Dodaj do ulubionych

koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub..............

29.06.05, 12:06
mam koleżankę z którą znamy sie od liceum... róznie między nami bywało ale
zawsze bardzo ja lubiłam i ceniłam gdyz jest to inteligentna , mądra i ciepła
osoba...
po maturze nasz znajomośc sie rozleciała - ona zawaliła względem mnie ale nie
ma sensu teraz o tym pisac...
po jakims roku czasu ktoś zapukał do moich drzwi i to była ona! ależ sie
ucieszyłam!!! naprawde - bardzo! odnowiłyśmy znajomośc i tak spotykamy sie od
czasu do czasu... chciałoby sie czesciej ale nie ma jak... mimo to jest mi
bardzo bliska - uwielbiam z nią rozmawiac... nie jest moją przyjaciółka ale
naprawde dobrą koleżanką...
kiedyś sobie powiedziałysmy ze jak bedziemy wychodzić za mąz to na pewno
bedziemy na swoich ślubach/weselach
no i ona za 2 mies wychodzi za mąż... wiem to juz od bardzo dawna... dużo o
tym rozmawiałysmy... byłam przekonana ze mnie zaprosi... az do ostatniego
spotkania - poprostu nic na ten temat nie mówiła a teramin slubu sie przeciez
zbliża... tydzien później rozmawiałysmy na gg i w końcu mi powiedziała ze duzo
o tym myślała i postanowiła ze zaprosi nas na sam slub do kościoła , bo to
rodzice robią wesele , jest juz 150 osób i ona juz nikogo nie moze zaproić...
szczerze mówiąc mi szczena opadła... zrobiło mi sie bardzo przykro...
zwłaszcza ze kiedyś rozmawiając na gg napisała że sobie nie wyobraża że
mogłoby mnie nie być... napisałam jej ze nie ma sprawy chociaz czułam zupełnie
inaczej... stwierdziłam nawet ze nie pójde do tego kościoła na ślub bo będe
miała żal w sercu a takim wypadku to bez sensu... moja inna koleżanka
powiedziała ze mam do tego złe podejście , że powinnam iść na ten slub itd...
przedwczoraj na gg owa kolezanka od slubu zagadała mnie i spytała czy mam o
coś żal bo jej unikam... no i tak rozwineła sie rozmowa... powiedziałam jej
mniej więcej o co chodzi... mamy sie spotkac - być moze dzisiaj i pogadać...
w pewnym momencie ona mi napisała ze my do siebie chyba nie pasujemy bo
jestesmy zuepłnie inne , ze ona jest z innego świata... zatkało mnie! zawsze
wspaniale nam sie rozmawiało i rozumiałysmy sie doskonale... wyperswadowałam
jej to co napisała... - odebrałam to jako argument ze dlatego nie zaprosiła
mnie na slub bo jestesmy różne...? wczesniej mówiła ze dlatego bo to rodzice
za to płaca i oni zapraszają sobie wszystkie cioctki i ona juz nie mzoe nikogo
zaprosić... sama juz nie wiem co o tym mysleć... myslałam ze jestem na liscie
od samego początku... nie uwkywam jest mi starsznie przykro... i sama nawet
nie wiem co jej powiedzieć...
nie potrafie zmienić do tego wszystkiego podejścia jak an razie i nie
przejmowac sie tym - uznać ze wszystko jest OK - no kurde taka juz jestem...
choć w sumie to mi już troche przeszło i ciesze sie na to spotkanie , ze ją
zovbacze , że porozmawiamy sobie...

pewnie powiecie mi ze nie mam prawa czuć sie tak jak sie czuje... że powinnam
zaakceptowac jej decyzje bez żalu...
Obserwuj wątek
    • izia30 Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 29.06.05, 12:34
      rzeczywiscie masz do tego nieco zle podejscie. przeciez zaprosila cie na slub.
      wesele to juz inna sprawa, wyobraz sobie ze musiala pominac wiele innych osob a
      i tak zebrala sie dluga lista gosci.
      po swoim slubie nie robilam wesela, tylko obiad uroczysty w restauracji, mamy z
      mezem logromne grono rodziny i znajomych. bylo razem z nami 10 osob,
      my+rodzice+moja babcia z chrzestna+swiadkowie.
      uwierz mi, nikt sie nie obrazil, nie poczul urazony ze nie dostapil zaszczytu
      udzialu w tym "weselu."
      • sowa_hu_hu Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 29.06.05, 12:37
        ja rozumiem - ty miałaś przyjęcia z dosłownie najbliższa rodziną... ona ma
        natomiast wesele na 150 osób - więc nie ma tu czego porównywać...
        poza tym od zawsze była mowa ze bedziemy nie tylko na ślubach ale na weselach
        też...
        bo dla mnie slub to tez przyjęcie... tata juz jestem ze nie uznaje zaproszeń na
        sam ślub - albo bardzo chce zeby ktoś był w tym wiekim dniu ze mną i zapraszam
        go albo nie...
        no cóż tak juz mam...
        ja sie przeciez na nią nie obraziłam... poprostu mi przykro... bo wiem ze to nie
        ejst przyjecie dla najblizszych tylko wielkie weselicho...
    • anek.anek Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 29.06.05, 12:44
      E, sowa, zupełnie niepotrzebnie się czujesz urażona.
      Powszechnie się praktykuje takie rozwiązania właśnie, że część gości zaprasza
      się wyłącznie na ślub. To, że jest to wesele na 150 osób nie ma żadnego
      znaczenia, bo to wcale nie jest tak, że jedna więcej, jedna mniej nie robi
      różnicy. Każda osoba to raz, że wydatek, dwa, że trzeba zadbać o miejsce dla
      niej itd. Jeśli rodzice finasują tę imprezę to być może są też mocno
      zaangażowani w układanie listy gości. Przepraszam Cię, ale wyobraź sobie co by
      było gdyby to Twoja mama finansowała Twoje wesele. Podejrzewam, że sama
      powiedziałaby kogo macie zaprosić i koniec kropka - moja posunęłaby się nawet
      do szantażu, że wielką łaskę mi robi, i albo akceptujemy jej listę, albo z
      wesela nici.
      Wydaje mi się też, że koleżanka wcześniej nie poruszała tego tematu, bo 1. było
      duuuużo czasu (zwyczajowo takie zaproszenia rozsyła się na ok miesiąc przed), a
      2. może czuła, że się obrazisz i nie bardzo wiedziała jak to "ugryźć".
      Na ślub idź. Nie obrażąj się. Ale przede wszystkim najpierw sięz nią spotkaj i
      porozmawiaj. wytłumacz, że Ci się przykro zrobiło, a ona niech wytłumaczy
      dlaczego.
    • 18lipcowa o matko ,straszne! 29.06.05, 12:52
      i widzisz sowa i po co to współczucie, pomaganie, użalanie sie nad ludzmi jak i
      tak cię oleją...?

      druga sprawa to to ze tez nie masz sie czym martwic...ja bym olala sprawe.
      • cocollino1 Re: o matko ,straszne! 29.06.05, 13:23
        zgadzam sie z Lpiec, olej sprawe, ja to juz sie taki perdółkami nie przejmuje
        zupelnie.
        • karolcia111 Re: o matko ,straszne! 29.06.05, 13:31
          ale z drugiej strony skoro mogła zaprosić 150 osób to 2 osoby w tą czy w tą to
          chyba żadna różnica. i tak jak znam życie to wszyscy nie przyjddą.
          • sowa_hu_hu ja sie nie obraziłam.... 29.06.05, 13:59
            podkreslam raz jeszcze że ja sie na nią nie obraziłam... poprostu zrobiło mi sie
            bardzo przykro co nie zonacza ze nie bede sie do niej oddzywać... bardzo sie
            ciesze że sie spotkamy i sobie wyjasnimy... i ze w ogóle pogadamy...

            a pomgac zawsze będe - taka już jestem... (oczywiście bez przesady - bo ci
            którzy mnie potraktowali naprawde źle i to nie jeden raz to na moją pomoc już
            liczyć nie mogą...)
            • inia25 Re: ja sie nie obraziłam.... 29.06.05, 14:25
              masz prawo czuć się tak jak się czujesz. poczekaj na rozmowę, może wyjasni Ci
              to wszystko i bedzie ok. A jesli chodzi o 2 osoby w ta czy w tamta, to jest
              ogromna roznica, bo jest to jakby nie bylo dodatkowy wydatek min 200 zł.
              Poczekaj na argumenty! nie zamartwiaj sie!

              glowa do góry, idz na slub i skoro jest ona ci tak bliska, to ciesz sie jej
              szczesciem! a nie uprzykrzaj tej pieknej chwili swoimi smutkami. moze po weselu
              szykuje dla ciebie specjalna niespodzianke?
              • sowa_hu_hu krucha 29.06.05, 14:33
                ja nie moge z nią nie rozmawiac o weselu... bo my juz ten temat podjęłysmy przez
                gg... skoro ona zapytała czy mam jakis żal to nie mogłam kłamać...

                poza tym nie sądze zeby ona mnie zaprosiła teraz po naszej rozmowie...
                nie licze na to... ale chce poznac jej argumenty...
                bo rzeczy typu ze ona jest z innego świata jakoś do mnie nie trafiają...

                co do jej rodziców to zawsze wydawało mi sie że mnie lubią...
                z jej facetem widziałam sie 2 razy w życiu - nie znam go dobrze ale wydaje sie w
                porządku...

                nie zamrtwiam sie tym jakoś strasznie bo juz troche czasu mineło i mi nieco
                przeszło... ale taka juz jestem... mam zadre i koniec...
                nie potrafie tego olać - gdybym olała to by znaczyło ze mi na niej nie zależy...
                • krucha5 Re: Do Sowy 29.06.05, 14:43
                  Jest to bardzo smutne.Też miałabym zadre.Wysłuchaj jej argumentów,idź na
                  ślub,złóż życzenia.A teraz...uśmiechnij się pięknie!Uśmiech jest dobry na
                  wszystko!Pozdrawiam!Pa!smile
    • sowa_hu_hu Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 29.06.05, 14:21
      i nie jest to dla mnie problem natury traumatycznej....

      smile
    • sowa_hu_hu lipiec 29.06.05, 14:22
      widze że tendencja trwa... w zadnym z moich ostatnich watków ani słowa nie
      napisałaś - ale od razu jak pojawiło sie coś mniej pozytywnego to musiałas dodać
      swoje 5 groszy...
      • karolcia111 Re: lipiec 29.06.05, 14:49
        hehe, Lipiec o pedofilu się udziela
      • umasumak Sowa 30.06.05, 00:00
        Ale w tej sprawie Lipiec mądrze gada. Nie przejmuj się po prostu. Pzdr
        • kosheen4 Re: Sowa 30.06.05, 00:52
          umasumak napisała:

          > Ale w tej sprawie Lipiec mądrze gada. Nie przejmuj się po prostu. Pzdr

          zgadzam się. miałam kiedyś taką sytuację, koleżanka wychodziła za mąż, nawiasem
          mówiąc uroczystość kojarzyła mi się bardziej z pogrzebem niż ze ślubem,
          dziewczyna była w siódmym miesiącu ciąży, a jednak wbiła się w białą suknię,
          jakby nie było cokolwiek nietrafiony symbol, przeciez biel=dziewiczość.
          wesele zorganizowała rodzina, i też mieli sto pięćdziesiąt wujków, cioć i
          pociotków - i autentycznie nikogo ze znajomych. to było niedługo po maturze,
          jeszcze niby więzy z klasą nie padły tak do końca - ale nikogo nie było. sama
          rodzina, jak mówię - wujki, pociotki...
          byłam jedyną osobą z "paczki". panna młoda nie miała nic do powiedzenia w
          kwestii gości. starszyzna fundowała, starszyzna wymagała i zapraszała. tak więc
          naprawdę rozumiem, że panna młoda może nie mieć na to wpływu, kogo zaprosić.
          ja bym poszła do kościoła i złozyła życzenia, i nie boczyłabym się zanadto -
          naprawdę dobrze byś się bawiła wśród zmurszałej familii i odstrzelonych kuzynów
          których nie znasz? głowa do góry wink
        • sowa_hu_hu uma 30.06.05, 00:54
          nie moge sie nie przejmowac , to by znaczyło że mi na niej nie zależy... a mnie
          zalezy... i nie może mi to być obojętne...
          czy tobie by było?

          pozdrówka
    • krucha5 Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 29.06.05, 14:24
      Witaj, droga Sowo!
      Ja Ciebie rozumiem.Też było by mi ogromnie żal i przykro.Łatwo się mówi "nie
      przejmuj się".Chyba jestem do Ciebie podobna,bo także pomagam bez w zględu na
      wszystko.Nawet ostatnio był ataka sytuacja u mnie w rodzinie...ale to dłuuuuga
      historia.Co do pójścia na ślub:na pewno byłabym rozdarta między iść czy nie
      iść.Podejrzewam,że chyba bym poszła.Jednak co do rozmowy z koleżanką, nie
      podjęłabym tematu wesela.Nie rozmawiałabym po prostu o tym.Jeżeli
      powiesz,dlaczego jest Ci przykro i nawet gdyby Cię zaprosiła na wesele, jak byś
      się czuła?Ja bym już wtedy na pewno nie poszła.Ja wiem,że pozostaje wielka
      przykrość.I popieram przedmówczynię,że 2 osoby w jedną czy w drugą stronę nie
      robią różnicy przy liczbie 150 gości...A może jest jakiś inny powód?Może ktoś
      ją buntuje?Jakie są stosunki Twoje z Jej narzeczonym,z rodziną?Przeanalizuj
      wszystko na spokojnie.Trzymaj się,droga Sówko!Życzę miłego dnia!
      Pozdrawiam! smile
      • danik1 Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 29.06.05, 16:48
        Sowka ja Cie rozumiem. Ma prawo byc Ci smutno zwlaszcza, ze tyle razy snulyscie
        plany na ten temat. Jednak czas leczy rany i mimo, ze zadra juz na zawsze
        zostanie w sercu to jednak bol zmaleje. A na slub jak nie masz ochoty to lepiej
        nie idz. Po co rozdrapywac rane. Mozesz wyslac kartke z zyczeniami. Jestes
        wrazliwa osoba a takim nie jest latwo. Zycze usmiechu!!!
        • sowa_hu_hu Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 29.06.05, 17:04
          no własnie - tak sobie mysle ze jak mam iśc na ten slub z jakimś żalem to chyba
          bez sensu...
          jednak kolezanka powiedziała mi ze jak nie pójde to będzie tamtej smutno...
          no ale mnie tez jest smutno...
          • margosia.kr Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 29.06.05, 18:05
            Rozumiem, że jest Ci przykro i według mnie masz prawo czuć żal. Pomijając fakt,
            co sobie obiecywałyście, to jesteście przecież bliskimi koleżankami i wydaje mi
            się, że to powinno coś dla niej znaczyć.
            A może tylko Ty odbierasz waszą znajomość jako ważną i znaczącą. Może dla niej
            jesteś jedną z wielu koleżanek ?
            Co do finansowania wesela przez rodziców, to u mnie również tak było, ale
            rodzice ograniczyli się do zasugerowania gości z rodziny, znajomych
            wybieraliśmy sami.
            Dla mnie to ewidentne kręcenie. Nie potrafi wprost powiedzieć,że nie ma ochoty
            Cię zaprosić i podać prawdziwego powodu.
            Uważam,że skoro zaprosiła Cię do kościoła, to zachowaj klasę i pójdź.
            Nie kosztuj się na żadne prezenty, tylko jeden kwiatuszek i życzenia.
            Gorzka to pigułka, ale przełknij ją z godnością.
            Powodzenia.
            Pozdrawiam - Małgosia
      • a_weasley Nie myśleć za dużo 30.06.05, 20:18
        margosia.kr napisała:

        > Co do finansowania wesela przez rodziców, to u mnie również tak było, ale
        > rodzice ograniczyli się do zasugerowania gości z rodziny, znajomych
        > wybieraliśmy sami.

        My też. Więc się cieszmy. I nie dopatrujmy się ukrytych motywów tam, gdzie ich
        wcale być nie musi.

        > Dla mnie to ewidentne kręcenie. Nie potrafi wprost powiedzieć,że nie ma
        ochoty
        > Cię zaprosić i podać prawdziwego powodu.

        Brak dowodu. Ten powód jest bardzo prawdopodobny i często spotykany. Można mieć
        ewentualnie żal, że się nie wykłóciła, ale zarzucać jej krętactwa nie ma powodu.

        krucha5 napisała:

        > A może jest jakiś inny powód?Może ktoś ją buntuje?Jakie są stosunki
        > Twoje z Jej narzeczonym,z rodziną?Przeanalizuj wszystko na spokojnie.

        Oczywiście keżeli nie masz nic innego do roboty oczywiście, bo zajęcie jest
        zbędne i kompletnie jałowe. Sprawa jest prosta jak schemat ideowy gwoździa.
        Dziewczyny, czy Wy się w najprostszych sprawach musicie doszukiwać podtekstów,
        ukrytych sensów i babskich intryg?
    • a_weasley Kiedyś było kiedyś, a ślub jest teraz 29.06.05, 19:52
      Kiedy pierwszy raz myślałem o małżeństwie, swoimi świadkami (na cywilny i
      kościelny) widziałem facetów, z których teraz jednego zaproszę na wesele, a
      drugiego ino na ślub i też nie zapłaczę, jeśli nie przyjdzie. Z czworga naszych
      świadków wtedy, 9 lat temu, nie znałem żadnego.

      sowa_hu_hu napisała:

      > kiedyś sobie powiedziałysmy ze jak bedziemy wychodzić za mąz to na pewno
      > bedziemy na swoich ślubach/weselach

      Ano cóż. Nie należy podpisywać weksli in blanco.
      Znam pannę, nazwijmy ją Marysią, która kiedyś, będąc na etapie odcinania się od
      dotychczasowego środowiska, obiecała to świadkowanie Karolinie. Teraz wróciła
      do starych przyjaźni, z Karoliną drogi się rozeszły i nie bardzo wiadomo, co z
      tym fantem zrobić - wszystko poza tamtą umową przemawia za kandydaturą Aśki.

      > rozmawiałysmy na gg i w końcu mi powiedziała ze duzo
      > o tym myślała i postanowiła ze zaprosi nas na sam slub do kościoła , bo to
      > rodzice robią wesele , jest juz 150 osób i ona juz nikogo nie moze zaproić...

      Znam takie przypadki - wesele jest robione dla szeroko pojętej rodziny, a pula
      dla osób spoza rodziny jest bardzo szczupła. Byłem na takim weselu, gdzie
      przyjaciół było chyba z 10 sztuk i o każdego państwo młodzi stoczyli twardy
      bój. Wspomniana Marysia się na to wesele nie załapała. Ale ówczesną pannę młodą
      na swój ślub i wesele jest zdecydowana zaprosić i w ogóle nie ma innej
      możliwości.

      > pewnie powiecie mi ze nie mam prawa czuć sie tak jak sie czuje...

      To nie miałoby sensu. Masz prawo czuć się jak chcesz. Co więcej, masz powód,
      żeby Ci było przykro.

      > że powinnam zaakceptowac jej decyzje bez żalu...

      Powiedziałbym raczej - bez urazy. Jeżeli przypuszczasz, że jest jej przykro, że
      nie może - jakkolwiek by tę niemożność rozumieć - poprosić Cię na wesele,
      czemuż jeszcze dodawać jej przykrość nie przychodząc na jej ślub?

      > poza tym od zawsze była mowa ze bedziemy nie tylko na ślubach ale na weselach

      Ano ba. Kto obiecuje zaproszenie na imrezę, o krórej nie on decyduje, ten
      wystawia czek bez pokrycia.

      > taka juz jestem ze nie uznaje zaproszeń na sam ślub -

      A to już nie jest wina panny młodej. To jest ogólnie przyjęte.

      > albo bardzo chce zeby ktoś był w tym wiekim dniu ze mną i zapraszam
      > go albo nie...

      Hmm.
      My robimy wesele na 60 osób. Ściślej biorąc nie udało się nam zejść niżej 68
      zaproszonych. Natomiast osób, które radziśmy widzieć na ślubie, jest 230 co
      najmniej. Czy wedle Twojej koncepcji w takim przypadku należy wziąć skromny
      ślub w wąskim gronie, czy też mielibyśmy urządzić wesele dla 230 osób, w tym
      trzydziestoosobowej drugiej klasy gimnazjum?
    • onika27 Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 29.06.05, 20:56
      Uwazam że w pełni masz prawo czuć sie żle i może ci byc przykro.Wydaje mi sie
      ze jednak slub to świeto państwa młodych i mimo iz wesele robia rodzice to
      można zawsze wkręcić jeszcze kilka osób w tym przypadku 2.Byłam w podobnej
      sytuacji.Kuzyn robił wesele.Własciwie po kościele przyjecie.Bedziemy sąsiadować
      plotem często sie spotykamy itd.Mój tata został zaproszony ja mimo ze mojego
      męża nie ma jest za granica nie zostałam zaproszona.Ciocia przyszła mnie
      przeprosic za nich ze jest jej przykro no cóż w tym przypadku państwo mlodzi
      robili sobie przyjęcie sami ale kilka osób z najblizszej rodziny nie przyszło
      oni o tym wiedzieli mój tata tez nie poszedł bo z reguły nie chodzi na takie
      imprezy i oni o tym wiedzieli a ja?cóż czuje się bardzo zle.wydaje mi sie że
      robiac wesele na 150 osób spokojnie 2 jeszcze sie zmieszczą.Ja wychodze z
      zalozenia że albo wszyscy albo tylko najbliżsi.A tobie może być z całą
      pewnościa przykro a tym bardziej ze ona teraz szuka głupich
      usprawiedliwień.Typu o tych różnych światach.Moze faktycznie to nie taka
      przyjaciółka jak myslałas......
    • lidkakn Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 29.06.05, 22:48
      Myślę, że masz prawo czuć się pominięta, a nawet oszukana. Cóż to za koleżanka
      od serca, która nie znajdzie miejsca na przyjęciu weselnym. Jeśli wcześniej
      deklarowała, że zaprosi Cię na śłub i wesele, powinna słowa dotrzymać za
      wszelką cenę. Ja pewno bym nie pszła na ślub w takiej sytuacji, a wcale nie
      należę do obrażalskich. Po prostu uważam, że zasady kultury obowiązują obie
      storny - i zapraszającego i zaproszonego.
      • a_weasley Przykro na pewno, ale żeby się obrażać? 29.06.05, 23:35
        lidkakn napisała:

        > Myślę, że masz prawo czuć się pominięta, a nawet oszukana.

        Osobiście sugerowałbym ostrożniejsze dobieranie słów.

        > Cóż to za koleżanka od serca, która nie znajdzie miejsca na przyjęciu

        za które nie ona płaci.

        > deklarowała, że zaprosi Cię na śłub i wesele, powinna słowa dotrzymać za
        > wszelką cenę.

        Wszelką... czyli jaką? Odwołanie wesela?
        Ma takich przyjaciółek kilka. Licząc z partnerami życiowymi, kilkanaście. A
        rodzina się zaparła zadnimi łapami, że dychę i ani knuta więcej. Zdarza się.
        I w takiej sytuacji naprawdę nie bardzo wiadomo, co robić. Nie każdy jest gotów
        wzruszyć ramionami "nie to nie, zrobimy cichy ślub".
        Jeżeli nie widzisz, co się dzieje dookoła Ciebie, to poczytaj sobie to forum.

        > Ja pewno bym nie pszła na ślub w takiej sytuacji, a wcale nie
        > należę do obrażalskich.

        Rzecz gustu. Ja bym taką osobę nazwał obrażalską.

        > Po prostu uważam, że zasady kultury obowiązują obie
        > storny - i zapraszającego i zaproszonego.

        Przyjaciółka kiedyś lekkomyślnie obiecała coś, czego nie jest w stanie
        dotrzymać. Nie ona pierwsza i nie ostatnia. Wot i wsio. I nauczka dla innych,
        żeby uważali, co obiecują.
        • sowa_hu_hu po rozmowie.................... 29.06.05, 23:48
          była u mnie , gadałyśmy 3 godziny , o różnych sprawach - jak zwykle super sie
          gadało smile
          zeszłyśmy również na temat wesela - powiedziałam jej wszystko - o tym że mi
          przykro , o tym jak ja to widze...
          ona powiedziała ze tak naprawde wesele nie jest dla niej wazne , ze ona w ogóle
          go nie chciała... najwazniejszy jest slub w kościele...
          wesele organizuje i wszystkim rzadzi jej mama która naspraszła nawet wujka z
          zagranicy którego owa kolezanka widziała raz w zyciu na oczy...
          powiedziała mi ze ona przyjeła taktyke mamy bez słowa i z nią poprostu nie
          dyskutuje , ze jedyne osoby które zaprosiła ze znajomych to dziewczyne która
          bedzie jej swiadkiem i jakies dwie laski które dekorują jej sale - tylko dlatego
          ze poprostu tak jej wypada... a reszty nie zapraszała i miała zamiar zaprosic na
          slub bo mama kazała sie zmknąć w liczbie 150 osób i koniec...
          po naszej rozmowie jednak stwierdziła ze przyjeła to co robi mama bez słowa ,
          bez zadnej "walki"... ze w sumie to mam duzo racji w tym co mówie... ze mnie
          rozumie ze sie tak czuje... ze nie ma do mnie zadnych pretensji ze ja sie tak
          poczułam... teraz wiem że pójde na ten ślub... choć nadal uwazam ze powinna miec
          większa siłe przebicia ( a znam ją i ja ma) w tej sytuacji... i postawic troche
          na swoim... poza tym przeciez mogła od poczatku powiedziec mamie ze np zaprasza
          mnie i jakąś tam dajmy zosie i koniec kropka! ona jednak tego nie zrobiła...
          więc do końca nigdy nie będe pewna jak to jest... jak to było...
          mo ze bedzie próbowała jednak przeforsować te pare osób , no chyba ze faktycznie
          jej nie zalezy na całym tym weselu i nie chce kłócić sie z mamą...
          no nie wiem... ja w każdym razie czuje sie dużo lepiej... na pewno sie jeszcze
          spotkamy przed jej ślubem więc moze jeszcze o tym pogadamy...
          mam nadzieje że ona była ze mną szczera... - na tym najbardziej mi zależy...


          pozdrowionka
          • calluna13 Re: po rozmowie.................... 30.06.05, 00:41
            Hmm... Sowo, cieszę się, że pogadałyście. Chyba nic tak dobrze nie robi jak
            szczera rozmowa.
            No i faktycznie jest tu sytuacja - rodzina, świadkowie i właściwie nikt więcej.
            Boję się co postanowią moi rodzice... Nie mam pieniędzy, nie mam więc siły
            przebicia. O. Mogę dyskutować, mówić co mi się marzy, czego chcę. Boję się
            tylko, że to będzie BARDZO trudne.
            Ale jest z takiej sytuacji wyjście - impreza poprawinowa dla przyjaciół i
            znajomych. U kogoś kto ma większe mieszkanie, u siebie, w pubie, na działce z
            ogniskiem. I już. Przecież wcale nie trzeba wszystkich mieć "na raz" kosztem
            zatargu z rodziną?... Prawda? smile
            Pozdrawiam!
            Cll
            • a_weasley Nie potępiłbym, ale byłoby mi cholernie przykro 30.06.05, 19:46
              calluna13 napisała:

              > Boję się co postanowią moi rodzice... Nie mam pieniędzy, nie mam więc siły
              > przebicia. O. Mogę dyskutować, mówić co mi się marzy, czego chcę. Boję się
              > tylko, że to będzie BARDZO trudne.

              Życie w ogóle nie jest łatwe, a na Marsie to prawdopodobnie wcale go nie ma!

              > Ale jest z takiej sytuacji wyjście - impreza poprawinowa dla przyjaciół i
              > znajomych.

              Za tydzień, za miesiac, przy okazji, razem z urodzinami...

              > U kogoś kto ma większe mieszkanie, u siebie, w pubie, na działce z
              > ogniskiem.

              Do pubu to ja mogę zaprosić kumpli na wieczór kawalerski, co też zamierzam
              uczynić.
              Myśmy, i owszem, zrobili piwną imprezę w knajpie, ale jej odpowiednikiem dla
              rodzin był obiad weselny. I wszystko to po magistrackim ślubie, który
              traktujemy jak wstęp do kościelnego - a imprezy towarzyszące jak wstęp do
              wesela.

              > I już.

              I już przyjaciele wiedzą, gdzie ich miejsce.

              > Przecież wcale nie trzeba wszystkich mieć "na raz" kosztem zatargu
              > z rodziną?... Prawda? smile

              Z perspektywy takiego przyjaciela to znaczy: nie zależało im na mnie na tyle,
              żeby się wykłócić z rodziną.
              Dla państwa młodych to znaczy: dla świętego spokoju pozwoliliśmy, żeby jeden z
              najważniejszych momentów w naszym dorosłym podobno życiu został urządzony pod
              dyktando rodziców.
              Ja bym pewnie w takiej sytuacji na takie ćwierćwesele przyszedł, ale z dużą
              zadrą. Żaden wstyd mieć chore relacje z rodziną i nie umieć sobie z tym
              poradzić. Ale zaszczyt wielki to też nie jest.
              Mam w otoczeniu jeszcze weselszy przykład. Wszyscy czworo rodzice państwa
              młodych mają liczne rodzeństwo i mało kasy. SKłócone toto wszystko ze sobą,
              porozwodzone, matka pana młodego nie trawi panny młodej. I zbiorowo naciskali
              na młodych, że ma być wesele (na które owe rodziny by się oczywiście
              zapożyczyły po uszy). Tyle, że tutaj młodzi byli na tyle uparci, żeby się
              zaprzeć, że takiego sklejanego wesela nie chcą. I będzie tylko skromny obiad
              weselny.
    • izia30 Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 30.06.05, 08:56
      wszystko to pieknie tlumaczycie, rzeczywiscie 2 dodatkowe osoby przy 150 to juz
      nie roznica, ale czy ktoras z was pomyslala ze znajdzie sie zdecydowanie wiecej
      takich "2 dodatkowych osob" i razem zbierze sie kolejne 50 a to juz roznica.
      zawsze przyjaciolka moze urzadzic mala imprezke dla tych przyjaciol ktorzy byli
      tylko na slubie w jakis kolejny weekend, i pewnie zabawa bedzie o niebo lepsza,
      bo bez staruchow...ciotek babek itd.
    • kaktus22 Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 30.06.05, 09:38
      Ja uważam, ze powinna Cię zaprosić! Miałam taką sytucaję, moja najlepsza
      przyjaciólka nie zaprosiła mnie na przyjęcie weselne (zapraszała tylko ok 15
      osób z najbliższej rodziny) - rozumiem ją, nie mam żalu, ale było mi trochę
      smutno,że w tym nie uczestniczyłam, ona u mnie była na weselu i było super, ja
      nie wyobrażałam sobie wesela bez niej!!! W sumie moja osoba u niej na weselu
      raczej przyjęciu by jej nie zrobiła wielkiej różnicy... ale cóż jej decyzja!
      Rozumiem,że jest Ci przykro, przy weselu na 150 osób chyba mogłaby cię zaprosić
      i szczerze nie wierzę w dyspotyzm jej mamy, i że nie ma panna młoda nic do
      powiedzenia w sprawie swojego wesela! poprostu nie wierzę, jak by jej zależało
      to by poprosiła matkę o zgodę na zaproszenie 2 dodatkowych osób!
      Uważam ,że po waszej rozmowie powinna zmienic zdanie i zaprosic cię na wesele!
      Różni są ludzie jak widać, ja bym nie chciała nikogo urazić w taki sposób.
      • 158r Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 30.06.05, 11:05
        ja byłam z jednej jak i z drugiej strony:
        1. koleżana biroąc ślub zaprosiła mnie tylko na ślub tłumacząc że małe
        wesele /80 osób/ i najciekawsze zero kolezanek. OK . Jakie było moje zdumienie
        gdy oglądałam kasetę z wesela! Kolezanki były owszem. no cóż na ślbie
        byłam /mogła powiedzieć otwarcie/ ale było mi potem przykro że mnie
        oszukała /może za ostre słowo?/2
        2. Mój ślub - co do kolezanki , miałam zaprosić na wesele, poczym rodzinaka mi
        okroiła do minimum. Myślę sobie dobra nic się nie stało . ona zaprosiłą mnie
        tylko na ślub wiec ja na weselę prosić nie muszę /mój dobry w jej kierunku
        gest/.
        Najgorsze co się stało potem sad
        dwa tyg. do ślubu, tydzień i dopiero sobie przypomniałam że jej nie
        zaprosiłam!!!! /daleko mieszka, zbyt czesto się nie widywałyśmy , noi z dzw.
        tez było marnie/ W nawale załatwiania spraw zapomniałam.!!!!
        Poztem było mi bardzo głupio w ostatnim tyg. i....tak zostało.
        Potwornie się czułam. Ale cóż tego nie da się wrócić...
        Przestroga dla innych.
      • a_weasley Co Ty wiesz o rodzinie robiącej komuś wesele? 30.06.05, 20:04
        kaktus22 napisała:

        > przy weselu na 150 osób chyba mogłaby cię zaprosić
        > i szczerze nie wierzę w dyspotyzm jej mamy, i że nie ma panna młoda nic do
        > powiedzenia w sprawie swojego wesela!

        Mało wiesz o życiu. I nie masz żadnych podstaw, żeby nie wierzyć.
        Można, i owszem, mieć niewysokie wyobrażenie o umiejętnościach społecznych
        osoby, która sobie daje meblować życie, ale nie ma powodu nie wierzyć w coś, co
        jest na porządku dziennym.

        > Uważam ,że po waszej rozmowie powinna zmienic zdanie i zaprosic cię na wesele!

        Super. A jej mama też tak uważa?
    • weronikarb Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 30.06.05, 13:44
      Rozumiem Cie sowa. Mam taka teraz kolezanke. Bylysmy przyjaciolkami przez cala
      srednia szkole, w dwa lata po ukonczeniu nasze drogi sie rozszely na jakis 1
      moze 1,5 i jak przyszla po tym czasie do mnie to okazalo sie ze jest mezatka.
      Przyszla bo miala problem i chciala sie komus wyzalic.
      Dobra zaczelismy sie spotykac znowu, ja mialam slub - zaprosilam ja i na wesele.
      I to nie koniec - ona jest po rozwodzie i teraz bedzie znowu slub i tym razem
      sie zalapalam na wesele!!
      Nie zycze tego Twojej przyjaciolce - ale zycie robi niespodzianki smile
    • volta2 Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 30.06.05, 20:16
      A ja uważam, że było nieco inaczej...
      Sowa już dziecko ma, ślubu nie było i na wesele rychło też się nie zanosi,
      znaczy się ona mnie na wesele nie zaprosi, bo go pewnie nie zrobi(najwyżej
      jakiś obiad dla najbliższych, na który ja się już nie zmieszczę). Więc i ja jej
      nie proszę, bo rewanżu raczej nie będzie, a lista gości i tak już długa.
      Odprosić trzeba najpierw tych u których się było i tych do których potencjalnie
      się w przyszłości pójdzie. Nie piszcie, że 2 osoby więcej to nic przy 150, bo
      to nie prawda. Te, które robiły podobnej wielkości wesela coś na ten temat
      wiedząsmile

      Sowa, nie obrażaj się, idź na ten ślub i kiedyś na swój odproś koleżankę!
      • sowa_hu_hu volta 30.06.05, 20:26
        wiesz dla mnie zapraszanie na slub nie polega właśnie na tym ze ja cie zaprosze
        bo ty tez mnie zaprosiłas lub na odwrót...
        mam nadzieje że moja koelzanka nie mysli tak jak ty to przedstawiłaś...

        i jeszcze raz podkreslam! ja sie na nią nie obraziłam!!!
        i juz z nią rozmaiwałam...

        pozdrawiam smile
      • a_weasley Tu dwie osoby, tam dwie osoby... 30.06.05, 21:08
        volta2 napisała:

        > A ja uważam, że było nieco inaczej...
        [ciach opis skomplikowanych analiz, które rzekomo prowadziła panna młoda]

        Wszystko to jest wróżenie z fusów oparte na dowolnym założeniu, że panna młoda
        kłamie.
        Natomiast bardzo prawdopodobne, że takie właśnie i podobne kombinacje
        prowadzili organizatorzy wesela.
        Pamiętajmy przy tym, że w tych 150 osobach jest jeszcze udział gości ze strony
        pana młodego.

        > Nie piszcie, że 2 osoby więcej to nic przy 150, bo to nie prawda. Te,
        > które robiły podobnej wielkości wesela coś na ten temat wiedząsmile

        My robimy ciut mniejsze. Miało być 50 osób (przy czym z rodziny około 10, ze
        strony panny młodej też coś koło tego - reszta jej przyjaciół została
        ugoszczona przy okazji ślubu magistrackiego).
        I co?
        I ni choinki nie możemy zejść poniżej 68. Tu się komuś nieopatrznie obiecało
        (nie przed wiekami abstrakcyjnie, tylko tej wiosny konkretnie), tam komuś, bez
        tego to w ogóle nie ma mowy, od słowa do słowa robi się gęsto.

        > Sowa, nie obrażaj się, idź na ten ślub i kiedyś na swój odproś koleżankę!

        A jak będziesz miała chęć i możliwość, proś na wesele i nie zastanawiaj się,
        czy Cię zaprosiła.
        Były takie dwie pary, że nie wiedzieliśmy i uzależnialiśmy decyzję od tego, czy
        nas poproszą na wesele (nie poprosili). Ale że tam mnie kto sześć lat temu
        zaprosił, a ktoś inny dziesięć lat temu - kiedy nasze układy były zupełnie
        inne - nie?
    • motylwodny Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 30.06.05, 20:57
      A mnie się w tym wszystkim podoba stwierdzenie którejś z forumowiczek, które
      mówi, że jak kobieta jest w ciąży to nie może iść w białej sukni do ślubu.
      A to dlaczego? Nieczysta jakaś? Czarownica?
      • kalina_p Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 30.06.05, 21:23
        pierwsze slysze...
        Ale niby logiczne - skoro w ciązy, to znaczy, że sie przed slubem seksila, a to
        zakazane, to trzeba ja napienowac jakos. Racja jakas w tym jest.
        Ja w fioletowej bylamwink
        • sowa_hu_hu Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 30.06.05, 21:29
          proponuje tabliczke na szyji z napisem _ ladacznica wink to tak zamiast kolii z
          diamentami ( bądź tez cyrkoniami)
          • motylwodny Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 30.06.05, 21:50
            jak na razie nikt nic nie pisze o spaleniu na stosie smile))))) Penie dużo
            takich "białych ladacznic" na świecie dziś smile)))))))
      • a_weasley Mowa symboli 30.06.05, 22:02
        motylwodny napisała:

        > A mnie się w tym wszystkim podoba stwierdzenie którejś z forumowiczek, które
        > mówi, że jak kobieta jest w ciąży to nie może iść w białej sukni do ślubu.
        > A to dlaczego? Nieczysta jakaś? Czarownica?

        A to dlatego, że biała suknia wzięła się z bieli jako symbolu dziewictwa.
        Dlatego wdowy, wychodząc drugi raz za mąż, białych sukien nie nosiły.
        Dziś wprawdzie wiadomo, że większość panien młodych dziewicami nie jest, ale co
        innego jak mniej więcej wiadomo, a co jak to bije po oczach.
        Suknia jak suknia, niech tam, ale widziałem pannę młodą po trzech latach
        powszechnie wiadomego konkubinatu idącą do ślubu w wianku. Wyglądało to bardzo
        zabawnie.
    • kasik751 Re: koleżanka nie zaprosiła mnie na ślub......... 30.06.05, 23:15
      Imrezy slubno-weselne rzadza sie innymi prawami, niz prywatne zycie towarzyskie
      osob, ktore ten slub biora. Z wielu powodow, ale glownie ze wzgledu na duze
      wydatki oraz zaangazowanie rodzicow mlodej pary oraz calych rodzin i stosunkow
      panujacych.
      Osobiscie w przypadku slubow osob, z ktorymi nie jestem spokrewniona nigdy nie
      oczekuje zaproszenia na wesele, bo rozumiem te uwarunkowania. Gdy jestem
      zaproszona to sie ciesze, ze komus chce sie kase na mnie wydawac, gdy nie
      jestem zaproszona - po prostu przyjmuje ze zrozumieniem. I akurat z tego powodu
      nigdy nie jest mi przykro, a juz na pewno nie strasznie przykro.
      Sowa niech Ci juz nie bedzie przykro, bo taka impreza jak wesele organizowane
      przez rodzicow naprawde nie jest dobra miarka do oceny kolezanki.
      Masa jest takich sytuacji, ze rodziny po obu stronach sa liczne, a stosunki
      panujace sa takie, ze wszyscy musza byc zaproszeni. I to blokuje cala reszte
      gosci czyli te 230 osob, o ktorych ktos pisal, bo budzet ledwo zipie.
      Wystarczy wyobrazic sobie, ze przez te 150 osob oni (rodzice np.) wzieli
      dodatkowo 5 tys kredytu z banku - i to jest zasadnicza roznica jesli beda
      musieli wziac 5,5 tys. i potem splacac.
      Roznie to bywa.
      Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka