Narodziny macierzyństwa

24.04.05, 02:09
Szkoda, ze coraz wiecej kobiet odrzuca ten piekny dar jakim jest macierzynstwo.
Kobiety pieniadze to nie jest wszystko i wasze dziecko wcale nie musi miec
wszystkiego super, bo to wcale nie jest szczescie.
    • luke_astbury Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 10:13
      Racja.
    • vinca Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 10:39
      > Szkoda, ze coraz wiecej kobiet odrzuca ten piekny dar jakim jest
      macierzynstwo.
      > Kobiety pieniadze to nie jest wszystko i wasze dziecko wcale nie musi miec
      > wszystkiego super, bo to wcale nie jest szczescie.

      1. Nie dla kazdej kobiety jest to dar, dla niektórych jest to bagaż.
      2. W wielu wypadkach wcale nie chodzi o pieniądze a o potrzebę realizacji inną
      niż pieluchy. Czy to takie dziwne?
      Jesteś do tego nie przywyczajony - i to Ty masz problem skoro Cię to raziwink
      • golkaw Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 11:29
        Dla mnie to bardzo dziwne, że taką wielką miłość jaka istnieje między matka a
        dzieckiem mozna sprowadzić do prania pieluch.
    • el_triste Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 11:04
      To o tych hormonach fajne smile Podobało mi się (i tu moje zwężone źrenice wink .
    • zosia_2 Re: Narodziny macierzyństwa - do pl.boy 24.04.05, 13:27
      coraz wiecej kobiet nie decyduje sie na dziecko bo wiedza ze nie beda go w
      stanie w ogole utrzymac, bo od razu straca prace. tu wcale nie chodzi o to zeby
      dziecko mialo super zabawki, tu chodzi o to zeby rodzina nie musiala sie
      zapozyczac bo nie starcza do pierwszego. wiele kobiet zwleka z decyzja o
      zajsciu w ciaze bo chcialby zapewnic dziecku godne zycie - tymczasem wiadomo,
      ze kobieta w ciazy albo z malym dzieckiem jest na rynku pracy zle widziana. a
      wcale nie musi tak byc, wiele zalezy od pracodawcy i tez od panstwa ktore
      bedzie promowac prawdziwe prorodznne rozwiazania - nie takie, ktore polegaja na
      zaplaceniu 1500 zl za dziecko (btw, na ile starczy to 1500) a na promowaniu np
      elastycznego czasu pracy dla rodzicow z malymi dziecmi. wlasnie rodzicow, wiem
      ze pawlowski jest zwolennikiem zwezajacych sie zrenic ale nie nalezy zapominac
      o tym, ze rownie istotna role w wychowaniu dzieci, jesli dziecko ma oboje
      rodzicow, pelni tez ojciec. (patrz wywiady nt ojcostwa z wojciechem orlinskim i
      jaroslawem mikolajewskim w wys. obcasach) na nim rowniez ciazy obowiazek
      wychowania dziecka, i to nie weekendowego ale codziennego.
      zatem nie mozna sprowadzac calego, zlozonego problemu to stwierdzenia "kobiety
      odrzucaja dar"
      bo kobiety, ktore ten dar wybieraja czesto sa odrzucane przez cala reszte swiata
      • vikas Re: Narodziny macierzyństwa - do pl.boy 24.04.05, 14:07
        Całkowicie zgadzam się z przedmówczynią.Łatwo jest powiedzieć
        "szkoda,że kobiety odrzucają ten dar",a gdzie są Ci wspaniali odpowiedzialni
        mężczyzni na których kobiety mogłyby polegać?Dlaczego obowiązek
        wychowania i odpowiedziałności ma być tylko udziałem kobiety?
        Dlaczego kobieta z małym dzieckiem,lub będąca w ciąży jest dyskryminowana,
        dlaczego jest zdana na siebie?Gdyby zmieniło się nastawienie
        Państwa,społeczeństwa,gdyby były większe możliwości dla młodych matek z
        pewnością więcej byłoby dzieci,a chęć ich posiadania dla kobiet większa
        i napweno mniej stresująca!!!
    • elan_der dzieci pl.boya 24.04.05, 13:56
      1.pogląd ,że kobiety wybierają pieniądze, a nie posiadanie dzieci jest dla mnie
      jako kobiety obraźliwy.
      2.macierzyństwo to nie dar , ale wybór!
      3.a ty, pl.boy, ile już masz dzieci? Czy raczej wybrałeś pieniądze i wygodę, a
      odrzuciłeś piękny dar ojcostwa?
    • 18lipcowa Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 13:57
      pl.boy napisał:

      > Szkoda, ze coraz wiecej kobiet odrzuca ten piekny dar jakim jest
      macierzynstwo.
      > Kobiety pieniadze to nie jest wszystko i wasze dziecko wcale nie musi miec
      > wszystkiego super, bo to wcale nie jest szczescie.


      A jak ktoś nie chce mieć dzieci? Jak uważa że to wcale nie dar?
    • nejmlez Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 15:32
      wniosek po przeczytaniu poczatku artykulu: zeby kochac swoje dziecko trzeba je
      urodzic naturalnie i karmic piersia.
      takie sprowadzanie uczuć do hormonow jest... niestosowne?
    • altmar Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 16:16
      O ile pamiętam zimną kapustę stosuje się na zahamowanie laktacji, a nie
      pobudzenie! (Bardzo przydatna jest podczas tzw. "nawału" pokarmu). Czyż nie?
    • nick3 Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 17:12
      Propaganda pro-urodzeniowa. Dość sentymentalnego żargonu o "pięknym darze",
      kiedy wmawia się człowiekowi, że jest zaprogramowany przez biologię na to,
      czego akurat żąda ideologia (kwestia zatrzymania kobiet w domu jest kwestią
      polityczną). Człowiek nie jest tak jasno określony przez biologię, jak myślą
      biolodzy (skrzywienie zawodowe).
    • kropka53 Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 18:54
      Cieszę się,że wreszcie otwarcie mówi się o instynkcie macierzyńskim a nie o
      ŚWIĘTEJ MIŁOŚCI MATCZYNEJ- może dzięki temu zrozumiemy uczucia innych ssaków do
      swoich małych i zastanowimy się nad etyką przemysłowych hodowli świń, krów czy
      koni.
      Świetnie pamiętam moje odczucia po trzech porodach - nagłą miłość do dziecka -
      której przecież chwilę wcześniej wcale nie było. Uczucie, kóre potęgowało się
      wraz z częstością i bliskością kontaktów z niemowlęciem. Zgadzam się z
      artykułem w 100 procentach.
      Szkoda tylko, że tak powoli oficjalnie przyznajemy się do naszego związku ze
      zwierzętami.Z którego przecież wynika, że one też - naładowane hormonami -
      kochają swoje dzieci ( i swoje matki), cierpią, boją się... A więc straszne
      warunki - w których żyją w przemysłowych hodowlach są dowodem ludzkiego
      okrucieństwa. Dlaczego miłosierni i dobrzy ludzie z czystym sumieniem zarabiają
      na obozach koncentracyjnych dla zwierząt? I wolno im to robić. Nie potrafię tego
      zrozumieć - chociaż jestem już starszą osobą.
      • golkaw Re: Narodziny macierzyństwa 29.04.05, 20:17
        popieram!!!
    • wilnewska bez tych hormonów byłby horror 24.04.05, 19:46
      bo chyba kazdy mialby ochote skrecic kark gowniarzowi, ktory powoduje
      niewyobrazalny bol przez iles godzin z rzedu; ja narazie za macierzynstwo
      dziekuje (mimo swietnego wieku na reprodukcje, 26l.)i za dobrodziejstwo
      oglupiajacych milosnych hormonow tez; ciao!
    • hermetia Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 19:50
      Bardzo mi sie podoba dyskusja na forum! Zwlaszcza, ze artykul nieco niedomaga.
      Ciekawe byloby zestawic opinie tego antropologa-biologa z antropologiem kultury.
      Byloby zabawnie.
      A poza tym fascynuje mnie to swoiste pranie mozgow - argumenty "biologiczne",
      czyli naukowe, a moze naukawe, uzupelniaja ideologiczne. I wszystko jest jasne -
      "rodz dzieci w sposob naturalny, karm piersia - hormony zrobia z ciebie dobra
      mame, a jak bedziesz juz miala ten instynkt macierzynski, to oczywiscie bedziesz
      z radoscia doswiadczac duchowej milosci macierzynskiej, siedziec w domu i nie
      zabierac miejsca pracy tatusiom, zredukuje sie bezrobocie i wszyscy beda
      szczesliwi" - jak radzi np. pan Giertych Starszy.
      Taka troche... nieludzka ta ideologia podparta biologia, prawda?
      Juz chyba nawet przerabiana, tu i owdzie.
      • hermetia Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 20:06
        A! I jeszcze cos. Jesli juz ktos przekonuje stosujac argumenty "biologiczne"
        czyli "naturalne", to znaczy porownujac ludzi do naczelnych, a kobiety do
        szympansic i koczkodanic, to moze by jednak pamietal, ze NACZELNE TEZ MAJA
        KULTURE, wiec argument jest dosc chybiony. Dla poczatkujacych polecam stosowne
        programy na Animal Planet i ksiazki Joan Godall. wink
        Nie robcie z kobiet skonczonych glupkow, Panowie dziennikarze i Uczeni! One tez
        czytaja i mysla krytycznie, wbrew hormonalnemu zaprogramowaniu na "prawdziwa
        kobiecosc", albo "feminizm"...
        • kasia64 Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 20:15
          Nooo wszystko fajnie tylko jak wytłumaczyć lata 60-89(wczesniejszych nie
          pamiętam)kobiety rodzące na przepełnionych porodówkach same w obecności (
          niejednokrotnie)chamskich połoznych co to krzyczacą nawet uderzyć
          potrafiły,dostawało się takie dzieciątko 6-12 godzin po porodzie na karmienie
          co 3 godziny.karmiło się w szpitalu w domu czekała butelka.
          jakos te kobiety brały te tłumoczki ze soba do domu mimo,że hormonki nie miały
          szans na rozwinięciesmile))).A i dzieci po śmietnikach jakoś mniej było.
          Artykuł tendencyjny- jest temat to ideologie do niego zawsze się dopisze.

    • skrzydlate ciekawe podejscie do tematu 24.04.05, 21:06
      rodzilam naturalnie, w domu, bardzo chcialam miec dzieci, czekalam na nie dlugo,
      zakochana bylam w moich obojgu dzieciach jak moja suczka w swoich pare lat
      później i wcale mi nie wstyd, bylam jak zwierze i czulam to, mialam poczucie
      rodząc, ze jednocze sie i jestem razem ze wszystkimi matkami swiata, niezaleznie
      od gatunku, troche to bylo jak milosc i seks, fascynujace i nieprawdopodobne
      przezycie, czulam, ze wchodze w zaklety swiat, mozemy nazwac to hormonami, guzik
      mnie to obchodzi i wcale nie jest to pejoratywne, to bylo niezwykle i piekne i
      urodzilam tylko dwoje dzieci, bo nie moglam wiecej z powodow oczywistych - nie
      mial ich kto utrzymywac, a sama ledwo dawalam sobie rade

      fakt jednak ze na takie przezywanie trzeba sily i specyficznej dojrzalosci, bo
      TO JEST WBREW temu swiatu, jaki nas otacza, bo ten swiat jest przeciwny w swej
      istocie maciezynstwu, milosci i ludzkim odruchom, nie chce byc katastroficzna,
      ale zwyczajnie i prawo, i obyczaje nie chronia maciezynstwa, nie znajduje sie na
      piedestale, a przeciez jest takie boskie

      wiem, co mowie, sprobujcie pomimow szystko urodzic dziecko, nawet jesli nie
      macie mieszkania, nawet jesli macie mezczyzne ktory w trudnej okazji okazal sie
      jeszcze wiekszym dzieckiem niz niemowle ktore tulicie do piersi, sprobujcie na
      nie zarobic nie majac bogatych rodzicow i troskliwego, opiekunczego mezczyzny,
      to nie jest maly problem

      a chrzani sie glupoty o swietosci maciezynstwa, potepiajac prezerwatywy i inne
      srodki, zebysmy nie mialy wyboru i szansy dojrzec do doroslych decyzji,
      a polityka panstwa nie jest pro-urodzeniowa, samotnym matkom zabrano nawet
      nieszczesny i tak gó..any fundusz alimentacyjny
      a znalezienie pracy, w okresie kiedy mozna urodzic albo ma sie juz mlode jest
      normalnie apokalipsa
      a urodzcie dziecko nieslubne i sprobujcie je ochrzcic, zycze powodzenia, ma sie
      rozumiec mozna to zrobic samemu w wannie, ale ksiedza trodno sie doprosic,
      zwlaszcza kiedy nei macie pieniedzy

      i jak tu sie nie bac maciezynstwa

      dobrze ze przynajmniej ludzie nie pluja na widok samotnych matek, chociaz do
      dzisiaj bywaja dziwne reakcje

