadnych ograniczeń od małego a
        pierwszy ubytek w zębach miałam w wieku 22 lat.

        Co do chowania kalek moim zdaniem większe kaleki wyrosną z tych dzieci które
        profilaktycznie nic nie mogą jeść ani pić i chodzą mimo że zdrowe w butach
        ortopedycznych, niż z tych normalnie karmionych i latających na bosaka smile
      • gumitex Re: Denerwuje mnie... 19.03.05, 22:07
        A ja uważam, że zakazy-nakazy są OK. Każdy sam ocenia ryzyko i albo się do nich
        stosuje albo nie. Ja żałuję, że karmiąc piersią jadłam jogurty, bo nikt mi nie
        powiedział o ryzyku alergii na mleko. Pediatrzy od początku zakazywali
        czekolady, cytrusów itp, ale mleko kazali odstawić dopiero jak dziecko dostało
        AZS.
        • ziemek69 Re: Denerwuje mnie... 10.02.15, 13:35
          Stary temat ale może ktoś to jeszcze przeczyta.
          Jestem stomatologiem, z blisko 20-letnim stażem.
          Nie zgodzę się dentystką2.
          1. Moje dzieci i moi mali pacjenci jedzą słodycze i żyją. Nawet bez próchnicy!
          Śmieszną historię ze swoimi dziećmi miał za to mój brat, W 1-szym dniu szkoły starszy brat wprowadzał młodszego w tajniki szkoły. Efekt- plama na podłodze, pod tornistrem. Po inspekcji mój brat odkrył, że chłopaki zrobiły zakupy w szkolnym sklepiku i puszki Coli nie dało się już zamknąć, no i jeszcze niezjedzony do końca batonik. Wprowadził zakaz- woda i kanapki. Dajmy spokój z wyznaczaniem 1-go dnia w tygodniu na słodycze. Dziecko nie zrozumie dlaczego za 3 godziny będzie mogło zjeść czekoladkę a teraz nie. Oby dentystka2 nie usłyszała od dziecka ,,chcę być dorosły bo chcę jeść słodycze kiedy chcę".. Należy uczyć dzieci, że po zjedzeniu słodyczy myjemy zęby. A koleżanka nie spotkała ludzi, którzy nie mają żadnej dziury w zębie a jedzą słodycze, myjąc zęby nieraz 1-2x/tydzień?
          2. żelem Carisolv pracuję o '98 i nie ma wad. Oszczędzamy zdrowe tkanki zęba i pacjent wychodzi zadowolony.
    • beataj1 NO to mamy rekord! 10.02.15, 13:56
      10 letnie wykopalisko smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka