juspus
03.09.05, 23:27
Wrocilismy wlasnie z imienin, najgorszych jakie mogly byc. A bylo tak.
Wszystko w porzadku do momentu wyjscia. Ustalilismy, ze jedziemy na 16, a ok
19 wychodzimy. Ze wzgledu na dziecko. Aby moglo sie wyspac, bo caly dzien nie
spala, a zazwyczaj zasypia kolo 20. Kolo 19 mowie mezowi, ze szykuje mala i
wychodzimy. I tu jak zwykle, wtedy kiedy pojawia sie alkohol, on nie chce
isc, przedluza nasza wizyte, wcale nie patrzy na dziecko, nie interesuje sie
co mala robi, tylko siedzi i gada, gada, gada. Tak wiec on nie chce isc
rzedluza siedzenie o pol godziny i tak w nieskonczonosc. W koncu oswiadcza,
ze o 20 wychdzimy. A jak chce to moge sobie sama jechac. Wkurza mnie jego
egoizm. Poszlam do wc ale przystalam na jego warunki, mimo to, ze on wciety
juz. A z toalety slysze jak sie kloca - moja mama i on, mama chce ubierac
mala, bo juz tez ciagnie ojca, pijany, a maz sie upiera, ze nie jedziemy z
nimi, koniec, kropka, mala placze, bo chce wyjsc z dziadkami. Ale maz mysli
tylko o sobie, nie przejmuje sie, ze mala placze. Rodzice pojechali a my
zostalismy moze z 10 min do 20 tak jak on chcial. I tak czesto. Wkurza mnie
to, ze sie ze mna nie liczy, nie mam zdania, tlko on odejmuje decyzje. Moze
to taka blaha srawa ale rozpetala prawdziwa wojne. Mama go nawyzywala, a maz
tez stawial sie brzydko, krzyczal, a wszyscy patrzyli. w domu i w drodze
robie mu awanture. szykuje sie do wyjscia, rzucam mu obraczke, pierscionek.
Maz kupuje soie jeszcze 3 piwa, choc wciety, aby mnie jeszcze bardziej
zdenerwowac. Nie odzywamy sie sdo siebie. Mala zasypia w domu na podlodze.
Mam wyrzuty sumienia, jak wyrotna matka. w domu krzyk, nasza klotnia.
Powiedzialam, ze rano odchodze, pakuje manatki. Kto ma racje? Przeciez
chcialam jak najlepiej dla dziecka, aby olo spokojnie doehac do domu i sie
wyspac, a nie meczyc na przyjeciu i czekac az tatus wypije ostatni kieliszek.
Uwazam, ze moj maz jest egoista i rozpieszczoym jedynakiem.