Dodaj do ulubionych

Mamy lekarki

11.09.05, 08:49
Witam.
Mam do Was pytanie, ile macie dzieci? A jeżeli więcej niż jedno, to jak sobie
radzicie czasowo, organizacyjnie?
Jestem mamą jedynaczki, ale bardzo nam się marzy powiększenie towarzystwa.
Zastanawiam się jednak, jak to wszystko pogodzić?
Obserwuj wątek
    • czajkax2 Re: Mamy lekarki 11.09.05, 09:09
      Ja co prawda nie jestem lekarką,ale moja bratowa jest. Mają 2 dzieci,róznica
      między nimi wynosi 1,5 roku. Bratowa załapałą sie jeszzce na półroczny
      macierzyński.Jak wróciła do pracy to z maluchami siedzialą niania,potem starsa
      poszła do przedszkola. Od września obydwie chodzą juz do przedszkola,a bratowa
      od pól roku znowu zaczeła brac dyżury. Duzą pomocą jest mój brat.Zajmuje się
      domem, dziećmi,gotuje, sprząta. Widzę ze są szczęśliwi. Myśle ze sprawna
      organizacja nie byłaby mozliwa bez wdrozenia się brata w obowiązki domowe.
      Mysle ze to cały sukces-każde z nich chce pomagac sobie nawzajem.
      • grzalka Re: Mamy lekarki 11.09.05, 11:51
        Ja mam trójkę, prawie 4 -latke i bliźniaki, tu sie zwierzac nie będę, jak
        chcesz, to pisz na privsmile- jest szansa, że odpiszę wink
        • gosiacha Re: Mamy lekarki 23.09.05, 16:42
          Hej!
          Mam synka 3-letniego i plany co do następnego maluszka.
          Pozdrawiam.
          • zuzik30 Re: Mamy lekarki 24.09.05, 08:00
            Mam jedno dziecko, pracujące babcie, a męża czasem nie widuję 4 dni (układ
            dyżurów).Czasem muszę zabierać dziecko do pracy, kiedy nagle muszę przyjść po
            południu, albo mąż jeszcze nie zdążył wrócić z dyżuru, a ja zaczynam swój.
            Pomijam atrakcje ,typu uczenie się do specjalizacji albo robienie doktoratu.
            Bardzo chciałam mieć więcej dzieci, ale po prostu nie damy rady.
            • pesteczka5 Re: Mamy lekarki 24.09.05, 14:24
              Ja mam dwójkę, z różnicą 1,5 roku.
              Obydwoje urodziłam po jedynce.
              Bywało bardzo ciężko, teraz jest normalnie.
              Korzystam z dużej pomocy moich rodziców, pracujących, ale bardzo oddanych
              wnukom.
              Od czasu narodzin dzieci nie dyżurowałam, ale pracuję w szpitalu i przychodni,
              intensywnie odbywam staże w klinikach, został mi jedensmile Mieliśmy nianię od
              narodzin drugiego. Miałam dwa długie macierzyńskie, trzy miesiące wychowawczego.
              Mój mąż też jest lekarzem, dyżuruje, ma dużo pracy domowej (tłumaczenia, praca
              naukowa), gabinet, ale jest mi także ogromną pomocą w domu (dzieci, rachunki,
              budowa). Trochę trwało, aż się to ustawiło na w miarę satysfakcjonującym
              poziomie... Cały dom w sensie zakupy, gotowanie, organizowanie prowadzę ja, w
              sprzątaniu pomagała niania lub okresowo wynajęta pani.
              Po II powinno być lepiej, odpadną dojazdy na staże, będzie już myślę własny
              dom, więc może gabinet na miejscu, chyba że się nasz region sprywatyzuje i
              gabinety stracą rację bytu. Generalnie stawiam na dom, tzn. zamierzam coraz
              mniej czasu poświęcać pracy, więcej dzieciom, pracować i zarabiać ma u nas
              głównie mąż - tak dotychczas planowaliśmy.
              Chyba, że się coś zmieni - życie jest życiowesmile Ale dzieci będą już wtedy
              starsze.

              A teraz jestem w ogóle sama, bez męża, bo wyjechał na roczny staż. Dlatego mało
              piszę - wymieniam maile z nimsmile) Starszy synek zaczął wynosić śmieci... Gotuję
              na pół gwizdka, jedno gorące danie, bo dzieci jedzą w przedszkolu i trochę u
              babci.
              Prasuję wieczorem hurtem, sprzątam z dziećmi, niewiele tego, bo najczęściej
              wybywamy, jest tak piękniesmile), pracuję w nocy, gdy trzeba napisać jakąś pracę,
              zrobić prezentację. Cisza, spokój, zresztą zawsze najlepiej nauka szła mi w
              nocy. Czasem proszę męża o pomoc, jak sobie nie radzę z jakimś tematem - pomoc
              przychodzi pocztą elektronicznąsmile))
              Odsypiam następnej nocy, bo już kiepsko funkcjonuję bez snu.

              Nie bardzo widzę różnicę jedno a dwoje - gdybym wróciła do dyżurów, co za
              różnica zostawić z tatą dwójkę czy jedno?
              Też zdarza mi się brać dzieci do pracy - kiedy bardzo się rozżalą, albo kiedy
              biorę je na badania/do teatru itp. Wtedy biorę nianię, kosz kanapek i bawią się
              na trawniku przed kliniką.
              Kiedy będę się uczyć, dzieci pewnie do południa będą w przedszkolu, a potem
              podzielimy się i najpierw jedno odciąży drugie, zda, a potem zmianasmile

              Przepaść to praca i macierzyństwo, a czy pojedyncze, czy podwójne, to już
              różnica ilości, nie jakości...

              Tak mi jeszcze przyszło do głowy, że ja byłam wdzięczna Losowi za przerwę na
              macierzyństwo - cudowna odskocznia od zawodowego wariactwa, czas, kiedy można
              zwolnić, czas na zastanowienie się, o co nam chodzi w życiu,
              przewartościowanie, weryfikację celów, poustawianie proporcji. Współczuję
              mężczyznom, że tego nie mają. Czas odpoczynku, czas kontaktu z sobą, czas
              pełni, innych wrażeń... Tak to widzę.
              Ale ja wybrałam i postawiłam na dzieci - oznajmiłam szefowi, że wychodzę
              godzinę wcześniej, nie biorę dyżurów - byłam zdecydowana na konsekwencje
              (których nie było).
              Każdy musi swoją sytuację rozważyć sam.
              Pozdrawiam!
              • pesteczka5 Re: Mamy lekarki 24.09.05, 14:30
                P.S. Pierwsze lata pracy i małżeństwa upłynęły nam na wariackim dyżurowaniu i
                bezowocnym staraniu się o dzieci... Kiedy więc się pojawiły, nie miałam
                wątpliwości, co jest ważne.
                • zuzik30 Re: Mamy lekarki 24.09.05, 19:13
                  Pewnie, że nie ma różnicy czy z tatą zostanie jedno czy dwoje(choć nie byłabym
                  taka pewna), ale trudno myśleć o drugim dziecku, kiedy zarabia się w sumie
                  2 000, a żeby dorobić trzeba wariacko dyżurować. O otworzeniu gabinetu nie
                  możemy nawet marzyć-mieszkamy w mieście akademickim, gdzie specjalista jest na
                  każdym kroku. Moje dziecko nie miało pampersów, nosiło stare ubranka, a serce
                  mi pękało, kiedy na dyżurze lub innym służbowym wyjeździe słyszałam w słuchawce
                  płacz i prośby "mamusiu wracaj szybko".Drugi raz tego nie przeżyję.
    • zona_wojtka Re: Mamy lekarki 24.09.05, 19:18
      Tak samo jak godzą np. mamy prawniczki bądź mamy dyrektorki.
      • ledzeppelin3 Re: Mamy lekarki 24.09.05, 20:32
        Mamy prawniczki bądź dyrektorki nie mają dyżurów i nie muszą być w pogotowiu
        24h/dobę, nie porównuj czegoś, o czym pojęcia nie masz.
        Ja mam córkę 14 mies, jestem w 14 tyg ciąży z drugim, obecnie na wychowwczym
        rocznym, idę trybem specjalizacji jednostopniowym już (6 lat specj. z
        chirurgii, zrobiłam 3) i piszę doktorat z OZT. Na razie jest oksmile
        Mąż pracuje w firmie farmaceut. Oczywiście prawdziwy sajgon zacznie się, jak
        wrócę do kliniki, ale na razie się tym nie martwię.
      • jabw Re: Mamy lekarki 27.09.05, 21:33
        Boże jak dobrze poczyta Wasze posty...
        Nie ja jedna nie mam na nic czasu, na brud w domu nawet niania mojej córci
        narzeka, nie gotuję wcale. Mój mąż nie z branży, pracuje przez 5 dni w tygodniu
        w innym mieście- wraca tylko na weekendy i jest głównie zmęczony. Za mną 6
        miesięcy kiedy mała wstawała w nocy po 7-8 x...Teraz już jet dużo lepiej.
        Ostatnio był taki temat o natręcrwach poruszany, czy dziwactwach raczej. I
        połowa dziewczyn pisała o kompulsywnym sprzątaniu. Jedna z nich zmywała podłogę
        3 x dziennnie... Już myślałam, że tylko ja jakaś niedojda jestem, że nie daję
        rady. Ale patrzę, że wsztskie doktórki mamy podobnie. Najbardziej wkurza mnie
        to, że ludzie nie wierzą, że tak mało zarabiamy za tą pracę, albo uważają, że
        na pewno pracę olewany, bo przecież lekarza w pracy po 14 spotkać nie sposób
        (obiegowa opinia). I wielu z moch znajomych mówi, że za te pieniądze to by
        siedzenia nie ruszyła...
    • mamamichasia1 Re: Mamy lekarki 24.09.05, 21:38
      Witam,
      Jestem mamą 7 miesięcznego synka, na dziecko zdecydowałam się, gdy już miałam
      dobrą pracę i zrobiony drugi stopień.
      Wcześniej była praca na dwa etaty,często dyżury w soboty i niedziele.
      Po macierzyńskim wróciłam do pracy, w drugiej mam wychowawczy do czasu
      skończenia karmienia piersią.
      Synkiem zajmuje się mąż,jestem mu za to wdzięczna,dostosował swoją pracę do
      potrzeb rodziny. Czasem pomagają babcie.
      Tak jak napisała któraś z mam wcześniej, dziecko zmieniło mój cały system
      wartości.
      Dopiero teraz czuję się naprawdę szczęśliwa.
      I zaczynam myśleć o rodzeństwie dla Michałka.
      Pozdrawiam wszystkie mamy lekarki.
      • grzalka Re: Mamy lekarki 24.09.05, 22:05
        Jeszcze dodam, ze troszkę inną sytuację mają małżeństwa lekarskie, a innną, gdy
        tylko mama jest lekarzem (imho of course)
    • reszka2 Re: Mamy lekarki 24.09.05, 22:40
      Eee, jak juz jest jedno dziecko, to ma sie juz wprawę...
      Wróciłam do pracy jak synek miał 8 miesięcy, zostawał z opiekunką. W nastepnym
      roku zdałam specjalizację, odpoczęłam roczek, zaszłam w drugą ciążę, urodziłam,
      wróciłam do pracy jak córka miała 6 miesięcy, niania cały czas ta sama. Obecnie
      starsze w przedszkolu, młodsze z tą sama opiekunką, od ponad roku wróciłam do
      dyżurów na pogotowiu lub w poradniach całodobowych, do kursów doszkalających,
      zjazdów itp.
      Mąż nielekarz.
      Da sie żyć.
      • zuzik30 Re: Mamy lekarki 25.09.05, 07:05
        Jak sobie radzicie kiedy dzieci chorują, albo kiedy w szkole jest wolne?
        Zakładam, że przy dwojgu dzieciach zwolnienia trzeba brać częściej niż przy
        jednym.
        • pesteczka5 Re: Mamy lekarki 25.09.05, 10:46
          Ja napisałam otwarcie, u nas zarabia mąż, i ja nie dyżuruję, odkąd są dzieci.
          Może gdyby sytuacja nas zmusiła, byłoby inaczej - ale fakt, że dopóki dzieci
          budziły się w nocy, zostawienie ich przy tacie na noc nie wchodziło w grę.
          Choroby... bywało dramatycznie, jak trzeba było, siedziałam w domu. Jak
          wylądowałam w klinice z synkiem piętro wyżej niż stażowa, zaliczono mi to jako
          staż... Zawsze starałam się być obok, kiedy dziecko czuło się źle, miało
          gorączkę, było rozżalone itp.
          Ale pasmo chorób - tfu, tfu! na razie minęłosmile
          Żale dzieci, dramatyczne rozstania, rączka w drzwiach i błagania - mamo, nie
          idź! były trudne do zniesienia, fakt. Bywało, że ryczałam całą drogę do pracy.
          Ale tu mam wrażenie, że dzieciom we dwoje jest raźniej, mają "towarzysza
          niedoli", jest teraz łatwiej i weselej. Drugie nasze dziecko jest pogodniejsze,
          łatwiej znosiło rozstania od początku. Poza tym, jak widzę, że dzieciom się
          przelewa, wygospodarowuję wolny dzień - a to za jakąś sobotę, a to dzień opieki
          nad zdrowym dzieckiem (w obu firmach dają mi po dwa, to razem cztery), a to
          dzień z urlopu. Czasem zmieniam godziny zajęć, spędzam wtedy z dziećmi ranki,
          idę do pracy na po południu, a wtedy niebawem nadchodzi tata.
          Wakacje obowiązkowo miesiąc w kupie.
          Wolne w dzieci urodziny obowiązkowo.
          Dzieci to wszystko wiedzą i czekają na to.
          Jak byłam na tygodniowych wyjazdowych kursach, taszczyłam dzieci i nianię ze
          sobą.
          Akurat w aspekcie dobra dzieci (pomijam okres niemowlęcy, keidy definitywnie
          trzeba wybrać) uważam, że dwójce dzieci pracujących rodziców żyje się lepiej
          niż jedynakowi w pustym domu.

          Kiedy raz w przypływie rozpaczy po szczególnie mokrym rozstaniu poczłapałam do
          pani psycholog w pracy, ta powiedziała mi - proszę pani, rodzina ma dobrze
          funkcjonować jako całość. Jeżeli dziecko ma poza tym państwa uwagę i miłość,
          jest wspólne spędzanie czasu, kolacje, weekendowe śniadania, oprócz tego bacię
          i dziadka, dla których jest ważne, to jest w porządku. Takie właśnie jest życie.

          Dodam, że jako lekarz miałam też w paru punktach łatwiej - okresowo wychodziłam
          z pracy w szpitalu o 14, a nawet o 13, a nie o 17 jak np. mamy pracujące w
          banku. W przychodni 7.30-13. Nie było mnie więc w domu ok.6 godzin.
          Nie wystawałam w kolejkach w przychodni i nie płaciłam za wizyty domowesmile Jak
          sobie nie radziłam, prosiłam o pomoc koleżankę po fachu.

          Moje dzieci też nie miały luksusowych zabawek, ale nie cierpiałam z tego
          powodu, bo uważam, że pokrywką niemowlę zabawi się równie dobrze. Pampersów też
          długo nie, bo byłam zwolenniczką świeżutkiej tetrysmile Bartek był w tetrze do 7
          mca, Kuba, choć z przerwami, także. Nie mieliśmy bajeranckich wózków ani
          modnych gadżetów, a pierwszy fotelik po dwójce dzieci znajomych i
          bliźniaczkach przyjaciół (tzn. chyba jednejsmile), następne przechodnie. Żyjemysmile

          Teraz na dyżurach można dobrze zarobić, ale tu mam klarowny pogląd na sprawę -
          dziękuję. Na razie bardziej potrzebna dzieciom jestem ja.
          • zuzik30 Re: Mamy lekarki 25.09.05, 15:01
            Masz rację, że fajnie jest mieć towarzysza niedoli ale kiedy mąż na dyżurze, ja
            muszę biec na jakieś posiedzenie szkoleniowe na godzinę lub dwie, a babcia
            narzeka straszliwie, że przez ten czas nic nie mogła zrobić, bo dziecko było
            zbyt absorbujące i tak wogóle to ona nie ma czasu. Dodam, że zawsze muszę ją
            prosić, żeby popilnowała dziecka. Od 10 lat nie byłam z mężem w kinie, na
            imprezie, w restauracji itp. Wyobrażam sobie, co by było , gdybym
            zaczęła "wciskać" dwójkę. Teściowa oczywiście nie zajmuje się wcale.Szkoda
            dzieci. Nieraz w nocy już popłakałam, że funduję dziecku takie popaprane
            dzieciństwo, choć oczywiście kocham je nad życie.
            • grzalka Re: Mamy lekarki 25.09.05, 16:48
              Zuzik,
              Ja, podobnie jak Pesteczka, nie dyzuruję, a teraz jeszcze zrezygnowałam z
              przychodni i został mi tylko szpital. Zrezygnowałam, bo męża i tak bez przerwy
              nie ma w domu (dyżury, dyzury..) a dzieciom jednak cos się nalezy, a nie ciągle
              tylko opieka zastępcza.

              My mamy opiekunkę do chłopaków, która zajmuje się nimi jak ja jestem w pracy,
              zajmuje się też jak sa chorzy (oczywiście mam na myśli banalne infekcje,
              poważnie jeszcze nie chorowali na szczęście). Nie wiem co będzie jak starsza
              corka zachoruje, pewnie wezmę L4. Na babcie tez nie mam co liczyc.
              • pesteczka5 Re: Mamy lekarki 25.09.05, 19:47
                Zuzik,
                a opiekunka? Żebyście mogli czasem jak biali ludziesmile poczuć się wolni na
                moment?
                Fakt, moi rodzice zawsze byli gotowi zająć się dziećmi, kiedy my chcieliśmy
                pójść do kina - odkąd tylko ja byłam gotowa je zostawić. Pamiętam, jak moja
                mama karmiła dwumiesięcznego Kubę łyżeczkąsmile)) odciągniętym mlekiem, kiedy
                poszłam z mężem na służbowy bal i do północy wisiałam tam na telefoniesmile)

                Ale może mnie nie słuchaj tak serio, bo ja mam teraz nastrój wzmożony
                stanowczo. Przesypiam noce, moje dzieci maszerują na własnych nogach nawet po
                schodach i jeszcze torby pomogą nieść. No i nie chorują, bo katarów do chorób
                nie zaliczam. Co po kilku latach nieprzespanych nocy, dźwigania przychówku z
                wózkami na III piętro, karmienia obojga piersią i pasma chorób naprawdę
                usprawiedliwia mój obecny optymizm. Na dziś jest dobrze... pojęczę ucząc się do
                IIsmile
                • zuzik30 Re: Mamy lekarki 26.09.05, 12:40
                  Dziewczyny, jesteście wielkie, podziwiam wasz optymizm i dziękuję za słowa
                  otuchy. Jak już wspominałam z finansami ciągle krucho, tak że opiekunka odpada.
                  Poza tym miałabym chyba wyrzuty sumienia, że moje poniewierane dziecko musi
                  zostawać z obcą osobą. A do II właśnie się uczę sad(((((((( i mój dół robi się
                  coraz głębszy.
                  Na marginesie dodam, że okna w domu mam brudne.
                  • boziaj Re: Mamy lekarki 26.09.05, 13:21
                    witam i sie przyłączam smile)
                    córeczka ma 6m-cy, mam urlop wychowawczy do końca roku, ale szef mnie molestuje żeby skrócić... a ja juz teraz sie nie wyrabiam: córcia przez 3 miesiace miała kolki, teraz ząbkuje - juz 3 tygodnie, w chałupie syf, na obiad zarcie jak najmniej czasochłonne itp.
                    czasem jak czytam forum to mam wrażenie że jestem na poziomie tych okropnych mężów wink co gdy zajmuja sie dzieckiem, to juz nic innego nie zrobią
                    specjalizacja w połowie, w trybie rezydentury, więc nie da sie tego odkładac w nieskończoność (a mam wrazenie że za tyle będę w stanie sie przygotowac do egzaminu)
                    to tak sobie pomarudziłam smile), może dlatego ze dziś w nocy 6 pobudek, ale i tak uwazam , ze macierzyństwo to najlepsze co mi sie w zyciu przytrafiło
                    pozdrawiam
                    • gosiacha Re: Mamy lekarki 26.09.05, 17:29
                      Z jednej strony chciałabym mieć drugie dziecko,
                      bo zawsze chciałam mieć więcej niż jedno,
                      bo syn skończył już 3 latka i czas najwyższy byłby na rodzeństwo,
                      bo mogę liczyć na pomoc mojej mamy, która już nie pracuje,
                      bo w październiku skończę 32 lata,
                      bo pracuję w ramach etatu i dyżury też mam etatowe, więc długie L4 = przyzwoita
                      kasa za średnią z dyżurów,a na kontrakcie to wiadomo jak jest jak się nie pracuje.
                      a z drugiej strony waham się, bo:
                      ciąża=długa przerwa w pracy ( robię specjalizację z anestezjologii i nie
                      ryzykowałabym pracy "w gazach" w czasie ciąży,
                      za 1,5 roku kończę szkolenie specjalizacyjne i zostało mi do odrobienia jeszcze
                      kilka kursów "wyjazdowych" no i egzamin , który zdawałabym jesienią 2007, i nie
                      wyobrażam sobie nauki przy niemowlaku, a synek był w niemowlęctwie bardzo
                      absorbujący.
                      Warunki mieszkaniowe nasze też na chwilę obecną pozostawiają wiele do życzenia
                      Tak więc raczej skłaniam się ku myśli, by najpierw szybciutko zdać egzamin i
                      wtedy zajść w ciążę. Będę wtedy miała 34 lata, więc jeszcze nie będę tak bardzo
                      stara na ciążę.
                      Nie chciałabym , by moje dziecko pozostało jedynakiem.
                      Rodzicielstwo to faktycznie najlepsze co nas w życiu może spotkać.
                      Pozdrawiam wszystkie mamy - lekarki i nie tylko!!
                      • mysz78 Re: Mamy lekarki 26.09.05, 17:46
                        do Gosiacha: ale fajnie, właśnie zastanawiałam się, czy znajdę na forum
                        mamę-anestezjologa smile ja od pół roku robię specjalizację "nasenną", mam 1.5
                        letniego synka i chcielibymy Mu dorobić w przyszłym roku towarzystwo. martwię
                        się trochę, jak z ciążą w naszej specjalności, czy mam 9 miesięcy robić kursy i
                        "bezpieczne" staże ? przenieść się na OIOM ? znieczulać tylko pp ?
                        poza tym mam to samo, co wszystkie piszące tu Mamy - lekarki: dyżury swoje i
                        męża, brak czasu na naukę, nie umyte okna i obiad z mrożonki....a do tego
                        najbliższą Babcię 350 km, wynajmowane mieszkanie, męża w domu gościnnie 2xtyg i
                        dziś trochę doła, bo oboje z Mayłm fest się przeziębiliśmy. a katar w gardle u
                        nas = się rzyganie co chwilę. pozdr wszystkie dzielne Mamy !!! k.
          • ledzeppelin3 Re: Mamy lekarki 27.09.05, 11:17
            psteczka, zhadzam się że bawić się w medycynę i mieć dzieci można, gdy drugie z
            małżonków zarabia pieniądze...
            Albo łapać trzy fuchy- oddział, przychodnia, dyżury, pogotowie- i widywać
            dzieciaki od święta...
    • przedszkolak2 Re: Mamy lekarki 26.09.05, 21:17
      Cześć. Dziękuję za odzew.
      Widzę, że borykamy się z tymi samymi problemami.Rozdarcie między macierzyństwem
      a pracą jest bolesne. W miarę możliwości musimy dzieciakom stworzyć Dom.
      Słuszna jest uwaga Pesteczki: rodzeństu rażniej tęsknić za mamą.To przekonuje
      mnie do podjęcia decyzji o drugim dziecku. Niemniej jednak decyzja jest trudna,
      dlatego, że chciałabym męża odciążyć w kwestiach zarobkowych- ciągłe dyżury,
      dodatkowe prace, żal mi biedaka. Po drugie, teraz kiedy córka poszła do
      przedszkola wiem, na czym polega koszmar brania L4. Dezorganizuję pracę na
      oddziale, przyczyniam się do tego,że inni muszą moja pracę wykonywać po
      godzinach. Żle się z tym czuję i zdaję sobie sprawę z tego,że dwójka dzieci to
      częstsze zwolnienia. Myślałam, że po zdaniu "dwójki", zrobieniu doktoratu, nie
      pozostanie mi nic innego tylko dzieci rodzić i piec placki ze śliwkami smile
      No cóż, życie to nie bajka.
      Pozdrawiam.
      • pesteczka5 Re: Mamy lekarki 26.09.05, 21:51
        Dodam prozaicznie, że okna w domu to ja zawsze w tamtym okresie miałam brudne.
        Pamiętam, jak raz na święta heroicznie powiesiłam tylko czyste firanki tak dla
        zapachusmile))

        Tak patrzę i widzę, że wiele zależy od miejsca pracy - znam dyżurki, gdzie
        dziewczyny robią II i doktorat ekspresowo i bezboleśnie, o wpół do drugiej
        biorą torebeczkę i mówią do widzenia, udając się po dziecię do przedszkola, a
        są też takie, gdzie mają chęć pogryźć koleżankę w ciąży w ramach gratulacji, bo
        to kładzie misterne plany staży i zmusza resztę do dyżurowania co drugi dzień.
    • gosiacha Re: Mamy lekarki 26.09.05, 22:06
      Myślę, że coś jest w życiu ważne a coś mniej ważne.
      Tak naprawdę to nie ma co liczyć na to , że ktoś doceni, że pracujemy ciężko
      będąc w ciąży, więc lepiej nie ryzykować z pracą w stanie odmiennym.
      Przecież kiedyś te dzieci trzeba urodzić i zdecydowanie lepiej zdążyć je urodzić
      przed emeryturą!
      Myślę też, że plusem w naszym zawodzie jest to, że zawsze będziemy mieć pracę,
      bo specjalistów nam ubywa.
      Dzieci nadają sens życiu.
      A ja właśnie zamiast być w domu to siedzę w "robocie" na wyjątkowo spokojnym
      dyżurze, ale myślami i sercem jestem z moimi chłopakami.
      I myślę sobie: byle do rana, bo rano o godz. 8:00 zabieram torebeczkę i zmykam
      do synka, z którym spędzę calutki dzień. Cóż za miła perspektywa!
      • przedszkolak2 Re: Mamy lekarki 26.09.05, 22:10
        Gosiacha, zazdroszczę możliwości "zejścia" po dyżurze.
    • przedszkolak2 Re: Mamy lekarki- jeszcze jedno pytanie 26.09.05, 22:46
      Dziewczyny, jeżeli miałybyście ochotę jeszcze pogadać, mam kolejne pytanie: jak
      widzicie swoją przyszłość zawodową, tzn. czy zamierzacie pracować na oddziale,
      startować na ordynaturę, robić karierę naukową, walczyć w poradni, czy może
      wyjechać za granicę?
      Pytam, bo stoję na zakręcie. Czuję,że powinnam zmienić pracę, znależć swoje
      miejsce (obecne jest fascynujące, ale wymaga bezinteresownej, prawie że
      bezwzględnej dyspozycyjności czasowej).
      Ciekawa jestem Waszych planów.
      Pozdrawiam.
      • mruwa9 A moze przeniesc te dyskusje 26.09.05, 23:03
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23357
        na forum Dyzurka? Tu sie czasem trudno znalezc, a tam wiatr hula...
    • ines10 Re: Mamy lekarki 26.09.05, 23:36
      mam ten sam dylemat co Wy.Właśnie siedzę na dyżurze,a mam ich 7-8 w miesiącu,mąż
      też lekarz-ma ok.13 dyżurów,spłacamy kredyt mieszkaniowy....Jestem na drugim
      roku specjalizacji.Mamy 1,5 roczna córeczkę-która też poniewiera się po rodzinie
      mojej i męża..Mam ciągłe wyrzuty sumienia jeśli chodzi o czas spędzany w domu...
      Planujemy na wiosnę kolejne potomstwo i jesteśmy pełni optymizmu , że jakoś damy
      radę...
      A co do planów -to po zdaniu specjalizacji chcielibyśmy wyjechać do
      Szwecji,zacząć normalnie zarabiać i w końcu mieć czas na przyjemności typu kino,
      wypady w góry,wolne popołudnia.Pozdrawiam wszystkie zapracowane mamy i wracam do
      pacjentów.Aga
      • zuzik30 Re: Mamy lekarki 27.09.05, 02:12
        My zaczęliśmy się rozglądać za pracą w Anglii.Oczywiście na razie pracy szuka
        mąż, bo ja jeszcze nie mam specjalizacji. Na szczęście firmy pośredniczące
        biorą pod uwagę, że ja też będę chciała pracować.
        Po dyżurze (ostrym) ostatnio wróciłam do domu o 17.Oczywiście na życzenie szefa
        trzeba być w pracy o każdej porze dnia i nocy. Na myśl o rychłym rozpoczęciu
        roku akademickiego chce mi się płakać.Oby ten wyjazd wypalił, bo nie wiem jak
        długo jeszcze wytrzymam.
        • przedszkolak2 Re: Mamy lekarki 27.09.05, 05:25
          "...nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam".
          To samo moge powiedziec o sobie. Mój optymizm się już wyczerpał. W pewnym
          wieku trudno już życ tylko ideami i poświęceniem. Jestem zmęczona.
    • boziaj Re: Mamy lekarki 27.09.05, 10:30
      co do reakcji w pracy na ciążę to szef - wiadomo... natomiast co do kolezanek (u mnie prawie same kobitki) to z jednym wyjątkiem to mamy małych lub bardzo małych dzieci; jednej strony to ok bo jak nikt rozumieją, że np. na ciążę zagrożoną trzeba dmuchać, a nie nie poświęcać się (idzieciaka) w pracy; z drugiej strony jak ma być uczciwie to nie ma taryfy ulgowej na hasło "mam dziecko" bo wszystkie jedziemy na tym samym wózku
      • ledzeppelin3 Re: Mamy lekarki 27.09.05, 11:15
        Myślę poważnie o zmianie specjalizacji- kobieta chirurg z dwojgiem dzieci to
        niewykonalne, w tej specjalizacji po dyżurze sobotnim często zostaje się 3/4
        niedzieli (pacjent z dyżuru zakrwawi, trzeba go otworzyć), ostre dyżury i Izba
        są nie do przejścia (36 h na nogach, bo po dyżurze są 2-3 planowe zabiegi
        następnego dnia), codizennie praca do 16- nie ma wyjść o 13-14, bo w planie
        codziennie są średnio 3 mniejsze zabiegi lub 1 pankreatoduodenektomia- to jest
        7 h, a po powrocie z bloku uzupełnianie zleceń, obserwacje i wypisy oraz
        opatrunki twoich pacjentów. Za ciężka fucha. A kasa żadna,zresztą same wiecie.
        Najlepiej być w niej facetem bez dzieci. Ale przeraża mnie koeljne 5 lat od
        początku (chciałabym dermatologię zrobić).
        • mruwa9 Re: Mamy lekarki 27.09.05, 11:25
          ledzeppelin3 napisała:

          > (chciałabym dermatologię zrobić).

          No tak.. znasz jakies stany nagle w dermatologii? wink
          • mruwa9 Re: Mamy lekarki 27.09.05, 11:27
            no, wlasciwie obrzek Quinck'ego..
            • ledzeppelin3 Re: Mamy lekarki 27.09.05, 11:33
              smile))))))))))))))))))))))
              Dokładnie, wszyscy ze mnie leją że chcę z zabiegówki na dermę, ale ja się chcę
              na dyżurach w końcu wyspać!!!!
              Poza tym osobiście zaleczyłam mężowi trądzik różowatysmile))))))))) znaczy się mam
              zadatkismile
              • mruwa9 Re: Mamy lekarki 27.09.05, 11:37
                tak sie zastanawiam: jaka nocna pobudka na dyzurze daje wieksza satysfakcje:
                ostry brzuch czy jakis pryszcz na tylku (jestem przekonana, ze takie kurioza
                sie zdarzaja). A moze nie jestem na biezado i na dermatologii nie ma dyzurow
                lekarskich?
                • ledzeppelin3 Re: Mamy lekarki 27.09.05, 13:48
                  Są, ale spokojne, tak koleżanki donoszą
                  A ostry brzuch to jest w najlepszym razie 3 godzinki w plecy, w najgorszym-
                  tętniaczek rozwarstwiający aorty brzusznej- z wszyciem graftu 12 h.
    • gosiacha Re: Mamy lekarki 27.09.05, 17:27
      A w mojej specjalizacji, tzn anestezjologii, przeraża mnie wizja dyżurów
      praktycznie do końca czynności zawodowej, bo gabinetu przecież nie otworzę,a z
      gołej pensji nie da się wyżyć wyżyć; ew. wchodzi w rachubę "zanieczulanie" w
      prywatnych gabinetach zabiegowców, z tym wiążą się z kolei zajęte popołudnia,
      ale chociaż później można wyspać się we własnym łóżku.
      I to jest chyba główny minus mojej specjalności . Gdybym została okulistą lub
      dermatologiem, to nie musiałabym tyrać na dyżurach.
      Ale ogólnie to jestem zadowolona ze swojego wyboru i nie chciałabym robić
      czegoś innego.
      Atmosfera w mojej pracy też jest OK, jest młody zespół, bo po pamiętnym strajku
      anestezjologów Koledzy w średnim wieku opuścili nasz piękny kraj.
      Wyjechać nie chcę, ale gdybym była facetem to pojechałabym na rok lub dwa do
      Niemiec ( kolega zarabia tam 4000 Euro za taką samą pracę), lub do Anglii ( tak
      jeden z moich kolegów , który zarabia 35 tys zł, bez dyżurów, jako konsultant-
      anestezjolog). Kobiety mają troszkę mniej możliwości , bo mają dzieci do
      wychowania.
      Dodam jeszcze, że mój mąż nie jest lekarzem.
      Pozdrowionka.
    • gosiacha Re: Mamy lekarki 27.09.05, 17:31
      Podane zarobki to oczywiście wynagrodzenie miesięczne.
      Gdybym zarabiała 5000 zł "na rękę" w Polsce,co uważam nie jest jakąś wygórowaną
      kwotą jak za tak odpowiedzialną i ciężką pracę, to byłabym bardzo zadowolona.
      • gosiacha Re: Mamy lekarki 27.09.05, 17:32
        Zastanawiam się czy kiedykolwiek tak będzie.
        Jeszcze raz pozdrawiam.).)
      • ledzeppelin3 Re: Mamy lekarki 27.09.05, 20:36
        Dokładnie, 5000zł na rękę to byłoby jeszcze w miare za tak cholernie
        odpowiedzialną i ciężką pracę. Jka na razie, niania do dziecka zarabia więcej
        ode mnie- i to sporo (nie mówiąc o hydrauliku, sprzątaczce w Mrriocie,
        murarzach, glazurniku itepe). Możesz sobie wyobrazić taką dysproporcję w USA?
        Gdzie lekarz po stażu 5 lat zasuwa świątek i piątek, ale wie, że po tych 5
        latach będzie go z palcem w nosie stać na porsche i dom, a jego dzieci będą
        kształcone w prywatnych uczelniach bez szczypania się? Że nie wspomnę, że w
        trakcie rezydentury spokojnie go stać na średniej klasy samochód i wynajęcie
        mieszkania....
    • boziaj Re: Mamy lekarki 29.09.05, 15:16
      albo wracam do pracy JUŻ albo szef nie zgodzi sie na przedluzenie rezydentury ( o prawie 8 miesięcy w zwiazku z L4 i macierzyńskim)
      dyzury moge podjąć jak Maleństwo skńczy roczek, łaskawca
      nie wiem czy sie smaić czy płakać...
      • zuzik30 Re: Mamy lekarki-dzieci mam lekarek 29.09.05, 16:50
        Czy są tu takie? Bo ja w pewnym momencie uświadomiłam sobie straszną rzecz -
        nie mam wspomnień z dzieciństwa związanych z matką. Nie pamiętam, zeby się ze
        mną kiedykolwiek bawiła, czytała mi książkę itp. Nie wiem, czy wynika to z
        faktu że jest oschłym, zimnym, despotycznym człowiekiem, czy z faktu
        wykonywania zawodu lekarza. Bardzo, bardzo się boję, żeby moje dziecko nie
        miało takich wspomnień, poświęcam mu każdą wolną chwilę kosztem swojego
        odpoczynku, ale ciągle ten strach nie daje mi spokoju. Czy wy też tak macie?
    • goch007 Re: Mamy lekarki 01.10.05, 08:46
      Ja też jestem lekarką z 14-miesięczną córką, mąż lekarz 6 dyzurów na miesiąc,
      mało czasu dla siebie i mało pieniędzy. Pocieszam się,że wybrałam niezłą (dle
      dzieci) specjalizację-med.rodzinną. Teraz staże, potem przychodnia, mam
      nadzieję,że jakoś się uda jeszcze urodzić drugie dziecko w trakcie tej
      rezydentury. Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka