ania175
17.06.05, 10:11
Musze sie z Wami podzielić tym co wczoraj spotkało mnie w przychodni. Być
moze przeczytają to rodzice, którzy wczoraj byli z dzieckiem chorym na ospę w
przychodni we Wrocławiu przy ul. Orzeszkowej.
Poszlismy wczoraj całą rodziną na szczepienie, ze zdrowym w końcu po licznych
zakażeniach dróg moczowych i pomyślnym wyniku cystografii dzieckiem (16 m-
cy). Poczekalnia była pusta. W pewnym momencie przez poczekalnię przeszli
rodzice z wymalowanym na fioletowo dzieckiem. Jedyne co sobie wtedy
pomyslałam to że mój mąż tez tak wygladał jak miał półpaśca. Az tu nagle
wychodzi pielęgniarka i mówi że pani doktor nas nie przyjmie bo było dziecko
chore na ospe i lepiej zebyśmy uciekali. Okazało się ze to fioletowe dziecko
było chore na wiatrówkę, wprawdzie już leczone, ale ciągle miało świeże
wypryski, czyli zarażało. A jego rodzice beztrosko przeprowadzili je przez
poczekalnię dla dzieci zdrowych, mimo że dla dzieci z wysypką jest osobne
wejście. Wiem, ze prędzej czy później mój mały gdzieś załapie tego wirusa i
może lepiej zeby miał go wcześniej, ale teraz akurat wybieramy sie nad morze
i staramy sie go pilnować. Ale nie to jest najważniejsze. Jak można być tak
bezmyślnym i narażać inne dzieci? Narzekamy na służbę zdrowia a sami też nie
robimy nic aby było lepiej.
Jak myślicie, czy są szanse na to aby mój mały sie nie zaraził?
Dziecko mojej koleżanki zaraziło sie ospą również w poczekalni w ciągu paru
minut (gdy sie dowiedzieli ze jest tam dziecko z ospą to zaraz uciekli).
Pozdrawiam
Ania