      moje dzieci sa dorosle prawie i jestem szczesliwa ze jestem matka
      ale to tylko kawalek mojego zycia, ten bardzo osobisty, o ktorym nie mam nawet z
      kim porozmawiac, bo to zwyczajnie nie jest temat, rozmawia sie o polityce, o
      nowych durnotach kupionych w markecie, o tym z kim spala tamta pani i tamten pan
      itede
      • knidyjka Re: ciekawe podejscie do tematu 27.04.05, 21:36
        nie jesteś sama w swych odczuciach i potrzebach.
    • nick3 Re: Narodziny macierzyństwa 24.04.05, 23:05
      He, zdjęli artykuł z czołówki, kiedy pojawiła się rzeczywista dyskusja.
      Wystawienie tego artykułu pod zajawką: "Instynkt macierzyński, prawda czy mit"
      to ewidentna propaganda zważywszy na to, że artykuł prezentuje pozbawioną
      wątpliwości odpowiedź w tej kontrowersyjnej kwestii i to jako stanowisko nauki!
      Ogólnie obserwuję, że od czasu transmisji pogrzebu papieża media "przekroczyły
      próg ideologiczności" i nie boją się sięgać po techniki perswazyjne, jak
      wierzyłem, dawno zaniechane.

      Szanuję zwierzęta i chętnie wierzę, że naczelne zdradzają pierwsze rysy
      kultury. Ale uważam, że kobiety zbyt przywykły, by mówić o ich głębokich
      sprawach w kategoriach wypracowanych do opisu zwierząt. Żaden facet by tak
      sobie nie dał w kaszę dmuchać (Czyżby kobieta była "bardziej uzależniona od
      biologii"? Jak Wy to widzicie?).

      Sednem humanistycznego myślenia o człowieku jest przekonanie o braku prostego
      przełożenia "spraw ludzkich" na chemię czy biologię. Czy gdyby autor w ten
      sposób mówił o miłości, poświęcilibyśmy mu choć minutę uwagi? "Rodzić
      naturalnie, bo niedobór oksytocyny i nie będziesz kochać dziecka." A czego
      niedobór uniemożliwia zakochanie się w dorosłej osobie innej (lub tej samejwink
      płci? Nawet kastracja nie wykreśla uczuć (pamiętacie Abelarda i Heloizę?). Ani
      nawet nie uniemożliwia nowego uczucia! Co mam sobie wstrzyknąć, żeby się
      zakochać? (mój kolega farmaceuta twierdzi, że amfetaminę) Od razu widać absurd
      tak postawionego problemu. Otóż oksytocyna nie jest niczym bardziej
      tajemniczym. Podaje się ją dożylnie dla wywołania skurczów porodowych. Trwa to
      niekiedy parę godzin. I pojawiają się skurcze. A nie wybuch "instynktu
      macierzyńskiego".

      To jest zastraszanie kobiet pod pozorem naukowości! Rozumiem, że od straszenia
      są księża. Słucha ich ten, kto chce. Ale naukowiec jest odpowiedzialny za to,
      co mówi. Nie wolno mu mieszać do nauki prywatnych wartościowań życiowych.

      P.S. Rodziłem się naturalnie, a moja siostra przez cesarkę. Czy byłem bardziej,
      czy mniej kochany?
      • kropka53 Re: Narodziny macierzyństwa 25.04.05, 08:38
        Natrudziłam się,żeby znaleźć artykuł - szkoda,że zniknął. Nie jest prawdą,że
        sednem humanistycznego myślenia o człowieku jest przekonanie o braku prostego
        przełożenia spraw ludzkich na chemię, czy biologię. Ziemia nic nie straciła ze
        swojej wyjątkowości po teorii Kopernika, że nie jest centrum świata. Myślę, że
        cudowną i niesamowitą sprawą jest istnienie tak wielkich emocji tylko pod
        wpływem substancji chemicznych. A nawet możliwości twórczych. Nie ma się o co
        obrażać na naturę.
        • nick3 Re: Narodziny macierzyństwa 25.04.05, 13:24
          Oczywiście, że nie obrażam się na naturę. Wszyscy, i kobiety i mężczyźni,
          jesteśmy w 100% jej dziełem. Myślenie humanistyczne opiera się jednak na
          odrzuceniu PROSTEGO przełożenia "spraw ludzkich" na biologię czy chemię. Znaczy
          to, że "sprawy ludzkie", choć same też są naturą, nie dają się wyrazić w języku
          naukowych (mechanicznych) modeli natury. Gdyby istniało owo PROSTE przełożenie
          (właściwie raczej języka "ludzkiego" na naukowo-medyczny, niż "kultury"
          na "naturę"), wszystko, co w życiu ważne, byłoby kwestią inżynierii (to
          bardzo "męska" wizja światawink

          Podzielam Twój podziw dla ciała i nie upieram się przy płaskiej Ziemi. Ale
          Twoje "tylko pod wpływem" (substancji chemicznych) nie wydaje mi się adekwatnym
          sposobem wyrażenia, czym jest natura. "Pod wpływem" może być ktoś w
          laboratorium (lub pod budką z piwem), ale w przyrodzie "czynnik" i "efekt" nie
          istnieją w takim eksperymentatorskim rozdzieleniu. "Tylko", z kolei, to jest
          wyraz scjentystycznego wyznania wiary. Laboratorium nie jest w stanie oddać
          ekosystemu (lub sytuacji życiowej - w przypadku człowieka).
          • kropka53 Re: Narodziny macierzyństwa 25.04.05, 17:10
            Być może, być może - nie chcę absolutnie się kłócić - ale wiele jeszcze przed
            nami do odkrycia. Mała dawka chemii i pedofil przestaje oglądać się za dziećmi,
            sadyście poprawia się charakter, człowiek w głębokiej depresji skacze z radości
            i chciałby zdobywać świat. Cokolwiek myślimy o istocie życia - z tymi faktami
            musimy się pogodzić. W naszym życiu - podobnie jak w życiu zwierząt (kastracja
            lub sterylizacja) - pod wpływem hormonów lub ich braku (przepraszam Cię, że
            znów użyłam tego nieładnego określenia) wszystko przewraca się do góry nogami -
            i nie to jest najważniejsze - co przed chwilą nam się wydawało.
            Ale oczywiście to mało sensowne rozważania - chciałam troszeczkę zwrócić uwagę
            na - pomimo wszystko - podobne stany emocjonalne ssaków. Czytałam
            ostatnio "Wyzwolenie zwierząt" Petera Singera - i dowiedziałam się o
            niewyobrażalnych dla mnie sprawach.
            Przeraziło mnie, że dzieją się one w majestacie prawa.
            • nick3 ciało nie równa się "oksytocyna" 27.04.05, 23:11
              Jeśli rozumiem Twoją intencję, to chcesz podkreślić rolę cielesności w życiu
              człowieka. Występuje ona oczywiście w życiu mężczyzn tak samo jak kobiet, ale
              mężczyźni mają mniej okazji, by się o niej przekonać, więc mogą nie chcieć zdać
              sobie z niej sprawy. Co zresztą w świecie zachodnim powszechnie czynią,
              uzależnienie od ciała natomiast (poniżające w tym ujęciu) przypisując kobietom.

              O.K. Ale co innego cielesność, a co innego jej chemiczno-biologiczny model.
              Wierzę, że poród może otwierać na jakieś nieprzeczuwane wymiary życia, ale
              dlaczego mam wierzyć facetowi, który mi wmawia, że to oksytocyna.
    • ufo64 B.Pawłowski?Czy to ten co kandydował na prezydenta 27.04.05, 17:05
      .. i reklamował swoje wkładki do butów,
      nawet jeśli to nieprawda to powyższy tekst wydaje mi się być nie tylko
      kontrowersyjny, a może nawet tendencyjny i wątpie, by z podobnymi komentarzami,
      mógł ukazać się w czasopiśmie naukowym (daleko idące generalizacje, włąsne
      poglądy autora przedstawiane jako udowodnione)
      • ledzeppelin3 Re: B.Pawłowski?Czy to ten co kandydował na prezy 27.04.05, 17:53
        Zgadzam się z przedmówcą, uproszczenia, tania propaganda dla mas macierzyństwa,
        porodów naturalnych i karmienia piersią, czyli coś, co od jakiegoś czasu
        serwują media, bo tak jest political correct. Zero nagiej prawdy, moim zdaniem.
        Pseudonaukowe uproszczenia, coby pospólstwo czuło się naukowo dowartościowane i
        mogło sobie "uczenie" tłumaczyć świat.
    • fjord1 Zostanę po raz 2 ojcem!!! 27.04.05, 19:16
      Bardzo się cieszę. To jest najwspanialsza chwila w naszym życiu. Za miesiąc
      nareszcie zobaczę żonę, syna i dotknę tego cudownego maleństwa, które dopiero
      się rozwija. Panie i Panowie! Ciąża przebyta wspólnie i poród, w którym może
      uczestniczyć mężczyzna, to najwspanialsza chwila w rodzinie! PIeluszki to nie
      problem. Ważniejsze jest zdecydować się na podział ról. Biorę urlop ojcowski po
      porodzie. Małżeństwo to partnerstwo, a nie niewolnictwo kobiety. Warto rozmawiać
      ze swoją partnerką. Dużo. Czasami potakiwać (w ciąży, gdy hormony szaleją), ale
      konstruktywnie rozmawiać. To pomoże rozwiać lęki. Pozdrawiam przyszłe Mamy i Ojców.
    • baikadent Re: Narodziny macierzyństwa 27.04.05, 19:42
      Kurczę, przegapiłam ten artykuł. Po postach sadząc była to kolejna pseudonaukowa
      teoria, sprowadzajaca rzecz macierzyństwa do biochemii (ale moze się mylę). Może
      było też o dobroczynnym wpływie bólu porodowego na uczucia macierzyńskie?
      Co budzi drobną refleksję: rodziłam przez cc, nigdy nie karmiłam piersią i
      obydwoje z mężem jakos nie zauważamy, zebysmy z tego powodu mniej szaleńczo
      kochali naszego syna.
      Sprowadzanie kwestii miłosci do dziecka do działania hormonów jest jak sądzę dla
      nas kobiet po prostu obraźliwe
      • nick3 o "dobrodziejstwach bólu" 27.04.05, 22:49
        Nie, nie było o "dobroczynnym wpływie bólu", bo to nie jest artykuł dewocyjny
        tylko pseudonaukowy (do robienia wody z mózgu kobietom "nowoczesnym", a
        nie "tradycyjnym").

        Jak na mężczyznę, trochę znam sprawę, bo moja dziewczyna miała poważne kłopoty
        pod koniec ciąży i trzymali ją na dziale porodowym, żeby w razie czego było
        blisko. W sumie leżała przez dwa tygodnie niemal obok rodzących (mnie
        wpuszczali w fartuchu do niej, jeśli akurat nie było porodu). Tak więc miała
        dużo czasu na obserwacje. Na początku większość kobiet ją zaczęła drażnić i, o
        ile wcześniej miała opryskliwość położnych wobec rodzącej za skandal, teraz
        pomyślała, że większość rodzących zasługuje na jeszcze ostrzejsze traktowanie.
        Ich rozpaczliwy krzyk nie miał w sobie żadnej godności. "Jak świniobicie" - tak
        mówiła, za wzór mając nieliczne, których krzyk, choć ewidentnie zdradzał ból,
        był - jak to ujmowała - "zwycięski". Choć jest feministką, już była skłonna
        uwierzyć w popularny pogląd o związku przebiegu porodu z "metafizyczną
        akceptacją" bólu i czynić większości współczesnych rodzących zarzut
        braku "głębokiego wyczucia życia" wynikającego oczywiście z "zaniku uczuć
        metafizycznych". Sama przecież też lada chwila miała rodzić i się na to
        wewnętrznie przygotowywała. Swój pogląd na kobiety jednak zrewidowała, kiedy
        zdała sobie sprawę z tego, że owe nieliczne, które "krzyczały pięknie", to były
        te, które dostały częściowe znieczulenie...

        Reszta po prostu rodziła normalnie.
        • baikadent Re: o "dobrodziejstwach bólu" 30.04.05, 20:27
          Własnie to miałam na mysli pisząc o rzeczonym "dobroczynnym wpływie bólu".
          Naczytałam się o tym i nasłuchałam bedąc w ciąży, za kazdym razem bez mała
          miałam pianę na ustach, bo wypisywano i opowiadano bzdury od których ręce
          opadają, ignorując wiedzę z farmakologii, fizjologii i połoznictwa.. Nie chcę
          się tu wdawac w szczegóły, ale gdybym ja na studiach cos takiego opowiadała na
          ezgaminach (jestem z wykształcenia lekarką) to na zbity pysk bym wyleciała.
          Tylko, ze te bzdety pisane w kolorowych gazetkach trafiaja do mnóstwa kobiet,
          które zwyczajnie im ufają i na tej podstawie kształtuja swój pogląd na ból
          porodowy. A kto to pisze i dlaczego to juz inna sprawa.
          Bardzo przypomina mi to wypowiedzi 19-to wiecznego (tak, tak) słynnego,
          angielskiego połoznika Simpsona, który jako pierwszy stosował znieczulenie
          eterowe, potem chloroformem przy porodzie, z którego to powodu był ustawicznie
          atakowany (argumenty były wyłącznie religijne) i tłumaczono (cytuję z pamięci),
          ze Wszechmogocny przypisał ból porodowi nie bez mądrego uzsadanienia". Na co
          Simpson odpowiadał (tez cytuję z pamieci) "Nie powinno się uzywać powozu do
          posuwania się naprzód. To działanie przeciwko dozie wysiłku, która Wszechmogocny
          nie bez madrego uzasadnienia przypisał poruszaniu się pieszo"
          Tak czy inaczej mam nadzieję, ze u Twojej dziewczyny wszystko poszło OK, i jeśli
          juz krzyczała to "pieknie" czyli bez bólu.
          Serdecznie pozdrawiam

          nick3 napisał:

          > Nie, nie było o "dobroczynnym wpływie bólu", bo to nie jest artykuł dewocyjny
          > tylko pseudonaukowy (do robienia wody z mózgu kobietom "nowoczesnym", a
          > nie "tradycyjnym").
          >
          > Jak na mężczyznę, trochę znam sprawę, bo moja dziewczyna miała poważne kłopoty
          > pod koniec ciąży i trzymali ją na dziale porodowym, żeby w razie czego było
          > blisko. W sumie leżała przez dwa tygodnie niemal obok rodzących (mnie
          > wpuszczali w fartuchu do niej, jeśli akurat nie było porodu). Tak więc miała
          > dużo czasu na obserwacje. Na początku większość kobiet ją zaczęła drażnić i, o
          > ile wcześniej miała opryskliwość położnych wobec rodzącej za skandal, teraz
          > pomyślała, że większość rodzących zasługuje na jeszcze ostrzejsze traktowanie.
          > Ich rozpaczliwy krzyk nie miał w sobie żadnej godności. "Jak świniobicie" - tak
          >
          > mówiła, za wzór mając nieliczne, których krzyk, choć ewidentnie zdradzał ból,
          > był - jak to ujmowała - "zwycięski". Choć jest feministką, już była skłonna
          > uwierzyć w popularny pogląd o związku przebiegu porodu z "metafizyczną
          > akceptacją" bólu i czynić większości współczesnych rodzących zarzut
          > braku "głębokiego wyczucia życia" wynikającego oczywiście z "zaniku uczuć
          > metafizycznych". Sama przecież też lada chwila miała rodzić i się na to
          > wewnętrznie przygotowywała. Swój pogląd na kobiety jednak zrewidowała, kiedy
          > zdała sobie sprawę z tego, że owe nieliczne, które "krzyczały pięknie", to były
          >
          > te, które dostały częściowe znieczulenie...
          >
          > Reszta po prostu rodziła normalnie.
    • sakada Re: Narodziny macierzyństwa 27.04.05, 23:40
      Jakież to ciekawe, że zwykle facet dyktuje kobiecie co powinna z własnym życiem
      robić. I opisuje macierzyństwo w samych superlatywach. Znają się te chłopy na
      rzeczy niewink?
    • mifka Re: Narodziny macierzyństwa 28.04.05, 01:03
      a co z tacierzynstwem? jakie to chormony powodowaly, ze ojciec mojego dziecka
      zrywal sie w nocy na kazdy wydawany przez nia dzwiek, calowal kazdy paluszek z
      osobna i zachwycal sie pieknem noworodka (jak dzis patrzymy na jej zdjecia to
      sie zastanawiamy coz to za przedziwna wada wzroku dopada rodzicow).
      strasznie mnie wkurza uswiecanie macierzynstwa, czynienie z niego biologicznie
      uwarunkowanym darem posiadanym przez kazda kobiete, bo to wcale nie takie
      proste. macierzynstwa, jak ojcostwa trzeba sie nauczyc a jest to czasem ciezka
      praca. poza tym czy te wszystkie madre wywody chca mi powiedziec, ze tata nie
      kocha swojego dziecka, nie posaida instynktu rodzicielskiego?
      jakos nie moge sie zgodzic z artykulem, bo kiedy ja zobaczylam po raz pierwszy
      moja corke pomyslalam "ale alien!" i zamiast milosci czulam ...ciekawosc i
      zdziwienie (cholera ,to moje?).milosci do dziecka trzeba sie nauczyc a
      najlepszym dowodem na to sa te dziwczynki wychowywane bez matek co to pozniej
      same maja trudnosci z macierzynstwem.
      marza mi sie te cudowne moce co to omamia mi umysl i serce i ulatwia zycie.
      niestety nie ma tak dobrze.
      • korta10 Re: Narodziny macierzyństwa 07.05.05, 14:36
        Nie rozumiem tej dyskusji. Nie można udawać, że nie istnieją dowodzone naukowo
        fakty. Wyobrażam sobie, że podobnie wyglądały poglądy ludzi zaprzeczających
        teorii ewolucji Darwina. Ludzie - od małp? - przecież zostali stworzeni przez
        Boga - a ich protoplastą był ADAM! Miłość wywołana hormonami? - przecież to
        wielkie i święte uczucie - tylko człowiek może takowe doświadczać. Dlaczego tak
        trudno jest nam uznać pokrewieństwo i to bliskie ze wszystkimi ssakami - i - co
        się z tym wiąże - wielki wpływ biologii - hormonów - całej chemii - na nasz
        ludzki organizm? Myślę, że najbardziej sprzeciwiają się tym oczywistym faktom
        ci - którzy mają zwierzęta za nic - za rzeczy służące człowiekowi. To dla nich
        nie do pomyślenia jest, że nie ma nic tajemniczego w emocjonalności ludzkiej,
        że podobną emocjonalnością mogą charakteryzować się i zwierzęta. W czasie wojny
        do mieszkania mojej krewnej przybłąkał się wygłodzony, w okropnym stanie, pies.
        Po kilku godzinach zapragnął wyjść - wrócił z ciężarną suką, która tego samego
        dnia urodziła dzieci - byli bardzo dobrymi rodzicami.
        Nie uważam wcale, że instynkt macierzyński człowieka różni się od instynktu
        innych zwierząt - w szczególności ssaków, które są zmuszone do dłuższej opieki
        nad swoim potomstwem. U człowieka obserwuje się wydłużenie okresu matkowania
        d\ziecio - myślę, że nawet do 20 lat. Pozdrawiam wszystkich na forum.
        Wszystkich ssaków
        • korta10 Re: Narodziny macierzyństwa 07.05.05, 14:41
          Specjalnie napisałam "wszystkich ssaków" - a nie "wszystkie ssaki" - żeby
          podkreślić związek z "wszystkich ludzi"!!!
    • zachelmie Re: Narodziny macierzyństwa 26.05.05, 11:08
      spodobał mi się ten fragment: "Nawet u koczkodanów samice wybierają do zabawy
      laleczki, a samce samochodziki." Czy to znaczy, że samochodzik jest atrybutem
      męskości w całym świecie zwierząt niezależnie od tego, czy się go kiedys
      wcześniej widziało i nim jeździło i w ogóle wie, do czego służy? smile A
      koczkodanice bawiły się "ludzkimi" laleczkami czy plastikowymi koczkodaniątkami?
    • mandarynka333 Re: Narodziny macierzyństwa 27.05.05, 16:18
      Idealistyczna i wymuskana wizja macierzyństwa...niestety od dawna nie żu\yjemy
      w tak cudownej zgodzie z naturą. Ilosci chemii jakie wchłaniamy każdego dnia
      już dawno zaburzyły "delikatna harmonie neurohormonalną".Taka samo stres i tryb
      życia wspólczesnej kobiety...Nie dość że jakies akademickie dywagacje to
      jeszcze w wykonaniu mężczyzny-czy ten pan ma chociaż jedno dziecko do którego
      wstał w nocy żeby jego żona mogła się wyspać? Czy tak jak u pozostałych ssaków
      pozostawił sprawę odchowania potomstwa - samicom? Sam zajmując się w czasie
      kiedy jego dziecko jest kąpane i karmione - oglądaniem meczy sportowych (ze
      względu na potrzebę stymulacji hormonu walki w delikatnej symfoni
      neurohormonalnej samca)?
      • mandarynka333 Re: Narodziny macierzyństwa 27.05.05, 16:23
        Przecież samcom nie rozszerzaja sie źrenice na widok niemowlęcia...to znaczy że
        widok ten jest samcowi niemiły. Miłe widoki to kobiece nagie ciało? Zgadzałoby
        się to całkiem z wizja rzeczywistości u tego pana... Spłodzić i rozejrzec się
        za kolejmnym obiektem mającym moc rozszerzenia źrenic zdobywczego samca... Taką
        antropologię to można samemu po piwie stworzyc. Nie trzeba koniecznie byc
        profesorem uniwersytetu.
    • aniko16 Puste banały (żeby nie powiedzieć chore bzdury) 16.06.05, 09:51
Pełna wersja