sowa_hu_hu
29.06.05, 12:06
mam koleżankę z którą znamy sie od liceum... róznie między nami bywało ale
zawsze bardzo ja lubiłam i ceniłam gdyz jest to inteligentna , mądra i ciepła
osoba...
po maturze nasz znajomośc sie rozleciała - ona zawaliła względem mnie ale nie
ma sensu teraz o tym pisac...
po jakims roku czasu ktoś zapukał do moich drzwi i to była ona! ależ sie
ucieszyłam!!! naprawde - bardzo! odnowiłyśmy znajomośc i tak spotykamy sie od
czasu do czasu... chciałoby sie czesciej ale nie ma jak... mimo to jest mi
bardzo bliska - uwielbiam z nią rozmawiac... nie jest moją przyjaciółka ale
naprawde dobrą koleżanką...
kiedyś sobie powiedziałysmy ze jak bedziemy wychodzić za mąz to na pewno
bedziemy na swoich ślubach/weselach
no i ona za 2 mies wychodzi za mąż... wiem to juz od bardzo dawna... dużo o
tym rozmawiałysmy... byłam przekonana ze mnie zaprosi... az do ostatniego
spotkania - poprostu nic na ten temat nie mówiła a teramin slubu sie przeciez
zbliża... tydzien później rozmawiałysmy na gg i w końcu mi powiedziała ze duzo
o tym myślała i postanowiła ze zaprosi nas na sam slub do kościoła , bo to
rodzice robią wesele , jest juz 150 osób i ona juz nikogo nie moze zaproić...
szczerze mówiąc mi szczena opadła... zrobiło mi sie bardzo przykro...
zwłaszcza ze kiedyś rozmawiając na gg napisała że sobie nie wyobraża że
mogłoby mnie nie być... napisałam jej ze nie ma sprawy chociaz czułam zupełnie
inaczej... stwierdziłam nawet ze nie pójde do tego kościoła na ślub bo będe
miała żal w sercu a takim wypadku to bez sensu... moja inna koleżanka
powiedziała ze mam do tego złe podejście , że powinnam iść na ten slub itd...
przedwczoraj na gg owa kolezanka od slubu zagadała mnie i spytała czy mam o
coś żal bo jej unikam... no i tak rozwineła sie rozmowa... powiedziałam jej
mniej więcej o co chodzi... mamy sie spotkac - być moze dzisiaj i pogadać...
w pewnym momencie ona mi napisała ze my do siebie chyba nie pasujemy bo
jestesmy zuepłnie inne , ze ona jest z innego świata... zatkało mnie! zawsze
wspaniale nam sie rozmawiało i rozumiałysmy sie doskonale... wyperswadowałam
jej to co napisała... - odebrałam to jako argument ze dlatego nie zaprosiła
mnie na slub bo jestesmy różne...? wczesniej mówiła ze dlatego bo to rodzice
za to płaca i oni zapraszają sobie wszystkie cioctki i ona juz nie mzoe nikogo
zaprosić... sama juz nie wiem co o tym mysleć... myslałam ze jestem na liscie
od samego początku... nie uwkywam jest mi starsznie przykro... i sama nawet
nie wiem co jej powiedzieć...
nie potrafie zmienić do tego wszystkiego podejścia jak an razie i nie
przejmowac sie tym - uznać ze wszystko jest OK - no kurde taka juz jestem...
choć w sumie to mi już troche przeszło i ciesze sie na to spotkanie , ze ją
zovbacze , że porozmawiamy sobie...
pewnie powiecie mi ze nie mam prawa czuć sie tak jak sie czuje... że powinnam
zaakceptowac jej decyzje bez żalu...